Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Świąteczne Przygotowania

Autor: Praca zespołowa

Legenda:
Agnes - napis
Caroline - napis
Leanna Relash - napis
Justine Helfire - napis
Vendea - napis

Od samego rana w Akademii panowała niezwykła cisza. Wszyscy starali się przygotować na nadchodzący wieczór. Caroline zdążyła już 10 razy spaść z drabiny poparzyć się świeczkami i spalić dwa kompletyu lampek choinkowych, a Leanna tylko przyglądała jej się z dziwnym wyrazem twarzy. Z Zakonnej kuchni wydobywały się śliczne zapachy. Za zamkniętymi na cztery spusty drzwiami sali konferencyjnej członkinie ruchu Różowej Rewolucji przygotowywały niezwykłe w tym roku dekoracje. Justine patrzyła na stos kolorowych kartek, bombek i innych ozdób i zastanawiała się jak to wszystko ze sobą dobrze połączyć, nie używając Mocy. Caroline nie namyślając się zbytnio pobiegła do bliżej nieznanego miejsca i skądś, co stało się ścisłą tajemnicą, przyniosła wiadro białego kleju. Leanna zauważając jeszcze jedno pudło z ozdobami, wzięła je i zaniosła Mistrzyni Justine, a Vendea starała się skończyć ozdabiać papierową choinkę zużywając do tego masę lakieru do włosów. Agnes zrobiła kilka kroków do tyłu, podziwiając dwu i pół metrowego, pluszowego, różowego Ewoka, z przewiązaną czerwoną kokardą na szyi i czapką Mikołaja na głowie, stojącego dumnie na środku sali. Dziewczyny świetnie się bawiły tworząc nowe dekoracje, które były coraz bardziej oryginalne i imponujące, a wszystko po to, aby upiększyć nadchodzący wieczór i wspólne świętowanie. Wszystkie miały na sobie czapki Mikołaja, które dodatkowo budziły świąteczny nastrój oraz przypominały o tym, że święta to czas wzajemnej życzliwości i zapominania o kłótniach i sporach. Wszystkie też coraz bardziej były przejęte dzisiejszym wieczorem, zwłaszcza, że czas mijał, a do zrobienia zostało wiele rzeczy. Różowy Ewok świetnie prezentował się na środku sali, ale brakowało choinki, o którą jest trudno na porośniętym gęstą dżunglą czwartym księżycu Yavina. I kolorowych pudełek pod nią. Dziewczyny pracowały przez długich jak wieczność kilka godzin, rozwieszając łańcuchy, światełka, bombki i inne świąteczne ozdoby oraz wstawiając prezenty pod choinkę-Ewoka aż w końcu wszystko było gotowe.
- Hmm... Czegoś mi tu brakuje, ale nie wiem czego... - stwierdziła Justine, przyglądając się gotowej sali.
- Hmm może jedzenia? - podsunęła Caroline, z której brzucha już od minut wydobywało się nieustanne burczenie - No i oczywiście reszty zakonu nam brakuje.
- Właśnie, gdzie oni są, bo jakoś tak zbyt cicho… - dodała Leanna.
- A może by ich jakoś tutaj ściągnąć w dość niekonwencjonalny sposób? – podsunęła Vendea.
Agnes rozejrzała się uważnie i policzyła na palcach wszystko, co było do zrobienia w tej sali.
- Może puścić w tle jakieś kolędy? – zaproponowała.

- Brakuje gwiazdki! - wykrzyknęła Justine, patrząc na szczyt choinki - Na choince musi być gwiazdka!
- Hmm... może coś wykombinujemy? - Caroline wyglądała na zamyśloną, co nie zdarza się jej często, ponieważ zwykle najpierw robi potem myśli, co już nie raz było powodem tego, że młoda samica rasy Chiss otarła się o śmierć w niezwykle głupi sposób - A może gwiazdka z blachy i metalowych rur? – podsunęła.
- Według mnie to świetny pomysł! Jeśli Caro ma zamiar ją zrobić, to pomogę – powiedziała Leanna.
- Mistrzyni, kolędy w tle to świetny pomysł. Powstanie świetna świąteczna, rodzinna atmosfera – stwierdziła Vendea.
- To będą piękne święta! - Agnes włączyła kolędy. - No, to teraz ich wszystkich trzymać z daleka do wieczora.
- No to możemy zamknąć salę... I wyruszyć na poszukiwania gwiazdki na choinkę-Ewoka! - stwierdziła Justine - Tylko gdzie znajdziemy najpiękniejszą, najbardziej niezwykłą gwiazdkę na naszą choinkę?
- Tam na niebie, nigdy nie widziałam gwiazd piękniejszych niż na Yavińskim niebie... poza... -Caroline urwała na chwilę, a jej twarz przybrała nieco zatroskany wyraz, jednak nie trwało to zbyt długo - A zresztą nieważne...
- Hmm... Ale z czego ta gwiazda ma być? Z rur czy z Ewoka? – zażartowała Leanna.
- Wydaje mi się, że lepiej z rur niż Ewoka – odpowiedziała Vendea z uśmiechem.
- Idźmy do piwnicy! Tam na pewno coś znajdziemy – zaproponowała Agnes.
- Do piwnicy... Agnes, oszalałaś? Tam może być wszystko! - Justine zastanowiła się przez chwilę nad tym pomysłem - Dobra, chodźmy!
- Piwnica! - krzyknęła Caroline z entuzjazmem, godnym łowcy nikomu niepotrzebnych skarbów i pobiegła w jej stronę przy okazji przewracając się na każdym zakręcie z poślizgiem.
- Idę z wami! – dodała Vendea.
Agnes podeszła do drzwi i wystawiła głowę na zewnątrz, sprawdzając, czy nikt się nie czai do wtargnięcia do środka.
- Droga wolna – stwierdziła.

Justine wyszła razem z Agnes i starannie zamknęła drzwi do sali.
- No to ruszajmy! - powiedziała i cała grupa wyruszyła w stronę piwnicy.

Caroline potknęła się na schodach i zeszła, a raczej spadła z nich, tym samym pobijając wszystkie nieoficjalne rekordy schodzenia do piwnicy. Widząc upadek Caroline, Vendea ostrożnie zeszła po schodach do piwnicy. Spodziewała się, że zobaczy tam niemalże wszystko. Agnes spojrzała na Justine.
- Nowy rekord – stwierdziła z uśmiechem.

Agnes rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś światła.
- Nic mi nie jest! - odkrzyknęła Caroline - Tylko jestem lżejsza o parę zębów... ale nic mi nie jest.
Justine włącza swój miecz świetlny i posługując się nim jak latarką idzie przed siebie.
- Tylko się nie pogubcie! – ostrzega.

- W sumie... - Agnes mruczy pod nosem, zapala swoje miecze i wyrusza na poszukiwania. Cała grupa rusza przed siebie powoli, przemierzając ciemne korytarze piwnicy, aż nagle słychać jakieś dziwne dźwięki. Caroline szuka po kieszeniach pręta oświetleniowego, kiedy go znajduje próbuje go zapalić, pręt rozbłyska ale po chwili gaśnie. Nieco zirytowana młoda samica rasy Chiss uderza w niego kolanem, na co pręt włącza się i już nie gaśnie. Słysząc dźwięki Caroline zaczyna się drapać po karku z zastanowieniem.
- Hmm.. Czy to mój obłęd... czy wy też to słyszycie? – pyta z niepokojem.

Vendea rozgląda się po piwnicy, zaniepokojona dziwnymi odgłosami. Spogląda na kartony.
- Ciekawe co się w nich kryje? – pyta z ciekawością.

Agnes wyrywa się do przodu z błyskiem w oku.
- Rancor! – krzyknęła do reszty.

- Rancor?! Gdzie?! – Justine pobiegła za Agnes, żeby tylko sobie nic nie zrobiła - Agnes, zaczekaj!
- Rancor? Hmm… dziwna potrawa na święta... – rzuciła zdezorientowana Caroline.
Vendea z przerażeniem wymalowanym na twarzy łapie pierwszy pręt, który zauważyła. Agnes zbliża się do miejsca skąd dochodzą dziwne odgłosy, a Justine wbiega zaraz za nią, rozgląda się i widzi ogromne pomieszczenie, a na samym środku siedzi sobie... mały wyjący rancor. Vendea podchodzi do miejsca, z którego dochodzi lament. Gdy zauważa małego, płaczącego Rancora od razu opuszcza pręt i robi jej się go żal. Podchodzi do zwierzaczka.
- Przecież są Święta… Nie możemy go tutaj tak zostawić, trzeba się nim zaopiekować – stwierdziła patrząc na pozostałych.

- Ven ma racje, czy coś... dajmy mu mleka... ale w sumie... nigdy nie oswajałam rancora, na Csilli nie ma rancorów, na Coruscant też żadnego nie widziałam... – powiedziała Caroline.
Agnes rozgląda się podejrzliwie dookoła.
- Tylko jeden mały rancorek? – pyta z powątpiewaniem.

Justine rozgląda się czujnie po pomieszczeniu, ale nigdzie nie widać więcej rancorów.
- Dobra, zabierzmy go... Tylko uwaga na ząbki!

- Ja go wezmę – proponuje Vendea i rozgląda się po piwnicy, łapie pierwszy lepszy koc, zawija w niego rancora i bierze do rąk - Zaraz, a nasza gwiazda?
- Uważaj na pazury... albo coś - Caroline przetrzepuje kartony robiąc delikatnie mówiąc bałagan, łapie kilka metalowych prętów i kawałków blachy. – Hmmm… przydałaby się złota farba.
Agnes przygląda się kartonom.
- Farbę mamy, możemy wziąć kartony i druty i zrobić z tego gwiazdę – stwierdza.

- Hmm... Brakuje jeszcze światełka do środka... Żeby gwiazda świeciła – dodaje Justine, zastanawiając się.
Vendea ze zwierzaczkiem na rękach przekopuje karton. Wyciąga z niego małą, świecącą żaróweczkę.
- To wystarczy? – pyta.

- Raczej nie... – odpowiada Caroline - I na Wielkiego Thrawna uważaj z tym maluchem! A może byśmy dokleili lampki na krawędziach gwiazdy? Jestem pewna, że widziałam takie żółte...
- Wszystko da się zrobić! – rzuca Agnes i zbiera materiały - Dobra, dość piwnicy, jeszcze dużo pracy nas czeka.
- Idźcie i zróbcie ładną gwiazdę, a ja zajmę się światełkiem w środku - mówi Justine tajemniczo i wyrusza do pomieszczenia obok - Spotkamy się w sali na górze!
- Y.. A co ja mam zrobić z malutkim Rancorem? – pyta Vendea z niepokojem.
- Weźmy go! – rzuca Caroline radośnie - Niech popatrzy jak się spawa blachę, tylko chyba nie mam maski spawalniczej dla rancora...
- Trzeba dać mu jeść – dodaje Mistrzyni Agnes.
- Caro, Ty masz mnóstwo jedzenia w pokoju. Mogę tam troszkę pomyszkować i dać mu coś jeść? – pyta Vendea, patrząc niewinnie na rancora.
Agnes idzie do wyjścia do piwnicy.
- A rancora pokazujemy im już teraz czy trzymamy na prezent? – pyta.

- W mojej komnacie? No dobra... Pod łóżkiem jest zgrzewka kartonów mleka, daj mu jeden karton, weź kartę dostępu, bo nie wejdziesz do komnaty. - Caroline daje Ven kartę wyciągniętą z kieszeni. - Potem pokażemy rancora, jako prezent!
- Tak, Caro ma rację, zdecydowanie później. – Vendea bierze kartę dostępu i idzie do pokoju Chissa.
- Ja idę do kuchni sprawdzić jak im idzie! – rzuca Agnes i wychodzi z piwnicy.
- Tylko nie zaglądaj do szuflady w biurku! – krzyczy Caroline za Ven i idzie do warsztatu spawać rury.
Vendea dochodzi do pokoju Caro. Wchodzi do niego. Jej oczom ukazuje się straszny widok. Pokój wygląda tak, jakby przeszło przez niego tornado. Nagle rancor wysuwa jej się z rąk i Vendea nie potrafi go znaleźć. Krzyczy z przerażeniem w głosie:
- Carolinee! Chodź tutaj!

Niestety Caroline już nie jest w stanie usłyszeć Vendei, bo pobiegła do warsztatu i zaczęła przycinać rury na odpowiedną długość, by zrobić z nich ramy dla gwiazdy na choinkę.
- Rancorku.. gdzie jesteś....? – Vendea próbuje wywołać rancora, po czym zauważa pazurki wystające spod tony papierków po batonikach - Nie uciekaj mi już więcej! - Vendea bierze zwierzaka na ręce, karton mleka i wychodzi z pokoju.
- Jeszcze tylko zamknąć dobrze drzwi, bo Caroline będzie wściekła – rzuca i idzie w stronę warsztatu.

Caroline przycięła rury i zabrała się za spawanie, przez nieuwagę złapała za świeżo pospawaną gorącą ramę i poparzyła sobie wierzch prawej dłoni. Vendea wchodzi do warsztatu, od razu zauważa ranę Caroline.
- Idź do Centrum Medycznego. Ja skończę składać Gwiazdę i spotkamy się w Sali – proponuje.

Caroline nawet nie zauważa Ven, przycinając blachę, żeby wypełnić środek gwiazdy, najwidoczniej wpadła w trans związany z powierzonym jej poważnym zadaniem.
- Caroline... No tak, teraz to sobie nawet krzyczeć mogę. Ona mnie nie usłyszy.
Vendea czeka aż Caroline skończy pracę, ale po chwili mówi:
- Zanim ona to skończy, mały zdąży się najeść - podaje rancorowi otwarty kartonik mleka.

Caroline skończyła spawać gwiazdę po godzinie, tym razem ucząc się na swoim błędzie wzięła gorące dzieło w rękawicach i zaczęła je oglądać.
- No chyba będzie okej – stwierdza, wychodzi z warsztatu i kieruje się w stronę Sali.

Justine wyczuwa, że wszyscy już są w sali, więc wchodzi ze swoim małym pakunkiem w rękach i uśmiecha się tajemniczo. Podchodzi do Caroline, odwija pakunek i wszyscy mogą zobaczyć jasny, świecący kryształ. Justine kładzie kryształ wewnątrz gwiazdy i pomaga Caroline umieścić ją na choince-Ewoku. Caroline spadła z drabiny ostatni raz tego dnia.
Wszystko było gotowe: ozdoby, choinka-Ewok, jedzenie. Stoły były zastawione, a w tle słychać było tylko kolędy. Dziewczyny mogły w końcu usiąść i odpocząć po ciężkim dniu pracy. Teraz pozostało tylko czekanie na przybycie pozostałych członków Zakonu. Miały nadzieję, że wszystkim spodoba się tak przygotowana sala.
Wróć na górę