Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Różowy Ewok i inne cuda

Autor: Sharon

Dawno, dawno temu... Nie nie... Tak zaczyna się każda zwykła bajka o czarodziejkach i wróżkach. Ta bajka jest bardzo niezwykła, więc zasługuje na niezwykły początek.
Na czwartym księżycu Yavina, w małym domku mieszkał...
- Chwileczkę, to jakieś nieporozumienie...
Kaelder Dherven po raz kolejny spojrzał w lustro, z którego patrzył na niego mały, różowy, puchaty Ewok.
- Na Moc, jestem Ewokiem... Różowym Ewokiem... - Powiedział z niedowierzaniem.
Podszedł do biurka, wziął z niego świetlny miecz i znów spojrzał w lustro na różowego Ewoka.
No więc na czwartym księżycu Yavina, w małym domku mieszkał sobie mały, różowy, puchaty Ewok Kael. Był on bardzo mądry i cierpliwy. Pewnego dnia, kiedy po raz kolejny otworzył oczka i spróbował zeskoczyć z łóżka, zobaczył za oknem bardzo dużego, bardzo czarnego i... Bardzo strasznego ptaka. Odwrócił spojrzenie od okna chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym co zobaczył. Nagle usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę... - Powiedział nadal lekko przestraszony.
Do pokoju wszedł biały króliczek.
- Cześć, Kaelu. Przyszłam pomóc Ci w świątecznych porządkach... Tak jak obiecywałam.
- To bardzo miłe z twojej strony, Sharon. - Odpowiedział Ewok, radośnie mrugając do króliczka. - Muszę jeszcze tylko...
Nagle rozległ się dźwięk tłuczonego szkła i do pokoju wpadło mroźne, Yavińskie powietrze a wraz z nim wleciał wielki, czarny Kruk. Podleciał do przerażonego Ewoka, chwycił go za ucho i wyleciał tą samą drogą. Sharon podbiegła do okna, ale było już za późno - jej przyjaciel znikał niesiony przez czarnego kruka.
- I co ja teraz zrobię? - Wyszeptała. - Nie mogę go tak zostawić. Muszę odbić go ze szponów tego paskudnego ptaszyska.
Z takim postanowieniem udała się na poszukiwania przyjaciół, którzy z pewnością pomogą jej w odbijaniu Kaela.
- Vendea! Vendea! Zaczekaj! - Zawołała za oddalającą się myszką.
Vendea odwróciła się i spojrzała na Sharon z zaciekawieniem.
- Co się stało? - Spytała zjadając ostatni kawałek sera. - Tylko się pospiesz, bo mam dużo pracy. Muszę wysprzątać salę medytacyjną i przystroić...
- Wielki, czarny kruk porwał Kaela. - Przerwał króliczek.
- To straszne. Jak to się stało?
Sharon opowiedziała o tym, jak przyszła do domku Kaela zamierzając pomóc mu w świątecznych porządkach i jak do pokoju wpadł czarny ptak i porwał Ewoka.
- To straszne. - Powtórzyła myszka. - Postaram się znaleźć Marfa. On na pewno coś poradzi.

***

Mały Ewok leciał wysoko ponad drzewami niesiony przez czarnego kruka. Był już tak daleko od swojej bezpiecznej kwatery, że sam nie umiałby wrócić. W końcu ptak usiadł w koronie wielkiego, rozłożystego drzewa i posadził Ewoka obok siebie.
- Wreszcie udało mi się uprowadzić potężnego Kaela. - Odezwał się chrapliwym głosem, od którego po plecach Ewoka przeszły ciarki.
- Kim jesteś? - Zapytał Kael szukając w sobie resztek odwagi.
- Drogi Kaelu... Czy ty nigdy nie słyszałeś o kruku Merduku?
Przerażony Ewok pokręcił głową z niedowierzaniem. Nigdy nie przypuszczał, że kruk Merduk naprawdę istnieje. Prawda, opowiadano często o czarnym ptaku, który porywa i morduje. Nazywano go nawet krukiem Merdukiem, ale do dnia dzisiejszego Kael wierzył, że to bajka dla niegrzecznych dzieci. Teraz okazało się, że legendarny kruk naprawdę istnieje, co więcej, naprawdę porywał. Ale czy potrafił mordować? Ewok dotknął czarnych piór ptaka chcąc upewnić się, że nie śni - były prawdziwe.
- To nie jest iluzja, Kaelu. - Odezwał się Merduk patrząc prosto na niego.
Kael odwzajemnił spojrzenie. W oczach Merduka wyczytał silną wolę walki, smutek i... Tak, było coś jeszcze, coś, czego Ewok nie umiał nazwać.

***

Sharon po raz kolejny opowiedziała straszną historię o porwaniu Kaela. Byli tam wszyscy: myszka Vendea, wróbelek Marf... Nawet Agnes, leniwa, bura kotka postanowiła oderwać się od swoich codziennych obowiązków. Po jakimś czasie wszyscy szli już przez dżunglę i szukali Ewoka. Po drodze spotkali dwie sikorki - Leannę i Domino, które wyrywały sobie kawałek słoniny.
- Coś się stało? - Spytała Leanna.
- Szukamy różowego Ewoka.
- Kaela, - Domyśliła się Domino. - Pomożemy wam szukać. - Dodała i odfrunęła razem z Leanną pozostawiając słoninę, którą od razu zajął się wąż Zdoon.
Robiło się coraz ciemniej a po Kaelu nie było śladu. Yvaine, biedronce z wieloma kolorowymi kropkami zaczęły zamarzać skrzydełka, motylek Esgeth zaczął płakać, a żółwik Shadow usiadł pod jednym z drzew obwieszczając wszystkim, że dalej nie idzie.
- Nie możemy się poddawać. - Powiedział ślimaczek Kallan.
- Może Justine coś wymyśli. Może to właśnie jej powinniśmy przedstawić nasz problem. - Zaproponowała niebieska wampa.
- To świetny pomysł, Caroline! - Krzyknął wilk Were, strasząc przy tym śpiącego na drzewie Marfa, który spadł prosto na krecika Aedina wychodzącego właśnie ze swojego domku.
- Co tu za zebranie? - Spytał krecik zrzucając z siebie wróbelka.
- Szukamy naszego przyjaciela. - Odpowiedziała jaszczurka Zirael. - Może chciałbyś nam pomóc?
- Oczywiście, że pomogę. Lukrowanie pierniczków może zaczekać.
Aedin zniknął pod ziemią. Kiedy wreszcie Zirael udało się namówić Shadowa do zmiany swojego postanowienia, wszyscy ruszyli w dalszą drogę. Nagle ujrzeli rudego liska ubierającego wielką zieloną choinkę.
- Cześć, Nojas! - Powitała go Yvaine. - Nie widziałeś przypadkiem Kaela?
Lisek spojrzał na każdego po kolei.
- Niestety nie. - Odpowiedział. - Ale jeśli chcecie, to mogę pomóc w poszukiwaniach. Choinkę zdążę ubrać.
Wszyscy zgodnie pokiwali głowami. Zwierzątek robiło się coraz więcej. Po jakimś czasie dołączył do nich pajączek Czysty, borsuk Ruyven i niedźwiedź Kim. Nawet mały jeżyk Tanai postanowił odłożyć niesione jabłuszka i poszukać Ewoka. Szli w stronę domku Justine - śnieżnej sowy, która uważana była za najmądrzejszą na całym Yavinie. Mieli nadzieję, że ona pomoże im rozwiązać problem. Justine znaleźli przed domkiem - kończyła przyklejać ogromny marchewkowy nos wielkiemu bałwanowi.
- Co was do mnie sprowadza? - Spytała siadając na grzbiecie Ruyvena.
Zwierzątka zaczęły opowiadać historię o porwaniu i poszukiwaniach Kaela.
- ...I przyszliśmy do ciebie, Justine. Wiemy, że na pewno coś wymyślisz. - Zakończył Czysty drapiąc się po swoim pajęczym brzuszku.
Zamyślona Justine przymknęła bursztynowe oczy.
- Wydaje mi się, że ja tu nic nie poradzę. - Odezwała się po chwili. - Musimy napisać list do świętego Rusisa. To jedyne wyjście.
- Pomożesz nam? - Spytała Yvaine trzęsąc się z zimna.
Justine pokiwała głową.
- Jasne, że wam pomogę. Przecież jesteśmy przyjaciółmi.

***

Siedzieli wszyscy razem w tajnym domku narad pochyleni nad wielkim arkuszem flimsiplastu. Zastanawiali się nad odpowiednimi słowami, które mogłyby przekonać świętego Rusisa do... Właśnie, do czego? Przecież Rusis spełnia wszystkie marzenia grzecznych istot. Zaczęli zadawać sobie podstawowe pytanie - czy byliśmy grzeczni? W końcu, po wielu godzinach pisania, powstał długi list.
"Kochany święty Rusisie!
Dobrze wiemy, że nie byliśmy idealni, ale nie ma idealnych istot. Wiemy, że nie zawsze byliśmy grzeczni, ale przecież takich nas kochasz, prawda? Każdego roku oczekujemy od Ciebie czegoś wyjątkowego, czegoś, co jest prawie niemożliwe do spełnienia. Teraz nie potrzebujemy nowych ubranek na zimę, nie chcemy niepowtarzalnych roślinek. Nie musisz nawet zostawiać pod naszą choinką żadnych słodyczy. Prosimy Cię tylko o jedno: spraw, żeby Kael, nasz przyjaciel, wrócił na święta do domu. Święta bez niego nie będą tak piękne jak zawsze, a my nie będziemy potrafili się uśmiechać i cieszyć z rzeczy, które zawsze sprawiają nam tyle radości. Zrobimy wszystko, żeby nasz kochany, różowy Ewok był z powrotem z nami."

***

Święty Rusis po raz kolejny przeszukał domek każdego ze zwierzątek w celu zebrania wszystkich listów. Zdziwił się bardzo, kiedy żadnego nie znalazł. Udał się więc do tajnego domku narad i dopiero tam udało mu się odnaleźć zapisany kawałek flimsiplastu. Usiadł w kącie, jak zwykł to robić podczas czytania listów i spojrzał na trzymany arkusz.
"To bardzo dziwne. Wszyscy proszą o to samo?" - Pomyślał.
Czytając list rozpoznał niezdarne pismo Caroline i niezwykle równe litery Kallana. Kilka słów napisanych było na zielono, co świadczyłoby o tym, że nawet Justine przykładała skrzydła do listu. Prosili o coś, co Rusis oczywiście był w stanie spełnić. Zabrał więc list i udał się do zaśnieżonego Yavińskiego lasu. Doskonale wiedział, gdzie powinien szukać różowego Ewoka. Znalazł go śpiącego na jednym z drzew i ukrytego pod czarnym skrzydłem sławnego kruka Merduka. Podszedł bliżej i wyciągnął ręce, by zdjąć Kaela z drzewa, ale Ewok nagle otworzył oczka.
- Nie zabieraj mnie, święty Rusisie. - Powiedział.
- Twoi przyjaciele tęsknią za tobą, Kaelu.
- Ja chcę zostać tu, na drzewie, z krukiem Merdukiem.
Rusis westchnął i podrapał się po nosie.
"To zadanie nie będzie takie proste." - Pomyślał.
Nie chciał jednak zawieść zwierzątek, dla których był ostatnią nadzieją. Wiedział, że musi istnieć jakiś sposób na spełnienie obydwu próśb. Spojrzał na kruka Merduka, w jego oczy i głębiej, w serce. I wtedy znalazł wyjście.
- A jeśli Merduk poleci z tobą? - Odezwał się po chwili.
Kael zamrugał kilka razy, jakby nie spodziewał się takiej propozycji.
- Wtedy wrócę do przyjaciół.

***

Esgeth obudził się jako pierwszy i od razu poleciał do tajnego domku narad, gdzie ujrzał wielką, zieloną choinkę przystrojoną kolorowymi światełkami. Wszędzie, gdzie tylko spojrzał widział świąteczne ozdoby. Postanowił obudzić resztę zwierzątek. Po jakimś czasie wszyscy, no prawie wszyscy podziwiali to wszystko, czego poprzedniego dnia jeszcze nie było.
- Gdzie jest Sharon? - Spytała nagle Domino.
- Powiedziała, że idzie po Kaela. - Odpowiedział Marf.
- Nie mam pojęcia o co jej chodziło. - Dodał Kallan.
Nagle w drzwiach domku narad pojawiła się Sharon prowadząc za sobą różowego Ewoka i...
- O święty Rusisie! To kruk Merduk! - Wyrwało się Yvaine.
- To nie jest tak, jak myślicie. - Odezwał się Kael, a kiedy wszyscy na niego spojrzeli, dodał:
- Kruk Merduk nie jest zły. Nie porywa i nie morduje. To tylko bajka dla niegrzecznych istot. Tak naprawdę wszyscy boją się go, bo jest taki wielki i taki czarny.
- W takim razie dlaczego cię porwał? - Spytał Tanai.
- Bo... Bo był samotny. Nie chciał spędzać świąt sam. Chciał mieć kogoś do towarzystwa.
- To takie smutne. - Pisnęła Vendea próbując uwolnić się z łapek Agnes.
- Spędzisz święta z nami, Merduku. - Odezwała się Justine.
W odpowiedzi Merduk wzniósł się w powietrze, wykonał taniec radości i usiadł na czubku choinki. Kolejne święta w Jedi Order były szczęśliwe i nikt nie był już sam. Nawet święty Rusis znalazł chwilę na pośpiewanie kolęd i rozdanie gwiazdkowych prezentów. I wszyscy żyli długo i... Różowo.



Mistrzu, jaki jest morał tej bajki?
Nar Kadun spojrzał na siedzących przed nim Jedi.
- Może ty mi powiesz, Aryo?
Dziewczyna odwróciła głowę patrząc prosto na Gurfa, który z kolei spojrzał pytająco na Zana.
- Dlaczego na Yavinie była zima? - Spytał w końcu Zan.
- Dlaczego Kael był różowy? - Dodał Gurf.
- To przez tą całą Różową Rewolucję. Wszystko jest jakieś inne.
- Na świętego Rusisa! - Usłyszeli krzyk Kaela.
Chwilę później odnaleźli go stojącego i patrzącego na resztę zakonników.
- Śniło mi się, że jestem małym, puchatym, różowym Ewokiem.
Potem każdy opowiadał o swoich snach. Każdy mówił o tym, że był jakimś zwierzątkiem. Tylko mała grupka Jedi stała z boku uśmiechając się do siebie. Tylko oni wiedzieli jak było naprawdę.
Wróć na górę