Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Uczniowie Jedi

Autor: Sharon

Dla Justine i Shell, dzięki którym jeden z moich dziwnych pomysłów ujrzał światło dzienne. Dzięki, że dotrwałyście do końca tej zwariowanej sesji.


- Padawanko Shell, Rada wzywa cię do siebie.
Przestraszona dziewczyna odłożyła widelec, którym właśnie zamierzała zaatakować kolejny kawałek swojego śniadania i spojrzała na stojącą przed nią Vendeę.
- Rada? Mnie? Dlaczego?
Ven wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała. - Może coś przeskrobałaś?
Shell wstała ze swojego miejsca i opuściła stołówkę. Pełna najgorszych przeczuć weszła na szerokie schody prowadzące do sali posiedzeń Rady Jedi. W myślach przebiegała całe swoje dotychczasowe szkolenie poszukując czegoś, za co Rada mogłaby ją ukarać. Tak, na pewno wzywali ją, bo chcieli dać jej karę, którą zapamięta do końca życia. W końcu znalazła się w dużej, prostokątnej sali. Rozejrzała się niepewnie wiedząc, że patrzą na nią wszyscy członkowie Rady.
- O, już jesteś, Shell. - Odezwał się Rusis.
- Jaka kara mnie czeka? - Spytała niepewnie dziewczyna.
- Kara? - Zdziwił się Rusis. - Żadnej kary nie będzie.
"A więc coś znacznie gorszego." - Pomyślała Shell. - "Może od razu wyrzucą mnie z akademii?"
Jej rozmyślania przerwały dalsze słowa opiekuna zakonu:
- Przydzielając misje poszczególnym Jedi, Rada uwzględniła również ciebie, Padawanko. Postanowiliśmy, że ty i twoja mistrzyni, zostaniecie tu, w akademii, i będziecie chronić tego, co ważne dla zakonu.
- Co?! - Wyrwało się Shell. - Dwie osoby mają pilnować całej akademii? Czy wy przypadkiem nie pozamienialiście się z Sithami na rozumy?
Słysząc tak bezczelne słowa, Justine Helfire, mistrzyni Shell, uniosła lekko brew ze zdziwieniem.
- Uspokój się, Padawanko - zwróciła się chłodnym głosem do Shell - To nie miejsce na takie słowa.
Odczekała chwilę, żeby Shell się uspokoiła i zapanowała nad sobą, po czym dodała:
- Porozmawiamy o Twoim zachowaniu później.
- Przepraszam. - Powiedziała smutno Shell.
Mistrz Rusis mówił coś tam o zabezpieczeniach, ważnych miejscach, jednak do Padawanki jego słowa nie docierały.
"Zawiodłam mistrzynię." - Myślała. - "Zawiodłam ją..."
W myślach układała sobie wszystko to, co chciała powiedzieć Justine.
Kiedy wreszcie wszyscy opuścili salę, dziewczyna podeszła do mistrzyni Helfire.
- Wybacz, mistrzyni. - Zaczęła. - Sama nie wiem, dlaczego tak gwałtownie zareagowałam. Może dlatego, że bardzo mnie zaskoczyli. Obiecuję poprawę i mam nadzieję, że już nigdy coś takiego nie będzie miało miejsca.
Justine też miała taką nadzieję. Obie wiedziały, że temat incydentu w sali Rady, jeszcze powróci. Teraz jednak musiały przygotować się do zadania, które wyznaczyła im Rada Jedi.

***

Nadeszła pierwsza noc. Justine Helfire i jej uczennica, Shell, spały bezpieczne w swoich pokojach. Nagle obudził je donośny huk. Przestraszona Justine złapała miecz, który trzymała przy łóżku. Przyczepiła do pasa drugi miecz, pierwszy trzymając w dłoni, i wyszła z pokoju. Prawie od razu wyczuła w Mocy, że stało się coś strasznego. Zbiegła po schodach do wyjścia z budynku SoK. Opuściła go zachowując najwyższą ostrożność.
Tymczasem Shell, wyrwana ze snu, wyszła z pokoju i rozejrzała się dookoła. Brak innych członków SoI i otulająca wszystko cisza, przerażały ją, wydawały się jakieś inne niż zwykle. Shell wiele by dała za obecność choćby jednej osoby, która powiedziałaby, że nic się nie dzieje, że to tylko wytwór wyobraźni dziewczyny. Nikogo jednak nie było i Shell sama musiała sprawdzić, co się dzieje. Po dłuższej chwili namysłu postanowiła opuścić bezpieczny budynek Szkoły Iluzji i udać się w stronę budynku SoK, gdzie miała nadzieję zobaczyć swoją mistrzynię. Zobaczyła jednak kilka płonących drzew. Przed jej twarzą przeleciało stado przerażonych nocnych ptaków. W końcu Shell dostrzegła Justine znikającą w budynku SoK. Nie zamierzała iść za nią - powoli udała się tam, gdzie widziała płomienie. Na miejscu była już Justine i zajmowała się gaszeniem pożaru. Płonęły nie tylko drzewa, ale również statek, w którym mistrzyni Helfire wyczuwała dwie żywe istoty.
- Shell, chodź tu! - Zwróćiła się w stronę uczennicy.
Dziewczyna bez słowa podeszła do Justine, która od razu podała jej gaśnicę.
- Zajmij się pożarem. Ja wyciągnę ludzi ze statku.
Podczas gdy Shell gasiła pożar, Justine starała się znaleźć jakieś w miarę bezpieczne wejście do statku. Po krótkiej chwili znalazła prawie nietknięty właz. Podeszła do niego i spróbowała go otworzyć, jednak statek najwyraźniej był dobrze zabezpieczony. Sięgnęła Mocą do istot znajdujących się w statku, by sprawdzić, gdzie dokładnie się znajdują - jedna z nich była blisko włazu, zbyt blisko, by mistrzyni Jedi mogła skorzystać z miecza. Była jednak przytomna. Justine odniosła wrażenie, że istota była bardzo młoda, wyczuwała od niej strach.
- Proszę się odsunąć! Nie skrzywdzimy was! - Krzyknęła popierając swoje słowa ostrzeżeniem w Mocy.
Istota odsunęła się od włazu. Justine wyciągnęła miecz i wycięła nim otwór na tyle duży, aby móc przejść.
- Shell, jak coś, bądź gotowa. - Wyszeptała do uczennicy, która uporała się z pożarem i teraz stała obok niej.
- Zawsze jestem gotowa. - Odpowiedziała Shell.
Kiedy Justine w końcu wyłączyła miecz i odrzuciła na bok kawałek włazu, ich oczom ukazała się przestraszona ludzka dziewczynka.
- Spokojnie. Już dobrze. Nic ci nie zrobimy. - Powiedziała Justine patrząc na nią.
Dziewczynka i Shell spojrzały na siebie. Padawanka odniosła wrażenie, że patrzy na sześcio, może siedmioletnią kopię Sharon.
- Sha... Nie, to niemożliwe... - Powiedziała bardziej do siebie niż do Justine.
Drugą istotą okazał się chłopak siedzący w kącie. Patrzył na Justine jakby świetnie się bawił całą sytuacją. Justine sięgnęła ku nim Mocą chcąc sprawdzić, czy nie stanowią zagrożenia. Kiedy spojrzała na chłopaka, przez chwilę wydawało jej się, że patrzy na Nojasa, swojego poprzedniego ucznia. Wiedziała jednak, że Nojas nie bawiłby się z nimi w taki sposób.
- Nic wam nie jest? - Spytała w końcu.
- Nie, raczej nie. - Odpowiedział chłopak z dziwną pewnością siebie.
Justine najwyraźniej nie wierząc w jego słowa, podeszła do dziewczynki i sprawdziła, czy mała nie odniosła jakichś obrażeń - była cała. Mistrzyni Jedi wyczuła jednak, że mała próbuje delikatnie sięgnąć do niej poprzez Moc.
- Co się stało? - Spytała zamykając swój umysł przed ich ewentualnym wpływem. - To wasz statek?
- Nasz, a raczej naszej matki. Wracaliśmy do domu, ale ktoś musiał... Yyy... Najwyraźniej ktoś chciał się nas pozbyć. - Odezwał się znów chłopak.
Shell chwilę patrzyła na niego, po czym podeszła bliżej Justine.
- Ten chłopak jest jakiś dziwny. - Wyszeptała.
Justine spojrzała tylko na Shell, po czym przeniosła spojrzenie na dziewczynkę i chłopaka.
- Chodźcie... Na pewno jesteście głodni. - Powiedziała. - Na pewno chętnie coś zjecie, a opowiedzieć możecie po drodze. - Dodała wyciągając w stronę dziewczynki rękę, którą ta od razu złapała.
- No, chodźmy. - Odezwała się Shell podchodząc do wyjścia ze statku.
Obie widziały, jak chłopak wyraźnie się ociągał. W końcu podniósł różowego, pluszowego Ewoka należącego zapewne do dziewczynki i opuścił statek. Shell szła tuż za nim, jednak Justine zatrzymała ją gestem.
- Shell...
- Tak?
- Sprawdź w jakim stanie jest statek... Jeśli możesz.
- Mogę.
Padawanka wróciła do statku i sprawdziła jego stan - wszystkie najważniejsze systemy padły. Statek nie nadawał się do lotu. Dziewczyna wróciła do Justine.
- Z tego złomu już raczej nic nie będzie. - Oznajmiła.
Mistrzyni Jedi pokiwała głową i szybko przeniosła spojrzenie na chłopaka.
- Gdzie jest wasz dom? - Spytała.
- Na Coruscant. - Padła krótka odpowiedź.
- Jak zawędrowaliście aż tutaj? To sporo drogi stąd.
- Matka wysłała nas na wakacje... I właśnie z nich wracaliśmy.
Justine odniosła wrażenie, że chłopak kłamał. Przekonało ją o tym pełne przerażenia spojrzenie dziewczynki.
- Ach tak... Wiecie, gdzie teraz jesteście?
W odpowiedzi chłopak pokręcił głową, a dziewczynka wpatrzyła się w podłogę stołówki, do której właśnie wchodzili. Justine wskazała im miejsca przy stoliku i podała jedzenie.
- Jedzcie, śmiało. - Powiedziała z uśmiechem, a kiedy wreszcie zaczęli jeść, dodała: - Jesteście na Yavin IV... A to jest akademia Jedi.
Chłopak pokiwał tylko głową, a dziewczynka spojrzała na Justine z nadzieją.
- Jak się nazywacie? - Spytała ostro Shell starając się nie patrzeć na chłopaka.
- On to Jason, a ja mam na imię Roshan. - Odezwała się dziewczynka przenosząc spojrzenie na Padawankę.
- Jesteśmy rodzeństwem. - Dodał chłopak z wyraźną niechęcią.
Po jakimś czasie Justine zadała kolejne pytanie:
- Domyślacie się może, kto mógłby chcieć, żebyście nie wrócili do domu? Kto mógł was zaatakować?
Shell, czekając na odpowiedź, zmierzyła oboje wzrokiem. Justine skoncentrowała się chcąc wyczuć ewentualne kłamstwa. Obie widziały, że chłopak pokręcił głową zbyt szybko, by uznać, że nie miał nic do ukrycia. Mistrzyni Helfire znów wyczuła, że dziewczynka sięga ku niej Mocą. Nie wyczuła jednak złych zamiarów, przeciwnie - nadzieję. Uchyliła nieco swej osłony i pozwoliła dziewczynce dotrzeć do siebie starając się zrozumieć to, co Roshan chciała jej przekazać. Prawie od razu w jej umyśle pojawił się niewyraźny obraz ubranego na czarno mężczyzny. Delikatnie sondując umysł dziewczynki, starała się dowiedzieć czegoś więcej o tym mężczyźnie. Wyczuła jednak, że Roshan wyraźnie boi się pokazać inne obrazy. W końcu Justine wycofała się i lekko skinęła małej głową.
- A wasza mama? Mieliście jakiś nadajnik na tym statku, żeby mogła was odnaleźć?
- Nie mogliśmy mieć nadajnika, bo...
Roshan zamknęła usta, kiedy jej brat, do tej pory wpatrzony w Shell, rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie.
- Dlaczego boicie się opowiedzieć nam o tym, co się dokładnie stało?
Jason nie odpowiedział Justine wyraźnie udając, że nie usłyszał pytania. Przeniósł spojrzenie na Shell, która właśnie otwierała usta. Pewnie chciała zadać kolejną serię trudnych pytań.
- Pewnie jesteście zmęczeni. Nie chcecie się przespać? Jutro możemy pomyśleć co dalej. Dzisiaj i tak już wiele przeżyliście.
To było coś, na co Jason mógł odpowiedzieć.
- Ona pewnie jest śpiąca.
Słysząc uwagę chłopaka, Shell spojrzała na jego siostrę.
- Mogę zaprowadzić cię do łóżka i tam odpoczniesz.
W odpowiedzi Roshan zrobiła duże oczy.
- O patrz, wcale nie jestem śpiąca.
- A może jednak?
Shell uśmiechnęła się do małej, która po chwili odwzajemniła jej uśmiech. Słysząc tą krótką rozmowę, Justine westchnęła cicho.
- Może będzie lepiej jak odpocznie. - Powiedziała. - Oboje możecie odpocząć, jeśli chcecie. - Dodała patrząc na Jasona.
- Tak, a jutro pomyślimy o waszym powrocie do domu. - Podsumowała Shell.
- No dobrze. Niech wam będzie. - Odezwał się Jason patrząc prosto na Justine.
Shell wstała i podeszła do wyjścia.
- Gdzie ich położymy? - Spytała.
- W budynku SoK. Będą bezpieczni.
Shell nie była zachwycona odpowiedzią swojej mistrzyni.
- Myślałam, że może lepiej w SoP?
Justine zamyśliła się. Po chwili jednak przyznała rację uczennicy. Shell od razu ruszyła w stronę budynku Szkoły Przygotowań. Jason cały czas szedł obok niej, ale Roshan najwyraźniej nie zamierzała dotrzymywać im kroku. Widząc, że mała się ociąga, Justine zwolniła, by iść na równi z nią.
- Dajesz radę iść? - Spytała nagle Shell.
Justine spiorunowała ją spojrzeniem.
- Nic jej nie będzie. Pewnie jest tylko zmęczona. Zajmę się nią.
Odpowiedź mistrzyni Jedi Roshan przyjęła z wdzięcznością. W końcu weszli do budynku SoP.
- Muszę spać tam gdzie on? - Spytała cicho Roshan.
- Nie musisz. - Odpowiedziała Justine. - Znajdę ci osobny pokój, jeśli chcesz.
- Czy nie będzie lepiej, jeśli będą spać razem?
- Nie wypada, żeby rodzeństwo tak spało razem, Shell. Mamy dużo miejsca. Znajdę jej drugi pokój.
- A jeśli ona będzie się bała sama spać?
Justine spojrzała na dziewczynkę.
- Chyba nie boisz się spać sama, prawda?
- Nie, nie boję się. Jestem już przecież duża.
- No widzisz, Shell. - Justine uśmiechnęła się. - Chodźmy, pokażę ci twój pokój.
Razem z dziewczynką ruszyła w stronę kolejnej wolnej sypialni za rogiem korytarza.
Kiedy dziewczynka i Justine zniknęły Shell z oczu, Padawanka otworzyła drzwi do najbliższego pokoju.
- Tu będziesz spał... Chyba, że chcesz jakiś inny. - Zwróciła się do Jasona.
Chłopak wszedł do pokoju i rozejrzał się dookoła.
- Nie szukaj innego. - Powiedział uśmiechając się do dziewczyny.
Kiedy się uśmiechnął, po plecach Shell przeszły ciarki. Dziewczyna czuła, że coś było nie tak.
- O... Ok... Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Chłopak tylko pokręcił głową nadal patrząc na Shell. W końcu dziewczyna odważyła się spojrzeć na niego i okazać mu zainteresowanie. Zamrugał do niej... I znów ogarnęło ją to nieprzyjemne wrażenie, że coś jest nie tak.
- Jeśli będziesz czegoś potrzebować, to... - Urwała zdając sobie sprawę, że chłopak z pewnością da sobie radę.
Patrzyła jak Jason odwraca się i siada na łóżku.
- No to... Jeśli chcesz coś jeszcze, to słucham, a jeśli nie, to... Dobranoc.
Uśmiechnęła się nie patrząc na niego.
- Taak, dobranoc, Shell. - Mrugnął do niej po raz kolejny.
Jason położył głowę na różowym Ewoku siostry i przymknął oczy. Padawanka po raz ostatni spojrzała na jego twarz, po czym wyszła dokładnie zamykając drzwi. Jakiś czas nasłuchiwała pod drzwiami, czy nie dzieje się nic dziwnego. Była cisza. Jason musiał już zasnąć. W końcu odeszła w stronę budynku SoI. Miała nadzieję, że to wszystko wreszcie się skończy. Weszła do swojej sypialni i położyła się do łóżka, jednak nie mogła zasnąć. Wydawało jej się, że ktoś ją obserwuje. Wstała i zapaliła światło, jednak nikogo nie było.

***

Justine przesunęła kartę przez czytnik i otworzyła pokój.
- To tutaj. - Powiedziała przepuszczając dziewczynkę.
Roshan bez słowa weszła do środka. Mistrzyni Jedi weszła za nią i wskazała łóżko.
- Tutaj możesz odpocząć, a tutaj... - Wskazała szafkę - ...Znajdziesz czyste ubrania.
- Bardzo pani dziękuję.
Roshan usiadła na łóżku. Widząc to, Justine zamknęła drzwi i usiadła obok niej.
- Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, to jest to całkiem dobry moment.
- On jest naszym ojcem. - Wyszeptała dziewczynka nie spuszczając spojrzenia z Justine.
- Ten mężczyzna, którego pokazałaś mi poprzez Moc?
Mistrzyni Jedi odniosła wrażenie, że na samą myśl o dziwnym mężczyźnie, Roshan zaczyna się bać.
- Tak... On... Jest złym człowiekiem.
- Nie bój się. - Powiedziała spokojnie Justine. - Ochronię cię, jeśli będzie trzeba. A twój brat? Dlaczego nie pozwala ci nic opowiedzieć?
- Mój brat też jest jakiś dziwny.
- Dlaczego tak myślisz?
- Tak czuję. Kiedyś był inny.
- I co się potem stało?
- Nie wiem... Znaczy... Tata powiedział mamie, że nas zabije, jeśli nie przejdziemy na jego stronę.
- To dlatego was odesłała? Żebyście się przed nim ukryli?
- T... Tak...
- Myślisz, że przyjdzie tutaj po was?
- Nie wiem, ale... Boję się.
- Tutaj nic ci nie będzie. Będę mieć na was oko przez kamery... I jakby coś się działo, zawsze możesz mi wysłać sygnał poprzez Moc. A teraz odpocznij. Na pewno jesteś zmęczona.
- No, dobrze... Dobranoc.
Roshan uśmiechnęła się. Po chwili Justine wyszła zamykając za sobą drzwi. Skierowała się w stronę sypialni Jasona. Zamierzała sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku. Kiedy jednak otworzyła drzwi, z przerażeniem stwierdziła, że chłopaka nie ma w środku. Wróciła pod drzwi sypialni Roshan i zabezpieczyła je specjalnym kodem. Oparła się o najbliższą ścianę, przymknęła oczy i sięgnęła w Moc, by odnaleźć Jasona. Po jakimś czasie zrezygnowała. Chłopak nie był wrażliwy na Moc, więc odnalezienie go było trudniejsze. Szybko odnalazła w Mocy Shell i pobiegła w jej kierunku.

***

Shell w końcu wyszła z sypialni i zaczęła przechadzać się po korytarzach budynku SoI. Wszędzie było jakoś inaczej... Jakoś mroczniej. Nagle do dziewczyny podbiegła Justine. Widząc ją, Shell poczuła ulgę.
- Coś się stało?
Tak, musiała zadać to pytanie. Jakaś cząstka wrażliwej na Moc Shell mówiła jej, że jest gorzej, niż było. Zresztą, mistrzyni Helfire raczej nie przybiegłaby tu, gdyby wszystko było w porządku.
- Jason zniknął. Musimy go znaleźć. - Padła odpowiedź.
A więc było gorzej, niż myślała. Wszystko się dopiero zaczynało. Od samego początku coś nie podobało jej się w tym chłopaku. Teraz on zniknął... Mógł być dosłownie wszędzie.
- A dziewczynka? - Spytała z lekkim niepokojem.
- Zamknięta bezpiecznie w pokoju. Ale... Lepiej wróćmy po nią. Drzwi można pokonać. Ze mną nie pójdzie im tak łatwo.
- Im? - Zdziwiła się Shell.
- No... Ktokolwiek to jest.
Shell skinęła głową. Razem udały się w stronę budynku SoP. Były jednak ostrożne. Justine w razie jakichś nagłych niespodzianek, chwyciła miecz. Podczas drogi nie zauważyły jednak niczego podejrzanego. Kiedy weszły do budynku, Justine od razu podeszła do pokoju, w którym zamknęła Roshan i spróbowała wyczuć, czy dziewczynka nadal jest w środku - była. Mistrzyni Jedi odniosła jednak wrażenie, że mała za wszelką cenę próbuje się stamtąd wydostać... Że wie coś istotnego.
- Otworzysz? - Spytała Shell stając obok Justine.
- Otworzę, a ty bądź czujna. Rozglądaj się, czy nikt się nie zbliża.
Shell odsunęła się i uważnie rozejrzała się dookoła. Było spokojnie... Aż za spokojnie. Justine otworzyła drzwi pokoju Roshan. Dziewczynka spojrzała na nią ze strachem.
- Różowy Ewok... - Powiedziała cicho.
- Był nadajnikiem? - Spytała Justine.
- Nie... Jason musiał się dowiedzieć, że w środku schowałam miecz taty... Znaczy... Tego dobrego taty...
Shell spojrzała na dziewczynkę. Powiedziała "dobrego". A więc jej ojciec kiedyś mógł być Jedi. Justine i Roshan rozmawiały dalej, jednak Padawanka nie słyszała ich słów. Usiadła pod ścianą, przymknęła oczy i spróbowała odnaleźć Jasona. Moc ukazała jej jeden z korytarzy SoK. Dziewczyna nie wiedziała jednak, który to korytarz.
- Chodźmy do SoK. - Powiedziała wstając.
- Dlaczego tam? - Spytała Justine unosząc lekko brew.
- Moc ukazała mi obraz jednego z korytarzy SoK. Wydaje mi się, że on gdzieś tam jest.
- Dobrze, zatem chodźmy.
Chwilę później cała trójka weszła do budynku SoK. Prawie od razu Justine i Shell wyczuły, że w środku przebywa ktoś, kto potrafi władać Mocą i raczej nie jest po ich stronie. Mistrzyni Jedi wyczuwała tą osobę w sali z artefaktami.
"Moje artefakty" – Pomyślała z irytacją.
Przeszukując kolejne korytarze zauważyły w końcu, że drzwi prowadzące do sypialni niektórych członków są otwarte.
"Dlaczego nie są otwarte wszystkie?" - Zastanawiała się Shell.
Zaczęła szukać tego, czym kierował się Jason, albo ten drugi, mroczny. Jeszcze raz spojrzała na drzwi otwartych sypialni; Caroline, Vendea, Kael... Była prawie pewna, że do sypialni Sharon też się włamali. Co mogło łączyć te osoby? Uczniowie... Tak, to była jedyna sensowna odpowiedź. Jason i ten drugi przylecieli tu po uczniów Jedi. W SoK było aż trzech Advisorów. To nic, że Sharon i Vendea nie miały jeszcze uczniów - tamci o tym nie wiedzieli. Musieli sprawdzić wszystkich. A Caroline... Tak, miała kontakt z adeptami... Z istotami podatnymi na wpływ ciemnej strony... Z istotami, które łatwo możnaby...
- Nie, nie wiem, gdzie jest obecny uczeń Dhervena. - Usłyszała cichy głos Jasona. - I nie, tej Jedi, podobnej do Roshan, też tu nie ma.
Miała rację. Szukali uczniów. Musi powiedzieć o tym Justine. Teraz wiedziała, dlaczego Jason tak dziwnie na nią patrzył - w jakiś sposób wiedział, że łączy ją z Justine więź... Że Justine jest jej mistrzynią. Zaczęła się skradać w stronę, z której dochodził głos Jasona. Minęła jeszcze jedne otwarte drzwi i w końcu, razem z Justine i Roshan, znalazła się przed drzwiami prowadzącymi do pokoju Sharon. W środku siedział Jason i patrzył na zdjęcie dziewczyny. Justine gestem nakazała Shell i dziewczynce, żeby zostały, a sama cicho weszła do pokoju. Chłopak siedział odwrócony tyłem do drzwi i nie zdawał sobie sprawy z wejścia Justine.
- Jason... - Zaczęła sprawdzając w Mocy jego uczucia. - Tylko spokojnie. - Dodała widząc jak chłopak podskakuje przestraszony. - Powiedz, co tu się dzieje...
- Nic. - Odpowiedział nadal wpatrzony w zdjęcie Sharon.
- Dobrze wiem... Że jest tu ktoś jeszcze. Słyszałam co mówiłeś... Szukasz tej Jedi. - Justine wskazała zdjęcie Sharon.
Na twarzy Jasona pojawił się złośliwy uśmiech.
- Nikogo nie szukam.
- Więc co robisz?
- Robię to, co muszę.
Z twarzy chłopaka nie znikał złośliwy uśmiech, jednak mistrzyni Jedi nie dawała za wygraną.
- Chcesz, żeby twojej siostrze stała się krzywda? Dobrze wiesz, że on ją skrzywdzi.
- Siostra? Ona dawno przestała mnie obchodzić.
Justine dostrzegła, że Jason próbuje ukryć świetlny miecz.
- To nie prawda. On cię po prostu zmienił. Sprawił, że nie jesteś sobą. - Powiedziała krzywiąc się lekko. - Musisz odnaleźć to w sobie. Odnaleźć to, kim byłeś, zanim twój ojciec namówił cię do tego wszystkiego.
- Nie, Jedi. Dla mnie jest już za późno. - Usłyszała odpowiedź.
- Nigdy nie jest za późno. Możesz zostać z nami, ze swoją siostrą. Razem możemy ją ocalić... Żeby nie musiała cierpieć jak ty.
Jason spojrzał na Justine z dziwną pewnością.
- Ocalić? Ją? Dobry żart, Jedi.
- To nie jest żart. Nie pozwolę jej skrzywdzić.
Korzystając z Mocy, Justine odebrała Jasonowi miecz.
- No, zabij mnie, Jedi. - Powiedział nagle chłopak. - Przecież dla ciebie moje życie nie jest ważne, bo nie jestem po twojej stronie.
- Nie zabiję cię. Dla Jedi każde życie jest ważne, bez względu na to czy chcesz mi pomóc, czy nie.

***

Shell otworzyła usta, żeby ostrzec Justine, ale ta weszła do pokoju Sharon. Było za późno. Teraz musiała chronić siebie i Roshan...
"Nie, przede wszystkim Roshan." - poprawiła się w myślach.
Spojrzała na małą, po czym rozejrzała się po korytarzu. Wiedziała, że kiedy to wszystko wreszcie się skończy, razem z Justine będą miały dużo do naprawienia. Nagle Roshan zrobiła kilka kroków w stronę otwartego pokoju Sharon. Shell wiedziała, że dziewczynka ufała Justine i to właśnie przy niej czuła się bezpieczna. Padawanka zatrzymała małą.
- Tutaj jest bezpieczniej. - Powiedziała kucając przy niej.
- Nieprawda. Nie jest bezpieczniej.
Na twarzy Roshan pojawił się wyraz buntu. Shell jednym uchem próbowała usłyszeć chociaż część rozmowy Justine i Jasona. Mówili o Sharon. Kłócili się, a przynajmniej tak odbierała to Padawanka. A może ten cały Jason szuka Sharon, bo chce dopaść jej mistrza? A może właśnie odwrotnie? Shell odgoniła od siebie dziwne myśli. Nie, na pewno żaden z Jedi nie zginie. Jeśli już ktoś będzie musiał zginąć, to będzie to ta mroczna kreatura.
- Gdzieś tutaj jest mój tata. - Powiedziała Roshan z przerażeniem.
Nie, to nie mogła być prawda. Ta kreatura jest ojcem małej. Shell nie chciała przyjąć tego do wiadomości.
- Nie bój się. Nic ci z nami nie grozi. - Odezwała się próbując uwierzyć we własne słowa. - W ogóle po co miałby tu być?
- On szuka ciebie... I mnie... I innych uczniów...
Roshan wyglądała na coraz bardziej przerażoną. Shell próbowała uspokoić ją korzystając z Mocy, jednak najpierw musiała uspokoić samą siebie.
- Dobrze wiesz, że on ją skrzywdzi... - Usłyszała głos Justine.
Wyczuła mroczną obecność, która powoli zbliżała się do ich korytarza. Wiedziała, że nie pozwoli na to, by mała zginęła.
"Nikt nie zginie." - Pomyślała wstając i chowając Roshan za sobą.
- No, pokaż się... - Powiedziała cicho.
Nagle Roshan uniosła się w powietrze złapana w uchwyt Mocy. Shell objęła ją, jednak nie była w stanie sprowadzić jej na ziemię. Widziała, jak oczy dziewczynki rozszerzyły się ze strachu. Do pokoju Sharon zbliżał się ojciec Roshan. Ubrany w długi, czarny płaszcz, roztaczał wokół siebie mroczną aurę.
- Widzę, że mamy gościa. - Zauważyła Justine stojąc bokiem do wejścia.
Shell pomyślała, że jej mistrzyni postanowiła nadal mieć na oku Jasona. Spojrzała na mrocznego mężczyznę po raz kolejny próbując uspokoić siebie i Roshan.
- Kimkolwiek jesteś... Powiedz, czego chcesz! - Odezwała się zbierając w sobie całą odwagę.
Zdekoncentrowany mężczyzna puścił dziewczynkę.
- Jedi... - Wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Zdziwiony? - Spytała Justine. - Wchodząc do akademii Jedi chyba nie spodziewałeś się, że będzie pusta?
W dłoni mężczyzny pojawił się świetlny miecz. Justine chwyciła pewniej swój miecz gotowa się bronić.
- Radziłabym odłożyć broń. Nie dam ci ich skrzywdzić.
- Czyżby?
Z palców wolnej dłoni mężczyzny wystrzeliły błyskawice Mocy. Skierował je prosto w Shell. Widząc to, Roshan wyrwała się Padawance i stanęła na drodze błyskawic. Upadła na ziemię z oczami rozszerzonymi ze strachu i twarzą wykrzywioną z bólu. Justine włączyła miecz i stanęła pomiędzy nią i mężczyzną. Zaatakowała, chcąc odciągnąć go od dziewczynki. Mężczyzna z nienawiścią bronił się przed każdym ciosem Justine.
- Powiedziałam... Że nie dam ci ich skrzywdzić... - Powiedziała mistrzyni Jedi próbując odciągnąć mężczyznę jeszcze dalej.
Świetliste ostrza były przedłużeniem rąk właścicieli. Walka była wyrównana, jednak w końcu mężczyzna zaczął popełniać coraz więcej błędów. Justine zamarkowała cios w jego nogi, a kiedy on opuścił miecz, by się obronić, Justine zadała ostatni cios prosto w jego serce. Roshan, którą Shell trzymała teraz na rękach, zamknęła oczy. Shell nie była pewna czy mała w taki sposób walczyła z bólem po błyskawicach Mocy, czy po prostu nie chciała patrzeć na śmierć ojca. Kiedy Jason zniknął, ona nazwała mężczyznę tym dobrym tatą. Może pamiętała czasy, kiedy jej ojciec był Jedi... Może na swój sposób wierzyła, że jeszcze można go uratować... Shell nie wiedziała. Wiedziała jednak, że mała Roshan będzie kiedyś dobrą Jedi. Poświęciła samą siebie, by ratować kogoś, kogo ledwo znała.
- Z...Zabiłaś go? - Spytał Jason wyrywając Shell z zamyślenia.
Dziewczyna spojrzała na Justine, która zgasiła miecz, odwróciła się i ze smutkiem skinęła głową.
- A moja siostra? Czy... Czy ona żyje?
- Sprawdźmy.
Justine podbiegła do Shell i Roshan, by sprawdzić stan małej. Dziewczynka zamrugała i spojrzała na Mistrzynię.
- Czy... Czy ja już umarłam? - Spytała cicho.
- Nie, nie umarłaś. - Odpowiedziała Justine. - Jak się czujesz?
- Wszystko mnie boli, ale to nieważne... Ważne, że Shell nic nie jest. Szkolisz ją, prawda?
- Tak, szkolę ją.
Kiedy Justine odwróciła się w stronę Jasona, ich spojrzenia się spotkały.
- Moja siostra kiedyś będzie Jedi, prawda? - Spytał chłopak.
- Tego nie wiem. Wiem tylko, że jest wrażliwa na Moc.
Jason uśmiechnął się. Patrząc na niego, Shell wiedziała, że ten uśmiech był szczery.
- Jason... - Odezwała się Justine podając mu miecz, który wcześniej mu odebrała. - Wiem, że ta broń należała kiedyś do twojego ojca... Do Jedi. Myślę, że teraz powinna należeć do Roshan.

***

Następnego dnia, kiedy Roshan i Jason doszli do siebie, Justine i Shell zabrały ich na Coruscant. Do czasu powrotu wszystkich członków zakonu, udało im się posprzątać wszelkie ślady pożaru czy walki. Justine zdała raport Radzie z tego co się stało. Postanowili zwracać większą uwagę na wieści z galaktyki i pilnować, czy komuś nie przyszło na myśl tworzenie nowej grupy popleczników Ciemnej Strony. Pomyśleli także, że od tej pory będą jeszcze dokładniej przyglądać się Padawanom i pilnować, by żaden z nich nie zagubił drogi.
Wróć na górę