Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Przesłuchanie

Autor: Xaj

Za oknem z granatowego nieba lało jak z cebra. Gdyby nie ciemne zarysy drzew na widnokręgu, można by pomyśleć, że to Kamino. Ale to nie była planeta dawnych mistrzów klonowania, gdzie można by było spędzić przyjemny wieczór we względnej wygodzie. To była zapomniana przez wszystkich kula błota, leżąca z dala od jakichkolwiek znaczących szlaków gwiezdnych. A Kirrond w poszukiwaniu informacji trafił chyba do najbardziej zapadłej dziury, jaką ta planeta mogła zaoferować.

Pub był pełen tubylców – ziejących podłym alkoholem rolników, którzy jak co wieczór upijali się wspólnie do nieprzytomności. Nie lubili tu obcych. Dlatego gdy Kirrond wszedł do środka godzinę temu, natychmiast wiedział, że nie będzie łatwo uzyskać potrzebne informacje. Powiedziały mu to pełne pogardy i nienawiści, nabiegłe krwią oczy, które zwróciły się ku niemu za wszystkich kątów sali. Ale nie zraziło go to. W końcu był Rycerzem Jedi. To zobowiązywało.

Jednak po godzinie spędzonej na próbach nawiązania kontaktu z kimkolwiek powoli zaczął tracić nadzieję. Stawianie kolejnych kolejek serwowanego tu podłego alkoholu nie przysporzyło mu przyjaciół. Owszem, autochtoni chętnie pili na rachunek przybysza, jednak fakt ten nie zmieniał ich nastawienia. Płaci? To należy korzystać jego naiwne przeświadczenie, że w ten sposób zmniejszy dystans i przełamie lody. Po prawdzie odpowiadali na jego pytania, ale na tyle zdawkowo, że mogli by sobie darować.

Kirrond ciągnął ich za języki jak tylko mógł. Wypytywał, drążył. Ale nie poruszył się na przód ani na jotę. Co gorsza nawet poprzez Moc nie był w stanie na nikogo wpłynąć. Mieszkańcy planety musieli być istotami inteligentnymi tylko z nazwy, bo zupełnie nie szło się przebić przez ich grube czaszki. Jak pech, to na całej linii.
- Xaj? - Kirrond wywołał Adepta przez komlink.
- Tak mistrzu? - natychmiast odezwał się Feeorin.

Jedi sam nie do końca wiedział po co wziął kandydata do Zakonu ze sobą na misję. Może chciał go przetestować w terenie? Zobaczyć jak będzie reagował w naturalnym środowisku? A może po prostu potrzebował towarzystwa i Xaj był po prostu pod ręką.
- Skończyłeś przeglądać raport przylotów i odlotów? Coś ciekawego znalazłeś?
- Nic interesującego, mistrzu. Nic, co by zwróciło moją uwagę.
- W takim razie nic tu po nas. Powoli zaczynają mi się kończyć pomysły i kredyty. Widać to był ślepy zaułek i musimy się cofnąć kilka kroków by sprawdzić czy nie przeoczyliśmy czegoś wcześniej.
- Wstrzymaj się jeszcze mistrzu. Za chwilę u ciebie będę.

Komunikator wydał z siebie charakterystyczny dźwięk przerwanego połączenia. Kilka minut później do baru wkroczył Feeorin, a Kirrond natychmiast zauważył, że jego Adept wygląda jakoś inaczej niż zwykle. Zmarszczone brwi, lekko przymrużone oczy, wysunięta do przodu szczęka i zaciśnięta, uwidoczniona żuchwa nadawały obcemu bardzo groźny wygląd, który dodatkowo potęgowały napięte mięśnie ramion i klatki piersiowej. Xaj normalnie był wysoki i dobrze zbudowany, ale teraz ewidentnie starał się wyglądać na jeszcze większego i groźnego. Podszedł do czekającego na niego przy barze Rycerza Jedi.

Barman omiótł przybysza znudzonym wzrokiem i bez słowa nalał do brudnej szklanki jakiegoś płynu, po czym postawił ją przed Xajem i wrócił do wycierania szkła zatęchłą, lepką od brudu szmatą. Feeorin jednym ruchem wychylił napitek i nawet się nie skrzywił, choć Kirrond dobrze wiedział jak parszywy to trunek.
- Który? - zapytał Adept chrapliwym, zupełnie nieswoim głosem.

Kirrond rozejrzał się po sali i zatrzymał wzrok na tubylcu, który zdawał się być odrobinę bardziej rozmownym niż cała reszta. Nim ruszył w jego stronę, spojrzał raz jeszcze na Xaja i zobaczył, że w jego dłoni znikąd pojawił się krótki nóż.

Podeszli do stolika, a Xaj wziął krzesło, odsunął od dobry metr od blatu, rozsiadł się wygodnie i zaczął obierać owoc, który wyczarował ponownie znikąd. Cała jego uwaga była poświęcona powolnym, dokładnym ruchom noża, który nieubłagalnie zagłębiał się w miąższ. Nie zaszczycił wzrokiem ani pobladłego informatora, za którego ponowne przepytywanie zabrał się Kirrond, ani pozostałych autochtonów, którzy postanowili chyłkiem opuścić lokal.

Rycerz Jedi tym razem uzyskał więcej informacji. Jego rozmówca niespodziewanie zrobił się niezwykle elokwentny i nabrał ochoty by dzielić się swoją wiedzą w zakresie, który Kirronda interesował. Niestety nie było to dość, ale dawało nadzieję na ponowne podjęcie tropu. Co ciekawe, przez cały czas trwania konwersacji tubylec ani na moment nie spuścił wzroku z noża i owocu. Kirrond nie był pewien, czy widok miecza świetlnego zrobiłby większe wrażenie.
- Dzięki - Jedi zwrócił się do Adepta, gdy opuścili pub. - Bez ciebie pewnie straciłbym wiele czasu na szukanie innego tropu.
- Cała przyjemność po mojej stronie, mistrzu.
- Muszę przyznać, że to całkiem ciekawa metoda pozyskiwania informacji.
- Wielokrotnie wypróbowana - uśmiechnął się Feeorin. - Z doświadczenia wiem, że nic nie jest tak skuteczne, jak niepewność i strach przed nieznanym.

Wróć na górę