Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Problemy na Naboo

Autor: Resmi Helfire i Sobol

Lecieliśmy z Resmi na Naboo po misji na jednej z planet Jądra. Co prawda powinniśmy polecieć prosto do świątyni i zdać dokładniejszy raport, ale aktualnie obowiązki interesowały mnie tyle co łajno Banthy. Resmi spała w swojej kajucie a ja patrzyłem przez przednie iluminatory. Analizowałem to, co się stało podczas misji. Gdy zobaczyłem matkę jako trofeum u tego człowieka wstąpił we mnie wielki gniew… i nie był to pierwszy raz. Wcześniej miałem taki stan na Nar Shaddaa, gdy u jednego Hutta zobaczyłem ciało mojego ojca. Gdyby rada dowiedziała się jak często ocieram się o Ciemną Stronę na pewno daliby mi do wiwatu. Jednak znam Resmi dość dobrze i wierzę, że mnie nie wyda. Kiedy sobie przypomnę jakie miała oczy gdy widziała jak duszę tamtego człowieka jest mi wstyd. Gdy uratowałem ją przed nim był w nich strach, ale kiedy patrzyła potem na mnie była po prostu przerażona. Moje przemyślenia przerwał cichy syk otwierających się drzwi.
- Wyspałaś się?
- Nie bardzo… za dużo wrażeń. - odparła krótko i usiadła w fotelu.
- Zaraz dolecimy na Naboo. Przypomnij mi potem bym podłubał przy Twoim hipernapędzie… bo to antyk.
- Nie ma sprawy. Tylko nie zepsuj bardziej - uśmiechnęła się - A ty? Jak się czujesz? Lepiej? - spojrzała mi w oczy, szukając w nich odpowiedzi.
- Chyba tak. Mam taką nadzieję.
- To dobrze.
Po chwili ciszy nasz statek wyskoczył z nadprzestrzeni koło pięknej błękitno-zielonej planety.
- Oto i ona. Naboo. Planeta jak z obrazka.
- I to niezwykle pięknego - wyszeptała Resmi, z podziwem wpatrzona w planetę.- Zdążyłam już zapomnieć jaka jest wspaniała.
Gdy na nią zerknąłem, Jej oczy świeciły z zachwytu.
Nawiązałem kontakt z kontrolą pałacu.
- Kontrola lotów w Pałacu na Naboo. Podaj imię i cel podróży.
-Tu… Sobol. Powiedzcie waszej królowej. Będzie wiedziała kim jestem.
-Za kogo Ty się masz? Nie będziemy angażować w takie bzdury królowej…
Jego wywód przerwał krzyk mężczyzny. Niestety nie był dość głośny, więc nie słyszeliśmy co dokładnie mówi, ale po chwili kontroler znowu się odezwał.
- Najmocniej Pana przepraszam. Zaszło małe… nieporozumienie.
- Nie ma problemu, błądzić rzeczą istot żywych.
- Może Pan wylądować na polach przed pałacem. Są już przygotowane.
Poprowadziłem statek lekkim łukiem by po chwili posadzić go łagodnie przed głównym wejściem do pałacu. Na zewnątrz przywitała nas eskorta, której kapitan podszedł do nas i “przeskanował” wzrokiem. Chwilę się na siebie patrzyliśmy gdy nagle uderzył mnie pięścią w polik tak mocno, że się przewróciłem. Resmi już chciała się odezwać, ale zarówno kapitan jak i ja zaczęliśmy się śmiać. Mężczyzna pomógł mi wstać i oboje się uścisnęliśmy.
- To jest to! - krzyknął - Jak za starych czasów na Turonie!
- Tylko cios masz jakiś mocniejszy. Pewnie żarcie z Naboo i regularny trening w straży dobrze Ci służą. Swoją drogą zawsze musimy się tak witać?
Resmi stała nadal osłupiała z miną, która sugerowała, że próbuje połapać się w sytuacji. Spojrzałem na dziewczynę i zacząłem tłumaczyć.
- Reez wychowywał się ze mną na Turonie. Byliśmy praktycznie jak bracia. Razem się ścigaliśmy i pakowaliśmy w kłopoty.
- Z których Ty nas zawsze wyciągałeś - powiedział
- Ktoś musiał. Tak czy inaczej Rezz w końcu wyleciał z planety poszukując lepszego życia. I jak widać udało mu się.
- Widocznie tak mu już zostało - odezwała się Resmi, zwracając się do Reeza - Teraz to mnie ciągle z nich wyciąga.
Reez spojrzał na nią a później na mnie, posyłając mi przy tym zaciekawione spojrzenie.
- A, wybaczcie. Reez, to jest Resmi - mówiąc to położyłem swoją prawą dłoń na ramieniu dziewczyny.
Reez ukłonił się lekko po czym wskazał na pałac.
- Królowa już Was oczekuje. - powiedział i odwrócił się przodem do drzwi. - Chodźcie za mną.
Dałem Resmi znak dłonią, by szła przodem i ruszyliśmy za naszym przewodnikiem do środka. Po krótkiej chwili staliśmy na progu bardzo przestronnego korytarza. Byłem tu już kilka razy, ale widok tego wnętrza zawsze działał na mnie tak samo. Szliśmy powoli podziwiając wystrój. Nagle Resmi gwałtownie zatrzymała się o parę centymetrów przede mną, wpatrzona w jeden z obrazów, przez co omal na nią nie wpadłem. Zaciekawiony Jej reakcją spojrzałem w tym samym kierunku. Obraz, który tam wisiał przedstawiał piękny krajobraz nad jednym z tutejszych ogromnych jezior.
- Wygląda znajomo? - zapytałem. - Co? - odezwała się jakby zamroczona.
Spojrzała w moją stronę i kiedy zorientowała się jak blisko mnie stoi, ostrożnie się odsunęła.
- Wybacz. - powiedziała i znów zerknęła w stronę obrazu - Trochę przypomina mi… - zacięła się na chwilę najwyraźniej szukając odpowiednich słów. - Z resztą… Nieważne - powiedziała w końcu.
Odwróciła twarz od obrazu i ruszyła dalej.
Gdy weszliśmy do sali tronowej zobaczyliśmy królową Allenę, która przechadzała się po swojej komnacie. Gdy tylko nas zobaczyła podbiegła do nas, rzuciła mi się na szyję i pocałowała w policzek.
- Sobol! Jak dobrze, że znowu jesteś! Co Cię do nas sprowadza?
- Właściwie chęć wypoczynku… i muszę się spotkać ze Starym. Wiesz może gdzie go znajdę?
- Ekhm… - odchrząknęła Resmi.
- A tak - powiedziałem - przepraszam. To jest Resmi, moja koleżanka ze świątyni. A to jest Królowa Allena. Władczyni tej planety.
- Widzę, że się dobrze znacie... - powiedziała Resmi.
- Dość długa historia… Sobol kiedyś… pomógł nam rozwiązać jeden problem.
- Ach tak…
- Wracając do Starego - powiedziała królowa - niestety nie mam pojęcia gdzie go znaleźć. Wiem, że jest na planecie, ale nie znam jego dokładnej lokalizacji. Jestem jednak pewna, że go znajdziesz. W końcu Wy, Jedi, macie swoje sztuczki - powiedziała Allena i mrugnęła do mnie z uśmiechem na ustach.
Kątem oka zauważyłem, że Resmi rozgląda się po sali. Jej wzrok błądził od obrazów po posągi dawnych władców.
- Oczywiście, że mamy - odpowiedziałem królowej - Ale nie zawsze są tak skuteczne jak byśmy chcieli.
- Jestem pewna, że sobie poradzicie, ale teraz wybaczcie. Mam obowiązki. Reez zaprowadzi Was do waszych kwater.
Razem z Resmi ukłoniliśmy się lekko a królowa wyszła przez jedne z licznych drzwi.
Gdy szliśmy do naszych pokoi Resmi zagaiła rozmowę:
- Skąd znasz królową? Widać, że jesteście… bliskimi przyjaciółmi.
- Długa historia… Na Naboo miałem moją pierwszą misję po tym jak zostałem Jedi.
- Ahh rozumiem. Hm… chcę wiedzieć co to była za misja, skoro królowa jest taka… wdzięczna? - Posłała mi dziwne spojrzenie.
- Powiedzmy, że… ochrona. Dostawała groźby od pewnej organizacji… została nawet porwana… i wywieziona daleko od domu. Słyszałaś może o Hoth?
- Coś z historii obiło mi się o uszy… - teraz nie patrzyła już na mnie a przed siebie.
Naszą rozmowę przerwał Reez.
- To jest Pani pokój. A ten, …
- Oh, błagam, tylko nie przez “pani” - Resmi weszła mu w słowo nieco oburzona - Wystarczy Resmi - posłała mu miły uśmiech.
- A ten dalej Twój, Sobol. Jeżeli reflektujecie to za godzinę podajemy kolację. Dziś będą Koreliańskie Kraby Głębinowe. Nie są piękne, ale mają pyszne delikatne mięso.
- Dzięki Reez. Chętnie skorzystamy…. ale na przyszłość nie musisz się do nas zwracać per pan, pani.
- Przyzwyczajenie…. pracuję tu parę lat i dawno nie brałem udziału w takiej imprezie jak mieliśmy na Turonie...wiesz… człowiek się przestawia.
- Musisz kiedyś wpaść do nas na Yavine.
- Czy ja wiem… impreza z mnichami to chyba nie mój klimat. Pewnie nawet nie pijecie.
- Oj, zdziwisz się… jedna z nas pędzi dość ciekawy… napój - w myślach szybko mignął mi ferment, który Caro pędziła w swoim warsztacie. Na samą myśl mną wstrząsnęło.
- Teraz musicie mi wybaczyć - powiedział Reez - podobnie jak królowa też mam swoje obowiązki.
Lekko się ukłonił i oddalił. Spojrzałem na Resmi.
- To co? Chyba wypada się odświeżyć, odpocząć i wpaść na tą kolację. Dawno nie jadłem tych krabów.
- Em… wiesz - zaczęła nieśmiało - Ja tak szczerze, to pierwszy raz w życie jestem w… takim miejscu… nie bardzo wiem jak się zachować, zwłaszcza na kolacji…
- Damy radę. Podczas kolacji sztućce od zewnątrz a jak się zgubisz patrz na królową lub na mnie. A tymczasem, przepraszam Cię, ale muszę odsapnąć. Widzimy się za godzinę.
- Dobrze - powiedziała już do moich pleców a w Jej głosie dało się słyszeć jakby nutę rezygnacji.
Wszedłem do pokoju a drzwi zasunęły się za mną z cichym sykiem. Wiedziałem, że na Naboo, a zwłaszcza w pałacu panuje przepych, ale takiego pokoju dawno nie widziałem. Wszędzie złoto, srebro i Kalamariańskie Marmury. Dość szybko zdjąłem szaty i wszedłem do równie eleganckiej łaźni. Gdy już byłem odświeżony przebrałem się w ubrania, które służący położył mi na łóżku i spojrzałem na zegarek. Do kolacji było jeszcze 40 minut i postanowiłem je dobrze spożytkować. Usiadłem po turecku na podłodzę i oddałem się medytacji próbując wyczuć w Mocy Starego. Nagle przed moimi oczyma widziałem przesuwające się obrazy. Były w nich Allena, Reez, Resmi oraz jakieś zamaskowane postacie. Widać było, że moi przyjaciele cierpią z powodu tajemniczych istot. Sam też odczuwałem ból. Na sam koniec zobaczyłem tylko Starego na tle jakiegoś wodospadu i wszystko się skończyło a gdy otworzyłem oczy zobaczyłem Resmi, która klęczała przede mną i trzęsła mną za ramiona. Tuż za nią stał Reez. Chwilę potem odzyskałem słuch.
- Sobol! Słyszysz mnie? Co się dzieje?
- Resmi… Reez? Co tu robicie? Przecież jest... - spojrzałem na zegarek - Kurde.. straciłem poczucie czasu.
- Na pewno wszystko w porządku? Krzyczałeś - wtrącił Reez.
- Tak. Miałem… zły sen. To nic. Czy… zdążymy jeszcze na kolację?
- Oczywiście - powiedział Reez - Kolacja jest za 15 minut. Znam Cię i specjalnie powiedziałem, że jest wcześniej bo wiedziałem, że jak zawsze się spóźnisz. - mówiąc to podał mi rękę i pomógł wstać.
- Ej.. odkąd jestem Jedi nie jest tak źle. Spóźniam się tylko raz na miesiąc.
Zauważyłem, że Resmi ciągle mi się przygląda z niepokojem w oczach.
- Na pewno wszystko w porządku? - zapytała ostrożnie.
Spojrzałem na nią. Była już przebrana w długą suknię do kostek, nieco przypominającą tą, którą miała na gali. Z tą różnicą, że była innego koloru i dużo mniej przejrzysta.
- Tak. Dam radę. Lepiej już chodźmy bo serio się spóźnimy.
Przyjrzała mi się badawczo, po czym odwróciła się i ruszyła do drzwi za Reezem.
Gdy szliśmy długim korytarzem Resmi zapytała:
- Em... powiesz mi o jakim “Starym” ciągle mówisz?
- O pewnym... pustelniku z mojej planety . W sumie to on powiedział mi gdzie jest Yavin i że powinienem na niego polecieć.
Niedawno wysłał mi wiadomość, że na Turonie jest już dla niego za gorąco i przenosi się na Naboo. Miałem nadzieję, że….pomoże mi z pewnym problemem.
- Problemem? Jakim?
- Niecodziennym...
- Rozumiem… pewnie jak zwykle nie powiesz mi nic więcej?
- W temacie problemu? Nie.
- Mhm - mruknęła dziewczyna i na tym rozmowa się zakończyła.
Gdy dotarliśmy do jadalni królowa siedziała już przy wielkim stole i piła coś co przypominało czerwone wino.
- Ach jesteście! Siadajcie proszę. Zaraz podadzą przystawki.
Gdy zajęliśmy miejsca kątem oka spojrzałem na Resmi. Wyglądała na lekko zdezorientowaną gdy patrzyła na ilość sztućców, które przed nią leżały.
Mam nadzieję, że pamięta co jej mówiłem o kolejności ich używania.
Jakby czytając w moich myślach, spojrzała na mnie i gestem dała znak, że pamięta.
Kolacja przebiegła szybko i bez większych ekscesów. Musiałem przyznać, że Resmi chyba kłamała co do słabej znajomości pałacowych zwyczajów bo poradziła sobie wyśmienicie. Gdy służący zabrali już brudne naczynia i raczyliśmy się winem z południowej części planety, królowa patrzyła na mnie kręcąc palcem w swoich czarnych włosach.
- A więc… co u Ciebie? Dawno nas nie odwiedzałeś i w ogóle…
- W zasadzie po staremu… - upiłem łyk z kieliszka, a kiedy odkładałem go na stół ukradkiem spojrzałem w stronę Resmi. Miała dość nieciekawą minę. Jakby ta sala była ostatnią, w której chciała teraz przebywać.
- A masz może jakieś plany na resztę wieczoru? Chciałam z Tobą o czymś porozmawiać…
- W sumie…
- Tak w sumie, to miałam Ci przypomnieć, żebyś zerknął na mój hipernapęd - wtrąciła się szybko Resmi - bo inaczej chyba nigdy stąd nie wylecimy przy obecnym.
- Mi to w sumie odpowiada - zaśmiała się królowa.
Po minie, jaką obrzuciła ją Resmi uznałem, że chyba muszę interweniować, bo robiło się coraz dziwniej.
- Chociaż… - dziewczyna zreflektowała się nagle, najwyraźniej uświadomiwszy sobie, że nie powinna zachowywać się tak w obecności królowej - Chyba sama pójdę na “Znalazce” zobaczyć co tam u mojego Gapy… - odłożyła na stół serwetkę, którą miała na kolanach i wstała. - Proszę wybaczyć - Zwróciła się do Alleny i ukłoniła lekko, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła dość szybkim krokiem do drzwi.
- Wszystko w porządku? - zapytała mnie królowa.
- Dobre pytanie… Potem do niej pójdę i z nią porozmawiam. A tymczasem skoro jesteśmy sami to o czym chciałaś porozmawiać?
- To dość trudna i delikatna sprawa… ostatnio źle się dzieje w stolicy. Tajemnicze zniknięcia ważnych osób. Ani straż pałacowa ani nasze tajne służby nie są w stanie rozwikłać tej zagadki… już raz pomogłeś nam rozwiązać jeden problem… czy możemy Cię o to znowu prosić?
- Mogę spróbować. Za Twoim przyzwoleniem poproszę też o pomoc Resmi.
- A zgodzi się? Po jej zachowaniu wnioskuję, że… chyba nie do końca mnie polubiła.
- Nie było to trudne do zauważenia, ale jak jej powiem co się dzieje na pewno się zgodzi. Wiele można o niej powiedzieć, ale nigdy nie odmawia pomocy ludziom w potrzebie.
- Skoro tak… a tymczasem ja wrócę do moich zajęć… królowa ma tyle na głowie - zaśmiała się, uśmiechnęła i wyszła z sali.
Opadłem na oparcie krzesła i opróżniłem resztę kieliszka, zastanawiając się nad słowami Alleny. Było jasne, że w zaistniałej sytuacji będzie tu potrzebna pomoc Jedi. A najlepiej kilku. Nie wiedziałem tylko co tak nagle odbiło Resmi. Jeszcze nigdy nie widziałem u niej takiego zachowania.
Uznałem, że chyba lepiej pójdę do niej zanim zacznie dłubać przy tym hipernapędzie, bo jeszcze wysadzi siebie, statek i przy okazji pałac. Miałem dobre przeczucie bo kiedy wszedłem na statek już dłubała przy hipernapędzie. Dziewczyna była już z powrotem w swojej szacie.
- Wszystko okey? Tak szybko wyszłaś…
- Oczywiście! Jest świetnie! - mówiąc to rzuciła za siebie przepaloną cewkę napędu, przed którą ledwo zdążyłem się uchylić.
Następny lecący w moim kierunku fragment zatrzymałem przy użyciu Mocy i podszedłem do niej.
- Możesz na chwilę przestać rzucać? Rozmawiałem z królową...
- Doprawdy? I co ci wielka królowa powiedziała?
- Że mają tu problem… ludzie znikają bez śladu… poprosiła o pomoc.
Dziewczyna milczała, ale domyślałem się, że biła się z myślami. Po krótkiej chwili wstała i odwróciła się do mnie. Tuż za nią hipernapęd zaiskrzył się i coś się zapaliło. Gapa szybko użył gaśnicy, ale mimo to w powietrzu unosił się zapach spalenizny.
- Taaa… chyba jednak Ty musisz rzucić na to okiem. - powiedziała Resmi. - Ale może najpierw skupmy się na zadaniu.
Zauważyłem, że nagle zaczęła mówić zupełnie innym tonem. Była teraz dużo bardziej skupiona.
- Tak czy inaczej dostałem listę potencjalnie zagrożonych osób. Proponuję obserwować senatora Praisa. Jest pierwszy na liście i już raz próbowano go złapać, ale uciekł.
- Hm... - popatrzyła w dół, zastanawiając się - Czy na tej liście są sami senatorowie?
- Nie. Na samym końcu jest królowa. - mówiąc to spojrzałem na nią badawczo.
Resmi chwilę stała w ciszy, a później spojrzała na mnie.
- Więc to najprawdopodobniej spisek wymierzony w samo serce Naboo. Gdyby byli na niej tylko senatorowie, można by podejrzewać, że chodzi o cały senat… Myślisz, że powinniśmy zawiadomić Radę?
- Nie. To delikatna sprawa. Plus pewnie każą nam wracać albo przyślą tu jakiegoś Rycerza by nas “pilnował”.
- Wydaje mi się, czy obawiasz się, że tym Rycerzem będzie Kirrond? - zapytała lekko się przy tym uśmiechając.
- Tylko jego nam tu brakuje… plus wątpię by komuś z Rady spodobała się moja relacja z królową.
Momentalnie uśmiech zniknął z Jej twarzy.
- Więc co robimy? - zapytała, chcąc najwidoczniej szybko zmienić temat.
- Mam adres senatora. Na początek pojedziemy do niego i będziemy go obserwować. Reez dał mi kluczyki do jednego z pałacowych śmigaczy.
- Zgoda. Nie ma więc na co czekać. Pójdę umyć tylko ręce i możemy ruszać - unikając mojego wzroku odeszła w stronę odświeżacza.
Gdy wyszła razem z Gapą udaliśmy się do Śmigacza i lecieliśmy w stronę rezydencji senatora. Zatrzymaliśmy się około dwustu metrów od bramy i obserwowaliśmy sytuację z ukrycia przy pomocy makrolornetek. Czas trochę nam się dłużył, ale na szczęście Gapa miał wgrane Holoszachy, więc mieliśmy jakieś zajęcie. Parę godzin po zachodzie słońca przed posiadłością zatrzymał się tajemniczy pojazd. Wysiadła z niego grupa uzbrojonych ludzi, która kierowała się do rezydencji. Niewiele myśląc naciągnąłem kaptur mojej szaty oraz maskę na twarz i kazałem Resmi zostać w śmigaczu i stać na czatach. Już chciała zaprotestować i pójść ze mną, ale uświadomiłem Jej, że w razie kłopotów śmigacz jest jedyną, bezpieczną drogą ucieczki. Niezbyt zadowolona usiadła z powrotem na swoim miejscu a ja ruszyłem do środka. Dość szybko znalazłem się pod bramą, którą przeskoczyłem bez większego problemu. W środku było dziwnie cicho. Aż za cicho. Używając Mocy postanowiłem “przesądować” budynek. Podczas gdy byłem skupiony na skanowaniu ktoś musiał mnie zajść od tyłu i uderzyć w potylicę. Świat mi zawirował i straciłem przytomność.
Kiedy się ocknąłem byłem w bardzo ciemnym pomieszczeniu, na dodatek - jak po chwili zauważyłem - czymś związany. Używając implantu oka wykorzystującego podczerwień rozejrzałem się po pokoju. Naprzeciwko mnie dostrzegłem Resmi. Również była związana. Wierzgała i szarpała się z łańcuchami.
- Co tu robisz? - zapytałem.
- Próbuje się uwolnić. Nie widać?
- Nieźle Ci idzie… masz teraz jakiś plan? Bo niestety zabrali mi moją rękę i nie mam żadnego wytrycha ani nic takiego.
- Eh… to na nic - odezwała się i zrezygnowana oparła o ścianę pod którą siedziała. - A skoro nie masz swojej magicznej ręki, to już po nas. - odetchnęła głęboko - A najgorsze, że to wszystko znów przeze mnie… Powinnam była zostać w Akademii i kazać Justine wysłać kogoś innego. Przecież było wiadomo, że prędzej czy później coś zepsuje i…
- Jak zwykle przesadzasz - uśmiechnąłem się - Misja poszła dobrze… zawaliłaś w sprawie prywatnej.
- Też mi pocieszenie… Tak czy inaczej, fakt, że siedzimy tu teraz związani to moja wina. A Justine sądziła, że poradziłabym sobie samodzielnie. Fajny żart.
Nawet bez użycia Mocy wiedziałem, że dziewczyna jest załamana.
- Gdyby nie moja za… nieuwaga -poprawiła się szybko - to pewnie byłabym w tym głupim śmigaczu skupiona na zadaniu i… - zacięła się na chwilę - Gdyby nie ja, pewnie już dawno złapałbyś tych ludzi i cały problem byłby z głowy… Znów usłyszałem, że wzięła głęboki oddech i starała się uspokoić swój drżący głos.
- Przepraszam… - dodała cicho, po czym przestała się odzywać.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwało otwarcie się drzwi. Do naszego pokoju wszedł droid w długich szatach. Zapewne dlatego nie wyczułem nic w Mocy podczas skradania się do posiadłości.
Nasz blaszany gość obrzucił nas tylko krótkim spojrzeniem, po czym podszedł do jakiejś skrzyni stojącej przy ścianie. Wyjął z niej jakiś przyrząd i wyszedł, zostawiając nas znów w ciemnościach cichego pokoju. Popatrzyłem na skrzynie z zainteresowaniem. Skoro tam stała nie mogliśmy być w zwykłym pokoju. Był to najprawdopodobniej jakiś schowek. Postanowiłem zbadać przez Moc jej zawartość. Nie wyczułem jednak nic, co mogłoby się przydać. Oparłem się z powrotem o ścianę i starałem coś wymyślić. Co jakiś czas zza ściany dało się słyszeć dziwne odgłosy, przypominające mechaniczny śmiech. Zbyt dobrze się tam bawili. Spojrzałem na Resmi, która od dłuższego czasu pochrapywała. Coś musiało Jej się śnić, bo niesamowicie się teraz wierciła i mamrotała coś. Po chwili otworzyła oczy i gwałtownie usiadła prosto. Zamrugała kilka razy i rozejrzała się. Nadal było ciemno, ale oczy powoli zaczynały się do tego przyzwyczajać. Wszystko było widać coraz wyraźniej. Już nie musiałem używać podczerwieni sztucznego oka. To drugie radziło sobie wyśmienicie. Widziałem jak dziewczyna ze smutną miną znów opada na ścianę.
- Meh... - odezwała się cicho - Więc to nie był tylko okropny sen. Nadal tu tkwimy.
- Tak, cóż. Próbowałem wymyślić jakiś sposób na wydostanie się stąd, ale Twoje chrapanie mi to utrudniało.
Powiedziałem, starając się wymówić to takim tonem, żeby chociaż się uśmiechnęła. Jakoś ją pocieszyć. Widać, nie bardzo mi się to udało.
- Ja nie chrapię - powiedziała tylko.
- Ojj, no nie wiem. - zaśmiałem się - Siedziałem tu i wszystko słyszałem. Twoje chrapanie mogłoby obudzić pół Galaktyki naraz.
Wreszcie się udało i Resmi się uśmiechnęła.
- Nieprawda! - zawołała przez śmiech, którego nie umiała powstrzymać.
- Prawda - odezwał się głos dochodzący znikąd - aż się ściany trzęsły.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu szukając właściciela tajemniczego głosu. Nikogo jednak nie zauważyłem, więc domyśliłem się, że dochodził z jakiegoś głośnika. A skoro nas słyszeli… pomyślałem to pewnie też widzieli.
Znów się rozejrzałem, tym razem w poszukiwaniu kamer. Ku własnemu zadowoleniu znalazłem jedną, umieszczoną pod sufitem w rogu pokoju.
- Matka nie nauczyła pana, że nie wypada podsłuchiwać? - zawołałem w stronę niewielkiej kamery.
W odpowiedzi z głośnika wydobył się tylko przeciągliwy pisk, a później usłyszeliśmy coś co przypominało odgłosy walki. Gdy po dłuższej chwili hałas ustał, słyszeliśmy już tylko zbliżające się do naszego pokoju kroki. Ktoś nacisnął na klamkę i drzwi powoli otworzyły się, ukazując starszego mężczyznę nieznanej rasy. Rozpoznałem go natychmiast.
- Jak zwykle wpakowałeś się w kłopoty…. - Powiedział Stary.
- Od razu jak zwykle…. ostatnio nie zdarzało się to za często. A przynajmniej zawsze sobie jakoś radziłem.
- Wiem. Śledziłem Twoje poczynania odkąd opuściłeś Turon. Muszę przyznać, że odczuwam lekką dumę, ale Twoje ostatnie wyczyny budzą we mnie niepokój.
- Mówisz o tej imprezie wtedy na Endorze? Wiem, że nie powinienem z nimi pić, ale kto by odmówił tym słodkim miśkom…
- Alkohol to najmniejszy problem… ale pomówimy o tym później.
- Bardzo przepraszam, że przeszkadzam - powiedziała Resmi - ale czy mógłby nas Pan uwolnić?
Oboje spojrzeliśmy w stronę dziewczyny.
- Oczywiście. Po to tu jestem - spojrzał na mnie ukośnie - No, między innymi po to.
W ciągu zaledwie paru minut uporał się z łańcuchami, które nas więziły. Wstałem powoli i otrzepałem się z kurzu. Resmi zrobiła to samo.
- A przy okazji… - odezwał się mężczyzna, wyciągając ze swojej torby jakiś przedmiot - myślę, że chcesz ją odzyskać. - mówiąc to, wyciągnął w moją stronę czarną metalową protezę.
- Moja ręka - uśmiechnąłem się szeroko, sięgając po nią. - dziękuję Ci.
- Czy możemy już stąd wyjść? - zapytała Resmi, patrząc w stronę drzwi - bo zaraz chyba dostanę tu klaustrofobii.
Widząc minę dziewczyny, zaśmiałem się.
- Tak, chodźmy stąd. - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę drzwi.
- Właściwie jak udało się panu nas znaleźć? - zapytała dziewczyna, kiedy opuszczaliśmy już budynek.
- Oh, to nie było takie trudne - powiedział Stary, uśmiechając się lekko - Jeżeli Sobola nie ma w miejscowej kantynie, to na pewno wpakował się w jakieś kłopoty.
- Ej! To akurat nie moja wina! - zawołałem, montując swoją sztuczną rękę z powrotem do przedramienia. - i są też inne powody mojej nieobecności w kantynie. Choćby wysokie ceny…. Jedi mało płacą…
Resmi zaśmiała się cicho, po czym powiedziała:
- Tak, w sumie to ma rację. W tej dziurze siedział akurat z mojej winy.
- Nie pierwszy raz.
- Tak, wiem. - powiedział Stary patrząc w moją stronę. - Tak jak mówiłem...Obserwuje Cię odkąd poleciałeś na Yavin. - Mam nadzieje, że nie cały czas…. Choć teraz się przydało.
-No, prawie cały czas… ale ta akcje z królową na Hoth….tam to zaszalałeś.
- Przestań… to było...poświęcenie...wymagała tego sytuacja.
- Powiem tylko byś uważał… ostatni bliski przyjaciel innej królowej Naboo wybił prawie cały zakon…
- Ekhm… czy możemy zmienić temat? - powiedziała Resmi nieco poirytowanym głosem.
- Dobry pomysł. Może poszukajmy naszej broni.
- Może będzie tam, gdzie trzymali twoją dłoń. - zasugerowała dziewczyna.
- Niestety nie. Tam, gdzie ją znalazłem nie było nic więcej, oprócz broni tamtych ludzi - powiedział Stary, dość smutnym głosem.
- A właśnie! - wykrzyknęła Resmi, coś sobie przypomniawszy - Co z senatorem?
- Jest już bezpieczny i w drodze do pałacu królowej - odpowiedział. - Będą tam na nas czekali.
- Dobrze, że nic mu nie jest - powiedziała tylko dziewczyna. - A… nie widział pan przypadkiem gdzieś mojego droida?
Jak na zawołanie odezwał się głośny alarm.
- Zakładam się o sto kredytów, że to sprawka tej beczki smaru… - powiedziałem.
- Podbij o dodatkową stówę i wchodzę - powiedział Stary - ale teraz lepiej uciekajmy bo widziałem reaktor. Jak walnie to lepiej być tak daleko jak tylko się da.
Niestety nie udało nam się znaleźć naszej broni, bo musieliśmy szybko opuścić bazę porywaczy. Niedaleko bramy na niewielkim wzniesieniu stał Gapa i czekał na nas z wielką skrzynią.
- Gapa… To ty uszkodziłeś reaktor?
Droid potwierdził.
- Ty cholerna, durna….
Droid przerwał mi posyłając mi długą wiązankę pisków, którą zrozumiałby każdy nawet jeśli nie zna języka binarnego. Jednym ze swoich manipulatorów otworzył wieko skrzyni, w której znajdowała się nasza broń.
- ...Cudowna, kochana, beczułko smaru - dokończyłem.
Resmi spojrzała na mnie i wybuchnęła głośnym śmiechem, po czym podeszła do swojego droida.
- Czekajcie… ta górka wygląda znajomo... - powiedziałem i obejrzałem się na posiadłość, którą właśnie opuściliśmy. To była posiadłość senatora Praisa.
- To wiele wyjaśnia. Dlatego nie było żadnych strażników ani zabezpieczeń. Widać nasz senator jest zamieszany w te zniknięcia. Czekaj! Stary! Mówiłeś, że jest w drodze do pałacu? Królowa może być w niebezpieczeństwie! Musimy się tam szybko dostać.
- A może jakoś sobie poradzi… Ma przecież swoich strażników od tego… - powiedziała cicho Resmi
Rzuciłem dziewczynie groźne spojrzenie i już po chwili siedziała w śmigaczu, który podczas mojej dedukcji przyprowadził Stary.
Gdy lecieliśmy w stronę pałacu oddałem ster Staremu. W końcu to jego śmigacz. Sam w tym czasie starałem się naprawić moją rękę, ale wiele rzeczy w niej nie działało i nie byłem w stanie nic na to poradzić. Podstawowe mechanizmy odpowiedzialne za chwytanie, zginanie i tym podobne działały, ale ostrze, paralizator oraz igły nie chciały współpracować. Zrezygnowany odłożyłem narzędzia i obserwowałem jak odległy pałac rósł i rósł byśmy w końcu dolecieli na główny dziedziniec, gdzie stał statek Resmi.
Przywitał nas Reez.
- Sobol! Gdzieście byli? Jak śledztwo?
- Nie teraz Reez! Gdzie senator Prais? Gdzie królowa?
- Właśnie mają spotkanie. Senator prosił by im nie przeszkadzać.
- To senator stoi za porwaniami!
- O czym Ty… - nie zdążył dokończyć bo odsunąłem go ręką i wbiegłem do pałacu.
Błyskawicznie wpadłem do komnat królowej, w której stała i rozmawiała z Praisem.
- SOBOL! Co to ma znaczyć? Jesteś mi drogi, ale to nie znaczy, że możesz wpadać jak do siebie na moje służbowe spotkania!
- Wybacz Pani, ale chyba rozwiązałem śledztwo. To senator Prais jest odpowiedzialny za zniknięcia!
- Co za nonsens! - wrzasnął senator - odbiło Ci dzieciaku?!
- Nonsens? To jak wyjaśnisz fakt, że do Twojej posiadłości przylecieli bandyci i czuli się tak jak u siebie?
Senator wiedząc, że jest już spalony szybko chwycił królową i wyjął blaster. Wyczułem jak za moimi plecami stoją już Resmi i Stary. Senator ciągle celował w moją stronę a jego palec zaciskał się na spuście. Błyskawicznie uruchomiłem miecz co zrobiła również Resmi.
- Ach tak… Jedi i te świecące kijki. Dobrze wiem, że jak w was strzelę to odbijecie promień w moją stronę. Ale jeśli przyłożę lufę do brzucha królowej to nawet Wy nie zdążycie.
Mówiąc to, wystrzelił w ciało królowej, która padła na ziemię. Tego było dla mnie za wiele. Niespełna dzień wcześniej widziałem co się stało z moją matką, której nawet nie pamiętam a teraz widziałem jak umierała królowa. Całkiem straciłem nad sobą panowanie i obraz zaszedł mi mgłą.

Gdy się ocknąłem leżałem w łóżku w moim pokoju w pałacu. Obok na fotelu siedziała Resmi a za nią stał Stary.
- Gdzie ja jestem? Co się stało?
- Znowu straciłeś nad sobą panowanie - powiedział Stary - dosłownie rozerwałeś Praisa na strzępy używając samej Mocy. Nie sądziłem nawet, że masz jej aż tyle. Musisz w końcu oczyścić umysł z tego co widziałeś. Inaczej Cię to zniszczy… albo gorzej.
- A królowa?
- Żyje, ale jeszcze się nie obudziła. Resmi ją uratowała. Ma niezwykły talent do leczenia Mocą. Wracając do Ciebie… jak tylko poczujesz się lepiej udaj się do mnie do domu. Tam pomogę Ci z Twoim problemem.
Minęło zaledwie parę dni a ja stałem już przed domem Starego. Poprosiłem Resmi by została w pałacu i pilnowała wszystkiego dopóki nie wrócę. Nie była zbyt szczęśliwa, ale nie protestowała długo. Mam nadzieję, że tym razem się posłucha. Gdy już miałem zapukać do drzwi, uśmiechnąłem się do siebie. Zupełnie jak parę lat temu na Turonie.
Stary otworzył drzwi i jedyne co powiedział to bym szedł za nim. Doszliśmy do wielkiego wodospadu.
- Oddaj mi swoją lewą rękę i sprawdź czy woda jest zimna - powiedział Stary.
Zrobiłem jak kazał i poczułem jakby naraz ukuło mnie tysiąc igieł.
- JEST LODOWATA!
- To dobrze… teraz zdejmij wszystko prócz spodni i usiądź na tamtym kamieniu. Będziesz medytować.
- Oszalałeś?
Jedyną odpowiedzią jaką dostałem było wepchnięcie mnie do lodowatej wody.
- Jak wolisz możesz zostać w pełnych szatach, ale będzie Ci zimniej.
Dopłynąłem do kamienia, który wskazał. Był on idealnie po środku wodospadu i na niego spadała największa ilość wody. Gdy się na niego wspiąłem zdjąłem górne szaty i usiadłem oddając się medytacji. Czas mijał a temperatura wody bolała mnie coraz mniej. Nie wiem ile dokładnie czasu minęło, ale jak otworzyłem oczy Starego nie było już na brzegu. Czułem w sobie spokój jakiego jeszcze nigdy nie zaznałem. Cała złość i negatywne emocje spłynęły ze mnie razem z lodowatą wodą. Gdy przeskoczyłem na brzeg zacząłem szukać Starego, ale nie mogłem go nigdzie znaleźć. Postanowiłem sprawdzić w jego chacie. Była skromnie urządzona. Jeszcze skromniej niż na Turonie. Łóżko, szafka i stół. I to wszystko. Na stole leżała moja proteza, list i mały woreczek. Pierwsze co chwyciłem to list.

Sobol.
Jeżeli to czytasz znaczy, że wyszedłeś już z wody. Mam nadzieję, że osiągnąłeś to na co liczyłem wysyłając Cię do niej. Podczas Twojej medytacji podłubałem trochę przy Twojej ręce. Naprawiłem ją i dodałem mały gratis od siebie. Jest to lina z hakiem, którą możesz wykorzystać do wspinaczki. Podobne ma straż pałacowa w swoich blasterach. Mam nadzieję, że się przyda. Tymczasem ja wyjeżdżam z planety. Zrobiło się tu za głośno. Będę miał Cię na oku.

STARY.


Uśmiechnąłem się przyczepiając protezę do przedramienia. Gdy wróciłem do pałacu postanowiłem wypróbować nowy gadżet. Wystrzeliłem linę z hakiem w stronę jednego z okien i błyskawicznie stałem już na parapecie. Było to dobre rozwiązanie gdyż mogłem pokonywać duże wysokości bez używania Mocy co jest dobre podczas działań w przebraniach. Cicho wszedłem przez okno, ale szybko przyuważył mnie Reez, który akurat przechodził obok.
- No proszę… Nasz bohater! Co Ty? Przez okno wchodzisz?
- A tak wiesz.. chciałem coś wypróbować. Jak tam królowa?
- Coraz lepiej, ale ciągle się nie obudziła. Akurat do niej szedłem. Mam nadzieję, że z tego wyjdzie. Gdyby coś jej się stało… ech…
Mocą szybko przeskanowałem jego głowę. Jak mogłem wcześniej tego nie dostrzec.
- Reez… czy aby przypadkiem nie…
- Nie… no co Ty… chociaż może…
- Haha stary Reez zakochany. Nie sądziłem, że dożyję tego dnia!
- Zamknij się!
- Spokojnie. Przecież tylko się droczę. Zresztą masz szczęście! Kiedyś królowa wspomniała mi jak jesteś dla niej ważny.
- Serio?
- Nooo powiedzmy.
Przecież nie mogłem mu powiedzieć wprost, że sam wyczytałem to w jej głowie podobnie jak zrobiłem to z nim kilka sekund temu.
Nagle z pokoju Alleny wychylił się jeden z medyków.
- Kapitanie! Szybko! Królowa się budzi.
Chwilę potem razem z Reezem staliśmy przy jej łóżku.
- Wszystko wygląda dobrze - powiedział lekarz - Jak dobrze pójdzie będzie Pani mogła wstać już za dwa dni.
- Dziękuję - powiedziała królowa po czym zwróciła się do nas - chyba nie byliście tu cały czas?
- Ja niestety nie. Musiałem załatwić sprawę ze Starym - powiedziałem - ale Reez nie odstępował Cię na krok.
Reez popatrzył na mnie z wielkimi oczami a ja lekko go szturchnąłem Mocą tak aby królowa nie widziała.
- Doprawdy?
- Ależ tak moja Pani - powiedział Reez klękając przy łóżku i chwytając jej dłoń.
Teraz nie potrzebowałem Mocy by wiedzieć, że oboje mają się ku sobie. Nie chcąc im przeszkadzać lekko sie ukłoniłem i powiedziałem:
- Niestety muszę już odlatywać. Galaktyka wzywa.
- To co zrobiłeś dla nas… dla całej planety nigdy nie zostanie zapomniane. Zawsze jesteś tu mile widziany. - rzekła królowa.
- Dziękuję wasza wysokość, ale tym razem nie działałem sam. A teraz żegnajcie
Ukłoniłem się jeszcze raz i wyszedłem z pokoju. Gdy powoli szedłem długim korytarzem kierując się w stronę naszego statku dogonił mnie Reez.
- Mam u Ciebie dług stary przyjacielu. Nie dość, że znowu rozwiązałeś problem to jeszcze ta akcja przed chwilą….
- Nie ma o czym mówić. Od tego są starzy przyjaciele.
- Starzy… a właśnie - powiedział Reez i sięgnął do kieszeni.
Wyjął z niej mały woreczek, w którym coś brzęczało.
- Był u nas jakiś stary kosmita i kazał Ci to przekazać.
Wziąłem do ręki woreczek, jeszcze raz podziękowałem Reezowi i wsiadłem na statek.
Resmi siedziała już w kokpicie i razem z Gapą szykowali się do startu.
- Jak tam królowa?
- Chyba dobrze. Reez się nią zajmie. Dobrze, że mają się ku sobie.
- Reez i królowa? - zapytała niedowierzając - A ja myślałam, że wy...
- Cóż… On ją kocha. Plus jest stale przy niej a ja jestem Jedi… ciągłe misje i podróże... ryzyko… Z nim będzie jej lepiej.
- Rozumiem… Ale widzę, że Tobie też nie jest obojętna… - powiedziała patrząc przed siebie
- Taaa było minęło.
Zapadła chwila ciszy
- Długo Ci zeszło u tego Starego. Ale widziałam też, że w tym czasie naprawiłeś rękę. Nie wiedziałam, że masz w niej hak do wspinaczki.
Uśmiechnąłem się.
- Stary coś przy niej majstrował. To od niego.
- To teraz gdzie? Wracamy do Świątyni? -zapytała
- Chyba tak. Mam dość pomyleńców z nożami i świrniętych senatorów.
- Faceta z nożem nawet mi nie przypominaj - wzdrygnęła się Resmi. - Masz rację. Dość tych przygód. Wracajmy do domu. I tak Justine nas zabije.
Po chwili lecieliśmy już w hiperprzestrzeni. Na nasze szczęście w czasie gdy byliśmy uwięzieni Reez polecił naprawić uszkodzony fragment hipernapędu.
- To co robiłaś jak mnie nie było?
- A wiesz… jak prosiłeś. Pilnowałam, ale przy okazji trochę pozwiedzałam. Jeden dzień spędziłam nad jeziorem. Tak czystej wody nigdy nie widziałam. Kiedyś byłam już na Naboo, ale miałam na głowie inne sprawy niż podziwianie widoków… A Ty? Jak tam było ze Starym?
- Wydaje mi się, że mi pomógł. Znowu. Mówiąc to przypomniałem sobie, że ciągle mam w ręku woreczek, który dał mi Reez. W środku były kredyty i mały liścik. Po przeczytaniu spojrzałem za okno i się uśmiechnąłem.

Masz tu dwieście kredytów. Ogołociłeś starca ze wszystkich pieniędzy, ale zakład to zakład. Tylko nie przepij wszystkiego. Stary.
Wróć na górę