Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Ostatnie Tchnienie

Autor: Justine Helfire

BOHATEROWIE OPOWIEŚCI
Czysty - Mistrz Jedi, mężczyzna [JO]
Agnes - Mistrzyni Jedi, kobieta [JO]
Justine Helfire - Mistrzyni Jedi, kobieta [JO]
Marfanor - Rycerz Jedi, mężczyzna [JO]
Nojas - Rycerz Jedi, mężczyzna [JO]
Sharon - Jedi Advisor, kobieta [JO]
Caroline - Jedi Advisor, kobieta rasy Chiss [JO]
Alkern Ventress - Lord Sithów, mężczyzna [BotS]
Mirash Noctran - Lady Sithów, kobieta [BotS]
Hagorath - Mistrz Sithów, mężczyzna [BotS]


W oświetlonym jedynie świecami pokoju unosił się słodki zapach, który koił opanowujący ją strach. Z każdym przyjętym ciosem trudniej było jej skupić myśli. Czuła spływające po policzkach łzy, ostatkiem sił powstrzymywała się od krzyku. Intuicyjnie pragnęła sięgnąć w Moc, która pozwoliłaby uśmierzyć jej ból. Wiedziała jednak, że misja jest ważniejsza i za wszelką cenę musi wytrzymać. Więzy na nadgarstkach i kostkach u nóg zaczęły boleśnie dawać o sobie znać, gdy naprężyła mięśnie, próbując uchylić się przed następnym ciosem. Sekundę później poczuła jednak jak po raz kolejny w jej plecy uderzają rozgrzane już, skórzane paski, boleśnie rozcinając skórę w kilku miejscach. Próbowała zapanować nad sobą, ale tym razem z jej ust wydobył się zduszony krzyk, a strach zaczął przeważać nad innymi emocjami. Oddychała ciężko, przygotowując się na następny cios.

Ten jednak nie nadchodził i przez myśl przeszło jej, że być może to koniec. Łzy nadal spływały jej po policzkach, bez względu na to, jak bardzo próbowała je powstrzymać. Syknęła i odsunęła się odruchowo, gdy poczuła czyjąś dłoń przesuwającą się po jej poranionych plecach. Więzy jednak nie dały jej uciec za daleko i z poczuciem rezygnacji przestała nawet próbować. Starała się skupić na widoku najbliższej świecy, podczas gdy po jej ciele z każdym kolejnym dotykiem rozchodziły się fale piekącego bólu. Ktoś zbliżył się do niej i usłyszała cichy, kobiecy szept tuż przy swoim lewym uchu:

- A jednak nie jesteś tak słaba jak myślałam...

Nie była w stanie odpowiedzieć, ledwie utrzymywała przytomność po wszystkich godzinach tu spędzonych. Godzinach? A może dniach? Nie miało to znaczenia. Jedyna myśl, której była pewna to ta, że nie wyjdzie stąd, dopóki jej Pani nie będzie zadowolona. Usłyszała stukot obcasów i poczuła jak ucisk na jej nadgarstku powoli ustępuje. Po chwili jej ręka opadła, uwolniona z więzów, jednak zbyt słaba, żeby wykonać jakikolwiek ruch. Upadła na kolana ze zmęczenia, gdy tylko jej druga ręka również została odwiązana. Ostatkiem sił zmusiła się do wyprostowania, żeby zachować odrobinę godności, nie ośmielając się jednak spojrzeć na swoją Panią.

Ostatnie o czym chciała myśleć to to, że jest zupełnie naga. Zamiast tego postanowiła skupić się na swojej roli i w tej samej chwili poczuła jak jej kostki zostają uwolnione z więzów, a jej Pani ze stukotem obcasów stanęła przed nią.

- Wstań - powiedziała z taką pewnością, że nikt nie byłby w stanie się sprzeciwić.

Czując nadal piekący ból w plecach, kobieta wykonała posłusznie polecenie swojej Pani i po raz pierwszy odważyła się zerknąć na jej twarz. Lady Mirash patrzyła na nią z wyższością swoimi dużymi, ciemnymi oczami, w których jednak można było dostrzec odrobinę skrywanego pożądania. Jej czarno-czerwone włosy lśniły w półmroku, nadając jej twarzy jeszcze więcej piękna. W ułamku sekundy Lady Sithów chwyciła kobietę za szyję na tyle mocno, by ta poczuła ucisk, lecz na tyle słabo, by nie zrobić jej krzywdy.

- Dobrze się spisałaś... - powiedziała cicho, przyciągając twarz kobiety do swojej i po chwili złożyła delikatny pocałunek na jej ustach.

- Dziękuję, moja Pani - wyszeptała w odpowiedzi kobieta, bezradnie próbując spuścić wzrok ze wstydu. Kątem oka zauważyła za Lady Mirash łóżko zasłane czerwoną pościelą, a przy nim terminal, na którym zielona, migająca lampka sygnalizowała zapewne nową odebraną wiadomość. Wiedziała, że zbliża się ten moment. Zadrżała na samą myśl o tym, co musi zrobić.

Mirash najwyraźniej wyczuła jej skrywany strach, bo uśmiechnęła się lekko. Z tajemniczym błyskiem w oku odsunęła się na lewo i pchnęła kobietę na łóżko, gdzie ta wylądowała z jękiem, czując po raz kolejny podrażniane rany na ciele. Zdążyła jedynie odwrócić się na plecy, a już Lady Sithów klęczała między jej nogami i przytrzymując ją mocno za szyję, zaczęła całować zachłannie jej usta. Przez chwilę kobieta zapomniała o swojej misji, coś szeptało jej, by zostać w tym miejscu i porzucić wszystko inne. Z rozkoszą wyciągnęła się na łóżku, przesuwając ręce nad głowę, chowając je pod leżące tam poduszki i odwzajemniając pocałunek. Pokusa trwała jednak tylko kilka sekund, po których chłodne poczucie obowiązku ostudziło wszystkie jej pragnienia. Z żalem nacisnęła ukryty za poduszkami przycisk, po czym w ułamku sekundy usłyszała kolejno świst powietrza, cichy dźwięk uderzenia i zduszone westchnienie Lady Mirash, która opadła ciężko na jej ciało. W suficie widać było mały otwór, z którego wyleciał pocisk. Przez chwilę kobieta oddychała szybko, czując swoje bijące serce i widząc wystającą z pleców Lady Sithów strzałkę. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec jej misji.

Wyślizgnęła się spod ciała Mirash, zebrała swoje leżące na podłodze ubrania i szybko włożyła je na siebie. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Był to mały, prostokątny, hotelowy pokój, w którym znajdowało się tylko łóżko i dwie szafki na rzeczy. Na jednej z nich znajdował się terminal, na którym nadal migała zielona lampka. Naprzeciwko łóżka było zasłonięte okno, a pomieszczenie rozświetlały jedynie cztery ułożone na podłodze świece. Na suficie i podłodze przed łóżkiem znajdowały się wystające haki, do których była wcześniej przywiązana. Podeszła do terminala i wyciągnęła z kieszeni szaty komunikator. Włączyła terminal i odczytała nową wiadomość. Zmarszczyła brwi, przeglądając zawarte w niej dane, a w jej oczach można było dostrzec niepokój. Komunikator wydał cichy dźwięk, miała mało czasu. Z szuflady szafki wyciągnęła datapad, zgrała na niego wszystkie potrzebne dane, po czym odwróciła się w stronę łóżka. Ciało Lady Mirash nadal leżało na nim bezwładnie.

Kobieta wyciągnęła strzałkę z pleców Lady Sithów, uniosła jej ciało i podeszła z nim do okna, za którym można było już usłyszeć dźwięk pracujących silników. Pierwszy raz od wielu dni mogła przestać ukrywać się w Mocy i sięgnąć do niej. Poczuła od razu, jakby całe jej ciało zalała fala zupełnie nowej energii, którą intuicyjnie przekierowała do wszystkich ran. Odetchnęła z ulgą, czując ciepło rozchodzące się po jej ciele i obecność, której tak bardzo jej brakowało. Po raz pierwszy poczuła też przytłaczające fale Ciemnej Strony emanujące z ciała Lady Mirash. Były jak nieprzyjemny i niebezpieczny zapach, który sprawiał, że ciarki przechodziły jej po plecach. Znów usłyszała dźwięk komunikatora, więc skupiła się i pchnięciem Mocy wybiła szybę, która rozpadła się na setki małych kawałków. Tuż za nią czekała już opuszczona rampa frachtowca. Kobieta skoncentrowała się i wspomagając się Mocą, wyskoczyła przez okno na rampę, która zaczęła zamykać się tuż za nią. Położyła ciało Mirash w ładowni, podpinając przygotowaną wcześniej kroplówkę do jej ramienia i włączając pole energetyczne wokół niej. Ostatni raz rzuciła okiem na uśpione ciało Lady Sithów, po czym ruszyła w stronę kokpitu, gdzie czekał już na nią Marfanor. Wyczuła jego niepokój, gdy tylko spojrzał na jej twarz.

- Wszystko w porządku, Justine? - zapytał, przyglądając się jej uważniej i marszcząc brwi na widok jej skąpego, skórzanego stroju.

- Bywało lepiej - odpowiedziała krótko Mistrzyni Helfire i zajęła miejsce drugiego pilota. Syknęła cicho z bólu, gdy jej plecy dotknęły oparcia fotela - Wracajmy do domu. Mamy wiele do zrobienia.

Za iluminatorem widziała już migoczące gwiazdy, które zmieniły się w ciągłe linie, jak tylko wskoczyli w nadprzestrzeń, udając się na Yavin 4.

***

Drzwi do sali obrad Rady Jedi otworzyły się z hukiem i wszyscy tam zebrani natychmiast umilkli. Mistrzyni Agnes z ponurą miną podeszła szybkim krokiem do holoprojektora, znajdującego się na środku okrągłego pomieszczenia.

- Nie mamy wiele czasu, więc od razu przejdę do rzeczy - powiedziała, zerkając na Przewodniczącego Rady i czekając na pozwolenie. Mistrz Czysty tylko skinął głową, więc kontynuowała. - Jak doskonale wiecie, Justine udało się przechwycić dane, których potrzebowaliśmy.

Mistrzyni Agnes podłączyła datapad do holoprojektora i oczom wszystkich ukazał się obraz systemu Ylix, znajdującego się w Środkowych Rubieżach.

- Na orbicie planety Ylix ma dojść do tajnego spotkania członka Rady Lordów z jednym z dowódców ich floty. Nie muszę chyba mówić, jak ważna to dla nas informacja. Wyeliminowanie z gry członka Rady poważnie osłabi Bractwo, a co za tym idzie opóźni ich ekspansję do kolejnych systemów gwiezdnych.

Agnes skinęła Nojasowi i zajęła swoje miejsce w fotelu obok holoprojektora.

- Pojmanie go nie będzie jednak takie proste - zaczął Nojas, wstając i spoglądając na wszystkich zebranych. Nacisnął kilka przycisków, wyświetlając tym samym schemat korwety klasy Vigil. - O ile unieszkodliwienie korwety z zaskoczenia nie powinno sprawić większych problemów, o tyle nie wiemy, jak liczny będzie personel na pokładzie i jaką mają obstawę. W związku z tym?

- Ile osób musielibyśmy wysłać? - wtrącił Mistrz Czysty, ucinając zawczasu wywód Nojasa.

- Żeby mieć pewność, że wszystko pójdzie zgodnie z planem? - rycerz Jedi zastanowił się chwilę, po czym dodał ponuro - Co najmniej kilka, w tym większość Rady. Nie wiemy, na jaki opór się natkniemy i ilu Sithów znajduje się na pokładzie.

Wszyscy członkowie Rady wymienili spojrzenia. Wiedzieli, że jeśli akcja zakończy się fiaskiem to nie będzie to zwykła porażka. Będzie to początek końca Zakonu, który budowali przez te wszystkie lata. Bractwo Sithów rosło w siłę z każdym dniem, a oni byli jedyną siłą w galaktyce, która była w stanie ten proces powstrzymać. I nie było ich zbyt wielu.

- Taka okazja może się już nie powtórzyć - stwierdziła cicho Sharon, marszcząc brwi, a siedząca obok niej Justine tylko pokiwała głową.

- Musimy działać teraz, póki mamy szansę - dodał Marfanor - Nie możemy czekać i liczyć na to, że sytuacja sama się poprawi.

Mistrz Czysty spojrzał kolejno na każdego, po czym znów jedynie skinął głową. Nie było nawet nad czym głosować, wszyscy doskonale wiedzieli, co muszą zrobić.

- Jaki mamy plan? - zapytał Czysty, przenosząc spojrzenie na Nojasa.

***

Cisza. W przestrzeni kosmicznej wokół planety Ylix nic nie zwiastowało nadchodzących wydarzeń. Po orbicie planety wolno przesuwała się korweta klasy Vigil, a myśliwce TIE Interceptor lecące w jej obstawie, patrolowały okolicę. Tylko załoga na pokładzie korwety czuła narastający niepokój. Każdy członek personelu, bez względu na stopień czy zajmowane stanowisko, wiedział, że zaraz stanie się coś niedobrego. Wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak dziwne otrzymali rozkazy w ostatnim czasie i jak ważny musi być gość, którego kilka godzin wcześniej przyjmował admirał Hagorath. Po plecach przebiegały im dreszcze na samą myśl o jego obecności, choć nie potrafili wytłumaczyć, skąd się bierze to uczucie. Niepokojąca cisza.

Nagle wszystkie alarmy na pokładzie korwety zawyły, podrywając członków załogi na nogi i zmuszając ich do natychmiastowego zajęcia stanowisk bojowych. Zanim ktokolwiek zdążył na nie dotrzeć, po statku rozniosły się pierwsze wstrząsy spowodowane ostrzałem wroga. Oficerowie floty biegali po pokładach korwety we wszystkie strony, próbując dostać się na swoje miejsca. Coraz silniejsze wstrząsy rzucały niektórych gwałtownie na ściany. Po kilku minutach do wyjących ciągle alarmów dołączył jeszcze jeden: generator osłon został zniszczony. Kolejne uderzenia były na tyle silne, że niektórzy członkowie załogi tracili przytomność, gdy uderzali o ściany, a inni mieli nieszczęście stać zbyt blisko eksplodujących układów elektrycznych. Zapanował chaos.

W samym jego centrum znajdował się personel mostka, który meldował o wszystkich uszkodzeniach i stratach.

- Skoncentrowali ogień na naszych silnikach, długo nie wytrzymają! - zdążył krzyknąć oficer, nim jego konsola eksplodowała, posyłając jego martwe już ciało na środek pomieszczenia.

Admirał Hagorath w milczeniu obserwował wysiłki kapitana, który robił wszystko, żeby jakoś uratować sytuację. Po chwili przeniósł jednak spojrzenie na Lorda Alkerna, który stał odwrócony przodem do iluminatora. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie zwracał uwagi na to, co się wokół niego dzieje.

- Zniszczyli silniki! Tracimy orbitę! - wrzeszczeli kolejni oficerowie.

W tym samym momencie na statku zawył kolejny alarm, na dźwięk którego admirał zmarszczył brwi, doskonale znając jego znaczenie.

- Intruzi na pokładzie! - dało się słyszeć na mostku.

Po krótkiej wymianie spojrzeń z Lordem Alkernem, admirał Hagorath ruszył zdecydowanym krokiem w stronę wyjścia z mostka. Kolejne meldunki, które usłyszał, potwierdziły tylko jego początkowe przypuszczenia: intruzami byli Jedi. Zabrzmiał alarm ewakuacyjny.

***

Gdy tylko frachtowiec dotknął powierzchni hangaru, Mistrz Czysty opuścił rampę "Force Findera". Trzymając w ręce miecz o charakterystycznym, pomarańczowym ostrzu, wyskoczył, wyczuwając już lecące w jego kierunku blasterowe strzały. Na pokładzie znajdowało się co najmniej dwudziestu szturmowców floty, jedni ukryci już za różnego rodzaju elementami rozpadającego się statku, inni zaskoczeni sytuacją padli pierwszą ofiarą potężnego pchnięcia Mocy Czystego, które posłało ich na najbliższe ściany. Z frachtowca wyskoczyła Mistrzyni Agnes, zapalając ostrza swoich mieczy w locie i podbiegając do najbliższych przeciwników. Odbijała strzały blasterowe w biegu, jakby nie były niczym więcej, jak tylko irytującymi owadami, które trzeba odgonić. Gdy tylko zbliżyła się do grupki szturmowców, ostrza jej mieczy zamieniły się w smugi żółto-fioletowego światła, które dla członków floty Sithów stały się ostatnim obrazem przed śmiercią. W tym samym czasie Mistrz Czysty eliminował inną grupę szturmowców kilka metrów dalej, a w hangarze wylądował frachtowiec typu YT-1300, z pokładu którego wyskoczyli Mistrzyni Justine, Marfanor i Caroline. Ta ostatnia posłała w stronę szturmowców serie strzałów z charrica, osłaniając pozostałych, którzy od razu włączyli się do walki. Na kilka minut hangar wypełniły krzyki, odgłosy mieczy świetlnych i blasterowych strzałów, a w powietrzu unosił się dym i zapach nadpalonych ciał. Krzyki i dźwięki mieczy zaczęły się oddalać. W końcu wszystko ucichło, kurz zaczął opadać, a na pokładzie została tylko Caroline, której zadaniem było osłanianie drogi ucieczki.

- Są już w drodze, hangar zabezpieczony - zameldowała przez komunikator.

Wszyscy wyczuwali potężną obecność Ciemnej Strony na pokładzie. Wiedzieli już też, że nie pochodzi od jednej osoby. Ktoś się zbliżał. W tym momencie turbowinda, którą jechali na wyższe pokłady zatrzymała się gwałtownie, omal nie wytrącając ich z równowagi. Jej drzwi rozsunęły się i ich oczom ukazał się wysoki mężczyzna stojący w długim, szerokim na kilka metrów korytarzu. Ubrany był w ciemnoszary oficerski mundur, z krótko ściętymi włosami w kolorze platyny i przerażająco zimnymi, stalowo-błękitnymi oczami.

- My się tym zajmiemy - powiedział krótko Marfanor, po czym razem z Mistrzynią Justine wysiedli z turbowindy, która pojechała dalej z Czystym i Agnes.

Wyczuwali emanującą od mężczyzny mroczną energię, od której w całym ciele poczuć można było dziwne mrowienie. Sięgnął po miecz i w korytarzu zalśniło jego żółte ostrze.

- Kto ostatni ten pisze raport - rzuciła Justine, zerkając na Marfanora z uśmiechem i włączając swój miecz.

W tym samym momencie mężczyzna ruszył do ataku. Gdy tylko zbliżał się, biorąc zamach, Marfanor odparował cios i przeszedł do ataku. Mistrzyni Justine w tym czasie prześlizgnęła się na kolanach pod ramieniem Sitha, wstała i wyprowadziła cios z drugiej strony, który jednak udało mu się przyjąć na miecz. Zdążyła zauważyć morderczy błysk w jego oku i niemal natychmiast poczuła pchnięcie Mocy, które posłało ją kilka metrów do tyłu. Wykorzystując chwilę, sięgnęła w Mocy do Marfanora i pozwoliła, by ich umysły stały się jednym. Poczuła nową pewność, z którą przystąpiła do ataku. Każdy ich cios stał się wstępem do kolejnego, a każdy ruch przedłużeniem innego. Ostrza raz po raz zderzały się ze sobą w zabójczym tańcu.

***

Na mostku została już tylko jedna, wysoka postać, która stała na tle dużego iluminatora. Widać było za nim powierzchnię planety Ylix. Korweta zbliżała się do granicy atmosfery. Mistrzyni Agnes i Mistrz Czysty wbiegli na mostek, trzymając przed sobą miecze. Na ich czołach widać było drobne kropelki potu, a ich szybkie oddechy przypominały im o zakończonych dopiero walkach w drodze na ten pokład. Podbiegli bliżej, zatrzymując się na kilka metrów przed postacią i wtedy odwróciła się do nich, ukazując twarz. Był to dobrze zbudowany mężczyzna rasy Codru-Ji, którego aura mroziła krew w żyłach. Jednym gestem zrzucił płaszcz, który miał na ramionach i sięgnął po dwie zakrzywione rękojeści mieczy, przypięte u jego pasa. W półmroku zalśniły dwa krwistoczerwone ostrza.

- Moje i tak są ładniejsze - mruknęła Mistrzyni Agnes z uśmiechem, zwracając się głośniej do Sitha ? Masz ostatnią szansę, żeby pójść z nami po dobroci.

Lord Alkern nie odpowiedział, nie wykonał nawet najmniejszego ruchu. Mistrz Czysty tylko uśmiechnął się lekko.

- Tak właśnie myślałem - powiedział, wskazując Agnes drogę ostrzem miecza - Panie przodem.

Mistrzyni Jedi obróciła w koło jednym z mieczy i ruszyła do ataku, przyspieszając swoje ruchy dzięki Mocy. Lord Sithów bez większego wysiłku odparował jej pierwsze ciosy, ale po chwili wyczuł za sobą zagrożenie i odwrócił się gwałtownie, żeby odparować cios. Ten jednak nie nadszedł, a jego ostrze przecięło postać Mistrza Czystego, która natychmiast rozpłynęła się w powietrzu jak mgła. Zdezorientowany na ułamek sekundy nie zdążył całkowicie sparować kolejnego cięcia Agnes i wydał z siebie wściekły syk, gdy jej ostrze przecięło jedno z jego ramion. Już chciał przejść do ofensywy, ale w tym samym momencie do walki przyłączył się Czysty, zmuszając Sitha po raz kolejny do obrony.

Nagle do Mistrzów Jedi przebiła się bolesna świadomość straty kogoś bliskiego, a Lord Alkern tylko uśmiechnął się z wyższością i wykorzystując chwilę, przeszedł do ataku. Nie trwało to jednak długo, bo Mistrzyni Agnes z zaciętością odpowiadała na każdy jego cios, a Mistrz Czysty znów zwodził go projekcjami Mocy, jednocześnie zgrabnie wyprowadzając kolejne cięcia. Ostrza zderzały się ze sobą, mijając o milimetry powierzchnię skóry. Wiedzieli, że w końcu któreś z nich popełni błąd. Zawsze następował ten moment. Ta jedna chwila, w której ważyły się losy galaktyki.

Mistrz Czysty posłał Sitha pchnięciem Mocy kilka metrów dalej, sprawiając, że ten wydał z siebie nienawistne warknięcie i wyskoczył, by znów zaatakować. To był jednak ten moment. Zamiast próbować sparować zmierzający w jego stronę potężny cios, Czysty uniósł Mocą jeden z oderwanych przez eksplozje paneli i rzucił nim w nadlatującego Alkerna. Uderzenie było na tyle silne, że Lord Sithów musiał przeturlać się po podłodze, by odzyskać równowagę. Zanim jednak wstał do końca, wydał z siebie zduszone westchnienie i ostatnim obrazem jaki zobaczył w swoim życiu był wystający z jego piersi, fioletowy miecz Agnes.

- A już zdążyłam Cię polubić - westchnęła Mistrzyni Jedi ze smutkiem, wyciągając miecz. Korweta zaczęła być targana silnymi wstrząsami. Wchodzili w atmosferę planety.

***

Ciało admirała Hagoratha upadło pozbawione głowy, która przeturlała się po podłodze. Marfanor oddychał ciężko przez chwilę, po czym podbiegł do Justine, której obecność w Mocy ciągle słabła. Na jej klatce piersiowej znajdowała się długa, wypalona rana. Rycerz Jedi uniósł lekko jej ciało i trzymał w swoich ramionach. Zdążyła jedynie uśmiechnąć się lekko i wyszeptać ostatnie słowa, które tylko on usłyszał. Pocałował ją lekko, a łzy spłynęły po jego policzkach. Ciało Mistrzyni Jedi znikało powoli wraz z ostatnim tchnieniem, na zawsze łącząc się z Mocą.

***

Jedi odnieśli jedno z największych zwycięstw w historii ich Zakonu, ale miało ono gorzki smak. W milczeniu spoglądali z pokładów swoich frachtowców na płonącą w atmosferze korwetę. Czuli, że to dopiero początek i być może wielu przyjaciół jeszcze stracą. Ale wiedzieli też, że bez względu na cenę, zawsze staną w obronie galaktyki. Zawsze będą światełkiem nadziei dla tych, którzy jej najbardziej potrzebują. I nigdy nie poddadzą się bez walki.

Wróć na górę