Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Wyścigi

Autor: Resmi Helfire i Sobol

"Znalazca" wracał właśnie do hangaru Świątyni. To dwójka młodych Jedi - Resmi i Sobol - postanowili sprawdzić, czy statek jest już w pełni sprawny, czy wymaga jeszcze jakichś dodatkowych napraw. Na ich szczęście statek był sprawny jakby dopiero opuścił fabrykę albo nawet lepiej.
Nagle ich komunikatory zadźwięczały. Justine wzywała ich na nagłe zebranie.
Pospiesznie posadzili statek na lądowisku i popędzili do Wielkiej Sali Audiencyjnej.
Byli już wszyscy nawet adepci SoPu. Nie chcąc dłużej stać w drzwiach oboje zajęli swoje standardowe miejsca: Resmi usiadła w ulubionym kącie a Sobol oparł się o jedną ze ścian.
- Miło, że znaleźliście chwilę - powiedziała Justine.
- Wybacz, Mistrzyni. Sprawdzaliśmy z Sobolem mój statek po jego naprawach - wyjaśniła Resmi.
- Mam nadzieje, że jest już sprawny?
- Jest idealny - powiedział Sobol.
- To dobrze, bo się przyda.
Justine kontynuowała zebranie, by pod koniec znowu zwrócić się do spóźnialskich.
- Resmi, Sobol. Mam dla Was zadanie. Macie zbadać nielegalne wyścigi na jednej z planet jądra.
Na słowo "wyścigi", Sobol otworzył do tej pory zamknięte oczy i podniósł głowę.
- Od kiedy to Jedi interesują się nielegalnymi wyścigami?
- Odtąd zaczęli w nich ginąć uczestnicy.
- Na Turonie co wyścig ktoś ginął i jakoś kładliście na to... - tu chłopak się zawiesił.
- Przepraszam Mistrzyni - wtrąciła się Resmi - Ale dlaczego to właśnie my mamy tam lecieć?
- Bo "Znalazca" jest dość duży by mógł udawać statek serwisowy, a Sobol kiedyś już się ścigał i zna klimaty. Plus obecnie jako jedyni w Akademii nie macie naglących zajęć, które by was tu trzymały.
- No tak, ale przecież doskonale poradziłby sobie sam. Dlaczego ja? - zapytała, celowo starając się nie patrzeć w stronę chłopaka.
- Bo "Znalazca" to Twój statek. - tłumaczyła Justine patrząc na siostrę z dziwnym uśmiechem - I chyba nie powiesz mi, że tak po prostu odmówisz kolejnej wycieczki w towarzystwie Sobola?
Wszyscy spojrzeli zaciekawieni w stronę dziewczyny, która tylko spuściła głowę w dół.
- Okey... uznajmy, że nie było pytania...- powiedziała Resmi.
- Poza tym leci z Wami jeden z Padawanów.
- Obawiam się, że "Znalazca" ma tylko dwa fotele.
- I to właśnie druga rzecz. Sobol - spojrzała na chłopaka - Weźmiesz swój statek. Wyścigi te są złożone. Cześć na ziemi cześć w kosmosie. Twój "Reparation" to jeden z szybszych statków w Zakonie...
- Najszybszy. Ostatnio zamontowałem mu nowe dopalacze. Ale po co nam Padawan? Przecież świetnie radzimy sobie we dwójkę.
- Jako część zespołu. Ty będziesz zawodnikiem, Resmi szefową zespołu a Kasandra - w tym momencie Justine spojrzała znacząco na swoją Padawankę - Jej asystentką. Resmi spojrzała z uśmiechem na entuzjastyczny wybuch Kasandry.
- Kasandra? A nie ma tu jakiś ważnych zajęć? W końcu jest nowo ochrzczoną Padawanką i...
- Aktualnie Kasandra ma małą przerwę w swoich obowiązkach i będzie się tu nudziła, a Resmi przyda się dodatkowe towarzystwo, żeby nie nudziła się w czasie podróży. - tłumaczyła cierpliwie.
"Mam przecież droida"... - pomyślała Resmi, uważając, by przypadkiem nie wypowiedzieć tych słów na głos.
- Poza Gapą oczywiście - dodała Mistrzyni, jakby czytając w myślach byłej Padawanki.
- No już dobra. Weźmiemy ją. - wtrącił Sobol, nie chcąc zbytnio denerwować Justine.

Nie minęło pół godziny a Resmi i Kasandra już startowały. Sobola nigdzie nie było.
- Gdzie Sobol? - Zapytała Padawanka. - Jego statek jest szybszy od naszego plus ma te swoje systemy maskujące. Nie mam pojęcia gdzie jest - powiedziała Resmi.
Gdy były już dość wysoko całym statkiem zaczęło trząść.
Kasandra zaczęła krzyczeć i po chwili przed kokpitem zobaczyły statek Sobola na pełnym ciągu.
- Aaa tu jest. Chciał nas wystraszyć. - odezwała się Resmi z uśmiechem.
-Taak... głupi jest czy co? Serio się przeraziłam.
- Słyszałem to - odezwał się głos w słuchawkach.
- Oooo, Sobol... ee jak leci? Ładny statek... - zaczęła dukać Padawanka.
Resmi zaśmiała się głośno, po czym powiedziała do mikrofonu:
- Dobra, koniec gadania. Mamy zadanie do wypełnienia! - wcisnęła jeszcze kilka klawiszy i statek poszybował pędem w kierunku nieba.
Gdy byli już poza studnią grawitacyjną planety, Resmi włączyła komunikator.
- Sobol. Widzimy się na miejscu! Tylko postaraj się w nic nie wpakować w czasie czekania na nas. - powiedziała ostrzegawczym tonem z nutką żartu.
- Dobra dobra. Będę grzeczny. - powiedział chłopak i przełączył dźwignie hipernapędu a jego statek wystrzelił jak pocisk do przodu.
Dziewczyny zostały same. Statek Sobola miał hipernapęd klasy 0,25 co sprawiało, że był o wiele szybszy od "Znalazcy" z napędem klasy 3. Dziewczyny miały przynajmniej kilka godzin podróży przed sobą.
Kiedy Kasandra wpatrywała się w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu znajdował się statek Sobola, Resmi wstukała w komputer odpowiednie dane i popchnęła dźwignię. Statek wskoczył do nadprzestrzeni i przed iluminatorem widać było już tylko nadprzestrzenny kalejdoskop.
- Więc... - zaczęła Kasandra, kiedy tak siedziały patrząc w rozmazane gwiazdy - Powiesz mi o co chodziło Mistrzyni Justine?
Resmi spojrzała na Padawankę nie bardzo wiedząc, co ta ma na myśli.
- Ale kiedy?
- No, dzisiaj. Na zebraniu. Kiedy mówiła, że nie wierzy, że nie chcesz polecieć na wycieczkę z Sobolem.
- Aaa, wtedy - Resmi spojrzała na dziwny uśmiech Padawanki i uśmiechnęła się chytrze. - Z tego co wiem, ujęła to trochę inaczej. Ale generalnie to... - odchrząknęła - Wiesz... Jego towarzystwo jest całkiem zabawne. No i zdążyłam się do tego przyzwyczaić i nawet polubić.
- Sobola, czy Jego towarzystwo? - wtrąciła nagle, patrząc na dziewczynę z dziwnym uśmiechem.
- I to i to. Ale nie w takim sensie, jak myślisz. - powiedziała stanowczo.
Kasandra spojrzała na nią niedowierzając.
- No to mi wytłumacz w jakim.
Resmi popatrzyła przed siebie z westchnieniem.
- Eh... dobra, skoro już MUSISZ wiedzieć? - zaczęła, a zadowolona z siebie dziewczyna przybliżyła się do niej, jakby w oczekiwaniu na jakąś sensację. - Sobol jest po prostu świetnym towarzystwem na takie wycieczki. Kiedy po raz pierwszy leciałam na podobną, wybrał się razem ze mną i tak nam już zostało. A Justine najwyraźniej to zauważyła i dlatego tak to ujęła.
- Eh... - rzuciła Kasandra, z kwaśną miną opadając na oparcie fotela - I zepsułaś cały efekt.
Resmi spojrzała na dziewczynę i widząc Jej rozczarowaną minę, zaśmiała się głośno.
- A czego ty się spodziewałaś? - zapytała bardziej sarkastycznie niż na poważnie.
- No nie wiem... - spojrzała na Resmi - Miałam cichą nadzieję usłyszeć, że może nie bez powodu tak bardzo lubisz te "wycieczki" z nim.
Resmi przez chwilę siedziała cicho, po czym powiedziała spokojnie:
- Owszem, jest tego powód. - kątem oka zauważyła dziwny błysk w oczach towarzyszki - Ja nie znam się zbytnio na statkach, a Sobol ma wiedzę, która bywa bardzo przydatna w tej kwestii. I w wielu innych sytuacjach też jest bardzo pomocny.
Kasandra znów zbita z tropu spojrzała na kalejdoskop za iluminatorem. Widząc tą reakcje, Resmi znów uśmiechnęła się pod nosem.
- Jak już mówiłam, nie łączy nas żadna szczególna relacja - dodała.
Młoda Jedi odpięła pasy i już miała wstać, kiedy Padawanka znowu się do niej odwróciła, najwyraźniej czegoś chcąc.
- Ale tak poważnie?
- O Mocy... - Resmi przewróciła oczami - Ty nigdy się nie poddajesz?
- Nie kiedy wiem, że mogę coś jeszcze zdziałać - odpowiedziała z szerokim uśmiechem.
- Daj spokój, co?
- Jak tylko dowiem się prawdy - obiecała, nadal wpatrzona w dziewczynę.
- Tak, naprawdę nic więcej nas nie łączy. - powiedziała chyba zbyt stanowczo.
- Ale próbujesz to wmówić mi czy sobie?
- Proszę?
- Chcę tylko powiedzieć... - zaczęła nieśmiało tłumaczyć, nieco speszona tonem Resmi
- Że wydaje mi się...
- Że?...
- Że próbujesz przekonać do tego bardziej siebie niż mnie.
Resmi patrzyła na dziewczynę nic nie mówiąc.
- Nikogo nie próbuję do tego przekonać. Mówię tylko jakie są fakty. - odezwała się w końcu, wstając jednocześnie z fotela i ruszając w kierunku ładowni.
- A mnie się właśnie wydaje, że lubisz go bardziej, niż się do tego przyznajesz! - zawołała za nią dziewczyna.
- Więc źle Ci się wydaje! - odkrzyknęła do niej Resmi, znikając w korytarzu.
Dziewczyna weszła do ładowni, gdzie stał ładujący się Gapa.
Resmi zawsze zabierała ze sobą droida, chociaż ten irytował Sobola tak bardzo, że nie raz chłopak chciał rozwalić go na części. Stała chwilę w drzwiach, zastanawiając się po co właściwie tu przyszła. Poza oczywistym uniknięciem dalszych dziwnych pytań ze strony Kasandry. Wiedziała, że dziewczyna jest ciekawska, ale nie sądziła że aż tak. Podeszła do ściany, usiadła na jednej ze skrzyń i postanowiła oddać się medytacji. Zanim statek wyjdzie z nadprzestrzeni może minąć nawet kilka godzin. Miała więc sporo czasu. Usiadła po turecku i zamknęła oczy. Odetchnęła głęboko i sięgnęła ku Mocy by całkiem się wyciszyć...
- Resmi! - nagły krzyk Padawanki wyrwał ją z medytacji.
- C-co? - wydukała, nie bardzo wiedząc gdzie obecnie jest.
Otworzyła oczy. Znów siedziała na skrzyni w ładowni statku, a Kasandra stała w drzwiach, przyglądając się Jej.
Dziewczyna stała dokładnie w tym samym miejscu co niedawno ona, gdy odkryła obecność Sobola. Uśmiechnęła się, przypominając sobie tamtą chwilę a kiedy spojrzała w dół, uświadomiła sobie, że siedzi na tej samej skrzyni co wtedy chłopak.
"Teraz już wiem, jak się wtedy czuł" - pomyślała, opuszczając nogi.
- O co chodzi? - zapytała.
- W sumie przyszłam zaciekawiona co robisz tu tak długo... nudzi mi się samej w kokpicie.
- "Tak długo"? - zapytała zdziwiona, zastanawiając się ile czasu tak tu siedzi.
-Noo... minęła ponad godzina.
- Oh... wybacz. - Resmi wstała ze skrzyni i razem udały się z powrotem do kokpitu.
Zatrzymały się jednak koło planszy z holoszachami i usiadły do gry, chcąc w ten sposób zabić trochę czasu. Po kilku minutach gry, dołączył do nich Gapa, piszcząc radośnie.
- Tak właściwie... - odezwała się niepewnie Kasandra - Co zobaczyłaś?
- Hm? Gdzie?
- W czasie medytacji. - powiedziała patrząc podejrzliwie na Resmi - Bo tak w sumie... przyszłam po tym, jak usłyszałam, że mnie wołasz.
- Wołałam Cię? - Resmi była szczerze zaskoczona tym faktem. Nie przypominała sobie, żebym kogoś wołała.
- No, taak... nawet kilka razy, a kiedy w końcu poszłam, ciekawa co takiego chcesz, zastałam Cię siedzącą w ładowni.
- Ahaa... - wykrztusiła sama nie wiedząc co ma powiedzieć. - Cóż... po prostu miałam pewną wizję.
Kasandra patrzyła na nią chwilę zaniepokojona, by w końcu się odezwać:
- Coś się stanie, prawda?
Resmi spojrzała na towarzyszkę i widząc Jej wystraszoną minę uśmiechnęła się łagodnie.
- Spokojnie, nic złego się nie stanie - skłamała, chcąc uspokoić dziewczynę - Tylko... proszę, żebyś trzymała się blisko mnie. Tak dla pewności. W końcu na wyścigach są zwykle tłumy i bardzo łatwo się zgubić. - Dodała pośpiesznie.
- Hm... no dobrze - odpowiedziała dziewczyna - W końcu mam rolę Twojej asystentki - dodała z uśmiechem.
Długo jeszcze siedziały przy grze, a kiedy odezwał się sygnał z komputera pokładowego, ruszyły do kokpitu. Za moment miały opuścić nadprzestrzeń i spotkać się z Sobolem.
"Mam nadzieję, że grzecznie na nas czeka"... - pomyślała Resmi, przestawiając dźwignię.
"Znalazca" opuścić nadprzestrzeń.
Przed sobą miały żółto błękitną planetę w większości pokrytą oceanami i pustyniami. Gdy wylądowały już w kosmoporcie w jedynym mieście na planecie, Kasandra dostrzegła statek Sobola.
- Resmi, patrz! To "Reparation" - krzyknęła.
- Na to wygląda. Pytanie tylko: gdzie jest jego właściciel? Mam pewne podejrzenia.
Wyszły ze statku razem z Gapą i Skierowały się w stronę kantyny. Jak tylko podeszły do drzwi usłyszały odgłosy awantury. Nagle drzwi się rozsunęły i wyleciał przez nie jakiś kosmita a za nim kolejny. Po chwili przed drzwi wyjechał Szajbus - droid Sobola - i używając silniczków rakietowych ustawił się nad jednym z kosmitów by po chwili spaść na niego całym ciężarem. Kosmita aż zawył a siedzący na nim droid wysunął swoje ramię ze spawarką i przystawił mu ją do twarzy. Dziewczyny patrzyły na to w lekkim szoku gdy w drzwiach stanął Sobol trzymając za kołnierz kolejną osobę.
- Zabierz go! Zabierz! Nie chciałem Was obrazić! - wył kosmita.
- Sobol?! - krzyknęły dziewczyny jednocześnie. - Ooo... jesteście już? Szybko Wam poszło. - Powiedział i rzucił trzymanego kosmitę na ziemie obok jego towarzyszy.
- Obiecałeś być grzeczny!
- I byłem! Piłem spokojnie piwo a te nerfopasy się do mnie przyczepiły. Prawda? - pytanie to Sobol skierował do leżących na ziemi istot.
- Tak, tak to nasza wina! Powiem co chcesz tylko zabierz tą świrniętą beczkę smaru!
Słowa "beczka smaru" chyba nie spodobały się Szajbusowi, który wypikał dość mocne przekleństwo i wysunął swoje ramię z piłą.
- Chyba nie spodobało mu się to co powiedziałeś, przyjacielu - powiedział Sobol - lepiej szybko go przeproś bo będzie źle.
- Dobrze już dobrze! Przepraszam za wszystko tylko zabierz tego droida!
Sobol uśmiechnął się i dał Szajbusowi znak ręką. Droid natychmiast schował zarówno palnik jak i piłę by po chwili zejść z kosmity i podjechać grzecznie do Sobola. Istoty, które zdążyły już wstać rzuciły się do ucieczki i po chwili zniknęli w tłumie.
- Widać to prawda, że droid upodabnia się do swojego właściciela... - powiedziała Resmi, patrząc karcąco na chłopaka. - Czy ty zawsze musisz wplątywać się w jakieś awantury?
- Od razu awantury... zwyczajnie poznaję miejscowych.
- Oczywiście... bo normalnie rozmawiać to się nie da... - skwitowała, po czym odwróciła się i ruszyła przed siebie a Kasandra grzecznie poszła za nią nic nie mówiąc.
Sobol stał chwilę zdziwiony wybuchem Resmi, po czym razem z dwójką droidów ruszył za nią i Padawanką.
- O co Ci znów chodzi? - zapytał Resmi, kiedy tylko zrównał się z nimi.
- Mi? To ty bijatykami ściągasz na nas niepotrzebnie uwagę! - odpowiedziała patrząc przed siebie.
Chłopak spojrzał pytająco najpierw na Resmi a później na Kasandrę, która tylko wzruszyła ramionami.
- Może zdążyłeś zapomnieć, ale tym razem nie jesteśmy sami. - kontynuowała Jedi nieco podniesionym głosem - Mamy pod opieką Padawankę i szczerze wolałabym nie wpaść na Justine, gdyby coś się jej stało.
- A co miałoby się stać? To tylko wyścigi.
Dziewczyna nie odpowiedziała tylko szła dalej.
- Resmi miała wizję... - wyjaśniła nieśmiało Kasandra, patrząc na Sobola.
- Jaką wizję? Co takiego ma się wydarzyć? - zwrócił się do Resmi a gdy ta nadal milczała popatrzył pytająco na drugą z dziewczyn, która znów tylko wzruszyła ramionami na znak niewiedzy.
- Nieważne... Miej na nią oko, a ja pójdę poszukać organizatora i nas zapiszę. - zwróciła się do chłopaka.
- Ale miałam się przecież od Ciebie nie oddalać...
- Zostań z nim tutaj. - nakazała - I najlepiej nigdzie się nie oddalajcie.
- Jejku... Ona zawsze jest taka nerwowa? - zapytała Kasandra gdy tylko Resmi oddaliła się na tyle by ich nie słyszeć.
- Właśnie nie... nie wiem co ją ugryzło - powiedział Sobol.
- Pewnie chodzi o coś, co zobaczyła w czasie medytacji. - zasugerowała dziewczyna - Niby zapewniała mnie, że nic złego się nie stanie, ale też kazała się trzymać blisko niej, na wszelki wypadek - dokończyła patrząc na Sobola w nadziei, że on coś z tego zrozumie.
- Skoro tak, to życzę szczęścia. Ta dziewczyna przyciąga kłopoty jak magnes - powiedział patrząc w ślad za oddalającą się Jedi. Jednak kiedy spojrzał na dziewczynę i zobaczył Jej minę pożałował, że nie ugryzł się w język. - I dlatego jeszcze ja tu jestem - dodał.
- To dlatego zawsze z nią latasz? Żeby w razie czego ją ratować? - dopytywała jak zawsze ciekawa Kasandra.
- To dobry trening. Ratując kogoś w różnych sytuacjach, sam stajesz się bardziej doświadczony.
- Tylko to jest powodem? Trening?
Sobol popatrzył na nią karcąco.
- Mówił Ci już ktoś, że jesteś strasznie upierdliwa?
- Kilka osób... chyba nawet Resmi mi to niedawno zasugerowała - oznajmiła zakłopotana.
Jak na wezwanie, Resmi wyłoniła się z tłumu ludzi i podeszła do nich. W dłoni miała plik papierów i jakąś niedużą tablicę z numerem.
- Musimy to zamontować na Twoim ścigaczu - powiedziała.
- Chwila... właśnie coś sobie uświadomiłem... nie mam ścigacza. Resmi uśmiechnęła się i kazała iść za nią. Stanęła przed jednym z garaży a gdy otworzyła drzwi Sobol nie ukrywał zdziwienia.
- Co?! Jak? Skąd go masz?! Przecież sprzedałem go lata temu na Turonie!
- Zakon ma swoje sposoby - powiedziała Resmi i się uśmiechnęła. - Zwłaszcza kiedy ładnie się poprosi...
- Nie wiem co powiedzieć - odpowiedział chłopak i podszedł do swojej maszyny.
Wyglądała dokładnie tak samo jak wtedy, gdy widział ją ostatni raz.
- Zakon przysłał coś jeszcze - Resmi wskazała głową róg garażu gdzie stało kilka skrzyń. - Przydałoby się go odświeżyć. A swoją drogą... gdzie jest nasza podopieczna?
Sobol zaczął się rozglądać, ale nie mógł dostrzec dziewczyny.
- Fierfek! Przed chwilą tu była.
- Tylko nie to... - Resmi sięgnęła po komunikator, chcąc jak najszybciej skontaktować się z Kasandrą - Musimy ją znaleźć! - zawołała do chłopaka.
- Czekaj... - powiedział Sobol i podszedł do kokpitu ścigacza.
Otworzył owiewkę i ich oczom ukazała się śpiąca dziewczyna.
- Ooo jak słodko - powiedziała Resmi odetchnąwszy głęboko - ale skąd wiedziałeś, że tu jest?
- Usłyszałem chrapanie...
- Dobrze, że nie zniknęła gdzieś dalej - odezwała się Resmi. - Ale i tak sobie z nią później pogadam...
- No dobra. Bierzmy się do pracy - powiedział Sobol.
Mocą podniósł dziewczynę by wyjąć ją z kabiny bez budzenia jej i położył ją na jednym z foteli w garażu. W tym samym czasie Resmi zajęła się przysunięciem bliżej skrzyń z narzędziami i innymi rzeczami przydatnymi do pracy przy ulepszaniu ścigacza. W pamięci zanotowała sobie, by skarcić Padawankę - kiedy ta już sie obudzi - za straszenie Jej.
"Odświeżanie" pojazdu szło dość sprawnie. Najpierw Resmi, siedząc na jednej ze skrzyń podawała chłopakowi narzędzia, których sobie zażyczył a później wspólnie tylko przemalowali ścigacz. Efekt był całkiem dobry. Pojazd w czarnych barwach z białymi akcentami z symbolami, które Sobol namalował, prezentował się wspaniale. Dodatkowo dzięki paru elementom, które Sobol zdobył był dość wyzywającym przeciwnikiem. Chłopak zbywał pytanie dziewczyny o pochodzenie tych części szczerym uśmiechem. Oboje stali tak chwile podziwiając wspólne dzieło, kiedy nagle Resmi wyczuła i usłyszała, że Kasandra powoli się budzi. Ruszyła więc w Jej stronę i w momencie, kiedy już całkiem się przebudziła, Resmi stała przy niej z rękami splecionymi na piersi.
- Hm? Coś się stało? - zapytała zdziwiona, patrząc na Resmi.
- Pamiętasz, jak kazałam Ci trzymać się blisko mnie i nie odchodzić nigdzie bez pozwolenia? - odpowiedziała Jej dość mocnym tonem.
- Pamiętam... ale o odchodzeniu chyba nic nie było...
- Kasandra, to nie jest zabawne! Co ty sobie w ogóle nie myślisz? Wiesz jak się wystraszyłam, kiedy zniknęłaś?!
Dziewczyna spuściła tylko głowę w dół. Widząc to, Resmi usiadła obok niej na fotelu i zaczęła mówić, już znacznie spokojniejszym głosem.
- Pamiętaj, że nie ma tutaj Justine i to my mamy teraz za zadanie Cię pilnować.
- Więc trzeba mnie pilnować?
Resmi na chwilę zaniemówiła, przypomniawszy sobie moment, kiedy kilka tygodni temu zadała podobne pytanie Sobolowi.
- Po prostu w czasie tej... misji, to my jesteśmy za Ciebie odpowiedzialni. Z czego Sobol będzie skupiał się bardziej na wyścigach niż na naszej dwójce, więc cała ta odpowiedzialność za Ciebie spada tym samym na mnie. - Dziewczyna gestem wskazała miejsce, gdzie Sobol zajmował się chowaniem wszystkich narzędzi i materiałów z powrotem do skrzyń. - Na dodatek - kontynuowała Jedi - Odpowiedzialność nigdy nie była moją mocną stroną i - możesz zapytać Sobola
- Sama potrafię wplątać się w bardzo głupie i... hm... niebezpieczne sytuacje. Więc proszę Cię, żebyś nie utrudniała mi tego zadania. Zwłaszcza, że muszę jednocześnie skupiać się na tej, jakże nudnej roli "szefowej zespołu", którą wyznaczyła mi Mistrzyni.
Dziewczyny chwilę patrzyły na siebie w ciszy. - Nie muszę go pytać. Już zdążył mnie o tym uprzedzić.
Resmi spojrzała na nią pytająco.
- No, że, cytuje: "ta dziewczyna przyciąga kłopoty jak magnes". - zaśmiała się, próbując naśladować głos chłopaka.
- Ahaa... Serio tak powiedział?
Resmi spojrzała w stronę Sobola, a później znów na Kasandrę.
- Noooo prawie. Coś w tym stylu.
- Cóż. Nie będę się kłócić z tym stwierdzeniem. To w sumie w dużej mierze prawda.
- "W dużej mierze"?
- Tak. W każdym razie... naprawdę proszę, żebyś więcej tak nie znikała.
- No już dobrze. Będę trzymać się blisko.
Resmi uśmiechnęła się tylko i wstała, po czym podała rękę dziewczynie, żeby pomóc Jej wstać i obie ruszyła w stronę Sobola.
- Bardzo ładnie Wam to wyszło - pochwaliła Kasandra, patrząc na odmalowany ścigacz.
- To w większości zasługa Sobola. Ja tylko pomogłam malować. - odpowiedziała jej Resmi i podeszła do chłopaka, podczas gdy Padawanka przyglądała się maszynie.
- Słyszałam, że jestem magnesem na kłopoty - powiedziała do niego ściszonym głosem, podając mu kilka ostatnich narzędzi do schowania.
- A nie? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Może i tak... - zaczęła, oparła się prawą ręką o jedną ze skrzyń, nie przestając jednocześnie patrzeć na Sobola. - Ale nie jestem pewna, czy to tylko moja wina, skoro zawsze jesteś w pobliżu.
- Zawsze można przetestować tą teorię - zauważył, odwracając się do dziewczyny - Choć obawiam się, że gdyby mnie wtedy nie było gdzieś blisko, mógłbym nie dotrzeć na czas, by znów Cię z nich wyciągać.
- Tak, to fakt.
Z chłopaka przeniosła spojrzenie na skrzynie, o którą się opierała. Gdy ją otworzyła zobaczyła kilka elementów przypominających broń.
- Sobol? co to jest?
- Ach tak... liczyłem, że tego nie znajdziesz. Chciałem to zamontować w statku tak byś nie zauważyła.
- To w ogóle legalne?!
- Oczywiście. Broń nie jest wymagana, ale nie jest zabroniona.
- Czytałam stare holocrony... takie dodatki zawsze były karane... na Tatooine i...
- Mówisz o tym wyścigu Boonta? Tam latali i latają amatorzy... to wyścig dla dzieci. Na każdym normalnym wyścigu strzelają do siebie, rzucają mit czy traktują ogniem.
- Jednym słowem zabijają.
- Cóż... ja atakuje pojazd. To czy jego pilot zginie to tylko jego sprawa. Poza tym większość tych rzeczy służy do obrony.
Podczas rozmowy nie zauważyli, że do skrzyni podeszła Padawanka. Sięgnęła do niej i wyjęła jeden z elementów. - Ooo jakie fajne coś! A co to jest? - zapytała wskakując na guzik.
- Uważaj! - Krzyknął Sobol. - Nie dotykaj!
Zanim jednak ktokolwiek zdążył coś zrobić Padawanka wcisnęła przycisk i element wybuchł tworząc wielką, jasną kulę, która na chwilę oślepiła Jedi.
Gdy zaczęli odzyskiwać wzrok nie mogli nigdzie dostrzec Padawanki. Został tylko jeden dymiący się but, który upadł zaraz bezwładnie na ziemię.
Resmi stała w miejscu z oczami szeroko otwartymi z przerażenia, wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stała Padawanka Jej siostry. Słyszała tylko niewyraźne pomrukiwania Sobola, który przechodził właśnie dookoła skrzyń, zaglądając za nie.
- Dziwne... - odezwał się na tyle głośno że dziewczyna bez trudu go zrozumiała. Odwróciła się do niego.
- "Dziwne"?! Poważnie? Padawankę Justine właśnie wysadziło Twoje ustrojstwo, a ty uważasz to za "dziwne"?
- Owszem. - odezwał się. - Chociażby dlatego, że to "ustrojstwo", to po prostu bomba dymna. - Dokończył szybko widząc Jej minę.
- O. To faktycznie dziwne. - powiedziała spokojnie.
Po chwili jednak, jakby coś sobie przypomniawszy odwróciła się w kierunku dymiącego jeszcze buta Kasandry.
- Ale skoro to tylko bomba dymn... - zagadnęła - to gdzie u licha jest Kasandra?
- Też się właśnie nad tym zastanawiam - usłyszała w odpowiedzi. - Pewnie znów chcę Cię tylko nastraszyć...
- Jeśli to miało być śmieszne, to takie nie jest.
Dziewczyna sięgnęła po komunikator i włączyła go na częstotliwość połączenia z komunikatorem Kasandry. Nie usłyszała jednak nic poza trzeszczeniem oznaczającym brak połączenia bądź fakt, że Padawanka musiała wyłączyć urządzenie.
- Kasandra to nie jest zabawne! - wykrzyknęła w przestrzeń z nadzieją, że ta Jej odpowie.
Nastała chwila dramatycznej ciszy przerywanej jedynie dźwiękami dochodzącymi z zewnątrz i trzeszczeniem z komunikatora Resmi.
- Sobol? - zwróciła się do chłopaka, mając nadzieję, że i tym razem odgadnie kryjówkę ich towarzyszki.
Chłopak pomachał przecząco głową.
- Nawet przez Moc Jej tu nie wyczuwam. - poinformował.
Resmi z widocznym podenerwowaniem na twarzy znów spróbowała nawiązać połączenie. Gdy odpowiedziały Jej te same trzaski, z irytacją uderzyła w urządzenie, jakby to miało cokolwiek pomóc, po czym schowała je na jego miejsce przy pasku szaty.
- Cholera! - odezwała się, uderzając jednocześnie pięścią prawej dłoni w skrzynię obok. - Ta Padawanka zaczyna mnie denerwować.
- "Znalazca". - powiedział nagle chłopak.
- Co ma do tego mój statek? - zapytała go zdziwiona.
- Mogła wrócić na "Znalazce". - wytłumaczył.
- A, no tak! - powiedziała zrozumiawszy i nie czekając ruszyła ku wyjściu z hangaru.
Chłopak poszedł zaraz za nią, po drodze zatrzymując się na kilka sekund, by przy użyciu Mocy zamknąć drzwi hangaru. Oboje pobiegli w strone statku Resmi, który na szczęście nie stał zbyt daleko, więc nie zajęło im to dużo czasu. Byli już niemal pod rampą, kiedy dziewczyna Mocą otworzyła ją i wbiegła do środka.
- Kasandra?! - zawołała w przestrzeń.
Odpowiedziało Jej jedynie echo. Podążając za Sobolem ruszyła w stronę kokpitu. Przeszli razem przez drzwi i ujrzeli... pustkę. Padawanki nie było również tutaj. Chcąc się chwilę zastanowić nad sytuacją i odpocząć, usiedli w fotelach. Dopiero po chwili zauważyli migoczącą na żółto lampkę przy pokładowym komlinku.
- Co do?... - powiedział chłopak i nie czekając na zgodę Resmi, wcisnął guzik. Przed nimi urosła holograficzna postać starszego mężczyzny, jednak była tak niewyraźna, że trudno było osądzić, kim on jest.
- Witajcie, Jedi. - odezwała się postać bardzo pogardliwym tonem. - Jak już pewnie zauważyliście, zniknęła Wam wasza przyjaciółka. Zgadnijcie, gdzie jest! - przerwał na chwilę, jakby czekając na odpowiedź. - Tak! Właśnie tak! Ja ją mam! - wykrzyknął triumfalnie i na chwile zaniósł się śmiechem, który jednak szybko zmienił się znów w ciężki, pogardliwy ton. - Chcecie ją odzyskać, prawda? Jasne, że tak. Wy, Jedi, jesteście tacy przewidywalni? - zamilkł na moment - Przyjdźcie więc tutaj i weźcie sobie ją... jeżeli potraficie. - znów zaśmiał się krótko, zerkając w stronę Sobola. - Czekam na Was w podziemiach starej bazy kontroli lotów... ale pojawcie się dopiero po wyścigu kwalifikacyjnym. Postawiłem tam pieniądze i chce w spokoju go obejrzeć! A jeśli postanowicie wpaść wcześniej... wasza koleżanka zostanie zjedzona. - uprzedził i uśmiechnął się krzywo, co przy zniekształconym obrazie wyglądało bardzo dziwnie i... nieco przerażająco.
Jego postać została zastąpiona przez tajemniczego stwora, któremu chyba dla pokazu rzucono Wookiego. Widok jak bestia jednym kęsem pożera nawet tak silną i wysportowaną istotę jak Wookie dawał do myślania o jej rozmiarach i zdolnościach. Hologram zamigotał i zgasł. Oboje siedzieli chwilę w milczeniu, po czym Sobol odwrócił się razem z fotelem w stronę wyjścia z kokpitu i wstał. Nagle usłyszeli głośną syrenę. Był to znak, że niedługo zaczynają się kwalifikacje do zawodów. Oboje wiedzieli, że Sobol MUSI wziąć w nich udział, bo jak się nie zakwalifikuje to nie będą mogli wykonać swojej głównej misji.
- Wygląda na to, że muszę już jechać na start. Cokolwiek by się działo... proszę, nie idź po nią na własną rękę... słyszałaś co powiedział. Poza tym... musisz zająć stanowisko dla kierowników grup. Tylko uważaj... zazwyczaj są dość specyficzni.
- I to ja mam uważać? Ja mam tylko siedzieć na widowni? - spojrzała na niego na chwile, po czym wyminęła go i ruszyła w kierunku rampy - Lepiej już chodźmy? Nie minęło pół godziny a byli już na miejscach. Resmi w loży dla kierowników drużyn a Sobol w ścigaczu na linii startu. Chłopak sprawdzał systemy pojazdu i przesuwał różne przełączniki. Po chwili odezwał się jego komunikator:
- Sobol? I jak się czujesz? Jesteś pewny, że to dobry pomysł?
- Co to za pytanie? Wszystko będzie dobrze.
- Na pewno dasz radę tylko wycisz się... skup...
- Resmi... to nie mój pierwszy wyścig...
- ... opanuj, zdaj na Moc...
- Resmi... rozumiem
- Nie pozwól by kierowały tobą emocje... uważaj na siebie...
Chłopak wziął głęboki wdech i wyłączył komunikator. Resmi, która była tak skupiona nawet tego nie zauważyła i dalej mówiła różne krzepiące rzeczy. Sama wiedziała, że mówi je bardziej do siebie niż dla Sobola. Nawet nie zauważyła kiedy zabrzmiał wielki gong i ścigacze ruszyły naprzód, zostawiając za sobą chmurę piachu.
Zawodnicy lecieli już nad wybrzeżem, gdzie błękit wody stykał się z żółcią piasku. Jako, że byli już około pięćdziesiąt kilometrów od startu a w tym miejscu nie było kamer niektórzy zawodnicy zaczęli swoje nie zawsze uczciwe zagrywki. Sobol w lusterku zobaczył jak ścigacz lecący za nim wysunął swoje do tej pory ukryte działka laserowe. Właśnie na ten moment Sobol zamontował bombę dymną... no właśnie. Bomba. Po tym jak Kassandra użyła jej w garażu i zniknęła... czy raczej została porwana... w końcu jej nie zamontował.
Chłopak miał sekundy by coś wymyślić. Niestety, przez komplikacje z Padawanką nie było również czasu na zamontowanie paru pozostałych dodatków. Zdążył jedynie zamontować własne działka.
Wiedział, że Resmi i Radzie się to nie spodoba, ale mimo to postanowił ich użyć. Jednak przeciwnik był za nim i musiał coś z tym zrobić. Postawił na dość niebezpieczny manewr. Maksymalnie ściągnął do siebie drążek i wzmocnił działanie przednich repulsorów. Jego ścigacz wykonał ciasną pętle i po chwili znalazł się za swoim rywalem. Poprzez Moc wyczuł jego zaskoczenie gdy jeden z jego silników eksplodował. Cały ścigacz zmienił się w kulę ognia i rozbił się na ziemi. Sobol nawet się nie obejrzał na Duga opadającego ku ziemi na spadochronie, który wymachiwał ręką i przeklinał w jego kierunku. Użył dopalaczy by dogonić lidera stawki. Nie musiał wygrywać tego wyścigu. Wystarczyłoby miejsce w pierwszej piętnastce, ale wbrew zasadom Jedi był zdeterminowany by wygrać. Im szybciej pokaże co potrafi tym większe prawdopodobieństwo, że to nim zainteresują się osoby odpowiedzialne za zniknięcia pilotów. Nie minęła chwila a chłopak był już w pierwszej trójce. Właśnie dolatywali do finałowej prostej i to były ostatnie chwile by przebić się na prowadzenie. Sobol dokładnie przeanalizował sytuację i postanowił zaryzykować i użyć dopalaczy po raz kolejny wiedząc, że może tym przeciążyć silniki. Zaryzykował. Jego ścigacz wystrzelił niczym rakieta i wyminął pozostałych przeciwników wpadając na metę tak szybko, że ledwo go zauważyli. Przed sobą miał trybunę z publicznością, o której wcześniej nie wiedział i musiał szybko wytracić prędkość. Włączył wszystkie systemy hamujące, ale trybuna zbliżała się za szybko. Poprzez Moc wykonywał serię pchnięć by wyhamować pojazd. Ludzie zaczęli uciekać z trybun i została na niej tylko mała huttka z balonikiem w ręku. Stała jak słup i patrzyła na zbliżający się pojazd. Hamowanie jednak przyniosło efekty. Statek zatrzymał się tuż przed nią nie czyniąc jej krzywdy, ale ostro zakończony dziób ścigacza przebił jej balonik. Na całym stadionie panowała cisza. Gdy opadł kurz i dziecko zobaczyło swój pęknięty balon przerwało ciszę donośnym płaczem. Po chwili gdy Sobol otworzył kokpit swojego ścigacza i wyszedł na jego burtę cały stadion zaczął wiwatować. Chłopak sprawnie zeskoczył na ziemię i ruszył w kierunku gdzie stała Resmi wraz z jakimiś PIT-droidami typu DUM.
- Co tu robią te blaszaki? - zapytał chłopak.
- Dostaliśmy je za Twoje zwycięstwo. Ponoć są dobre w obsłudze ścigaczy.
-Taaa bardzo dobre - burknął Sobol i pokazał na grupkę przy innym ścigaczu.
Resmi się odwróciła i razem z Sobolem widzieli jak silnik wessał jednego z droidów by po chwili ten wyleciał z drugiej strony cały i zdrowy.
- Twarde są. - powiedziała Resmi.
- Twarde może i tak... za to inteligencji mają tyle co świątynna zmywarka. A na ścigaczach znają się gorzej niż Szajbus na manierach. Spójrz co tamten zrobił z tamtym silnikiem. Teraz nadaje się tylko na złom.
- Tak czy inaczej... Chyba powinniśmy zająć się teraz naszą Padawanką. - powiedziała Resmi.
Ich rozmowę przerwała wysoka łysa istota, w której Sobol rozpoznał Pau'anina. Otoczona była małą grupką strażników.
- Wielki Lord Was oczekuje. Całego zespołu. - powiedział i spojrzał na Resmi. - Chce Panu osobiście pogratulować wspaniałego lotu oraz Pani tak dobrego pilota w zespole.
- Akurat teraz? Chciałem odsapnąć po wyścigu...
- Teraz. Teraz. Wielki Lord nie znosi sprzeciwu.
Gdy skończył mówić Resmi i Sobol zobaczyli, że jego strażnicy lekko przesunęli ręce w kierunku blasterów przypiętych do pasów. Resmi chciała już sięgnąć po miecz, ale Sobol ją powstrzymał.
- Nie tu. Za dużo cywilów. Nie chce mi się potem tłumaczyć Justine z kolejnej jatki. - szepnął jej do ucha.
W odpowiedzi tylko skinęła mu głową. Justine z pewnością nie spodobałaby się wiadomość o kolejnej aferze.
Razem ze swoją "eskortą" wsiedli na skiffa i polecieli do wielkiego zamku wykutego w skale. Przywodził on na myśl budowle Geonosian, ale był o wiele lepiej zaakcentowany. Już podczas lotu skuli ich ręce kajdankami.
- Czyżby Wasz Lord aż tak bał się gości? - spytał Sobol.
- To tylko zabezpieczenia - powiedział Pau'anin - A o naszym panu macie się wyrażać Wielki Lord.
- Oczywiście... - mruknęła pogardliwie Resmi ledwie słyszalnym głosem, który dosłyszał jedynie Sobol.
Podczas lądowania zauważyli więcej uzbrojonych strażników. Wśród nich stała istota w drogocennych czerwono-złotych szatach. Miała na głowie kaptur, ale młodzi Jedi wyczuli w niej coś znajomego. Po dość - lekko mówiąc - nieprzyjemnym lądowaniu pilot wraz ze "strażą" Jedi wysiedli z pojazdu i grożąc blasterami, kazali im zrobić to samo. Bez gadania oboje wygramolili się z wnętrza pojazdu. Jedi, kierowani przez swoją świtę weszli do starego, zaniedbanego budynku. Widząc anteny - a raczej to, co z nich zostało - na dachu, domyślili się, że jest to budynek, który kiedyś musiał być Bazą Kontroli Lotów.
Resmi spojrzała na Sobola. Z Jego miny wywnioskowała, że myśli o tym samym co ona - Wielki Lord, do którego byli właśnie prowadzeni to mężczyzna z holograficznej wiadomości nagranej na "Znalazcy".
Kiedy tylko przekroczyli drzwi budynku, oboje poczuli bardzo dziwną pustkę. Nie mieli jednak czasu się nad tym zastanawiać. Na końcu długiego, szarego korytarza, cała grupa skręciła nagle w prawo, na schody, prowadzące w dół. Prowadzili ich do podziemi. Zeszli po wielu krętych schodach, nim wszyscy stanęli przed wielkimi, drewnianymi drzwiami. Wtedy Pau'anin odwrócił się do nich.
- Zanim wejdziecie do środka, musicie oddać Nam swoją broń. - zarządził, po czym kiwnął do jednego z członków swojej świty.
Ten podszedł do Jedi i z pasów obojga odpiął ich miecze świetlne oraz kij z pleców Sobola, by oddać je Pau'aninowi. Po chwili, zrobił to samo z blasterami obojga Jedi.
- Rozumiem, że to cała Wasza broń? - zapytał podejrzliwie.
Oboje skinęli głowami, zadowoleni, że obcy nie zarekwirowali im komunikatorów ani mechanicznej ręki Sobola.
- Znakomicie. - odezwał się znów Pau'anin. - W takim razie, zapraszam Was do środka.
Mówiąc to, otworzył przed nimi do szeroka drewniane drzwi i gestem dał im znać, że mają wejść do środka. Ruszyli więc, a kiedy tylko znaleźli się we wnętrzu pomieszczenia, jeden ze strażników zdjął im z rąk kajdanki i wyszedł. Zamknął za sobą drzwi, zostawiając Jedi samych. Nie musieli czekać zbyt długo.
Zaledwie kilka sekund później znów otworzyły się drzwi, tym razem przed nimi. Ktoś oficjalnym tonem zapowiedział wejście "Wielkiego Lorda" i oboje ujrzeli tajemniczą postać, którą widzieli na lądowisku. Nagle postać wzięła jeden z posągów i rzuciła w Sobola, który ledwo zdążył się uchylić. Jednym płynnym ruchem zerwała z siebie szaty i stanęła przed nimi. A właściwie stanął. Jedi nie mogli uwierzyć własnym oczom. Zobaczyli pomylonego bogacza z ich byłej misji. Mimo mechanizmów podtrzymujących życie i innych zmian, Resmi szybko rozpoznała w nim tamtego "kolekcjonera kobiet" z bankietu. Ostatni raz widziała go połamanego w klatce, do której spadł po tym jak Sobol w szale wypchnął go Mocą za okno jego wieżowca. Teraz z maską na połowie głowy i jakimiś metalowymi zabudowaniami na lewej nodze wyglądał jeszcze gorzej. Fakt, że jego odsłonięta część twarzy była cała pokaleczona nie poprawiał sytuacji.
Natychmiast, niemal odruchowo Resmi cofnęła się, wpadając przy tym prosto na Sobola, który stał zaraz za nią. Widząc Jej reakcję, mężczyzna uśmiechnął się krzywo ukazując wybrakowany uśmiech. Najwyraźniej pchnięcie Sobola wybiło mu też parę zębów.
- Widzę, że mnie pamiętasz. - uśmiechnął się jeszcze szerzej podchodząc do nich powoli - Tak, pamiętasz mnie. - stwierdził fakt. - Oczywiście, ja też Cię dobrze pamiętam. Tylko wtedy - przyjrzał się Jej - Byłaś znacznie lepiej ubrana. - ocenił. - I oczywiście nadal uważam, że byłabyś wspaniałym eksponatem, w mojej kolekcji. - mówił, zniżając głos do szeptu.
Sobol wyminął Resmi i wyciągnął przed siebie prawą dłoń chcąc najwyraźniej Mocą odrzucić mężczyznę do tyłu. Nic się jednak nie stało. Mężczyzna wybuchnął śmiechem.
- Naprawdę sądziłeś, że nie pomyślałem o tym, że zechcesz użyć tych Mocy Jedi? - powiedział, przestając się śmiać - Oj, Jedi... nic z tego. Zadbałem o to, by tym razem szanse były wyrównane. Spójrz tam - wskazał dłonią sufit - Widzisz?
Cała trójka zerknęła w górę. Zaraz pod sufitem było umieszczone kilka małych, jaszczuro podobnych zwierząt.
- Isalamiry. - powiedziała Resmi na głos.
To aż za dobrze tłumaczyło dziwną pustkę, którą poczuli wchodząc do wnętrza budynku.
- Bystra jesteś. - uśmiechnął się do niej - Naprawdę zaczynam Cię lubić. - wyznał, a dziewczyna skrzywiła się.
- Jak widzicie - podjął po chwili - Tym razem szanse są równe. Nie możecie użyć swojej Mocy a jeśli tylko któreś z Was spróbuje zaatakować inaczej, za tymi drzwiami - wskazał dłonią drzwi, przez które wszedł - czeka już cały oddział uzbrojonych żołnierzy aż dam im sygnał.
- Chyba, że nie zdążysz. - zauważyła dziewczyna.
- Moja droga... - zaczął, kiedy tylko powstrzymał kolejny wybuch śmiechu - Bez Waszej Mocy, nawet twój przyjaciel nie jest tak dobry.
- Żebyś się nie zdziwił... - powiedzieli Jedi jednocześnie.
- Poza tym, potrzebujecie mnie. - zauważył - Beze mnie nie znajdziecie swojej małej przyjaciółki w budynku pełnym Isalamirów.
- Czego od nas chcesz? - zapytał Sobol ostrym tonem.
- Cieszę się, że o to pytasz, Jedi. Otóż chce... ją. - wskazał dłonią Resmi. - Będzie pięknym eksponatem. Chociaż... - przyjrzał się dziewczynie - Chyba znajdę inny rodzaj zabawy, zanim jeszcze ją pokroje. - znów zaniósł się śmiechem. - A co do Ciebie? - zwrócił się do Sobola - Już kolejny raz mi psujesz moje sprawy. Najpierw tam na Nar Shaadaa okaleczyłeś mnie przez co wyglądam teraz jak wyglądam... To teraz mieszasz się w wyścigi... na tamtego Duga postawiłem sporo pieniędzy! Ale teraz skoro już tu jesteś... to wykorzystam ten fakt. Dalej będziesz startować! I dla Twojego dobra lepiej wygrywaj... bo jak nie... - podłoga zaczęła się rozsuwać pokazując arenę, na której widzieli wściekłą bestie z hologramu. - Rzucę całą waszą trójkę mojemu pupilowi! A teraz się prześpij. Jutro masz wyścigi w kosmosie! - Wycelował w Sobola plaster i pociągnął spust.
Wszystko stało się czarne...

Kiedy Resmi odzyskała przytomność, dostrzegła, że znajduje się w dużym pokoju o ciemno czerwonych ścianach. Siedziała skuta w jakimś - niezbyt wygodnym - drewnianym fotelu. Przed nią nie było nic, z wyjątkiem jakiejś postaci siedzącej w fotelu, w jednym z kątów. Próbowała jej się przyjrzeć, ale pulsujący ból w czaszce utrudniał jej to. Nie pierwszy raz siedziała skrępowana w zamkniętym pomieszczeniu. Z tą różnicą, że poprzednio siedziała na zimnej podłodze naprzeciwko Sobola. Z narastającym lękiem rozejrzała się wokół.
- Sobol? - zapytała cicho, nie chcąc zwrócić na siebie uwagi tajemniczej postaci w kącie sali.
- Nie ma go tutaj. - odezwała się postać, wstając, i wychodząc powoli z cienia.
Teraz, kiedy Resmi rozpoznała już ową postać stęknęła smętnie. Był to mężczyzna, którego nazywano tu "Wielkim Lordem". - Jesteśmy tu całkiem sami. - kontynuował, zbliżając się do niej z chytrym uśmiechem.
- Gdzie on jest? - zapytała, starając się nie okazać strachu w głosie.
- Tam, gdzie powinien. - powiedział zagadkowo. - Tak jak i Ty.
Stał teraz zaledwie kilka kroków od niej, patrząc na nią z góry.
Resmi aż za dobrze zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Siedziała właśnie skuta w fotelu, sam na sam z człowiekiem, który jeszcze niedawno chciał pokroić ją na części i dołączyć je do arsenału swojej "naukowej" kolekcji. A na dodatek nigdzie w pobliżu nie było Sobola. Nagle pożałowała swoich słów o teorii przyciągania kłopotów. Było jasne, że sama przeciwko temu mężczyźnie ma marne szanse wyjść z tego starcia cało, zwłaszcza w budynku pełnym Isalamirów - istot blokujących Moc. Było jednak coś, czego ten mężczyzna nie wiedział - Resmi wychowała się na Korelii, nauczona, że przy odpowiedniej determinacji, szanse nie mają znaczenia. Już raz to udowoniła, odnajdując siostrę, co - zdaniem Jej babci - było mało wykonalne. Miała teraz szansę udowodnić sobie, Justine a nawet Sobolowi, że nie jest tak bezradna jak mogliby przypuszczać. Chłopaka nie było w pobliżu, więc tym razem nie mógł Jej przed nim ocalić. Jednak perspektywa udowodnienia mu, że potrafi poradzić sobie w tej sytuacji samodzielnie przezwyciężyła nad jej lękiem. A to nawet więcej niż odpowiednia motywacja.
- A gdzie właściwie jestem? - zapytała go, całkiem już opanowana.
- Byłem ciekaw, kiedy o to zapytasz. - wyznał - Otóż, jesteś teraz w mojej wspaniałej twierdzy, jako mój osobisty gość.
- Ładnie to tak skuwać gości? - zapytała z wyrzutem, gestem głowy wskazując kajdanki na Jej nadgarstkach.
Lord zaśmiał się krótko.
- To tylko kwestia bezpieczeństwa. - zapewnił łagodnie. - Żebym miał pewność, że będziesz grzeczna.
- Przecież nie mam broni, a w pomieszczeniu pełnym Isalamirów nie mogę też użyć Mocy. - spojrzała na niego, starając się go przekonać o swojej racji. - Czego się więc obawiasz, Lordzie?
Resmi zauważyła, że oczy mężczyzny aż zabłysnęły aprobatą, kiedy zwróciła się do niego przez "Lord". Przykucnął niezdarnie kawałek od niej tak, że ich twarze były teraz na tej samej wysokości.
- Już raz popełniłem ten błąd, czyż nie? Nie doceniłem Was i marnie przy tym skończyłem. - w Jego oczach błysnęły niebezpieczne ogniki. - A przecież nie popełnia się dwa razy tych samych błędów.
"Tym razem skończysz gorzej" - zapewniła go w duchu.
- Tak, racja. - udała, że się zastanawia, po czym kontynuowała powoli. - Ale przecież wtedy to nie ja Cię zaatakowałam. - zauważyła. - Nie stanowiłam dla Ciebie żadnego zagrożenia. Podobnie jak teraz. Lord zastanowił się chwilę.
- Masz sporo racji, moja droga. - odezwał się w końcu. - To nie ty stanowisz zagrożenie. Zagrożeniem jest Twój przyjaciel. - spojrzał na nią twardo. - Na szczęście, pomyślałem o tym fakcie nim odesłałem go nieprzytomnego z powrotem do Waszego hangaru. - uśmiechnął się chytrze zauważywszy lekkie błyski strachu w oczach dziewczyny. - Oh, nie martw się, nic mu nie grozi. Przynajmniej dopóki jest posłuszny. - zapewnił z udawaną troską, kładąc przy tym nacisk na słowo "posłuszny".
Resmi wiedziała bardzo dobrze, że posłuszeństwo nie jest mocną stroną Sobola. Ba, on chyba nigdy nikomu nie jest posłuszny. Nagle, nie wiadomo czemu, ta myśl, która jeszcze niedawno budziła w niej lekki strach ucieszyła ją. Tak, Sobol był chłopakiem, który nie znosił posłusznie wykonywać rozkazów, a nawet często im się sprzeciwiał. Ale gdyby nie ten drobiazg ona sama z pewnością już dawno by zginęła. Przecież ten chłopak masę razy musiał sprzeciwić się nawet samemu kodeksowi Jedi, ratując ją. A to stawiało go jednak w bardzo dobrym świetle. Była pewna, że Sobol znajdzie sposób, na poradzenie sobie w tej sytuacji - jak zawsze. Uśmiechnęła się do siebie.
Mężczyzna najwyraźniej to zauważył, gdyż zrobił grobową minę.
- Co Cię tak bawi?
Resmi spojrzała na niego a uśmiech zniknął z Jej twarzy.
- Oh, nic takiego. - zapewniła. - Tylko...
- Tylko, co? - zapytał groźnie.
- Tylko właśnie dotarła do mnie pewna myśl. - zaczęła.
- Co takiego? - wpatrywał się w nią wyraźnie zainteresowany.
- Skoro, jak przypuszczam, mam spędzić tu trochę czasu, to wydaje mi się, że byłabym dużo... hm... milszym towarzystwem, bez tych kajdanek.
- Skąd pomysł, że będziesz tu aż tak długo? Czyżbyś aż tak wierzyła w możliwości tego chłopaka?
- To jeszcze zależy, o jakich możliwościach mówimy - zaznaczyła zagadkowo.
- Jak mówiłem już wcześniej, będziesz moim gościem aż do końca wyścigów. Jeśli ten chłopak, Sobol, tak? - zapytał, jednak nie czekał na odpowiedź. - Jeśli ich nie wygra, cała wasza trójka zostanie kolacją dla mojego małego potworka. Ale jeśli mu się uda. - znów zastanowił się. - Myślę, że tak dla zabawy, i zemsty - dodał gniewnie - Wrzucę mojemu zwierzątku tylko Jego, a Was - Ciebie i tę drugą dziewczynę - zatrzymam dla siebie.
Serce Resmi przyspieszyło gwałtownie, jednak nie dała tego po sobie poznać.
- A na co Ci nasza towarzyszka? Czyż ja Ci nie wystarczę?
Mężczyzna uśmiechnął się najwyraźniej zadowolony z Jej propozycji.
- Dobre pytanie. A cóż miałbym w takim przypadku zrobić z tą małą? Hm?
- Wypuść ją. - podpowiedziała. - Na co Ci jakaś zwykła, mała Padawanka, skoro masz mnie?
- Ciebie, powiadasz? A kim Ty takim jesteś, Jedi?
Zapanowała chwila ciszy.
Resmi przyglądała mu się pewna, że jeśli tylko poda mu jakieś dobre wytłumaczenie, zgodzi się wypuścić Kasandrę i dziewczyna będzie bezpieczna, z dala od tego pomyleńca.
- Nie mów mi, że nie wiesz, kim jestem? - zapytała, starając się, by w Jej głosie usłyszał wyraźne oburzenie.
Lord uniósł do góry jedną brew.
- A powinienem?
- Oczywiście! - wykrzyknęła, jakby to kim jest, było naprawdę tak bardzo oczywiste.
- Skoro tak, to może mnie oświecisz? - zaproponował.
- Jestem Resmi. - zaczęła, a widząc, że kompletnie nic mu to nie mówi, kontynuowała - Jestem jedyną siostrą Mistrzyni Justine, której, mogę się założyć, bardziej zależy na odzyskaniu mnie niż jednej z wielu Padawanek Zakonu. - zapewniła z dziwnym uciskiem w żołądku.
- Mhm... a kim jest ta cała Justine?
- No wiesz co?! Jak możesz tego nie wiedzieć? - udała oburzenie.
Ten jednak wzruszył tylko ramionami.
- Justine jest, hm... głową całego Zakonu Jedi. A to, zapewniam Cię, bardzo ważna i wpływowa posada.
W oczach mężczyzny błysnęły iskierki nadziei.
- Sugerujesz, że jeśli wypuszczę wolno twoją małą koleżankę, a ona doniesie tej całej Justine, że tu jesteś to będzie w stanie zrobić wszystko, czego zażądam, żebym puścił i Ciebie?
- Mniej więcej...
- Myślę, że to bardzo rewelacyjny pomysł! Już to widzę... - zaczął entuzjastycznie patrząc gdzieś w przestrzeń - Dzięki Tobie i wpływom całej tej Justine odzyskam to, co odebrał mi Twój przyjaciel! Znów będę tym, kim byłem! I wtedy... - znów przykucnął zaraz przed jej krzesłem i chwycił dłońmi za Jego boki - Zemszczę się porządnie na nim i całej reszcie tego Waszego cennego Zakonu Jedi! Zaczął się śmiać nikczemnie, patrząc na nią.
- Czyż nie jestem geniuszem? - zapytał samego siebie, po czym wstał i ruszył do drzwi naprzeciwko niej.
- Znów będę wielki! - zawołał otwierając drzwi i przechodząc przez nie - A póki co, zadowolę się Twoim towarzystwem. - zapowiedział znikając za zamkniętymi już drzwiami.
Przynajmniej Kasandra będzie bezpieczna - pomyślała dziewczyna - A kiedy tak się już stanie, znajdę wyjście z tej dziury.

Sobola obudził kubeł zimnej wody. Leżał na ziemi w swoim garażu. Nad sobą zobaczył kubeł trzymany przez Gapę i Szajbusa. Resmi nigdzie nie było, ale domyślał się, że została u "Lorda". Wstał i rozejrzał się dookoła. Po chwili przypomniał sobie co się stało. Z wściekłością uderzył swoją lewą ręką w durastalową ścianę garażu robiąc w niej spore wgniecenie. Czuł gniew, że nie był w stanie nic zrobić. Wiedział jednak, że w tamtej sytuacji nie mógł nic poradzić. Gdyby zaatakował i nawet zabił Lorda jego strażnicy zabiliby ich po chwili. Isalamiry tłumiły Moc. I jeszcze Padawanka. Dlatego nie był zbyt zadowolony, że z nimi leci. O Resmi się nie martwił. Była wygadana i sprytna by zagadać swojego przeciwnika, który bądźmy szczerzy...nie grzeszy mądrością. W rogu zabrzęczał holo wyświetlacz. Gdy chłopak go uruchomił zobaczył wiadomość nagraną przez Lorda.
- Skoro się obudziłeś... pozwól, że Ci jeszcze raz wyłożę sytuację. Mam OBIE Twoje koleżanki. Żyją... jeszcze. Ale jak mnie zdenerwujesz... - obraz oddalił się lekko i Sobol zobaczył jak Lord strzela z blastera do jednego ze strażników, zabijając go.
Obraz znowu się przybliżył i pokazywał tylko jedną osobę.
- Tak więc - kontynuował - Polecisz w dzisiejszym wyścigu. I wygrasz go. A jak nie... to mnie zdenerwujesz - uśmiechnął się złowieszczo.
Transmisja się skończyła i postać zniknęła. Sobol był dosłownie o włos od wybuchu, ale przypomniał sobie nauki Starego na Naboo. Usiadł i oddał się medytacji by po chwili wszystkie jego emocje wyparowały. Spojrzał na chronometr na ścianie. Do wyścigu była jeszcze ponad godzina, ale lepiej już teraz iść do statku i się przygotować. Zabrał ze sobą oba droidy astromechaniczne i zamknął garaż. Sobol i Szajbus byli już w myśliwcu na orbicie a Gapa zajął miejsce Resmi na trybunach. Ten wyścig był inny od poprzedniego. Nie tylko tym, że odbywał się w kosmosie, ale też nie wystarczyło przylecieć jako pierwszy na metę. Prócz tego trzeba było zestrzelić specjalne cele oraz przelatywać przez określone punkty, które dla każdego zawodnika były osobne. Punkty te były rozsiane na trasie wyścigu i były dopasowane do kształtu statku tak bardzo, że nawet niewielkie przesunięcie mogło spowodować uszkodzenie statku. Co prawda nie był to obowiązek, ale za każdy cel i każdy punkt była premia czasowa. Innymi słowy osoba, która doleciała ostatnia, ale zestrzeliła wszystko, zaliczyła każdy punkt mogła wygrać z osobą, która doleciała jako pierwsza bez żadnych premii. Zawodnicy ustawili się na linii startu i czekali na sygnał. Komunikator Sobola zapikał.
- Sobol? To Ty amatorze? Mała jest ta Galaktyka...
Sobol odwrócił głowę w lewo i w statku obok zobaczył Xava. Jego dawnego rywala z Turona. Chłopaki nie przepadali za sobą już od pierwszego spotkania i zawsze sobie dogryzali. Xav nieraz agresywnie atakował ścigacz Sobola podczas wyścigów. Pojęcie czystej gry było mu całkowicie obce... nawet jak na standardy Turona.
- Xav? Co Ty tu robisz?
- Znowu odbieram Ci zwycięstwo! Tak jak zawsze.
- Ech - westchnął Sobol - Ty się nigdy nie zmienisz.
Chłopak wyłączył komunikator i zaczął się skupiać na wyścigu.

Wielki ekran zajmował całą ścianę komnaty. Wielki Lord siedział wygodnie na swoim tronie i obserwował statki na linii startu. Co jakiś czas rzucał spojrzenie na przykutą do krzesła Resmi.
- Zadziwiająco spokojny jest ten chłopak. - odezwał się w pewnej chwili. - Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę to, że od wyniku tego wyścigu zależy to, czy przeżyjecie.
Nie doczekawszy żadnej odpowiedzi, spojrzał na dziewczynę.
- Ty z resztą też. - zauważył. - Powiedz mi, czy wszyscy Jedi są zawsze tacy spokojni? - zapytał zaciekawiony.
- Większość. - odpowiedziała, nie odrywając wzroku od ekranu.
Musiała bardzo się starać, żeby nie dać po sobie poznać, jak bardzo jest podenerwowana całą tą sytuacją. Kasandra była już wolna i bezpieczna - tak przynajmniej powiedział Jej Lord, kiedy do niej wrócił. Odesłał ją w eskorcie kilku strażników z powrotem do głównej części miasta i tam kazał ją zostawić. Był przekonany, że - tak jak Resmi go zapewniała - odleci z powrotem do Świątyni i opowie o wszystkim Justine. Resmi jednak wiedziała, że Kasandra postąpi zupełnie odwrotnie. Padawanka wiedziała, że Sobol weźmie udział w wyścigu, bo taka była ich główna misja, więc to właśnie do Niego pójdzie w pierwszej kolejności, by wyjawić mu co się stało. W końcu niedawno sam zapewniał ją, że w wyciąganiu Resmi z kłopotów ma już bardzo duże doświadczenie.
Mężczyzna patrzył na nią chwilę badawczym wzrokiem, po czym podniósł się niezdarnie z fotela i podszedł do dziewczyny.
- Tak sobie myślę... - zaczął - Że nie zawsze jesteście tacy spokojni i opanowani.
- Co masz na myśli?
- Pamiętasz dzień, w którym się poznaliśmy, prawda?
Tym razem, nijak nie mogąc powstrzymać tego odruchu, zadrżała. Mężczyzna zauważył to i uśmiechnął się szeroko.
- Wiem, że pamiętasz. - powiedział.
- Cóż... znam o wiele milsze sposoby poznawania się. - odpowiedziała mu twardo.
- W każdym bądź razie - podjął, kucając przed nią - Miałem dość sporo czasu, od naszego ostatniego spotkania na myślenie o tym, co się wtedy dokładnie wydarzyło. Jestem przekonany, że wtedy żadne z Was nie było ani trochę tak spokojne, jak w tej chwili...
- Trudno być spokojnym, kiedy jakiś obcy mężczyzna przykuwa Cię do ściany łańcuchami, na dodatek w jakimś okropnym stroju, i ma zamiar pokroić Cię na kawałki. - podsumowała, patrząc mu w twarz.
- Oh, zapewniam Cię, że wyglądałaś w tym stroju wspaniale. - powiedział - A co do krojenia na kawałki... Muszę przyznać, że bardzo cieszę się, że ten chłopak mi wtedy na to nie pozwolił.
Widząc bardzo zdziwioną minę Resmi, dodał po chwili:
- Gdybym wtedy Cię zabił, dziś nie cieszyłbym się Twoim towarzystwem. A to, przyznaję, bardzo duża rekompensata za to co musiałem przejść od tamtego czasu.
- Oh, cóż za zaszczyt... - mruknęła, unosząc oczy do góry.
Mężczyzna już miał się odezwać, kiedy na ekranie za Jego głową zagrzmiał gong i statki ruszyły z miejsca.
- Oh! zaczyna się. - wyraźnie zadowolony wstał i ruszył z powrotem na swoje miejsce. - Później dokończymy naszą pogawędkę. - zapowiedział, nie odwracając się. - A teraz popatrzmy na co stać Twoje przyjaciela. Niech nacieszy się ostatnim wyścigiem w swoim krótkim życiu. A wtedy, gdy pozbędę się go na dobre, nic mi już nie przeszkodzi i będziesz już tylko moja - dodał szeptem.
Resmi nawet nie używając Mocy, wyczuła w Jego głosie ogromną żądzę zemsty. Była teraz pewna, że nawet, jeśli Sobol wygra, ten mężczyzna będzie chciał go zabić. Wiedziała, że ten dzień, według Lorda może zakończyć się tylko w jeden sposób - niezależnie od tego, czy Sobol wygra, czy przegra, z całą pewnością zginie. Musiała więc coś z tym zrobić. Nie przestając wzrokiem śledzić przebiegu wyścigu, zaczęła mocować się z kajdankami mając nadzieję, że uda Jej się z nich wydostać i jakoś ostrzec Sobola.

Sobol leciał gdzieś w środku stawki, ale zestrzelił też już dwa cele i udało mu się przelecieć przez jeden punkt. Xav'a zgubił zaraz po starcie, ale miał przeczucie, że facet jest niedaleko. Wiedział, że musi na niego bardzo uważać. Nagle jego statkiem wstrząsnęło. Po szybkim rozejrzeniu się Sobol dostrzegł statek Xav'a. Leciał bardzo blisko by po chwili się z nim zrównać. Co jakiś czas Xav wykonywał lekkie bujnięcie w kierunku statku Sobola jakby chciał doprowadzić do zderzenia. Sobol ignorował te zaczepki do czasu gdy Xav przegiął i ich statki o siebie zahaczyły. Nie mogli się rozdzielić a za chwilę na trasie wyścigu były asteroidy. Unikanie ich w takiej sytuacji było niemożliwe niezależnie od umiejętności pilotów. Oboje próbowali lekko się unosić, opuszczać albo zwalniać i przyspieszać by się uwolnić, ale nic nie działało. W końcu Xav mocniej szarpnął i udało się, ale nieznacznie uszkodził przy tym stabilizator statku Sobola. Gdyby nie szybka reakcja chłopaka i przełączenie na zapasowy, statek mógł wpaść w niekontrolowany korkociąg. Widząc chwilową niedyspozycję Sobola Xav postanowił go wyeliminować raz na zawsze. Odleciał kawałek by móc nabrać rozpędu i mocno przechylił ster w kierunku Sobola. Młody Jedi dobrze znał już tą sztuczkę i tym razem wiedział jak zareagować. Włączył specjalne silniczki pod jednym ze skrzydeł swojego statku, ściągnął ster do siebie i wykonując "beczkę" jednocześnie przeleciał nad atakującym Xavem. Xav zupełnie się tego nie spodziewał i nie zdążył odbić przed asteroidą. Jedyne co Sobol zobaczył to niemy rozbłysk wybuchającego statku. Wie, że nie powinien, ale cieszył się ze śmierci Xava. Po tym wszystkim co było na Turonie, tym oszukiwaniu, bójkach i wszystkim innym. Plus chłopak zginął przez swoje nieczyste zagrywki. Sobol miał czyste sumienie.
- No proszę! - wrzasnął Lord - Ten chłopak jest sprytniejszy niż wygląda!
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. - usłyszał w odpowiedzi entuzjastyczny głos dziewczyny.
Spojrzał na nią, a kiedy w Jej oczach dostrzegł jasny błysk, wykrzyknął poirytowany:
- Mogę się założyć, że kiedy będziesz patrzyła, jak ten chłopak ginie, już nie będziesz tak uradowana!
Uśmiech momentalnie zniknął z twarzy Resmi, zastąpiony wyraźnym strachem. Oboje jednak wiedzieli, że to nie o siebie się boi.

Sobol już lądował na mecie. Ukończył wyścig jako trzeci a po śmierci Xava udało mu się jeszcze zdobyć parę punktów. Stał wśród innych pilotów i patrzyli na tablicę, na której miały pojawić się wyniki. Był drugi.
- SOOOBOOL!! - usłyszał krzyk.
- Kasandra?! Co Ty tu... jak?!
- Nie wiem? po prostu mnie puścili, ale mają Resmi! Sobol, musimy ją ratować!
- Dobrze o tym wiem. Zwłaszcza teraz gdy przegrałem? ale...
- Co ale?
- Zaufaj mi... chyba mam plan.
Razem poszli za Pau'aninem.

- Widać nie jest aż taki dobry? - powiedział Lord do Resmi.
Dziewczyna głośno przełknęła ślinę i spojrzała na mężczyznę niepewna, co ten zamierza.
- A teraz, chodźmy. - powiedział i podszedł do Resmi.
Zdjął Jej kajdanki i pozwolił wstać z krzesła, po czym znów je założył.
- Będziesz świadkiem tego, jak spektakularnie raz na zawsze pozbędę się tego chłopaka.
- Jego? Myślałam, że jeśli przegra, zabijesz nas oboje.
Lord zaśmiał się chwilę.
- Moja droga Resmi - zaczął. - Myślałem, że już dawno domyśliłaś się moich prawdziwych zamiarów. - powiedział, uśmiechając się chytrze.
- Przecież dobrze wiesz, że w towarzystwie Isalamirów Moc na nic się nie zdaje. Jak więc mogłabym czytać Ci w myślach w takiej sytuacji? - dopytywała.
- Myślałem, że jesteś nieco sprytniejsza. - przyznał z wyraźną nutą rezygnacji w głosie.
- Jak widać nie bardzo. Zechciałbyś mnie oświecić w takim razie?
- Oczywiście! Po pierwsze, dobrze wiem, że twoja mała towarzyszka nie miała zamiaru wracać do waszej Świątyni. Wiedziałem, że pobiegnie zaraz do tego chłopaka po pomoc. Ale ona nigdy mnie nie interesowała. - mówił, a Resmi słuchała tego wszystkiego z niedowierzaniem. - Była jedynie bardzo dobrą przynętą, by zwabić tutaj Ciebie i Twojego przyjaciela. - kontynuował. - Tak naprawdę, niezależnie od przebiegu naszej pierwszej rozmowy, miałem zamiar ją wypuścić. Jestem uczciwym człowiekiem, a ta mała w niczym mi nie zawiniła.
- Bardzo uczciwym... - powiedziała pogardliwie Resmi.
Lord, jakby nie słysząc tej uwagi, kontynuował:
- Tak się szczęśliwie złożyło, że na Jej wolności zależało Ci bardziej niż na swojej, więc to wykorzystałem. Myślałaś, że to Ty mnie przekonałaś i zapewne sądziłaś też, że w takim wypadku uda Ci się jakoś przekonać mnie również do tego, by puścić wolno także Was.
- I tu się mylisz. - wtrąciła.
Przystanęli na chwilę i mężczyzna spojrzał na nią.
- Nigdy nie chciałam Cię prosić o uwolnienie mnie. - mówiła, patrząc mu w oczy. - Wręcz przeciwnie. Miałam nadzieję, że sama jakoś się uwolnię a później na czas ostrzegę Sobola przed niebezpieczeństwem.
- Ah! Teraz już rozumiem. Nie chodziło Ci o Ciebie, tylko o Niego. Chciałaś uratować Jego.
- Ich. - poprawiła go szybko. - Chciałam, żeby byli bezpieczni. Zdala od Ciebie.
Przez długą chwilę mierzyli się spojrzeniami pełnymi niebezpiecznych błysków.
- Więc to pewnie kolejna ze szlachetnych cech Jedi. Bylibyście w stanie posunąć się bardzo daleko,by uratować swoich towarzyszy, czyż tak?
- Znów skucha. - powiedziała. - To jedna z moich osobistych cech. Jestem w stanie zrobić bardzo dużo, żeby ocalić przed Tobą Kasandrę i Sobola. Nawet nie masz pojęcia jak wiele. - powiedziała, a w Jej oczach i tonie głosu zauważył wyraźne ostrzeżenie.
Zignorował je jednak. Bo niby cóż takiego miałoby grozić mu z Jej strony?
- Honorowo... - powiedział. - A wiesz, że mam dla Ciebie prezent? - mówiąc to wyjął z kieszeni nóż, który Resmi od razu rozpoznała i wsunął go za pas Jej szaty tak, że jego rękojeść wystawała kawałek ponad jego górną krawędzią. - Jako zapowiedź naszych późniejszych zabaw. - uśmiechnął się.
W końcu dotarli do wielkiego pomieszczenia z rozsuwaną podłogą. Na jego środku stał już Sobol w towarzystwie paru strażników. Kasandra stała przy drzwiach również pilnowana przez straż.
- No cóż... nie udało Ci się. - zwrócił się do chłopaka. - Po raz kolejny straciłem przez Ciebie pieniądze... widać musisz "zniknąć" jak inni piloci, którzy nie spełnili swoich obowiązków...
- Od początku czułem, że to Ty za to odpowiadasz.
Sobol spojrzał Resmi w oczy.
Gdyby nie Isalamiry przekazałby jej swój plan za pośrednictwem Mocy, ale tak mógł jedynie liczyć że sama sobie poradzi.
- Straże! Zostawcie nas.. .i puśćcie wolno to dziecko. - kiwnął głową na Kasandę, której mina świadczyła o tym, że nie spodobało Jej się to określenie. - Jak mówiłem... nie interesuje mnie.
Gdy zostali sami we trójkę podszedł do szafy i wyjął z niej kij Sobola.
- Masz. Byś potem nie mówił, że nie miałeś szans. - powiedział i rzucił chłopakowi broń.
- Skąd masz pewność, że Cię teraz nie zaatakuje? - Zapytał chłopak.
- Nie zdążysz - powiedział i uruchomił zapadnię w podłodze.
Sobol zaczął spadać na arenę, słysząc nad głową krzyk Resmi.
Wszystko zgodnie z planem...
Chłopak szybkim ruchem uniósł lewą rękę i wystrzelił linę z hakiem, którą dostał na Naboo od Starego. Lina oplotła się wokół nóg Lorda i pociągnęła go za Sobolem. Gdy wylądowali Lord zaczął się śmiać.
- No i co? I oboje jesteśmy tutaj. A Potworek słucha moich poleceń.
- No dobra, przyznaje... myślałem, że najpierw zajmie się Tobą jako łatwiejszą zdobyczą. Jednak nie wszystko przemyślałem.
- Bywa. Pozwól, że pooglądam sobie jak umierasz.
Bestia ruszyła na Sobola uzbrojonego jedynie w kij z krótkim ostrzem i tajemnicze zasoby swojej mechanicznej dłoni. Sobol był dużo mniejszy i szybszy od bestii i postanowił to wykorzystać. Gdy ta rozpoczęła na niego dziką szarże, szybko uniósł rękę i wystrzelił w jej nogi swoją linę, jednocześnie odskakują w bok. Bestia się zaplątała i runęła na ziemię. Chłopak nie tracił czasu i szybko wspiął się na potwora, włączył kij i wbił ostrze w sam czubek jego głowy. Resmi się ucieszyła i aż podskoczyła. Niestety straciła przez to równowagę i spadła na arenę. Lord jednak jej nie zauważył. Był tak wściekły na Sobola za zabicie jego pupilka, że teraz wyjął blaster i strzelił chłopakowi w plecy. Bez Mocy Sobol nie miał szans ma wyczucie tego i dostał laserowym pociskiem w obojczyk. Spadł z głowy bestii a Lord, podchodząc do niego, strzelił w jego nogę, uniemożliwiając chłopakowi wstanie. Najpierw w jedną potem w drugą. Resmi patrzyła na to jak oniemiała i nie mogła się ruszyć. Gdy stał już tuż nad nim przystawił lufę do głowy siedzącego na ziemi Sobola. Patrzyli sobie chwile w oczy, po czym Sobol zrobił coś czego Lord się nie spodziewał. Zamknął oczy i się uśmiechnął. Chłopak nigdy nie czuł takiego spokoju jak w tej chwili. Ból, który przed chwilą rozrywał jego ramię i nogi zniknął. Był gotowy na to co ma nastąpić.
Gdy usłyszał śmiech Lorda a po chwili dziwne chrząknięcie otworzył oczy. W otwartych ustach mężczyzny błyszczał metal. Gdy upadł na twarz obok Sobola z jego karku wystawała rękojeść noża. Zaskoczony chłopak spojrzał na Resmi, która teraz - skutymi nadal rękami - podniosła, bezwładnie leżący blaster Lorda i natychmiast zaczęła strzelać do leżącego, martwego już mężczyzny.
- Nigdy... więcej... nie skrzywdzisz... moich... przyjaciół! - krzyczała między strzałami, tworzącymi w ciele nieboszczyka osmalone, dymiące dziury.
Sobol z trudem wstał na jednej nodze i położył rękę na ramieniu dziewczyny jednocześnie wyjmując jej blaster z rąk.
- Chyba jesteśmy kwita... za te wszystkie razy. - powiedział.
Dziewczyna milczała, a kiedy spojrzał na Jej twarz zobaczył w Jej oczach bardzo podobne ogniki nienawiści do tych, które tak często to ona widziała u niego. Z własnego doświadczenia wiedział, że lepiej się do niej teraz nie odzywać za wiele.
- Wracajmy już na statek. - Powiedział.

Gdy wrócili na statek zobaczyli Kasandrę. Padawanka rzuciła im się na szyje.
- Nic Wam nie jest! Plan się powiódł?
- Plan? Zaplanowałeś wszystko? - zapytała Resmi.
- Tak. Przeczuwałem nawet, że mnie postrzeli. - powiedział chłopak i rozpiął koszulę oraz podwinął nogawki spodni.
Zarówno na jego torsie jak i nogach były umieszczone płytki.
- Phirkite... bardzo rzadki materiał. I stary. Kiedyś Xav chwalił się, że jego statek jest z niego wykonany.
- Kto? - zapytały dziewczyny jednocześnie.
- Nieważne. - machnął tylko ręką.
- To znaczy, że nic Ci nie było? - zapytała zdziwiona Resmi.
- Być, było. Postrzał boli jak jasny Sith, ale nie powoduje obrażeń.
- Ty zawsze masz jakiegoś asa w rękawie, co? - zaśmiała się Resmi, patrząc znacząco na Jego mechaniczną dłoń.
- A jak nasze śledztwo? - Zapytała Padawanka - Kontynuujemy je, czy mam się kontaktować z Mistrzynią by przysłali kogoś innego?
- Śledztwo zakończone. To tamten facet stał za zaginięciami.
- Więc co teraz? - dopytywała Kasandra - Co z nim zrobimy?
Sobol wzruszył ramionami.
- W zasadzie już nic nie musimy.
- Ten mężczyzna już nigdy nie będzie nas niepokoił. - wtrąciła Resmi, patrząc przy tym znacząco na Sobola.
- To możemy wracać? - zapytała Kasandra.
- Właśnie tak myślę... - zaczął Sobol.
- Nad czym? - zapytały chórem.
- Jutro ostatni dzień zawodów... finał, do którego się załapałem... a gdyby tak... - uśmiechnął się i spojrzał w stronę ładowni, w której stał już załadowany ścigacz.

Kilka minut później, Resmi wraz z Sobolem siedzieli na fotelach w kokpicie, podczas gdy Kasandra poszła się zdrzemnąć. Zanim wrócą do Świątyni, czeka ich jeszcze jeden długi dzień na tej planecie.
- Teraz już wiem, jak czułeś się za każdym razem przy tych swoich wybuchach. - zagadnęła, patrząc na ciemniejący już krajobraz za iluminatorem. - A najgorsze jest to, przynajmniej jak dla mnie, że nie czuję się nawet odrobinę źle z tym, co tam zrobiłam. Chociaż doskonale wiedziałam co robię. Tak samo jak wiem, jak bardzo nie powinnam była tego robić.
- Taa, witaj na krawędzi. Za pierwszym razem i tak jest najlepiej... potem Ciemna Strona kusi coraz bardziej. Na Naboo postawiłem na niej jeden krok. Nigdy nie czułem w sobie takich pokładów Mocy. Było to cudowne uczucie, byłem wszechmocny, ale jednocześnie... - zamilkł na chwile - po prostu uważaj.
- Ty zrobiłeś to, żeby ratować Allenę. Ja, żeby ratować Ciebie. Nie widzę dużej różnicy.
- Nie żeby ją ratować. - sprostował - Z zemsty za to co jej zrobił. Wtedy na bankiecie z zemsty za matkę. Kiedyś na Nar Shaddaa, na pierwszej misji zemsta za ojca. To zemsta zawsze mną kierowała.
- Zemsta...Ja czułam między innymi strach. Ale nie bałam się Lorda. Przerażała mnie wizja tego, że mógłby Cię zabić.
Chłopak, odwróciwszy się do niej, zauważył pojedynczą łzę, spływającą po Jej policzku. Używając Mocy podał jej leżące niedaleko pudełko chusteczek.
- Czy mogę cię o coś prosić? - zapytała, ocierając dłonią policzek i odwróciła się do Niego.
Sobol, nic nie mówiąc, spojrzał na nią pytająco.
- Chciałabym, żeby to, co tam zaszło, zostało między nami, zgoda?
- Pewnie. W końcu ty również nie zdradziłaś nikomu o moich wybrykach. - powiedział uśmiechając się do niej.
- Skoro masz jutro startować - odezwała się po chwili, opanowanym już głosem - To lepiej pójdź za przykładem Kasandry i idź się zdrzemnij. Gapa dotrzyma mi tu towarzystwa. - wskazała na droida, który wjechał właśnie do kokpitu.
- Ee tam - rzucił tylko chłopak i rozsiadł się wygodniej w fotelu drugiego pilota, opierając nogi na tablicy kontrolnej naprzeciwko.
Resmi już otwierała usta, żeby udzielić mu reprymendy na ten temat, ale w końcu powstrzymała się i zamiast tego, pokręciła tylko głową. Sobol wystukał coś na swojej ręce i po chwili do kokpitu przyjechał Szajbus wioząc tace z butelkami.
- Piwo? - Zapytała Resmi.
- Oj tylko jedno. Noo może dwa. Tak na koniec wieczoru. Częstuj się.
- Nie chcę Cię martwić, ale nie mam na statku otwieracza...
Chłopak tylko się uśmiechnął. Uniósł swoją lewą, mechaniczną rękę. Na środku dłoni odsunęła się mała klapka pod którą było wgłębienie i zaczep. Sobol przyłożył do niego butelkę, przechylił dłoń i po chwili butelka była otwarta. Podał ją dziewczynie, która podciągnęła już nogi do góry na fotel.
- Z tych wszystkich noży, lin, paralizatorów i innych gadżetów jakie tam masz... ten mnie jakoś nie dziwi. - powiedziała.
Chłopak znowu się uśmiechnął
- Co więcej, tego używam najczęściej - powiedział.
Cała czwórka siedziała wpatrzona w znikające za horyzontem ostatnie promienie słońca...
Wróć na górę