Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

50 Twarzy Mistrzyń

Autor: Hamstur Fjolswir

Siedziałem wraz z dwoma innymi Padawanami w jednym z ogrodów świątyni, próbując wspólnej medytacji. Chcieliśmy sprawdzić na własnej skórze czy będzie to dla nas możliwe, lecz jak na razie nasze wysiłki kończyły się tylko bólem głowy albo niechcącymi uderzeniami Mocy. Staraliśmy się jednak nie poddawać ? podobno takie rzeczy nie przychodzą łatwo, a by tego dokonać potrzeba wiele godzin praktyk.
Niedane nam było jednak osiągnąć zamierzonego celu. Po niespełna godzinie w ogrodzie pojawiła się nowa obecność, skutecznie przeszkadzając nam w skupieniu się. Jak szybko przyszło nam zobaczyć, bytem tym była nieznana mi młoda dziewczyna, zapewnie jedna z nowych adeptek Zakonu. Nie przejmując się konwenansami, podeszła do nas w chwili, gdy tylko zobaczyła naszą grupę, niszcząc wątłe już resztki spokoju i stanu medytacji.
W pierwszej chwili starałem się zignorować ją, mając nadzieję, że odejdzie gdy nie wykażemy zainteresowania, lecz ku mojemu ubolewaniu jej obecność tylko nasilała się z każdą chwilą. Nie mając innego wyjścia, odetchnąłem głęboko, usuwając wraz z powietrzem całą swoją irytację i zniecierpliwienie.
Postanowiłem, iż cokolwiek by nie zrobiła, nie dam się wyprowadzić z równowagi. Powoli spojrzałem na nią, czekając aż wyjaśni mi powód dla którego postanowiła przerwać naszą medytację, lecz ona jedynie wpatrywała się we mnie jakby wyczekiwała Mocy wie czego.
Wreszcie, po dłuższej chwili wyczekiwania nie wytrzymałem i rzekłem:
- Słucham.
Jej usta rozciągnęły się w nieprawdopodobnie szerokim uśmiechu. Z jakiegoś powodu to zirytowało nie mocniej niż sama jej obecność. Starałem się nie dać po sobie niczego poznać, lecz z każdą chwilą czułem jak moja delikatna wewnętrzna równowaga rozpada się.
- Potrzebujesz czegoś?
- Tak. Właściwie to tak. Bo widzisz, miałam teraz robić zadanie nadane mi przez Mistrzynię, ale do tego potrzebuje znaleźć kogoś, kto mi pomoże, więc chciałam zapytać Mistrzynię Caroline, bo ona jest opiekunką Biblioteki, ale w Bibliotece jej nie ma, a Mistrza Kirronda też tam nie ma, bo podobno jest poza świątynią, więc szukam kogoś, kto wie gdzie jest Mistrzyni, żeby zapytać się czy mogłaby mi pomóc z zadaniem ? wyrzuciła jednym tchem.
Jej lekko piskliwy głosik przypominał mi stado przekrzykujących się porgsów.
- Mistrzyni Caroline jest w Sali Medytacyjnej. Wszystkie Mistrzynie przebywają teraz w tamtym miejscu. Co roku odbywają sesje medytacyjne razem, to taka ich tradycja. Będziesz musiała poczekać, aż skończą. ? odparłem mając nadzieję, iż to rozwiąże problem i dziewczyna zostawi nas w spokoju.
- Noooo rozumiem?. ? odparła powoli, lecz po chwili wróciła do trajkotania ? więc to znaczy, że nic nie mogę więcej zrobić. No, więc skoro mam tyle czasu to może moglibyście mi trochę pomóc. Bo wiecie ja jestem nowa i właściwie nic nie wiem, a dobrze byłoby się dowiedzieć. No, bo ja właściwie nic nie wiem o Mistrzyniach, a chciałabym coś wiedzieć. Słyszałam, że po zakonie krążą legendy o Mistrzyniach i właściwie to chciałam się dowiedzieć jakie, ale reszta adeptów nie chce mi nic powiedzieć. W ogóle to oni rzadko ze mną rozmawiają i nie wiem czemu? Może to dla tego że jestem nowa?
- Nie mogę sobie wyobrazić dlaczego ? odparłem ironicznie. ?Irytacja prowadzi do agresji, a agresja jest ścieżką Ciemnej Strony? powtarzałem w myślach. Znów odetchnąłem głęboko i uspokoiwszy głos powiedziałem ? Rozumiem, że jeśli zaspokoimy twoją ciekawość, zostawisz nas w spokoju byśmy mogli dalej medytować?
- Nooo właściwie to tak. A ja wam przeszkodziłam w czymś? To przepraszam, bo ja myślałam że wy tylko siedzicie i nic. Mi się wydawało, że śpicie albo nie wiem co, bo nie wyglądaliście jakbyś cie coś robili. Kamienie nie latały wokół was ani nic więc nie wydawało mi się żebyścife korzystali z Mocy?
- Medytując nie podnosisz kamieni? - przerwałem jej, chcąc już wyjaśniać na czym polega medytacja, lecz po chwili zrozumiałem bezcelowość tego zadania ? nie ważne? Posłuchaj opowiem ci o Mistrzyniach, ale, na Moc, proszę ogranicz swoje wypowiedzi do minimum.
Jej entuzjastyczne kiwanie głową potwierdziło moje obawy. Zapowiadała się długa i męcząca rozmowa.
- Pierwszą poznaną przez ciebie Mistrzynią jest zapewne Vendea ? zacząłem ? Jak wiesz jest ona Opiekunką adeptów i Szkoły Przygotowań. Wydaje się być niezwykle miła i pomocna prawda? Cóż, nie zawsze tak jest. Słyszałem, że od czasu do czasu potrzebuje specjalnych sesji medytacji i walki, żeby wyrzucić z siebie gniew i frustrację spowodowaną przez wasze małe gronko adeptów. Wiesz wszystkie te wasze źle napisane teksty, głupie pytania, nieprzestrzeganie statutu. To wszystko odbija się na niej. Słyszałem, że na początku zanim zaczęła odbywać te sesje, był u nas w zakonie adept, który cały czas powodował kłopoty. Podobno, któregoś razu Vendea nie wytrzymała i w gniewie odcięła mu mieczem świetlnym uszy i małe palce u rąk. Od tego czasu prowadzą razem z Kirrondem takie sparingi i medytacje, by nie doszło do powtórki.
Przerażenie na twarzy małej adeptki było niemal komiczne. W mojej wypowiedzi nie było zbyt wiele prawdy, bo w rzeczywistości o Mistrzyni nie krążyło zbyt wiele ?legend?, jednak nie przejmowałem się tym. W końcu nie zawsze mity i plotki muszą okazać się prawdą, a gdyby nawet moje kłamstwo się utrzymało, to jedynym jego efektem mogło być większy posłuch i grzeczność adeptów. Przez myśl przeszło mi nawet, że miło czasem dodać swoją cegiełkę do zakonnych legend. Ukrywane uśmiechy na twarzach towarzyszących mi Padawanów tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że i oni podchwycili pomysł wkręcania nowej adeptki.
Zaciśnięte usta dziewczyny sprawiły jednak, że zreflektowałem się. Gdyby Mistrzyni usłyszała, iż to my wymyślamy takie bzdury, mogłaby wyznaczyć dla nas jakieś naprawdę nieprzyjemne zadania. Spojrzałem, więc poważnie na adeptkę, lecz zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, stojący koło mnie Padawan Fel-Bo , zapewne myśląc o tym samym co ja, powiedział poważnym głosem:
- Postaraj się jednak nie wspominać o tym w obecności Mistrzyni. Bywa bardzo wrażliwa na tym punkcie, a nie wiem czy chciałabyś zostać kolejnym adeptem, który ?podpadł?.
- Nie przejmuj się nimi ? odezwał się nagle siedzący po mojej lewej Sajon ? Powiedzieli ci jakieś bzdury. Vendea odcięła mu tylko lewe ucho. I wcale nie w złości, tylko jako karę.
To wydaje się przestraszyło dziewczynę jeszcze mocnej.
- Chyba wiem już wystarczająco o Mistrzyni Vendei ? rzekła lekko przestraszonym głosem ? może dla odmiany opowiecie mi teraz o Mistrzyni Varyana? Nigdy jej jeszcze nie widziałam i jestem jej trochę ciekawa.
Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, bowiem tego imienia nie słyszano w Zakonie od dłuższego czasu.
- Gdzie usłyszałaś o tej Mistrzyni?
- No pisało o niej w Bibliotece, w dziale o Jedi? Tam pisało, że ona, to znaczy ta Mistrzyni, jest ale nic więcej i się ciekawa zrobiłam, co to za Mistrzyni co to jej nigdy w zakonie nie ma i nigdy jej nie widziałam? - adeptka zaczęła snuć swoją opowieść.
- Wystarczy ? przerwałem jej ? Varyana była? a właściwie cały czas jest członkiem Zakonu. Po prostu od lat nikt jej nie widział. Jeszcze przed moim pojawieniem się wyruszyła na jakąś misję czy zadanie i od tego czasu słuch o niej zaginął. Mimo to Rada nie ogłosiła jej śmierci, więc pewnie to znaczy, że ciągle żyje. W końcu Mistrzowie poczuliby jej śmierć przez Moc. Być może kiedyś wróci, a może nie. Więcej nie mogę ci powiedzieć, bo sam nie wiem więcej.
- Aha? noooo? rozumiem?. ? dziewczyna nie wydawała się zadowolona ? no a co z resztą Mistrzyń?
- A co ma być ? odezwał się Fel-Bo ? żyją. I medytują w Sali Medytacyjnej.
Adeptka odetchnęła głośno, starając się widocznie puścić zaczepkę padawana koło uszu. Zamiast tego spojrzała na mnie, robiąc dziwną minę mającą zapewne być czymś w rodzaju słodkiej prośby. Niestety dla niej, jej wyraz twarzy nie wydał mi się ani trochę słodki.
- Opowiedzcie mi o Wielkiej Mistrzyni Justine Helfire.
- Jeśli chodzi o Justine to swój tytuł otrzymała całkiem zasłużenie ? odparłem ? nie ma zbyt wielu, którzy zrobili tyle dla Zakonu co ona. Raz nawet pracowała pod przykrywką wśród Sithów?
Widząc zaciekawienie i niedowierzanie adeptki, ciągnąłem dalej:
- Podobno przez prawie dwa miesiące pozowała za niewolnicę Sithów. Z tego co słyszałem, po miesiącu udało jej się zostać ?personalną zabawką? Lady Mirash, jak nazywają swoich prywatnych niewolników. Mówią, że zanim zdołała wykraść potrzebne dane, musiała znieść ciężkie tortury i spełniać każdy, nawet najmniejszy rozkaz Lady Sithów. Ale chyba było warto?
Przerwałem widząc dziwne spojrzenie dziewczyny i jej czerwieniące się policzki. Nie rozumiejąc o co chodzi postanowiłem sięgnąć Mocą, by odczytać jej myśli, jednak gdy tylko pojąłem o co jej chodzi, wycofałem się tak szybko, jak tylko było to dla mnie możliwe. To co zobaczyłem w jej umyśle nie tylko kłóciło się ze wszystkim, czego nauczył mnie Zakon lecz także było prawdopodobnie czystą ścieżką do Ciemnej Strony.
- Przestań ?powiedziałem stanowczo ? cokolwiek teraz myślisz, przestań. Takie myśli są niegodne Jedi, nawet w stopniu adepta.
- Ja tylko?. No bo powiedziałeś? No i? - jąkała dziewczyna.
- Och przestań ? rzekł Sajon ? nie każdy jest taki świętoszkowaty jak ty. Nie każdy od urodzenia jest w świątyni. Nie słuchaj go. To co myślisz to pewnie prawda. Z tego co słyszałem, Justine przez miesiąc musiała leczyć rany, a znacznie dłużej trwało zanim?
- Sajon? Pamiętaj, że rozmawiasz z adeptem ? rzekła Fel-Bo ? mimo tego wszystkiego to nadal dziecko.
-Nie jestem dzieckiem! ? naburmuszyła się dziewczyna. Niestety dla niej, w ten sposób osiągnęła efekt przeciwny do zamierzonego ? Jestem Adeptką! A adepci są już jak dorośli!
- Poczekaj aż usłyszy o tym Caroline ? odparł Padawan ? ona kocha gotować takich jak ty, co myślą że już dorośli.
Rzuciłem towarzyszowi karcące spojrzenie, lecz ten zignorował je:
- Myślisz, że kłamię? Mistrzyni Caroline jest Chissem. To powinno ci już wszystko wyjaśnić. Nawet taka smarkula jak ty powinna wiedzieć, że jednym z największych przysmaków Chissów jest gulasz z człowieka, a nasza Mistrzyni szczególnie upodobała sobie adeptów. Rada nawet dała jej przyzwolenie na gotowanie najniegrzeczniejszych ? Fel-Bo rozkręcił się na całego. Wiedziałem jednak, że zaczęliśmy się niebezpiecznie zbliżać do punktu, którego niewolno nam przekroczyć.
Zacząłem zastanawiać się, jak zmienić temat, kiedy kątem oka dostrzegłem Mistrzynię Resmi Helfire przechodzącą przez ogród.
- Spójrz, mistrzyni Resmi. To pewnie znaczy, że Mistrzynie zakończyły medytację.
- Ale... Ale ja jeszcze nie wiem o reszcie Mistrzyń. Resmi Helfire? Czemu ona ma to samo nazwisko co Wielka Mistrzyni? Są spokrewnione?
- To raczej oczywiste ? odparłem ? Resmi jest młodszą siostrą Justine. Resmi wraz z Sobolem tworzą tak zwany ?Duet do zadań specjalnych?. Jeśli jest jakieś trudne lub nietuzinkowe zadanie, zwykle wysyła się tę dwójkę. Właściwie pracują ze sobą odkąd tylko pamiętam.
- Oni razem wykonują misje? Tak we dwoje? ? znów poczułem jak w głowie adeptki zaczynają rodzić się jakieś nieprzyzwoite myśli.
- Nie tylko we dwoje. Czasem towarzyszą im inni. A ty przestań zmyślać sobie nie wiadomo co. I lepiej tych swoich konfabuł nie rozpowiadaj ? przestrzegłem ją ? Gdyby te twoje fikcje doszły do Resmi lub Sobola, gotowi są rozerwać cię na strzępy. A teraz uciekaj robić to zadanie, które zadała ci Opiekunka.
- Ale? ja chce się jeszcze tyle dowiedzieć ? rzuciła dziewczyna ? co z resztą Mistrzyń? Co z Shell, Mirandą, Starwoz, Mishell i Kasandrą? Przecież nie opowiedzieliście mi jeszcze o nich?
Uniosłem rękę przerywając adeptce i uśmiechnąłem się drapieżnie:
- To, nasza smarkata towarzyszko, jest opowieść na inny czas. A teraz zmykaj szukać Mistrzyni Caroline, zanim uzna, że nadajesz się do jej gulaszu.
Wróć na górę