Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

50 10 Twarzy Mistrzyń

Autor: Kirrond


Poranek był ciut inny niż zwykle. Dzisiaj miał przylecieć Doktor Ageze Pyabe z Wydziału Historii Akademii Coruscańskiej. Pisze pracę o historii Jedi, a że ponoć dobrze żyjemy ze stolicą, to postanowiono ją do nas ?zaprosić?. To się kobitka zdziwi, pomyślał, przecież jeszcze trwa Różowa Rewolucja, Przyśpieszył kroku, bo w zasadzie już powinna być na lądowisku.
Ciężko było nie kryć mu rozbawienia, kiedy podchodząc do Doktor Ageze, zobaczył jej reakcję na widok Shell wyprowadzającej zakonnego Rancora na spacer do dżungli.
- Czy to jest rancor? - zapytała, pomijając uprzejmości.
- Tak. Mistrzyni Shell właśnie wyprowadza go na spacer.
- Ale? ale co ona robi? - zapytała, oglądając, jak Shell właśnie strofuje rancora.
- Tłumaczy mu, że nie wolno wyrywać drzew z dżungli, - odpowiedział rzeczowo. - Ostatnio wyrwał pięć?
- Może chodźmy w jakieś bezpieczniejsze miejsce, - zaproponowała.
Przechodząc obok Szkoły Przygotowań, mijali Kasandrę i Mishell, ganiające się z mieczami treningowymi.
- Młodziki, - zagadnęła, patrząc na dziewczynki.
- Nie, dlaczego pani tak sądzi?
- Są bardzo młode i mają miecze treningowe, - oceniła rzeczowo.
- Ależ skąd. To Mistrzynie Kasandra i Mishell. Wyszły zapewne zadbać o formę.
- A te miecze?
- Kocięta też używają zębów do zabawy. To część nauki, treningu. Życie Jedi to ciągła praca nad sobą. - powiedział, zatrzymując się przed drzwiami głównego budynku Zakonu. - Zapraszam do środka, - powiedział, ucinając temat.
Kiedy doszli do zakonnej kuchni, powitał ich krzyk.
- Gdzie mi z tymi buciorami?! Znikać mi stad Padawany, zanim z was gulaszu nagotuję! Żeby Chiss nie mógł spokojnie wyjść z laboratorium, bo już wszędzie syf! Jak nic jutro lecę na Coruscant po kilka Twi?lekkanek i będzie burdel jak malowany.
- Mistrzyni Caroline, bywa porywcza w swoich reakcjach, - odpowiedział na lekko przestraszone spojrzenie.
- Gulasz? - Mistrzyni zwykła straszyć niegrzecznych Adeptów, że ugotuje z nich gulasz, bo z padawanów? - przerwał w pół zdania, widząc skrajne niedowierzanie w oczach pani doktor. - Po prostu bywa porywcza, - zakończył temat gulaszu.
- Jej praca badawcza ma dla zakonu ogromne znaczenie, - udał, że próbuje chociaż trochę ratować sytuację.
- Chodźmy, zanim znowu coś usłyszymy.
Piętro wyżej spotkali Resmi.
- Witaj Kirrondzie, masz gościa?
- Wszyscy mamy, to pani doktor Ageze?
- Dlaczego pani maluje drzwi? - wyrwało się jej pytanie.
- To pamiątka z mojej ostatniej misji... - zaczęła opowiadać.
- Wybacz Mistrzyni, ale śpieszymy się do sali Rady.
Kirrond był zaskoczony, że jego gość tak szybko przestał zadawać pytania. Kiedy doszli do sali rady, otworzył drzwi i weszli do środka. Zatrzymał jednak ręką panią doktor zaraz za progiem. - Musimy zaczekać. Mistrzyni Helfire właśnie przyjmuje raporty z misji. Hologram z lewej przedstawia Mistrzynię Varianę, jest? odrobinę mroczną osobą jak na Jedi, ale jej doświadczenie i umiejętności w zakresie fechtunku są ogromne. Postać po?
- Mroczną? - zapytała niepewnie.
- Cóż? sama pani zapyta, kiedy wróci z misji.
- Nie obawiacie się takich osób w zakonie?
- Nie. Mrok jest w każdym z nas. Nie jest sztuką jego maskowanie, a jego kontrolowanie.
- A postać po lewej? - zapytała.
- To Mistrzyni Vendea. Na co dzień razem ze mną opiekuje się Adeptami. Jest jedną z cierpliwszych osób w Zakonie, - odpowiedział. - No może czasami straci cierpliwość, ale któż nie traci? - dodał. No, może poza Sharon. - zakończył pod nosem.
- Kirrondzie, zaprowadź panią do mojego gabinetu, zaraz tam przyjdę, - rozległ się głos Mistrzyni Justine.
- Chodźmy, - powiedział, wyprowadzając ją za drzwi. - To moja Mistrzyni. Wyszkoliła mnie, - powiedział z dumą. Obecnie ma najdłuższy staż w zakonie, a jej doświadczenie jest skarbnicą dla nas wszystkich.
- Witaj Kirrondzie, witamy panią, - powiedziały równocześnie dwie młode damy z rękoma pełnymi holocronów i przeszły obok nie zatrzymując się.
- To mistrzynie Starwoz i Miranda. Jak zwykle studiują zbiory zakonnej biblioteki.
- Czy wy tu macie same mistrzynie? Dziekan nie mówił, że to damski zakon.
- Chwilowo tak, - odpowiedział spokojny, kobiecy głos mistrzyni Justine. - Wybrała pani nie najlepszy czas na wizytę.
- Dlaczego? - zapytała zdziwiona.
- Właśnie trwa Różowa Rewolucja, - pośpieszył z odpowiedzią. - Wszystkie Panie są Mistrzyniami, a Panowie Padawanami.
Dwoje Jedi roześmiało się, widząc niedowierzanie na twarzy Ageze Paybe.
Wróć na górę