Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Poszukiwania

Autor: Resmi Helfire & Sobol

- Sobol!
Chłopak medytował pośrodku placu treningowego. Poprzez Moc unosił olbrzymi głaz, który znajdował się za jego plecami. Gdy otworzył oczy zobaczył Resmi.
- Szukałam Cię. - oznajmiła, łapiąc oddech.
- No i znalazłaś. - odpowiedział, po czym spojrzał podejrzliwie na torbę, którą niosła dziewczyna - Wybierasz się gdzieś?
Skinęła głową.
- Lecę na Ryloth. Szukałam Cię, żeby zapytać czy chcesz polecieć ze mną.
- Na Ryloth? Po co? Znów jakaś misja, o której nie wiem?
- Nie, nie - zapewniła go szybko. - To... sprawa osobista. - spojrzała gdzieś w bok.
- Aż na Ryloth? - dopytywał - Co za sprawa?
- Oh, wyjaśnię Ci po drodze - powiedziała ze zniecierpliwieniem - O ile chcesz lecieć...
- Cóż. . . - zastanowił się chwilę. - Może to nie taki głupi pomysł? Tu chyba i tak nie mam nic ciekawszego do roboty, a zaciekawiłaś mnie. - kątem oka zauważywszy malujący się na Jej twarzy uśmiech zadecydował - dobra, pojadę z Tobą.
- Cudownie! - zawołała - To ja czekam na "Znalazcy".
Chłopak wstał, a głaz, który do tej pory unosił się za nim spadł na ziemię, która aż się zatrzęsła od jego masy.
- Daj mi chwile by się ogarnąć i spakować. Będę za pół godziny.
Resmi skinęła głową na znak, że rozumie i ruszyła w stronę hangaru.

W drodze do hangaru prawie wpadła na śpieszącą się dokądś Justine.
- O, hej! - zawołała, zatrzymując się przed Mistrzynią gwałtownie.
- Gdzie to się znów wybierasz? - zapytała ją siostra, wskazując na torbę.
- Na Ryloth. Chciałam uprzedzić Cię wcześniej, ale nigdzie nie mogłam Cię znaleźć - wyjaśniła.
- A co się tam takiego pilnego dzieje?
- Cóż. . . za dużo by wyjaśniać - odpowiedziała - Zgłoszę się do Ciebie z wyjaśnieniami jak tylko wrócimy.
- "My"? - Mistrzyni uniosła w górę jedną z brwi.
- Taak, Sobol leci ze mną. - wyjaśniła.
- Aha. . . - przyjrzała Jej się - Skoro tak, to spokojnego lotu. - powiedziała po chwili, uśmiechając się łagodnie. - A w razie jakichkolwiek kłopotów możecie śmiało się ze mną kontaktować. - dodała.
- Okey - odpowiedziała Resmi, zastanawiając się w duchu dlaczego wszyscy zwiastują kłopoty, kiedy tylko ona gdzieś leci. - Do zobaczenia.
- Czekam na jakieś wiadomości, kiedy tylko wrócicie - powiedziała Justine i obie znów ruszyły w swoją stronę.

Niecałe pół godziny później, kiedy Resmi siedziała już na swoim miejscu w statku, do kokpitu wszedł Sobol. Rzucił w kąt plecakiem i usiadł standardowo na miejscu drugiego pilota.
- Więc co to za pilna sprawa? - zapytał.
Na tyłach statku rozbrzmiały radosne piski podniecenia dwóch astromechów. Gapa i Szajbus widocznie cieszyli się na nową przygodę.
- Widać, że nasze droidy się zaprzyjaźniły - powiedziała Resmi z uśmiechem, patrząc w kierunku, z którego dochodziły hałasy.
Odwróciła się zaraz z powrotem, zapięła pasy i chwyciła za stery uruchomionego już statku. Szybko wzbili się w niebo i nim się zorientowali byli już poza atmosferą planety. Resmi znalazła w komputerze współrzędne ojczystej planety Twi?leków i skoczyła w nadprzestrzeń.
- Powodem jest. . . - odpięła pasy, sięgnęła do torby i wyjęła z niej niewielki sześcian, który pokazała chłopakowi - to.
- Holocron? - zdziwił się Sobol.
- Mhm. . . - przytaknęła i używając Mocy uniosła sześcian w powietrze.
Ten zaczął się powoli otwierać, oplatając twarze Jedi jasnym światłem. Po chwili w pustej przestrzeni między nimi pojawiła się duża, holograficzna postać mężczyzny, ubranego w szaty Jedi. Resmi - poza hologramem - widziała go wcześniej tylko w swoim śnie, kiedy mieszkała jeszcze na Korelii. Był to holograficzny obraz Jej ojca.
- Witaj, Resmi - zaczął, nieco zdenerwowanym głosem - Skoro udało Ci się otworzyć ten holocron, to znaczy, że miałem słuszność zakładając, że również w Tobie drzemie ten potencjał. Że kiedyś, tak jak i ja, zostaniesz Jedi. Nie mam teraz niestety czasu, żeby tłumaczyć Ci wszystko i, niestety nie wiem, ile prawdy o mnie wyjawią Ci Twoi dziadkowie, do których właśnie lecę, by prosić ich, aby się Tobą zajęli. Niestety sam nie mogę tego zrobić, mam bowiem do załatwienia pewną naglącą sprawę. . . nie wiem też, czy wrócę i czy jeszcze kiedyś Cię zobaczę. Tą wiadomość nagrywam na wypadek, gdyby postanowili ukryć przed Tobą prawdę. Mój ojciec nigdy nie pałał zbytnim uwielbieniem do Jedi i resztą rzeczy z nimi związanych. - westchnął cicho. - Przede wszystkim chciałbym, żebyś po przeczytaniu tej wiadomości udała się na Ryloth - ojczystą planetę swojej matki - i odnalazła Twileka imieniem Dunna. To mój dobry przyjaciel. Powiedz mu tylko, że to ja Cię przysyłam, a dowiesz się wszystkiego czego ja nie zdążyłem Ci przekazać, a co jest bardzo ważne. Zwłaszcza na temat Twojej matki. - zawiesił głos na długą chwilę i Sobol skorzystał z tej okazji by spojrzeć na Resmi. Zaszklonymi oczami patrzyła na niebieskawą postać swojego ojca. - Ona żyje - ciągnął mężczyzna, skupiając znów na sobie uwagę Sobola. - Wiem, że żyje, jednak nie wiem nic więcej - wyjaśniał - Chciałbym, żebyś ją odnalazła. Sam bym to zrobił, ale niestety nie mogę. - zwiesił głowę w dół. - Ostatni raz widziałem ją, kiedy poprzednio byłem na Ryloth. Teraz lecę stamtąd, z Tobą, ale Jej już tam nie było. Po ostatniej wojnie domowej wiele Twileków zniknęło. . . - przerwał, a obraz zaczął nagle trzeszczeć i rozmywać się. - Odnajdź Dunnę. - mówił szybko, najwyraźniej świadomy, że nie ma już czasu na dalsze wyjaśnienia - On pokieruje Cię dalej. Dowiedz się, proszę, co stało się z tamtymi Twilekami i Twoją matką. - obraz już prawie zgasł, jednak mężczyzna zdążył wypowiedzieć jeszcze ostatnie słowa: - Kocham Cię, Resmi.
Hologram zgasł i holocron zamknął się z powrotem, upadając prosto na wyciągniętą dłoń młodej Jedi.
- Więc? Mamy jakiś plan czy lecimy w ciemno? - zapytał chłopak.
- Wiem tylko to, co było zawarte w tej wiadomości - odpowiedziała, obracając w dłoni sześcian - Bo. . . mam ten holocron od dawna, ale dziś dopiero go otworzyłam. Po raz pierwszy.
- Byłem już raz na Ryloth. Są w galaktyce lepsze miejsca na wakacje. Częste burze, piraci, dzikie zwierzęta. . . będziemy musieli być ostrożni.
- Jak zawsze. Poza tym, sam widziałeś, że dla niego to bardzo ważne. A skoro ona żyje, to sama też chcę ją odnaleźć. No i przecież nie lecimy tam na wakacje. - spojrzała na Niego, uśmiechając się przy tym lekko. - A swoją drogą, po co tam byłeś?
- Długa historia. Stary przyjaciel miał kawalerski, i wiesz. . .
- Faceci... - westchnęła Resmi - skoro tak tam niebezpiecznie to czemu wybraliście akurat Ryloth?
- Daleko, rylothiańska wódka, Twilekanki. Wiele powodów.
- Ah, no tak. . . co by innego niż alkohol i dziewczyny. . . - Jedi przewróciła oczami.
Sobol tylko wzruszył ramionami.
W kokpicie zabrzęczał sygnał oznajmiający, że zbliżają się do wyjścia z nadprzestrzeni.
- I jesteśmy. Dość szybko zleciało, jak na ten statek. - powiedziała, chowając holocron z powrotem do torby, którą z kolei umieściła bezpiecznie w małym schowku przy swoim fotelu.
Zaraz potem przełączyła wajchę i znaleźli się znów w normalnej przestrzeni, tuż nad kolorową planetą Twileków.
- Nie ma za co - odezwał się Sobol, uśmiechając się przy tym lekko.
- Ale jak to? - zapytała dziewczyna, patrząc na niego.
- Trochę nudziło mi się w Akademi, więc podłubałem przy napędzie nadprzestrzennym. Działa trochę lepiej.
- Ahaa. . . czyli grzebałeś mi na statku, bez mojej wiedzy? - zapytała, lekko oburzona, po czym wymruczała cicho: "Dobrze, że statek jest jeszcze cały".
- Tak, wybacz. Miałem Cię najpierw zapytać, ale byłaś taka zabiegana. . . nie chciałem przeszkadzać. - spojrzał na nią przepraszająco.
- W porządku - odezwała się po chwili - Ale następnym razem uprzedź chociaż, zanim będziesz chciał coś tu zmieniać.
Chłopak skinął tylko głową, po czym spojrzał na pulpit konsoli.
- Komputer wykrył silne burze w górnych warstwach atmosfery. Lądowanie będzie twarde. - uprzedził.
- Rozumiem, że zgłaszasz się na ochotnika do posadzenia statku bezpiecznie na powierzchni?
- Ty to zrobisz. Dasz radę. - powiedział zapinając jednocześnie pasy.
Resmi spojrzała na niego szczerze zdziwiona.
- Posadzić statek bezpiecznie na ziemi w czasie silnej burzy w atmosferze? Bardzo przeceniasz moje umiejętności pilotażu. - stwierdziła, po czym również zapięła pasy i przez pokładowy interkom przywołała Gapę.
Droid prawie natychmiast pojawił się w kokpicie z zamiarem podłączenia się do komputera. Nie zdążył jednak tego zrobić, bo Sobol Mocą przesunął go pod ścianę naprzeciwko gniazdka.
- Dasz radę. - powtórzył, pilnując by protestujący głośno droid pozostał tam gdzie stoi - Sama.
Resmi odetchnęła głośno zrezygnowana i chwyciła za stery.
- Mam co do tego złe przeczucia - powiedziała cicho, kierując statek ku warstwie ciemnych chmur.
Kiedy byli już bardzo blisko atmosfery planety, odezwał się obcy głos w komlinku.
- Koreliański frachtowiec YT, podaj swoje dane i cel podróży - poprosił ktoś w Basicu.
Nim Resmi zdążyła cokolwiek zrobić, Sobol wcisnął przycisk uruchamiający mikrofon i odezwał się:
- Tu załoga "Znalazcy". Lecimy w odwiedziny do znajomych.
- W czasie takiej burzy chcecie lądować? - zdziwił się obcy - Moim zdaniem szansa na to, że statek to przetrwa wynosi. . .
- W nosie mam twoje zdanie - syknęła cicho Resmi - Zwłaszcza jeśli chodzi o szanse - dokończyła i jednym pewnym ruchem wyłączyła komlink.
Złapała mocno stery i z pełną determinacją ruszyła naprzód.
- Żeby koreliance marudzić o szansach. . . nosz szczyt wszystkiego - wymruczała.
"Znalazca" w bardzo szybkim tempie zbliżał się ku powierzchni planety. Kiedy tylko przelecieli przez studnię grawitacyjną i znaleźli się na wysokości chmur, całym statkiem niebezpiecznie mocno zatrzęsło. Fra cudem się nie rozpadł i gdy już osiadł ciężko na podwoziu, Resmi puściła stery i odetchnęła z ulgą. Podjechał do nich Gapa i zobaczył, że Sobol po kryjomu też puszcza stery, ale nim zdążył coś powiedzieć chłopak wytworzył między palcami małe błyskawice patrząc znacząco na droida.
- No widzisz? Udało Ci się - powiedział chłopak.
- Może. Ale następny razem uprzedź, ze chwytasz stery - uśmiechnęła się dziewczyna.
Gapa zaczął się śmiać, a Sobol strzelił pod niego małym piorunem.
- Ej! Zostaw mojego droida! - wykrzyknęła i odpięła pasy.
- Wybacz. . . taki odruch - stwierdził Sobol. - Ciągle trwa burza piaskowa. Lepiej włóż maskę, jeśli chcesz wyjść ze statku.
- Jakoś to przeżyje - skwitowała i wstała.
Chłopak tylko się uśmiechnął i założył kaptur oraz nasunął na usta i nos materiałową maskę wszytą dodatkowo w szatach.
Oboje ruszyli w kierunku rampy.
- Gapa, ty tu na razie zostań. Nie bardzo chce mi się później czyścić Ci wszystkie obwody. - nakazała Resmi droidowi - Myślę, że Szajbus również nie jest nam chwilowo do niczego potrzebny, więc może Ci towarzyszyć. - mówiąc to, spojrzała pytająco w stronę Sobola.
- W sumie Szajbus ma zabezpieczenia przed piaskiem i wodą, ale masz racje.
Zostań tu i pilnuj statku. - zwrócił się do swojego astromecha - Jeśli wejdzie ktoś nieautoryzowany? wiesz co robić?. tylko tym razem niech nie trafi do kostnicy jak tych dwóch ostatnich - ostrzegł, po czym odwrócił się w stronę Resmi i napotkał jej przerażone spojrzenie. - No co?
- Nic - powiedziała kręcąc głową z dezaprobatą.
Chłopak odpowiedział Jej tylko lekkim uśmiechem, który z powodu maski bardziej wyczuła niż zobaczyła. Wcisnął jeden z klawiszy przy panelu kontrolnym rampy. Kiedy tylko opadła, oboje poczuli ostry wiatr i zobaczyli szalejącą dziko hałdę piachu.
Resmi opatuliła się szczelnie szatą, jednocześnie zakładając na głowę kaptur.
- Na pewno chcesz tam tak wyjść? - zapytał ją chłopak, lustrując pobieżnie Jej niezbyt szczelną szatę.
- Na pewno. - odpowiedziała.
Zamknęła na chwilę oczy i wyciągnęła przed siebie prawą rękę. Sobol był przekonany, że dziewczyna zechce Mocą odganiać ostry piach na boki. Jednak pomylił się. Chwilę później Resmi otworzyła ostrożnie oczy, a jednocześnie wokół niej zamajaczyła błękitna poświata Bariery Mocy.
Było to coś na kształt wielkiej bańki, do środka której nic się nie przedostawało. Wytworzenie jej, to jedna z umiejętności, których Padawani uczą się w czasie szkolenia. Jedynym jej minusem był fakt, że w jej środku również powietrze było ograniczone. Można było temu zaradzić tworząc niewielkie otwory na parę sekund, ale było to bardzo trudne i nie każdy to potrafił. Na szczęście zarówno Resmi jak i Sobol zaliczali się do niewielkiej grupy osób, która opanowała tę sztukę.
Sobol jedynie skinął głową i wokół niego również zabłysnęła Bariera. Równym krokiem zeszli w dół rampy, która niemal natychmiast zatrzasnęła się zaraz za nimi. Nie wiedząc do końca dokąd powinni się najpierw udać, skierowali się do miejsca, gdzie na pewno znajdą jakieś informacje - najbliżej położonej kantyny. Na samą myśl o kantynie Sobolowi zaświeciły się oczy.
Zaraz przed wejściem do lokalu, oboje opuścili Bariery i weszli pospiesznie do środka. Stojąc na progu, Resmi zdjęła z głowy kaptur i rozejrzała się. Ku jej zaskoczeniu, nie było tam zbyt wiele istot, za to te nieliczne, rozproszone po sali, prawie natychmiast zwróciły oczy ku przybyłym gościom.
Sobol zdjął jedynie maskę pozostawiając kaptur na głowie. Szybko ruszyli do jednego z pustych stolików, ale w połowie drogę zastąpił im wysoki Trandoshanin.
- Co was sprowadza na tą planetę w tak niekorzystne warunki? - zapytał wylewnie.
- Sprawy prywatne. . . - odpowiedziała mu szybko Resmi.
- Ohoho prywatne? - obcy się oblizał swoim jaszczurczym językiem. - To dobrze się składa. A zapłaciliście już za przylot?
Resmi już wciągała powietrze, by wygarnąć swojemu rozmówcy, ale Sobol uprzedził ją wyciągając swoją prawą rękę i łapiąc Jaszczura za prawym uchem. Chłopak zrobił to tak szybko, że nikt nie zdążył nawet zareagować, a Trandoshanin już syczał z bólu. Najwyraźniej chłopak uścisnął go w jakiś specjalny punkt.
- Nie będę nic płacić przerośniętej jaszczurce. A teraz wynoś się, zanim wypróbuje ten przepis na jaszczurkę w sosie.
Chłopak specjalnie powtórzył słowo "jaszczurka" wymawiając je dość pogardliwie. Nawet bez Mocy dało się wyczuć złość Trandoshanina, który jednak oddalił się jak tylko Sobol go puścił.
- Skąd oni wszyscy się biorą? - westchnęła Resmi i usiadła w końcu przy stoliku - Ktoś powinien na dobre zrobić porządek z tego typu. . . istotami. Nie można nawet spokojnie usiąść, bo się zaraz jakiś przyczepi...
- To Zewnętrzne Rubieże. . . tutaj tacy jak on to norma. Najlepszą obroną przed nimi jest atak.
Resmi spojrzała ze zdziwieniem na Sobola by po chwili wziąć do ręki kartę. Były w niej jedynie alkohole i typowe barowe jedzenie. Nic wyszukanego.
Podeszła do nich Twilekańska kelnerka w dość skąpym stroju, nawet jak na standardy Ryloth.
- Co wam podać?
- Macie może wodę? - zapytała Resmi.
- Coś się znajdzie. A dla Pana? - Kelnerka zwróciła się do Sobola.
- Rylothiańskie piwo. Duże.
Gdy kelnerka odeszła Resmi odwróciła się do chłopaka.
- Tutaj czysta woda jest niezwykle rzadka. . . a jak juz jest to zazwyczaj jej czystość pozostawia wiele do życzenia - wyjaśnił, wzruszając ramionami - najbezpieczniej brać alkohole, bo alkohol zabija wszelkie świństwa jakie mogą być w wodzie.
- Też mi wymówka. . . mamy tu coś do zrobienia.
Po chwili wróciła kelnerka i postawiła przed Resmi szklankę z wodą, a przed Sobolem wielki kufel niebieskiego piwa. Był on wielkości głowy Resmi, a mimo to chłopak szybko go chwycił i wypił na raz. Kelnerka nawet nie zdążyła odejść, a chłopak już zamówił kolejny.
- Jak Ty to zrobiłeś?
- Normalnie. Przechylasz i pijesz - uśmiechnął się chłopak.
- Wiem jak się pije. . . pytałam jakim cudem tak szybko. Plus jeśli kolejny wypijesz tak samo to szybko zetnie Cię z nóg. A lepiej byś był trzeźwy.
- Nie zetnie - zapewnił - Mało znana sztuczka. Mocą możesz kontrolować metabolizm. Ileż to razy pomogło mi to podczas różnych konkursów picia.
- Mhm. . . konkursy picia? No ładnie. . . - dziewczyna pokręciła głową, wyrażając swoją dezaprobatę.
- No co? To zewnętrzne rubieże...tutaj by zdobyć informacje rywalizujesz w walce albo w piciu. A podejrzewam, że gdybym znowu się bił nie byłabyś zadowolona. Już lepiej pić.
- Jakby to czy mi się twoje bijatyki podobają czy nie, robiło Ci jakąkolwiek różnice. . . - sięgnęła po szklankę stojącą przed nią - Poza tym, to w sumie nie chodzi o mnie, tylko o to, że raczej bardzo gryzie się to z Kodeksem, którego ja akurat staram się przestrzegać.
- I to jest właśnie problem. - podłapał, skupiając na sobie uwagę dziewczyny. Patrząc Jej w twarz, kontynuował: - Kodeks nie powinien być doktryną. Powinien nas uczyć mądrości, a nie narzucać sztywne reguły, które nas ograniczają. Czasem trzeba odrzucić zasady i zrobić coś dla dobra ogółu. Nawet zabić. Nawet jak sama na tym ucierpisz. . . nawet reprymendą od Justine. - Chłopak aż się zatrząsł na samą myśl kar w świątyni.
- Nigdy tak o tym nie myślałam. . . może jest w tym malutkie ziarno prawdy. Ale i tak obawiam się, że jak znów wyślesz kogoś do kostnicy, to Justine uziemi nas na Yavinie. - powiedziała z uśmiechem, po czym upiła spory łyk wody i skrzywiła się. - Masz jednak sporo racji z tą wodą.
Ze zniechęconą miną odstawiła szklankę na stolik, starając się przy tym ignorować uśmiech chłopaka mówiący "a nie mówiłem?". Splotła przed sobą dłonie i spojrzała na Sobola.
- Musimy dowiedzieć się kim jest ten cały Dunna i odnaleźć go. Bez tego nic więcej nie zrobimy. - westchnęła. - I proszę Cię, zróbmy to jak najbardziej po cichu. Bo jak znam życie, przy szukaniu jednej osoby ściągniemy na siebie stado kłopotów.
- Zajmę się tym. Zostań tu. A, i użyj tego. - chłopak podał Resmi małą zakorkowaną fiolkę.
- Co to jest? - zapytała, unosząc naczynie do poziomu oczu i przyglądając się Jego zawartości.
- Specjalny związek uzdatniający wodę. . . poradzi sobie nawet ze ściekiem. Nie to, że próbowałem, ale Caro tak twierdzi.
- To jej wynalazek?
- Tak. Miejmy nadzieje, że chociaż ten nie wybuchnie. . .
- A ty gdzieś idziesz? - przeniosła spojrzenie z fiolki na chłopaka.
- Zasięgnę języka.
- Sobol...
- Oj noooo. Będę grzeczny.
- Yhym. . . już Ci wierzę. . . - powiedziała cicho, skupiając się znów na przedmiocie. Odkorkowała fiolkę i wsypała odrobinę proszku do szklanki. Wypiła zaledwie jeden łyk i wszystko stało się ciemne.
Gdy się obudziła siedziała na fotelu w kokpicie "Znalazcy". Wyciągnęła się i wstała. Nie rozumiała skąd wzięła się na statku. Do kokpitu wjechał Gapa i cicho kazał jej iść za nim. Zaprowadził ją do ładowni, gdzie zobaczyła Sobola w porwanych szatach nakładającego sobie na ramię plastry z Bactą.
- Szybko się obudziłaś - powiedział chłopak nie odwracając się.
- Mogę wiedzieć co się stało?
- Zbierałem informacje. . . swoimi metodami.
Gdy chłopak się odwrócił Resmi zobaczyła, że ma też pociętą twarz. Nic nie mówiąc rzucił jej mały databank, który dziewczyna złapała w locie.
- Ten cały Dunna, to dziwny odludek. Dziedzic jakiejś fortuny i pałacu za miastem. Strzeże go armia starych droidów typu B1 i B2.
- B1? B2? Coś mi to mówi. . . - powiedziała, podchodząc do niego.
- Antyki używane podczas wojen. . .
- Wojen klonów - dokończyła za niego.
Usiadła ostrożnie na podłodze przed nim i schowała databank do wnętrza swojej szaty.
- Tak na przyszłość. . . nigdy więcej nie odwalaj mi takich numerów z jakimiś proszkami - powiedziała ostrzegawczo.
- Hej. . . akurat proszek był od Caro. Nie wiedziałem, że tak zadziała.
- Jasne... Znam Cię długo i wiem kiedy kłamiesz. - uśmiechnęła się. - A teraz, posiedź chwile bez ruchu, proszę.
Uśmiechnęła się łagodnie, przybliżając dłonie do Jego okaleczonej twarzy tak, że było zaledwie kilka milimetrów przerwy. Uśmiech jednak zniknął z Jej twarzy kiedy tylko zamknęła oczy, by się skupić. Odetchnęła głęboko. Już po chwili rany na twarzy Sobola zaczęły delikatnie mrowić, zaklejając się i gojąc. Siedzieli tak dobrych kilkanaście minut, aż w końcu Resmi otworzyła oczy i z satysfakcją wypisaną na twarzy zabrała ręce z powrotem.
- No i proszę. O wiele lepiej i szybciej niż bactą. - uśmiechnęła się. - To nie będzie już potrzebne. - dłońmi sięgnęła do plastrów i delikatnie je odkleiła. Teraz na twarzy chłopaka widniały jedynie małe ślady po niedawnych ranach. - Umiejętność znacznie bardziej przydatna niż sztuczki z alkoholem - zaśmiała się. - Właściwie. . . jak długo spałam? I kto mnie tutaj przyniósł?
- Spałaś około godziny. Tak czy inaczej za krótko bym zdążył się ogarnąć. A przywiozły Cię tu droidy na moje polecenie.
- Mhm. . . dobrze, że nie ktoś obcy. Jeszcze mi tylko brakowało, żeby obcy kosmici łazili mi po statku. - powiedziała wyobrażają sobie tą żenującą scenę, jak to droidy ciągnęły ją nieprzytomną na statek. - Jeśli chcesz, mogę to samo zrobić z ranami na ramieniu. . . jak tylko odzyskam dość siły. To przydatna umiejętność, ale też strasznie trudna i wyczerpująca.
Sobol tylko się uśmiechnął i przyłożył sobie dłoń do zranionego ramienia. Z palców chłopaka zaczęły się wydobywać małe błyskawice, które dosięgały rany. W powietrze uniósł się lekko dym, a gdy zabrał rękę po ranach nie było śladu.
- Błyskawice? - zapytała Resmi - pachnie to Sithami.
- Niektóre ich sztuczki się przydają. Leczenie mają dość zaawansowane, ale przy okazji bolesne.
- Dlatego wolę swoją metodę. Wolę trzymać się z dala od Ciemnej Strony i Tobie zresztą radzę zrobić to samo. Granicę przekroczyć jest bardzo łatwo, ale dużo trudniej z niej wrócić... - powiedziała smutnym głosem, przypominając sobie jedno z wydarzeń z wyścigów.
Po chwili oboje wstali na nogi i ruszyli ku drzwiom.
- Więc? Skoro już wiesz, gdzie szukać tego człowieka, to co planujesz? - zapytał chłopak.
- Zrobię to, co trzeba. - powiedziała spokojnie, siadając w fotelu pilota. - Dostanę się tam i porozmawiam z nim.
- Sama? - zapytał, siadając na swoim miejscu.
- Jeśli będę musiała. . . - wzruszyła ramionami - choć mam nadzieję, że będę mogła liczyć na twoją pomoc również w tej sprawie?
- Tym razem spróbuj sama zadziałać. Będę w pobliżu na wszelki wypadek. Ale najpierw. . . muszę coś załatwić.
Dziewczyna spojrzała na Niego zdumiona.
- Coś często ostatnio stawiasz mnie w sytuacjach testujących moje umiejętności...
- Bo wiem, że sobie poradzisz. - spojrzał na nią - No i przecież będę w pobliżu. Jak tylko będę potrzebny, zjawię się natychmiast.
- Jak zawsze. - uśmiechnęła się. - Ale czy ty. . . jesteś w stanie tak szybko znów być w ruchu? - zapytała wskazując Jego, jeszcze niedawno okaleczone, ramię i twarz.
- O mnie się nie martw. Myśl lepiej jak przeprowadzić rozmowę z tym facetem.
- Oh, to akurat będzie bardzo proste - powiedziała - Powiem mu wprost kim jestem i czego chcę. Jeśli to nic nie da, wtedy zastosuje mniej uprzejme metody. - spojrzała w przestrzeń dziwnym wzrokiem - Odnajdę swoją mamę, choćby nie wiem co.
Sobol przyjrzał się dziewczynie badawczo. Już dawno zauważył, że jej nastawienie do. . . użycia przemocy, zmieniło się nieco od czasu przygód na wyścigach. Nic Jej na to jednak nie mówił, bo wiedział, że tak czy inaczej Resmi nigdy naumyślnie nie krzywdzi żadnej istoty bez powodu. Nawet jemu na to nie pozwalała, a czy jej słuchał to już inny temat
- Większym problemem będzie dostanie się do miejsca strzeżonego przez droidy bojowe - odezwała się po chwili - ale nad tym będę myśleć jak już tam dotrę. A że robi się ciemno. . . to lepiej będę się zbierać. Nocą łatwiej się skradać. Oboje założyli na głowy kaptury i wyszli ze statku w noc.
Kilka minut później, kiedy Resmi dotarła do miejsca, gdzie tłumnie stały małe ścigacze, zauważyła, że Sobola nie ma nigdzie wokół. Wiedziała jednak, że - tak jak zapowiedział - jest gdzieś niedaleko. Spojrzała na swój komunikator. Do tej pory Gapa powinien Jej przesłać szczegółowego informacje dotyczące położenia siedziby Dunny. I faktycznie, były tam. Przejrzała je szybko. Dowiedziała się, że Dunna mieszka na odludziu w dziwnym, zamko-podobnym budynku. Jeśli informacje zdobyte przez Sobola były prawdziwe, wokół domostwa Twi?leka stał wysoki, ceglany mur, kończący się czymś w rodzaju drutu kolczastego pod napięciem. Ponadto,jak wspomniał jej towarzysz między murem a budynkiem, w którym mieszkał Dunna, straż pełniło kilka droidów bojowych typu B1 oraz B2. Żeby się tam dostać trzeba więc najpierw przedostać się przez mur, a później przemknąć między droidami, aby w końcu dostać się do Dunny.
Westchnąwszy, dziewczyna zgasiła ekran komunikatora i schowała go do szaty. Wsiadła na jeden ze ścigaczy i ostrożnie zapaliła silnik modląc się przy tym, by dźwięk ten nie zbudził mieszkańców. Nie chciała zwracać na siebie niczyjej uwagi.
Gdy tylko ruszyła, siła pędu natychmiast strąciła Jej kaptur z głowy. Jechała między budynkami miasta, a wiatr targał Jej brązowe włosy na wszystkie możliwe strony.
Minęło ładnych parę minut, nim dotarła na miejsce. Siedziba Dunny znajdowała się na lesistym odludziu kilka kilometrów za miastem. Ścigacz zatrzymała kilka metrów przed murem, między dwoma dużymi drzewami. Zeszła z niego i z powrotem nałożyła na głowę kaptur. Stała tak chwile, skupiona na Mocy, słuchając odgłosów. Nie słyszała ani też nie wyczuła nigdzie w pobliżu obecności Sobola, ale chłopak już nie raz potrafił ukryć się w Mocy i ją zaskoczyć.
- Mówił, że będzie, więc będzie. - wypowiedziała na głos myśli.
Szybkim krokiem ruszyła pomiędzy gęsto rosnącymi drzewami ku wysokiemu murowi, który coraz to bardziej rósł Jej w oczach. Już po chwili stała pod ciemnym, ceglanym murem. Na oko miał z piętnaście metrów wysokości. Główne wejście musiało znajdować się z innej strony, bo tu nigdzie go nie widziała. Nie miała też czasu, by go szukać. Musiała przedostać się tam inaczej. Przyjrzała się murowi dokładnie. Cegły były nierówne i doskonale nadawały się do wspinaczki, w której niestety nie była nigdy zbyt dobra. Ale przecież miała Moc. Dużo większym utrudnieniem była wysokość.
"No cóż. . . trudno. Nie ma innej drogi." - pomyślała z westchnieniem.
Skupiając się na Mocy, zaczęła się wspinać.
"Byle nie patrzeć w dół, byle nie patrzeć w dół...", pomyślała, jednocześnie żałując, że nie ma przy sobie takiej samej liny, jaką Sobol ma schowaną we wnętrzu sztucznej dłoni. Myśląc o tym, posłała myśli w boki, zastanawiając się, gdzie jest Sobol i czy dotarł już na miejsce. Nie wyczuwając go jednak, skupiła się znów na zadaniu.
Wspinaczka szła Jej zadziwiająco sprawnie i szybko. Nagle poślizgnęła się na mokrych i śliskich po deszczu cegłach i zaczęła spadać. Nie wiedząc czemu zatrzymała się około dziesięć centymetrów nad ziemią by przez chwile się unosić i spaść na płasko. Z tej wysokości nic nie mogło jej się stać.
Wstała, otrzepała się i zaczęła rozglądać. Wiedziała, że to prawdopodobnie Sobol ją uratował, ale nie mogła go ani dostrzec ani wyczuć w Mocy.
- Więc dotrzymał słowa. . . No nic.
Ponowiła swoją wspinaczkę, która tym razem odbyła się bez zakłóceń.
Kiedy dotarła już prawie do szczytu, coś sobie przypomniała. Wysłała myśli do drutu na górze, by upewnić się czy nie jest podłączony do prądu. Na całe szczęście nie był.
Kontynuowała wspinaczkę i po chwili była na szczycie. Po kryjomu uruchomiła miecz i przecięła drut by móc usiąść na murze. Jego grubość nie mogła być większa niż pół metra.
Spojrzała przed siebie. Widziała budynek, który okazał się znacznie mniejszy niż się spodziewała. Posiadłość była po prostu nieco powiększoną, dwupiętrową chatą, jakich tu, na Ryloth wiele. Jedynie jedna wieża, dobudowana po boku, zdecydowanie górowała nad otoczeniem.
Powiodła wzrokiem od domostwa w dół, ku podwórzu. Ledwo dostrzegła piątkę droidów bojowych, które spacerowały tam i z powrotem zaraz przed wejściem do środka chaty. Blaszaki poza własnym, wbudowanym "ciężkim sprzętem" trzymały duże karabiny blasterowe.
- Kim on jest, że potrzebuje aż takiej ochrony? - zapytała sama siebie.
Z droidów przeniosła wzrok na ziemię tuż pod murem. . . i z powodu wysokości od razu zakręciło Jej się w głowie. Zdołała jednak odgonić od siebie to uczucie nim całkiem ją sparaliżowało.
Zauważyła, że między domem a murem nie stoją jedynie droidy. Kilka metrów od muru znajdowały się posadzone gęsto małe drzewa. Nie miała czasu do stracenia, więc nie mogła znów mozolnie schodzić w dół po nierównych cegłach. Wyjście było tylko jedno. Skupiła się na Mocy i zeskoczyła z muru w dół. Wylądowała na nogach i by złagodzić upadek przetoczyła się po ziemi. Cichutko podbiegła do niskich drzew i schowała się za jednym z nich tak, by dobrze widzieć droidy i wejście do domu Twileka. Wiedziała, że jak tylko ją zauważą zaczną do niej strzelać, a nie mogła w nieskończoność odbijać strzał ryzykując, że obudzi to i wypłoszy Dunnę. Mogła zrobić tylko jedno. Bezgłośnie wyciągnęła z kabury blaster. W końcu to tylko droidy. Naprawi się je. Gdyby to były istoty żywe? to już co innego. Droidy wystarczy z powrotem poskładać.
Używając Mocy wycelowała w pierwszego z droidów i strzeliła. Wiązka trafiła dokładnie tam gdzie miała - w niewielką, nieosłoniętą metalem dziurę z przewodami na wysokości ludzkiego podbródka Droid zaiskrzył się i upadł na ziemię. I właśnie wtedy Resmi uświadomiła sobie, że zrobiła dokładnie to, czego chciała uniknąć - zwróciła na siebie uwagę reszty droidów.
Przeklinając swoją głupotę szybko schowała blaster i wyciągnęła miecz, jednocześnie go zapalając. W Jej stronę poleciała salwa wiązek laserowych, które ledwo udało jej się odbijać. Wyszła zza drzewa i nadal odbijając strzały, ruszyła powoli w kierunku przeciwników. Udało Jej się obalić kolejne dwa droidy odbitymi wiązkami energii, kiedy nagle przez Jej obronę przebiła się jedna z nich i trafiła prosto w Jej prawe przedramię, wytrącając Jej z ręki broń.
Dziewczyna syknęła. Była pewna, że droidy będą strzelać dalej, jednak myliła się. Kanonada strzał ucichła natychmiast. Zapadła cisza, podczas której oba droidy podeszły do niej i skuły Jej ręce w kajdanki. Jeden z nich podniósł z ziemi Jej miecz i włożył do jakiegoś schowka w pancerzu.
Już po chwili była prowadzona w kajdankach przez dwójkę droidów. Gdy stali przed drzwiami usłyszeli długi i głośny gwizd. Podnieśli głowy ku wieży skąd dochodził dźwięk i zobaczyli postać w czarnych szatach stojąca na jej szczycie. Postać zrobiła krok do przodu i już spadała w kierunku Resmi i jej "eskorty".
Wysunęła ręce przed siebie wykonując potężne pchnięcie Mocą, które pozgniatało droidy niczym puszki nie czyniąc Resmi żadnej krzywdy. Postać wylądowała na ziemi uginając kolana i wzbijając w powietrze tuman kurzu. Gdy się wyprostowała, Resmi zobaczyła pod kapturem lekko świecące na zielono cybernetyczne oko.
- Sobol!
Chłopak nic nie mówiąc zdjął kaptur i się uśmiechnął, ale mina mu zrzedła, gdy zobaczył ramię Resmi. Podszedł do niej i jedną ręką chwycił Jej przedramię, po czym wyciągnął drugą rękę, z której ponownie wydobyły się małe błyskawice. Energia dotknęła ramienia dziewczyny, która syknęła z bólu, ale nic nie mówiła. Po chwili po ranie nie było śladu.
- Tam pod murem to też byłeś Ty?
- A któż by inny?
Resmi tylko się uśmiechnęła, podczas gdy Sobol uwolnił ją z kajdanek.
- Wiem, że lubisz się popisywać, ale teraz to przesadziłeś - zaśmiała się. - Poza tym, miałam wszystko pod kontrolą. - powiedziała, starając się brzmieć przekonująco.
- Skoro tak. . . właśnie nadciąga kolejna fala droidów. O tam za Tobą. Ale, skoro sobie poradzisz. . .
- No już dobrze. . . - przewróciła oczami, wiedząc, że w pobliżu nie ma więcej blaszaków. - Dzięki za pomoc. A teraz chodźmy.
Używając Mocy, przywołała do siebie schowany przez droida miecz i przypięła do pasa.
Uklęknęła przed zamkiem i zaczęła przy nim dłubać. Sobol stał obok ze skrzyżowanymi rękoma i przewracał oczami. Po chwili stracił cierpliwość i wymierzył porządne kopnięcie w drzwi, które po chwili leżały już na ziemi w środku posiadłości.
- Tak też można. . . - powiedziała cicho Resmi prostując się.
Razem weszli do środka.
Nie zaszli daleko, kiedy nagle światło się zaświeciło i ujrzeli na przeciwko starego, niebieskoskórego Twi?leka z dwoma blasterami w rękach.
- Ani kroku dalej! - krzyknął a Jego głos poniósł się echem przez pokój. - Kim jesteście i czego chcecie?!
Resmi zrobiła ostrożnie krok naprzód z uniesionymi lekko rękami, by obcy widział, że nie ma broni.
- To pan jest Dunna, tak? - zapytała.
Ten nic jednak nie odpowiedział. Załadował oba blastery i wycelował w obcych.
- Pytam po raz ostatni. Kim jesteście i czego chcecie?
Jego ton wskazywał na to, że nie jest w nastroju do żartów.
- Nazywam się Resmi - zaczęła powoli - Przysłał mnie tu ojciec.
Mężczyzna przyglądał się Jej chwile, nie spuszczając blasterów.
- Co za Resmi do cholery? - zawołał, nie doczekawszy dalszej części wyjaśnień.
- Resmi Helfire. - powiedziała tylko.
Twilekowi zaświeciły się oczy ze zrozumienia. Już miał opuścić blastery w dół, ale spojrzał podejrzliwie na chłopaka stojącego obok niej by po chwili w niego wycelować obie lufy.
- To jest Sobol - przedstawiła go szybko - On także jest Jedi.
- Ah tak? - wymamrotał, opuszczając blastery i chowając je. - To naprawdę ty? - zwrócił się do dziewczyny - Ta mała Resmi, to ty?
- Przez tyle lat trochę urosłam - powiedziała z uśmiechem.
Dunna zaśmiał się radośnie.
- Wybaczcie proszę to niemiłe powitanie - powiedział robiąc rękoma jakiś nieokreślony gest - Goście to u mnie rzadkość. Zwłaszcza w nocy.
- Spokojnie, w obecnych okolicznościach to bardzo zrozumiałe - uspokoiła go.
- Ah! gdzie moje maniery? proszę, zapraszam - wykrzyknął nieco zakłopotany, wskazując im dłonią kanapę.
Sobol obejrzał się na drzwi, które chwile wcześniej wykopał ze ściany i podniósł je Mocą, mocując je ponownie na ich pierwotnym miejscu. Po chwili podążył za Resmi by usiąść.
Lekku Twileka latały jak oszalałe potwierdzając tylko jego radość. Resmi oczywiście nie pamiętała go, ale widocznie on ją tak.
- Macie może ochotę na herbatkę, albo. . . - spojrzał na nich z chytrym uśmieszkiem - Coś mocniejszego?
Resmi spojrzała kątem na oka na Sobola.
- Coś mocniejszego brzmi świetnie. - powiedziała, nim chłopak zdążył się odezwać.
Twilek zniknął na moment za ścianą, by zaraz potem wrócić z wysoką butelką jakiegoś trunku i trzema szklaneczkami. Postawił je na stole i odkorkował butelkę, po czym wlał gęstego, niebieskiego płynu do każdej i postawił przed gośćmi.
- Więc? - zaczął niepewnie - Co Cię tu sprowadza, Resmi?
- Rozumiem, że mnie pan pamięta?
- Ależ oczywiście! Pamiętam Cię doskonale. W końcu nie codziennie poznaje się dziecko, które jest mieszanką Człowieka i Twileka - zaśmiał się cicho. - Chociaż. . . nigdy nie przypominałaś swojej matki. W każdym razie nie z wyglądu.
- Cóż, wdałam się w ojca, jak widać.
- Tak, to fakt. - stwierdził, patrząc na nią - Nawet, tak jak wcześniej on, jesteś teraz Jedi.
W odpowiedzi Resmi tylko się uśmiechnęła. Sięgnęła po szklankę i upiła kilka łyków gęstego trunku. Przynajmniej tym razem miała pewność, że nie obudzi się za chwilę na własnym statku.
Spojrzała na Sobola, który również spróbował napoju.
- Hmm, słynne Twilekańskie wino z owoców Trishi. Ten zbiór jest chyba z południowej części planety? i to z czasów pierwszej galaktycznej wojny domowej.
Dunna się zaśmiał.
- Widzę, że znasz się na winach młody Jedi.
- Cóż. Lubię pić i smakować. A nie zalewać się jak niektórzy myślą - uśmiechnął się.
- Ach to dobrze się składa. Mam butelkę wina. . . nie uwierzysz... jeszcze z czasów Starej Republiki kiedy to Valorum był kanclerzem! Prawdziwy biały kruk.
Dziewczyna odchrząknęła znacząco.
- Nie chce wam przeszkadzać, ale. . . - spojrzała na Sobola - Niestety nie przybyliśmy tu na obchody degustacji alkoholi...
Twilek z nieodgadnionym wyrazem twarzy przyglądał się przez chwilę dwójce Jedi.
- Tak właściwie, nie odpowiedziałaś na moje wcześniejsze pytanie. Co Was tu sprowadza?
- Na prośbę ojca, szukam mojej mamy. - wypaliła Resmi, patrząc wprost na Dunnę, który nagle posmutniał.
- Resmi. . . przykro mi, ale. . . - zawahał się - Twoja matka już od dawna prawdopodobnie nie żyje. - Twilek spuścił wzrok na dół.
- Jak to? - zapytała zachrypniętym głosem.
Przed długą chwilę panowała cisza.
- Wiele lat temu. . . na Ryloth przyleciała grupa ludzi, która dokonała nalotu na jedno z miast i bez żadnego ostrzeżenia zrównało je z ziemią. Wielu Twileków zginęło a resztę pojmano i wywieziono, daleko stąd. Wśród nich była twoja matka. Chciałem jakoś pomóc, ale nim zdążyłem cokolwiek zrobić, Ci ludzie odlecieli. I już nie wrócili. Do dziś nie wiem, co się z nimi stało. Krążyły pogłoski, że pojmani Twilekowie zostali nielegalnie sprzedani jako niewolnicy. Chciałem ich odnaleźć i uwolnić. Wszystkich. Ale niestety nie mogłem, ze względu na Ciebie. - podniósł na nią wzrok. - Kilka godzin po ich odlocie, znalazłem Cię samą, schowaną w ruinach tamtego domu, gdzie mieszkała twoja matka. Miałaś zaledwie kilka lat. Twój ojciec przyleciał kilka dni później i zabrał Cię ze sobą. Wtedy widziałem go po raz ostatni. - wyjaśnił.
Resmi wstała gwałtownie i podeszła do okna, znajdującego się za nimi.
- Oboje byli moimi bliskimi przyjaciółmi - mówił dalej - Ale na prośbę Twojego ojca pozostałem tutaj, na Ryloth. Zapewnił mnie, że ktoś inny zajmie się odnalezieniem Jej i odstawieniem do domu. Byłem przekonany, że mówi o sobie. Jednak lata mijały, a żadne z nich nie powróciło. W końcu, po tylu latach, kiedy byłem całkowicie pewny, że już nikt się nie zjawi, wy stanęliście w moich drzwiach. . . dosłownie.
- Taa, przepraszam za to - powiedział Sobol - zapłacę za naprawę.
- Oh, spokojnie, nie kłopocz się - Dunna machnął tylko ręką - Wstawienie tych drzwi porządnie na miejsce zajmie mi o wiele mniej czasu niż naprawa moich droidów.
- Ona żyje - powiedziała nagle Resmi nie patrząc na nich - A ja ją odnajdę.
- Resmi, posłuchaj. . . - zaczął Dunna, łagodnym tonem - Nawet z najszczerszymi intencjami. . . minęło tyle lat, że szansa na odnalezienie Jej. . .
- W nosie mam jakieś szanse! - wykrzyknęła odwracając się do nich. Jej oczy płonęły gniewem, ale nie przejmowała się tym. - Jestem korelianką! Dla mnie szanse nie mają najmniejszego znaczenia! Mówię, że ją odnajdę i zrobię to! - energicznie podeszła do stołu i oparła się o niego dłońmi - Mój ojciec był przekonany, że ona żyje, więc tak jest! Miałam przylecieć do pana, żeby dowiedzieć się, gdzie jej szukać, a nie wysłuchiwać głupot o szansach!
Twilek był tak przerażony wybuchem dziewczyny, że siedział bez ruchu, nie mogąc się odezwać.
- Resmi! - zawołał Sobol karcąco.
- Co?! - wykrzyknęła, odwracając głowę ku niemu.
Cały Jej gniew i wściekłość minęły natychmiast, gdy na niego spojrzała.
- Ja. . . - wymamrotała zszokowana własnym wybuchem. Pierwszy raz zdarzyło Jej się coś takiego.
Nic więcej nie mówiąc odsunęła się od stołu i szybko ruszyła ku drzwiom, by wyjść na zimne, nocne powietrze. Uchyliła lekko chwiejące się drzwi i zniknęła za nimi w mroku.
- Resmi, którą znałem. . . była niesamowicie spokojną dziewczynką. Bardzo spokojną - powiedział smutno, odzyskawszy władzę nad własnym głosem.
- Mnie też się to nie podoba - przyznał Sobol, wypijając pozostałą zawartość szklanki.
Chciał pójść do Resmi i porozmawiać z nią, ale uznał, że dobrze Jej zrobi, jak trochę ochłonie.
- Co się stało z tą słodką, malutką dziewczynką, którą znałem? - zapytał go Twilek.
"Urosła.", pomyślał chłopak kąśliwie.
- Nie mam pojęcia - skłamał, wzruszając tylko ramionami.
Oczywiście, wiedział co się stało. Zmieniła się od czasu ponownego spotkania z tamtym facetem. Od czasu, kiedy go zabiła. Nie mógł mu jednak tego powiedzieć. Przecież obiecał, że zostanie to między nimi.
- U Jedi takie zachowanie jest bardzo niebezpieczne - powiedział Dunna ostrzegawczo - Przyjaźń z Jej ojcem, wiele mnie o nich nauczyła. Jest bardzo niebezpieczne.
"Nawet nie masz pojęcia jak. . .", pomyślał, wspominając swoje ekscesy.
Długo siedzieli w ciszy, aż w końcu Dunna napełnił znów obie, puste już szklanki i odezwał się:
- Słuchaj. . . Skoro już tu jesteście, czy moglibyście coś dla mnie sprawdzić?
- Kolejna niebezpieczna misja z małymi szansami powodzenia, za to niemal pewną śmiercią?
Twilek zaśmiał się krótko.
- Czyli to, co Jedi kochają najbardziej?
- Za wszystkich nie ręczę. Ja nie mam nic przeciwko.
- Cóż. . . nie jesteś pierwszym mi znanym Jedi, który kochał ryzyko. . . aż w końcu przez nie stracił wszystko inne co kochał - pokręcił głową i upił spory łyk płynu. - Ale do rzeczy - odstawił szklankę i spojrzał na Sobola. - Mam złe przeczucia, że w jednej z wiosek niedaleko szykuje się bardzo zła akcja, podobna do tej sprzed lat - spojrzał w kierunku drzwi, przez które wyszła Resmi - Z tym, że tym razem jest spokojniej. Niedawno przyleciała tu podejrzana grupa istot? od tamtego czasu mieszkańcy znikają.
- Istot?
- Tak. Tym razem nie są to sami ludzie, ale kompletna mieszanka różnych ras. Piją, rabują i ogólnie wprowadzają zamęt? jak typowi piraci, ale jest w nich coś innego. Nietypowego.
- A tak konkretniej?
- Nie potrafię tego określić. Sam ich nie spotkałem. Docierają do mnie tylko niezbyt jasne informacje od niektórych Twileków.
- Więc mamy się dowiedzieć kim są, czego tu szukają i ewentualnie pozbyć się ich z powierzchni planety?
- Najlepiej tak, żeby już nie wrócili. - dodał kiwając głową, po czym westchnął ciężko i znów spojrzał ku drzwiom. - Może jak zajmiecie się nimi, Resmi da sobie spokój z tym irracjonalnym pomysłem szukania matki. . .
- Na to bym nie liczył. - powiedział Sobol chwytając szklankę - Znam ją. Jest uparta. Zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy związane z jej bliskimi. A propo. . . pójdę sprawdzić co z nią. - wypił na raz zawartość szklanki i wstał - Zaraz wracam.
- To ja w tym czasie przyszykuję coś do zjedzenia.
Resmi siedziała na ziemi oparta o wieżę i, z uniesioną lekko głową, patrzyła w niebo. Sobol widział - i czuł - że była już całkiem spokojna. Podszedł do niej, po drodzę Mocą odsuwając spod nóg szczątki droidów i usiadł obok dziewczyny.
- Historia mówi, że żył kiedyś Jedi, który podobno umiał kontrolować statki w kosmosie będąc na ziemi. - odezwała się Resmi spokojnym głosem - Tak samo, jak istnieje legenda, że pewien Sith potrafił władać midichlorianami? A ja od jakiegoś czasu nie panuje nawet nad własnymi emocjami. Zaczyna mnie to niepokoić. Dunna nie jest niczemu winien a ja. . . - zamilkła. - Chcę tylko odnaleźć mamę. - odezwała się znów po długiej chwili ciszy.
Sobol nic nie mówił tylko lekko wyciągnął rękę przed siebie. Przed chłopakiem zaczęły się kształtować świecące linie, które falując i przenikając się tworzyły różne wzory od pojazdów przez broń po tajemnicze obiekty, których nikt by nie nazwał.
Resmi odwróciła głowę i patrzyła przez chwilę.
- Jak to robisz?
- Sam nie wiem. Stary mnie nauczył - chłopak uśmiechnął się na myśl o swoim pierwszym "mistrzu". - Po prostu skupiam się, a Moc sama kształtuje moje myśli. Jak byłem mały na Turonie ojciec w ten sposób mnie usypiał pokazując najróżniejsze historie? wtedy myślałem, że to hologramy. Po latach uświadomiłem sobie, że przecież nie mieliśmy projektora.
- Wow. . . to jest wspaniałe. - przyznała, patrząc znów na światła - O dziwo ja od małego uczyłam się obsługi ukochanego statku dziadka, który teraz jest mój. Dziwne to, biorąc pod uwagę jak fatalnym jestem pilotem - zaśmiała się. - Kiedy tylko byłam na tyle duża, żeby móc zacząć się uczyć, dziadek prawie każdego dnia zabierał mnie na niego i pokazywał co i jak. A kilka miesięcy później zginął w jakimś wypadku we własnej firmie. Wtedy przestałam się uczyć, bo już nie miałam nauczyciela. . . Nauczysz mnie tego? - zapytała po chwili, wskazując na światła.
- Wystarczy, że się skupisz. Nie wyobrażaj sobie czegoś, tylko to zwizualizuj. Skup się na każdym detalu jednocześnie. Zacznij od prostych rzeczy.
Chłopak lekko ruszył głową a przed nimi pojawił się zwykły sześcian.
- Spróbuj.
Resmi skinęła głową i wpatrzyła się skupiona w światła. Sześcian, który stworzył Sobol rozmył się, a na jego miejscu pojawił się zwykły okrąg. . . który zaraz zniknął, rozpadając się w zwykłe linie światła. Dziewczyna spróbowała ponownie. Powoli, znów stopiły się ze sobą, tworząc coś na kształt niezbyt wyraźnego stożka, który mógł przypominać - choć ledwo - budowle, w której znajdowała się ich Świątynia Jedi. Zaraz potem, obraz znów rozmył się, a na jego miejscu pokazały się rozmazane smugi, przypominające niewielkie drzewa. Kiedy tym razem obraz zniknął, długo widniały przed nimi jedynie smugi światła, by po chwili zamienić się w bardzo wyraźny obraz miecza świetlnego.
Resmi siedziała z wzrokiem utkwionym w obrazy, które nagle zaczęły szybko się zmieniać. Z broni Jedi obraz przeistoczył się w mniejszy, ostrzejszy nóż, później blaster, co sprawiło, że następnym obrazem był ten, który dziewczynie najbardziej kojarzył się z dwójką poprzednich - Lordem.
Światła szybko powiększyły się i rozciągnęły, a przed Jedi pojawił się płaski, rozmazany obraz człowieka, leżącego płasko na ziemi, z kilkoma osmalonymi dziurami w plecach.
Resmi widząc to wydała z siebie głośny okrzyk, jednocześnie zaskoczenia i przerażenia. Nie była w stanie przestać tworzyć obrazów.
Sobol zareagował niemal natychmiast i pchnięciem Mocy zmiótł obraz z ich pola widzenia.
- To tyle, jeśli chodzi o zabawę - wymamrotała i oparła się głową o ścianę za sobą.
- Po prostu miałaś za dużo myśli w głowie. Oczyść ją. I nie próbuj od początku nic trudnego? jakieś proste kształty, a nie całe budynki.
- Nasza Świątynia to pierwsze, o czym pomyślałam. - uśmiechnęła się blado. - A drzewa? pomiędzy podobnymi lądowałam na Yavinie, kiedy pierwszy raz tam poleciałam. Tam też pierwszy raz widziałam i poznałam Justine. - spojrzała przed siebie - Reszta. . . to było przypadkiem. Pierwsze skojarzenia związane z poprzednimi obrazami.
Dziewczyna znów wpatrzyła się w punkt, gdzie chwilę temu migotały światła. Skupiła się i po chwili przed Jedi zamajaczył blady obraz sześcianu, później koła, następnie znów sześcianu.
Resmi, nadal skupiona na obrazach, spojrzała na chłopaka, który tylko się uśmiechał. Popatrzyła znów na obrazy, machnęła delikatnie dłonią i sześcian został zastąpiony małym obrazem ścigacza, w którym Sobol startował niedawno w wyścigach. Tym razem jednak wyścigi nie skojarzyły się Jej z człowiekiem, którego zabiła. Jej myśli popłynęły w zupełnie inną stronę. Obraz ścigacza zmienił się w obraz rozmazanego statku Resmi, później Jej droida, a później przestrzeni w kokpicie. . . który znikł zanim zdążył zmienić się w coś następnego. Teraz przed nimi majaczyły tylko blade linie światła.
- Słuchaj. . . - zaczął - kiedy wyszłaś?. Dunna powiedział mi, że źle się dzieje w okolicy. Przemytnicy szaleją, mieszkańcy znikają. . .
- Znowu? - westchnęła.
- A tymczasem Dunna zaprasza na posiłek. Przy okazji może nam powie coś więcej.
- Eh. . . widać, myślenie, że choć raz obejdzie się bez kłopotów, jest po prostu stratą czasu.
- No wiesz. . . w końcu ty tu jesteś - zaśmiał się.
- Faktycznie! I od razu wszystko wiadomo. - odpowiedziała i również zaczęła się śmiać.
Światła zniknęły, kiedy tylko wstali i ruszyli do drzwi. Po drodze zatrzymali się na chwilę, by Mocą przestawiać szczątki droidów na jedną kupkę, by nie leżały na przejściu.
Gdy weszli do jadalni zobaczyli Dunnę przy średniej wielkości stole, na którym stały już trzy komplety naczyń. Gdy tylko zasiedli Twilek zaklaskał i do pokoju weszły droidy niosące tace z miejscowymi specjałami oraz karafki z płynami w różnych kolorach.
- Jedzcie i pijcie. Przy okazji kazałem Wam przyszykować pokoje. Zostaniecie już u mnie na resztę nocy i odpoczniecie.
- Nie mamy czasu! Moja mama gdzieś tam jest i musimy jej pomóc! - krzyknęła Resmi.
- Resmi, Dunna ma racje. Jesteś zmęczona i niemal zasypiasz na siedząco. Zjedzmy coś, odpocznijmy i rano wyruszymy na poszukiwania.
- Nie mędrkuj mi tu. . . bo nic nie rozumiesz. Twoja mama nie żyje, a moja gdzieś tam jest i potrzebuje pomocy! - zawołała, jednak dopiero po chwili do dziewczyny dotarło co powiedziała.
Chłopak spojrzał na nią by po chwili odwrócić głowę w stronę okna. Gdy znowu spojrzał na Resmi lekko się uśmiechnął i wstał od stołu. Ukłonił się Dunnie i wyszedł bez słowa.
Gdy Resmi wybiegła za nim na zewnątrz już go nigdzie nie widziała. Jedynie poprzez Moc mogła wyczuć jego obecność. Gdy szukała go w ogrodzie dostrzegła postać siedząca na kamieniu na środku dużego sztucznego jeziorka.
Był to Sobol. Siedział i medytował podczas, gdy wokół niego nad wodą unosiły się małe kamyki najpewniej pochodzące z dna. Dziewczyna po cichu podeszła do brzegu jeziorka.
- Sobol? - odezwała się cicho.
- Jesteś gotowa do drogi? - zapytał nie otwierając oczu.
- Sobol, ja. . . przepraszam. Nie chciałam? to nie miało tak zabrzmieć.
Chłopak otworzył oczy, wstał i przeskoczył nad jeziorem.
- Wstaje słońce. Lepiej się zbierajmy i zobaczmy o co chodzi z tymi przemytnikami.
- Ale jaki mamy plan?
- Jak zawsze... polecimy, zdobędziemy informację, kogoś zabijemy i po problemie.
- Całkiem niezły plan. Z jednym wyjątkiem - powiedziała.
Stali teraz na przeciwko siebie. Sobol wiedział, która część Jego planu nie podoba się dziewczynie. Nic jednak nie powiedział.
Nie wiadomo skąd podszedł do nich Dunna.
- Pomyślałem, że chcecie pożyczyć jakiś transport. Weźcie jeden z moich śmigów.
- Gdzie dokładnie mamy jechać? - zapytał Sobol łapiąc w locie kluczyki do pojazdu.
- Duża wioska na wschód stąd - pokazał gestem w kierunku przeciwnym do tego, z którego przyjechali. - Tam już pokierują Was dalej. Najprościej i najszybciej informacje zdobywa się w. . .
- W kantynie - dokończyli za niego jednocześnie.
- Widzę, że wiecie, co robić. - uśmiechnął się.
- To nie pierwsze nasze zadanie - wytłumaczył krótko Sobol, po czym wyminął Resmi i podszedł do Twileka - A gdzie Śmigacz?
- Stoi już przed domem.
Sobol skinął głową i ruszył w wyznaczonym kierunku. Resmi stała chwilę w miejscu.
- W porządku? - zapytał ją Dunna podejrzliwie.
Dziewczyna pokręciła tylko przecząco głową i ruszyła za chłopakiem.
Po chwili lecieli już nad rozległymi terenami Ryloth w kierunku osady, którą wskazał Dunna. Na horyzoncie zobaczyli gęste smugi czarnego dymu, które unosiły się ku niebu.
- Stawiam kredyty, że to tam?. - mruknął Sobol
- Znam Cię na tyle, by wiedzieć, że lepiej się z Tobą nie zakładać.
Sobol tylko się uśmiechnął i popchnął dźwignię przepustnicy do oporu, a śmigacz skoczył do przodu lekko wciskając ich w fotele.
- Proponuję zatrzymać się gdzieś z boku. - odezwała się Resmi, kiedy zbliżali się już do celu.
- Co prawda mam ochotę wjechać w sam środek akcji i wybić wszystkich przemytników. . . ale zgoda.
Zatrzymał pojazd około dwustu metrów od wjazdu do miasta schowany za jednym z budynków. Wysiedli z pojazdu i ruszyli w kierunku budynków.
Ledwo minęli pierwszy budynek, kiedy zauważyli młodą Twilekańską dziewczynę.
Gdy tylko zobaczyła Sobola podbiegła do nich. Chłopak od razu ją rozpoznał. Była to młoda niewolnica, którą kiedyś uratował na Nar Shaddaa z rąk Urbano.
- To Ty? Co Ty tu robisz? - zapytał chłopak - Przecież statek świątyni miał Was przetransportować w bardziej cywilizowane i bezpieczne rejony.
- I tak było. - powiedziała dziewczyna z uśmiechem - Tyle, że poprosiłam, by odstawili mnie do domu.
- Przepraszam, ale. . . - odezwała się po chwili Resmi - Wy się znacie?
- Długa historia. Uratowałem. . . w sumie ciągle nie znam Twojego imienia. . . podczas jednej z pierwszych misji.
- A tak, faktycznie. - odezwała się Twilekanka - Jestem Ilya.
- Bardzo ładne imię - odezwała się Resmi.
- Dziękuję - odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się szeroko.
- Jestem Resmi. - dziewczyna podała Ilyi dłoń, którą ta uścisnęła serdecznie.
- Tak właściwie, skąd wy się znacie? - zapytała, palcem jeżdżąc na przemian na Resmi i Sobola.
- Resmi też jest Jedi. Jesteśmy tu...prywatnie, ale przy okazji chcemy rozwiązać mały problem.
- Zapewne z tymi nieszczęsnymi przemytnikami. Mogę Wam jakoś pomóc?
- Wiesz może coś więcej o tej grupie? - zapytała Resmi.
- Niewiele. Przylecieli miesiąc temu. . . piją, kradną i niszczą. Dowodzi nimi jakiś młody chłopak, ale nie wiem dokładnie kto.
Twilekanka ledwo skończyła zdanie, kiedy Resmi wyczuła w pobliżu znajomą obecność. Spojrzała w kierunku, z którego dobiegała i aż odebrało jej mowę.
- Nie wierzę. . . - wyszeptała nie zwracając się przy tym do nikogo szczególnego.
Sobol również wyczuł Jego obecność. Nie zwracając na nic uwagi poszedł do niewielkich krzewów i po chwili zza nich wyleciał młody chłopak, który wylądował tuż pod nogami Resmi.
- Witaj, Paul. - powiedziała Resmi chłodno, kucając obok chłopaka.
- Resmi? - zapytał autentycznie zdziwiony - Co ty tu robisz?
- Właśnie miałam zadać Ci dokładnie to samo pytanie.
Trwali przed chwilę w ciszy i bezruchu, aż w końcu z widocznym na twarzy przerażeniem i zdziwieniem jednocześnie odezwała się Ilya:
- To ty go znasz? - zwróciła się do Resmi.
- Tak, znam go - odpowiedziała Jej spokojnie dziewczyna nie odwracając wzroku od chłopaka - A raczej znałam. - poprawiła się po chwili.
Nie umknęło ich uwagi, że Paul nagle spuścił w dół wzrok, do tej pory utkwiony w Jej twarzy.
- Co ty tutaj robisz? - zapytała go młoda Jedi.
- A od kiedy to muszę Ci się tłumaczyć? - zapytał rzucając Jej wyzywające spojrzenie.
- Dobrze radzę odpowiedzieć, póki jeszcze grzecznie pytam - odpowiedziała ostro.
Paul jednak ani myślał cokolwiek Jej wyjaśniać. Przez chwile mierzyli się spojrzeniami, jakby czekając na chwilę, w której jedno z nich się podda. Do Resmi szybko dotarło, że ta "zabawa" między nimi już dawno temu przestała mieć sens.
- No dobrze - odezwała się w końcu - Skoro nie chcesz mówić, to wyciągniemy z Ciebie informacje w inny sposób. Sobol? - powiedziała, po czym wstała, robiąc chłopakowi miejsce.
Zaskoczony Paul spojrzał na chłopaka z blaskiem przerażenia w oczach. Nie zdążył się jednak ruszyć z miejsca, gdy Sobol przykucnął przy nim, tak, jak chwilę temu Resmi.
Jedi wyciągnął do Paula swoją prawą dłoń i rozwartą lekko przysunął do Jego twarzy tak, że niemal dotykał ją opuszkami palców.
- Hm Jego opór jest zadziwiający. . . widać Mocą nic z niego nie wyciągniemy.
- To jeden z nich - zapewniła Twilekanka.
- Skoro tak. . . zabierzemy go na nasz statek i tam przesłuchamy. - stwierdził Sobol i wstał.
Resmi nic nie mówiąc wyciągnęła z kabury blaster i używając kciuka jednym ruchem przestawiła broń na ogłuszanie. Wycelowała prosto w głowę Paula i strzeliła. Chłopak natychmiast padł nieprzytomny z powrotem na ziemię.
Sobol spojrzał na dziewczynę. W jego wzroku było widać zdumienię i nutkę podziwu.
- No co? - zapytała Resmi z uśmiechem, widząc minę chłopaka - Tak będzie prościej przetransportować go na "Znalazcę".
- Nic, nic. . . widać, mam na Ciebie zły wpływ - uśmiechnął się.
- Czy zły to kwestia sporna - odpowiedziała, nadal się uśmiechając.
Kątem oka zauważyła, że Ilya przygląda się im zaciekawiona.
- O! Popatrz, kto się budzi - zawołał Sobol podchodząc do przywiązanego do fotela Paula. - A więc, co nam powiesz przyjacielu?
- Nie jestem twoim przyjacielem! - syknął oburzony Paul, próbując się uwolnić.
- Moim nie. . . ale jej. . . - Sobol przepuścił Resmi, by mogła zbliżyć się do ich więźnia.
- Po ostatnich wydarzeniach na Korelii wątpię także w tą opcje - zwrócił się jednocześnie do obojga Jedi.
- To teraz najmniej ważne - powiedziała dziewczyna, uciszając chłopaka gestem uniesionej dłoni.
Paul siedział w kokpicie na fotelu pilota, więc najbliższym miejscem, gdzie Resmi mogła usiąść była konsola sterownicza. Tak też zrobiła, uważając by nie nacisnąć przy tym żadnego z przycisków.
- Powiedz, dlaczego to robisz? - zapytała łagodnie.
- Niby co?
- Cały ten cyrk z grupą przemytniczą i wszystkim co robicie na Ryloth - wyjaśniła cierpliwie.
- A, to - uśmiechnął się szeroko - To taka zabawa.
- Paul, pytam poważnie - ostrzegła, nachylając się nad nim.
- Od kiedy interesuje Cię, co ja robię i jaki jest tego powód? - zapytał kąśliwie po chwili milczenia.
- Niech pomyślę. . . - udała, że się zastanawia - Tak od parunastu lat.
Paul prychnął.
- Wyłączając z tego cały czas od kiedy odleciałaś do tej całej Akademii Jedi - powiedział z nutą wyrzutu w głosie - Nawet nie pomyślałaś o tym, by przyjść się pożegnać zanim odleciałaś.
Resmi zrobiła zdumioną minę.
- Więc to o to chodzi?
- Zawrzyjmy układ. - powiedział po chwili - Nie powiem Ci niczego więcej w Jego towarzystwie - wskazał gestem głowy na Sobola.
Dziewczyna westchnęła głośno i spojrzała na drugiego z Jedi, który od jakiegoś czasu siedział na swoim zwyczajnym miejscu - fotelu drugiego pilota.
Sobol spojrzał na chłopaka by po chwili przenieść wzrok na Resmi. Dziewczyna tylko skinęła głową. Młody Jedi wstał i niechętnie wyszedł z kokpitu.
- Więc?... - usłyszał głos Resmi, po czym drzwi zamknęły się za nim, zagłuszając dalszą rozmowę między Resmi a Paulem.
Nie minęło nawet dwadzieścia minut, a Sobol wyczuł duże zakłócenie Mocy płynące od Resmi.
Nie zważając na nic wszedł z powrotem do kokpitu.
Resmi stała naprzeciwko Paula patrząc wprost na niego, a Jej mina nie zdradzała żadnych emocji. Ruszyła w stronę wyjścia z kokpitu jednak zatrzymała się obok Sobola.
- Zabierz go stąd - poprosiła, nie patrząc na chłopaka. - Lecimy na Naboo.
- Naboo? Po co? - zapytał zaskoczony.
- Odwiedzić królową - powiedziała tylko.
- Co ma do tego Allena?
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Resmi nic więcej nie mówiąc wyszła z kokpitu.
Zdziwiony Sobol spojrzał podejrzanie na Paula, który siedział w fotelu z głupim uśmieszkiem na twarzy a w Jego oczach widać było wyraźne zadowolenie.
Sobol chwycił Paula za kołnierz i ciągnął go po podłodze statku by po chwili wyrzucić go na zewnątrz. Jednocześnie po trapie weszła Ilya.
- Co Ty tu robisz? - zapytał Twilekankę.
- Pomyślałam, że wam się przydam. . . chociaż tak będę mogła się odwdzięczyć za uratowanie mnie wtedy. - odpowiedziała mu z miłym uśmiechem na twarzy.
- Skoro tak. . . - uśmiechnął się do niej - O ile Resmi nie ma nic przeciwko. To Jej statek.
Chwilę później weszli do kokpitu, gdzie Resmi przygotowywała już statek do lotu.
- Możemy ruszać? - zapytała, wciskając jakieś guziki na konsoli.
- Tak, tylko. . . - zaczął Sobol, gestem dłoni wskazując nową pasażerkę
- Masz może coś przeciwko temu, żebym poleciała z Wami? Chciałabym jakoś pomóc. - wtrąciła Twilekanka.
Resmi odwróciła się w Jej stronę.
- Jasne, możesz lecieć - odpowiedział Jej z uśmiechem - Każda pomoc się przyda.
Resmi szybko wyprowadziła statek z atmosfery i już po chwili lecieli w nadprzestrzeni w kierunku Naboo.
Oboje Jedi siedzieli tam gdzie zawsze, zaś Ilya usiadła na wysuwanym ze ściany dodatkowym "krześle".
W pewnym momencie Resmi odchrząknęła znacząco.
- Wracając do Twojej mamy, Sobol. . . - zaczęła.
- Nie było tematu. . . - powiedział chłopak, unosząc do góry dłoń, by przerwać Jej wypowiedź - skupmy się na uratowaniu Twojej.
Resmi spojrzała na niego z poczuciem winy wymalowanym na twarzy. Sądziła, że chłopak nadal ma do niej o to żal. Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnowała. Jeśli nadal się gniewał, ciągnięcie tego tematu mogło tylko pogorszyć sprawę, a tego nie chciała.
Tym razem to Twilekanka siedząca za nimi odchrząknęła.
- Wybaczcie moją ciekawość, ale. . . Rozumiem, że przylecieliście głównie po to by odszukać mamę Resmi?
- Owszem - odpowiedziała jej dziewczyna.
- Więc. . . co się z nią stało?
- Niedawno otworzyłam holocron nagrany dla mnie przez ojca - zaczęła spokojnie wyjaśniać - dowiedziałam się, że ona i kilkoro innych Twi?leków zniknęło jakiś czas przed tym, zanim zabrał mnie na Korelię. Prosił, bym ją odnalazła. Od jednego zaprzyjaźnionego z nim Twileka, dowiedziałam się, że to sprawka grupy przemytniczej, która porwała z Ryloth wiele tubylców. Teraz, na podstawie tych informacji mamy zamiar ją odnaleźć i sprowadzić z powrotem do domu. - dokończyła wyjaśnienia.
- Resmi? - zagadnęła Ilya - Kiedy to było?
- Tamto masowe porwanie? Jakieś szesnaście, siedemnaście lat temu. A czemu?
- Bo z tego co mi mówiono zostałam zabrana z ojczyzny jakoś w tamtym czasie.
Jedi wymienili zdumione spojrzenia.
- Pamiętasz jak trafiłaś do Urbano? - pytał Sobol
- Niestety nie - odpowiedziała smutno - Byłam wtedy bardzo mała.
- Kim właściwie jest Urbano? - zapytała Resmi, zwracając się do chłopaka
- Raczej kim był - powiedział obojętnie. - To Hutt odpowiedzialny za śmierć mojego ojca. Spotkałem go na Nar Shaddaa na jednej z misji i wtedy też uwolniłem od niego Ilye i kilka innych niewolnic.
- Zgaduję, że sam Hutt tego nie przeżył?
- Nie przeżył - potwierdził Sobol i spojrzał na Ilyę.
Mógł wtedy zabić pierwszy raz, ale strzał Twilekanki go powstrzymał. Pomyśleć ile osób zabił już na swojej ścieżce Jedi? Rada by tego nie pochwaliła, ale o wielu nie wiedziała. A większości odebrał życie w obronie innych.
- Być może niedługo uda nam się dowiedzieć czegoś o tamtym porwaniu, Ilya - uprzedziła Resmi - Najpierw musimy dotrzeć na Naboo.
- Właściwie po co dokładnie tam lecimy? - zaciekawił się Sobol.
- Porozmawiać na ten temat z królową i przy okazji zobaczyć co się z nią dzieje po ostatniej akcji.
- Czekaj - Sobol uniósł w górę dłoń - Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że uważasz, że Allena ma z tym coś wspólnego?
- Nie, nie - uspokoiła go szybko - Dowiedziałam się od Paula, że z porwaniem sprzed lat wiąże się pałac na Naboo. Nie wierzę, że to królowa. Podejrzewam raczej senatora Praysa, tego samego. . .
- Który był odpowiedzialny za zniknięcia senatorów - dokończył za nią chłopak - I uważasz, że Allena może coś wiedzieć.
- Tak.
- Wzięłaś pod uwagę fakt, że Paul mógł kłamać?
- Tak - powtórzyła - ale skoro Allena. . . królowa - poprawiła się, co wzbudziło lekki uśmiech na twarzy Sobola - może coś wiedzieć, to warto zapytać. - podsumowała - A przy okazji, jak już mówiłam, upewnić się, czy po tamtej akcji wszystko jest u niej dobrze.
- A co z obecną grupą? Sądziłem, że to po nich lecimy na Naboo.
- Wiem, gdzie są. Paul podał mi czas i lokalizację spotkania całej grupy. Będzie ich więcej. Mają się wszyscy spotkać jutro w południe. Przypomnij mi później, to pokaże Ci na mapie miasta gdzie.
Sobol skinął tylko głową.
Chwilę później do kokpitu wjechały droidy, radośnie piszcząc.
- Ilya - odezwał się Resmi, wraz z fotelem odwracając się w stronę dziewczyny - Poznaj Gapę i Szajbusa - powiedziała, wskazując przy tym po kolei oba droidy.
- Witajcie! - powiedziała radośnie dziewczyna, podchodząc do droidów - Niech zgadnę? Szajbus należy do Sobola, a Gapa do Resmi?
Droidy wydały z siebie potok twierdzących pisków.
- Właściwie? skąd wzięły się te imiona? - zwróciła się do Jedi.
- Długa historia - odpowiedzieli Jej chórem, po czym cała trójka zaśmiała się głośno.
Resztę drogi na Naboo spędzili wpatrzeni w kalejdoskop nadprzestrzenny, słuchając jednocześnie radosnych pisków droidów, którzy w języku binarnym próbowali opowiedzieć nowo poznanej Twilekance o wszystkich swoich przygodach. Ilya słuchała ich uważnie niezależnie od tego, ile z tych opowieści rozumiała.

Gdy wchodzili już w przestrzeń koło Naboo z głośników odezwał się poniekąd znajomy głos.
- Tu kontrola lotów Naboo. Podaj swoje dane i cel wizyty.
- Tu. . . Sobol. Lecimy do Królowej.
- Oo! to znowu Pan. Eeee jakże miło znowu Pana gościć. Oczywiście droga wolna. Może Pan wylądować przed pałacem.
Resmi i Sobol zaśmiali się. Widać kontroler ciągle pamiętał reprymendę jaką dostał ostatnio od przełożonego. Po chwili lotu nad wielkimi jeziorami Jedi delikatnie posadzili statek na lądowisku przed pałacem. Gdy wyszli ze "Znalazcy" napotkali grupę strażników z dowódcą na czele. Sobol szybko wymierzył mu sierpowy w policzek aż ten upadł na ziemię. Po chwili zaczął się śmiać.
Ilya - tak, jak poprzednio Resmi - już zrobiła krok w przód, by im przeszkodzić, jednak młoda Jedi zatrzymała ją wpół kroku, pamiętając o "tradycji" witania się tych dwojga.
- Tym razem byłeś szybszy! Chyba, że jakoś użyłeś tych swoich sztuczek? - zagadnął Reez, wstając z podłogi.
- Nie potrzebuję Mocy by dać Ci po głowie! - zaśmiał się Sobol i pomógł wstać przyjacielowi.
Gdy dowódca stał już na nogach uściskali się z Sobolem serdecznie.
- Co was tu sprowadza? Znowu chęć wypoczynku? - zapytał Reez, widząc Resmi u boku przyjaciela.
Sobol westnął .
- Nie tym razem przyjacielu. . . tropimy pewną grupę przemytników. Porywacz. . . i ponoć gdzieś tu możemy ich znaleźć.
- Przemytnicy? Porywacze? Od Waszej ostatniej wizyty jak. . . załatwiłeś sprawę z Praisem to mamy tu spokój.
- Czy mógłbyś zaprowadzić nas do królowej? - zapytała w końcu Resmi - A przy okazji. . . Ilya - popatrzyła na Twilekankę - Poznaj proszę Reeza - wskazała dłonią chłopaka w mundurze - Głównego dowódcę straży królowej - wyjaśniła.
Ilya i Reez przywitali się uściskiem dłoni, po czym wszyscy ruszyli w głąb pałacu.
Gdy szli długimi korytarzami pałacu Sobol rozmawiał z Reezem.
- Tooo. . . jak się miewa królowa?
- W sumie to doskonale. Już kilka dni po waszym wyjeździe wstałą z łóżka i wzięła się do roboty z Praisami.
- Do czego?
- No wiesz. Z całym rodem senatora. Kazała ich aresztować i przesłuchać. Okazało się, że. . .
- Że senator to tylko wierzchołek góry lodowej - powiedziała Allena, która nagle pojawiła się za nimi.
- Wasza wysokość - Sobol ukłonił się lekko - zapewne pamiętasz Resmi. A to jest Ilya.
Obie dziewczyny niemal równocześnie ukłoniły się królowej bez słowa.
- Pamiętam, oczywiście - powiedziała Allena, uśmiechając się lekko do młodej Jedi - I doszły mnie słuchy co dla mnie zrobiłaś. - Podeszła do Jedi i oboje ich przytuliła. Wyraz zaskoczenia tak bardzo odmalował się na twarzy Resmi, że Sobol ledwie powstrzymał śmiech - Podobnie jak Sobol kiedyś, uratowałas mi życie. Zawsze będziecie tu mile widziani. Nawet bez zapowiedzi.
- To bardzo miło, Wasza Wysokość, dziękuję - Resmi również się do niej uśmiechnęła.
- Czy Ilya również jest Jedi? - zagadnęła Allena po chwili, patrząc na Twilekankę
- Nie, nie - powiedział Sobol - Ilya to. . .
- Przyjaciółka - powiedziała Twilekanka.
- A wracając do tematu naszej góry lodowej. . . - zagadnęła Resmi, która chciała zdobyć jak najwięcej informacji.
Królowa na nią spojrzała. Zauważyła w dziewczynie pewną zmianę, ale nie potrafiła jej określić, a ani Resmi ani Sobol nie mieli zamiaru opowiadać co się stało ostatnimi czasy.
- Reez Was wtajemniczy. On bada tą sprawę i wie najwięcej.
Chłopak skinął tylko głową, ukłonił się i wskazał ręką korytarz.
- Za mną proszę. Zaraz wszystko Wam wytłumaczę.
Sobol, Resmi i Ilya ukłonili się królowej i poszli za Reezem, który zaprowadził ich do małego pomieszczenia z holoprojektorem.
Wpisał coś na klawiaturze i wyświetlił się obraz postaci w hełmie na twarzy.
- To ich dowódca. Niestety nie znamy jego tożsamości. Wiem, że prawdopodobnie jest dwudziestoletnim mężczyzną i to w zasadzie wszystko. Jego rasa, pochodzenie i nawet wygląd jest tajemnicą. Wiemy, że ma powiązania z rodziną Praisów, ale oni nie chcą nic mówić, a królowa nie zgadza się na? perswazję.
- Dziewiętnastoletnim, gwoli ścisłości - powiedziała Resmi. Czując teraz na sobie wzrok pozostałej trójki osób, kontynuowała - To dziewiętnastoletni Korelianin rasy ludzkiej. Na imię mu Paul. Jeśli o wygląd chodzi... około metr siedemdziesiąt, kasztanowo-brązowe włosy, a jeśli jeszcze to Was interesuje, to jasnoniebieskie oczy - mówiąc to spojrzała na Sobola i Reeza, którzy stali po Jej lewej stronie. - Zanotowałeś? - zwróciła się do dowódcy straży.
Reez przez chwilę stał, patrząc na nią z głupią miną.
- Jak?... - zaczął - Skąd wiesz?
- Bo od dziecka przyjaźniłam się z Paulem - wyjaśniła, dłonią wskazując na hologram - Nawet w masce poznam chłopaka, z którym przez wiele lat bawiłam się w ogrodzie babci, za domem.
Reez spojrzał pytająco na Sobola, który teraz przyglądał się uważnie postaci.
- Jesteś pewna, że to on? - Jedi zwrócił się do Resmi.
Ta spojrzała na niego twardym wzrokiem.
- Oczywiście, że tak. To na pewno Paul. - powiedziała.
Nastała krótka chwila ciszy.
- Zanotowałeś Reez? - zapytał tym razem Sobol.
Reez otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak nie wydał żadnego dźwięku.
Sobol spojrzał na niego pytająco.
- Nie wątpię, że z tą sławną Mocą potraficie wiele... - mówił Reez, patrząc na przemian na oboje Jedi - Ale czy rozumiecie, że w tak poważnej sprawie potrzebuje bardziej wiarygodnych dowodów, niż słowa jednej dziewczyny?
- Jasne... - Resmi stała teraz w lekkim rozkroku z rękoma splecionymi na piersi, wpatrzona w hologram - Więc szukaj przez następne "x" czasu informacji o tym chłopaku, bo to, że ja wiem o nim na chwilę obecną niemal wszystko to nie są zbyt wiarygodne źródła.
- Skoro tak dobrze go znasz i tyle o nim wiesz, to jak myślisz, dlaczego teraz przewodniczy tej bandzie? - zapytał Reez, patrząc twardo na dziewczynę .
- Moment! - Sobol uniósł do góry dłoń, by uciszyć oboje, po czym spojrzał najpierw na Reeza, który wzruszył tylko ramionami, a później na Resmi, która stała nadal w miejscu, patrząc na niebieską postać.
- Odpowiedź jest bardzo prosta - powiedziała spokojnie. - To, co się z nim stało, to po części moja wina. Zostawiłam go samego gdy odleciałam z Korelii... widać wpadł w złe towarzystwo.
- Dość słabe - zgodził się z nią Reez - Praisowie to niebezpieczni i nieprzewidywalni ludzie. Znałem dwóch. Jeden mieszkał na Naboo. Drugi miał jakąś rezydencje w samej stolicy Syndykatów, ale został złapany za mordowanie kobiet. Nie wiem co jest z nim teraz.
- Nie żyje - powiedział Sobol.
- Taaa to pewnie Wasza sprawka. - stwierdził dowódca, patrząc na przyjaciela.
- Ej! jesteśmy Jedi. Poznajemy morderczych szaleńców średnio raz na kilka dni.
- Skoro zabiliście dwóch Praisow to pewnie dlatego skumali się z tymi piratami. Szukają zemsty. - podsumował Reez.
- To dajmy im okazję - zaproponował Sobol - Złapmy ich.
Wszyscy spojrzeli w Jego stronę zaciekawieni.
- Jak zamierzasz to zrobić? - Zapytał Reez.
- Zastawimy pułapkę, której się nie oprą. Chcą dorwać królową, prawda?
- Sobol! Jeśli myślisz, że pozwolę Ci narażać Królową to chyba zwariowałeś. - wzburzył się chłopak.
- Spokojnie. Powiedziałem, że to ją chcą dorwać. A kto będzie przynętą. . . to inna sprawa - Jedi uśmiechnął się i spojrzał na Resmi.
- Sobol? - dziewczyna spojrzała na Niego pytająco - Chyba nie chcesz?. . .
- Chcę. Wierzę, że sobie poradzisz? plus będziemy w pobliżu.
- Ty chyba sobie żartujesz! Jestem ostatnią osobą, która nadaje się do tej roli.
- Tylko ty możesz to zrobić - naciskał chłopak.
Dziewczyna westchnęła głęboko.
- Eh. . . no dobra, to jaki mamy plan?
- Na początek. . . potrzebne będą szaty Królowej. . . - powiedział Sobol i spojrzał na Reeza.
- Da się zrobić. Porozmawiam z droidem pralnianym.
- To teraz słuchajcie - powiedział Sobol i podszedł do projektora. Wpisał coś na klawiaturze a nad nimi pojawiła się mapa.

Parę godzin później byli już na pozycjach. Sobol i Reez siedzieli na dachu jednej z wież obserwując Resmi, która przebrana za królową stała w ogrodach. Ilya była w tym czasie na statku i opiekowała się droidami. Nie chciała brać udziału w tej akcji, co Sobol dobrze rozumiał.
Chłopaki na wieży popijali zimne piwo z południowej strony planety. Dzięki temu mniej rzucali się w oczy. Wyglądali jakby po prostu odpoczywali.
- Tooo jak tam u Was? - zapytał Sobol i pociągnął łyk płynu.
- No wiesz. Dni mijają, ogólnie jest spokój poza paroma przypadkami. . . ostatnio mój śmig nie odpala. . .
- Pytałem raczej o Ciebie i Królową. - uściślił Sobol, odwracając głowę w kierunku przyjaciela.
Reez uśmiechnął się lekko, po czym odpowiedział.
- Aaaa. To cóż. . . jest nieźle. . . całkiem nieźle. Co prawda póki co nie możemy oficjalnie być razem, ale zaufani prawnicy Alleny szukają jakiś luk w prawie. Może się uda. . .i oby szybko.
- Aż tak Ci się spieszy do ożenku? - zapytał kpiąco Jedi.
- Nie o to chodzi. . .
- Reez? - Sobol przyjrzał się badawczo przyjacielowi.
- Jakby to ująć?... Allena. . . - zaczął dowódca, wykonując rękami jakieś niezrozumiałe gesty.
- Chyba żartujesz?. . .
Odpowiedziało mu milczenie przyjaciela.
Sobol parsknął śmiechem.
- No nie wierzę! Stary Reez będzie ojcem! Najpierw się zakochujesz po uszy, a teraz to! W życiu bym Cię nie poznał!
- Taa, a pomyśleć. . . że jeszcze parę lat temu zapijaliśmy się w trupa na Turonie po najtańszych barach. A teraz proszę. . . Ty jesteś Jedi! - wykrzyknął Reez, gestem wskazując sylwetkę przyjaciela odzianą w czarne szaty Jedi.
- A Ty jesteś partnerem królowej Naboo. - zrewanżował się Sobol - I zostaniesz ojcem! Galaktyka zwariowała. . .
Oboje popijali piwo patrząc na horyzont.
W końcu Reez nie wytrzymał i zapytał:
- Jesteś pewien, że to się uda?
- Nie. Ale ostatnio sporo ryzykuje. - odparł spokojnie.
Nastała chwila ciszy i obaj spojrzeli na Resmi, która od dłuższej chwili spacerowała bez celu dookoła posadzonych kwiatów. Nagle ktoś zastąpił jej drogę. Dla chłopaków był to wyraźny sygnał.
- Szybko do windy! - krzyknął Reez, wstając automatycznie.
- Nie ma czasu - odkrzyknął Sobol, po czym wstał i chwytając Reeza skoczył, ciągnąć go za sobą.
Oboje spadali w dół i tuż nad ziemią Sobol użył Mocy by wylądowali bezpiecznie. Tuż obok Resmi. Znajdując się pomiędzy dziewczyną, a tajemniczą, zamaskowaną postacią, Sobol błyskawicznie wyciągnął miecz i uruchomił go przystawiając ostrze do szyi nieznajomego.
- Zaczekaj. - powiedziała Resmi, władczym tonem, unosząc do góry dłoń. - Najpierw chciałabym z nim pomówić. Ale nie tutaj. - rozejrzała się - Reez, zabierzcie go proszę w jakiejś bardziej dogodne do rozmów miejsce. - nakazała, zwracając się do dowódcy straży.
Oboje Jedi wyczuwali, że mężczyzna w masce nadal bierze Resmi za prawdziwą królową i dziewczyna postanowiła to wykorzystać. Reez i Sobol od razu zrozumieli o co jej chodzi i kontynuowali tę grę.
Reez, skinieniem głowy potwierdził fakt zrozumienia polecenia i podszedł do mężczyzny, by go skuć. Wtedy dopiero Sobol zgasił miecz i schował go.

Podczas gdy Reez i Sobol przesłuchiwali więźnia, Resmi poszła przebrać się z powrotem w swoje szaty Jedi. Gdy była już gotowa, zaniosła pożyczone od Królowej suknie do pralni, by tam oddać je droidom.
- Nie pojmuję, jak Królowa może w tym chodzić tak na co dzień i się nie zabić. . . - mruknęła pod nosem, podając suknie jednemu z droidów, który na szczęście nie dosłyszał Jej słów.
Zaledwie kilka minut później weszła na "Znalazce", gdzie nadal czekała Ilya.
- I jak tam? - zapytała Twi?lekanka, kiedy tylko Resmi przekroczyła próg kokpitu i usiadła na swoje miejsce.
- Tajemniczy ktoś jest właśnie przesłuchiwany. . . chyba wolę nie wiedzieć w jaki sposób. . . przez Reeza i Sobola. - wyjaśniła Resmi.
Ilya zaśmiała się przez chwilę, po czym odpowiedziała:
- Znając Sobola, powinniśmy współczuć temu komuś.
- Tak, to fakt - uśmiechnęła się Resmi. - Jego sposoby są. . . nietypowe.
- Jedi w ogóle tak mogą? - zaciekawiła się Twilekanka.
- Czy ja wiem? Pewnie nie powinniśmy. - przyznała - Kodeks wyraźnie karci za podobne działania, plus składaliśmy przysięgę. . .
- Ale?... - podjęła Ilya
- Sobol nie raz twierdził, że kodeks nas ogranicza i nie pozwala działać kiedy trzeba. . . często go nagina, ale zawsze w dobrym celu...
- Zabijając też? - zapytała dziewczyna, wpatrując się w Resmi.
- Nie tylko on zabijał w dobrej intencji. . . - odpowiedziała, unikając wzroku towarzyszki.
Przerwało im otwarcie się drzwi. Do pomieszczenia weszli Reez i Sobol. Na rękach i szatach młodego Jedi dało się widzieć krew, która z całą pewnością nie była Jego.
- No i mamy odpowiedź - Resmi zwróciła się do Ilyi. - A gdzie nasz gość? - zapytała Sobola
- W celi.
Resmi skinęła głową, po czym zapytała:
- Wiecie coś nowego? - spojrzała znacząco na Sobola, tak, by zrozumiał, że chodzi Jej głównie o informacje, które mogą zbliżyć ją do odnalezienia matki.
- Nawet dość sporo, ale pozwól, że najpierw zajmiemy się przemytnikami.
Resmi patrzyła przez chwilę gdzieś w przestrzeń, zastanawiając się nad czymś. Po dłuższej chwili, odezwała się.
- Okey. Ruszajmy więc. Im szybciej to załatwimy, tym szybciej zajmiemy się moją mamą - powiedziała - Też lecisz? - zapytała, patrząc na Reeza.
- Nie. Ja. . . ma tu co robić. Towarzyszyłem tylko Sobolowi w drodzę na statek - odpowiedział.
Resmi znów skinęła głową i odwróciła się w kierunku kontrolek.
- Rozgrzeję silniki. Ja tylko będziecie gotowi do drogi, dajcie znać - zwróciła się do Sobola i Ilyi.
- Postarajcie się mieć ich żywych. Przydadzą nam się - poprosił Reez, nim wyszedł z kokpitu i opuścił statek.

Pół godziny później byli już w nadprzestrzeni. Zniecierpliwiona Resmi chodziła tam i z powrotem od jednego konta do drugiego.
- A podobno cierpliwość jest jedną z cech Jedi. . . - zagadnęła Ilya, kiedy Resmi po raz kolejny przeszła obok niej.
- Lepiej choć mi pokazać miejscówkę na mapie, bo wydeptasz tutaj dróżkę - odezwał się Sobol, klikając jednocześnie po konsoli.
- Racja. Wybacz Ilyo - zwróciła się do Twilekanki, po czym usiadła na swoim miejscu i na holograficznej mapie wybrała konkretny punkt. - To mniej więcej tutaj.
- Mniej więcej? - zapytał Sobol z kpiną w głosie, patrząc na wyznaczony przez dziewczynę fragment mapy.
- Tak. Mniej więcej. - potwierdziła - Dokładnych namiarów mi nie podał. Tylko lokalizację, tak w przybliżeniu.
- No ładnie. . . będziemy ich szukać.
- Byliśmy nieco zajęci inną kwestią, żeby gadać o zlocie przemytników. - powiedziała Resmi, nieco karcącym tonem, spoglądając lekko na chłopaka.
- A właściwie. . . co się tam stało? Wyszłaś taka wściekła. . . czego się dowiedziałaś?
- A czy to ważne? Był kiedyś moim przyjacielem, a stał się. . . kim się stał. To już wystarczający powód, żebym nie była zbyt zadowolona. - wyjaśniła ogólnikowo - Wracając do tematu. . . Mamy przybliżony obszar, więc teraz wystarczy rozejrzeć się tam i poczekać na gości.
- I bardzo niegrzecznie wyprosić ich z planety - dokończył za nią chłopak, uśmiechając się przy tym szyderczo.
- To nigdy Ci się nie znudzi, co? - zapytała, uśmiechając się lekko.
- Ale co? - zapytał z pozoru niewinnym tonem, wyłączając jednocześnie hologram z mapą miasta.
- Załatwianie podobnych spraw przy użyciu przemocy. - wyjaśniła - Jesteś przecież Jedi. Nie możesz czasami załatwić czegoś bez zbędnego robienia hałasu i posyłaniu wszystkich do szpitala, bądź kostnicy? - zapytała, patrząc na twarz Sobola.
- A gdzie w tym zabawa? - zapytał, odwracając wzrok ku niej.
- Jesteś chyba jedynym mi znanym Jedi, który uważa ten sposób załatwiania spraw za zabawny. - przyznała, przenosząc wzrok z chłopaka na kalejdoskop na iluminatorem.
- Bo ja nie jestem zwykłym Jedi - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
- Tak, to fakt - odpowiedziała dziewczyna, kiwając głową - To fakt.
- Nie chciałabym przeszkadzać. . . - odezwała się Twilekanka, siedząca z tyłu - Ale coś Wam buczy na konsoli.
- Oh, no nareszcie! - zawołała podekscytowana Jedi, widząc, że buczącym przedmiotem była kontrolka, świadcząca o fakcie dotarcia na miejsce.
Jednym szybkim ruchem chwyciła wajchę, przesunęła ją i smugi za iluminatorem zamieniły się znów w odległe gwiazdy.
- Czas zająć się kilkoma nieproszonymi gośćmi - usłyszała głos Sobola.
Spojrzawszy na Niego, zauważyła, że ten, z bardzo poważną miną, upewnia się, że wszystkie noże i inne bronie zawarte w Jego mechanicznej ręce dobrze działają.
Już w tej chwili współczuła wszystkim istotom, które miały dzisiaj stanąć na ich drodze.

"Znalazca" wylądował chwiejnie w pobliżu miejsca, które Resmi wskazała na mapie.
- Pozwolicie, że nie będę szła z wami na miejsce? - zapytała Ilya z nadzieją w głosie, stojąc już u wyjścia z rampy.
- Pewnie - odpowiedział Jej Sobol, podchodząc do Niej.
- Ilya, zaczekaj! - zawołała Resmi, idąc w ich stronę z Gapą u boku. - Weś to. Może Ci się przydać - odparła, podając Jej swój blaster, nastawiony na ogłuszanie.
Twilekanka chwyciła pewnie broń i podziękowała młodej Jedi, po czym pożegnała się z nimi i ruszyła w dół rampy.
- Gotowa? - zapytał Sobol, zakrywając twarz maską z szaty.
- Tak sobie. . . - odpowiedziała szczerze - Ty, piromanie, zostajesz tutaj. - nakazała droidowi, który piskami dał znać, że robi to bardzo niechętnie. - Oh, Szajbus też zostaje. Tam nam się nie przydacie. Pilnujcie statku. - nakazała, po czym spojrzała na Sobola, by zaraz po tym zejść w dół razem z nim.
Rampa zatrzasnęła się, kiedy tylko odeszli parę kroków. Resmi założyła na głowę swój kaptur i upewniła się po raz kolejny, że Jej miecz jest na swoim miejscu. Odnalezienie dokładnej lokalizacji, która była ich celem, zajęło im dłuższą chwilę. Tym razem jednak nie musieli przy tym wdawać się w żadne problematyczne sytuacje. Wystarczyło słuchać podszeptów Mocy, która zaprowadzi ich prosto do miejsca, w którym mieli się znaleźć.
Kilka minut później, siedząc na dachu jednego z budynków w mieście, obserwowali kryjówkę przemytników. Była to średniej wielkości posiadłość otoczona murem. Na jej dziedzińcu unosiło się parę śmigów i przechadzali się strażnicy. Wszystkiemu z balkonu przyglądał się ich dowódca w hełmie.
- Jaki plan? - zapytała Resmi
- Zostań tu i obserwuj. Jakby coś się działo daj znać. - powiedział Sobol i zeskoczył z dachu by pobiec do muru posiadłości.
Po chwili cały budynek skrył się w ciemnościach. Dało się jedynie słyszeć krzyki przemytników.
- Co się dzieje?! - zawołał jeden z nich
- Włączyć oświetlenie awaryjne! - nakazał mu drugi
Gdy światła znowu się zapaliły Sobol stał na środku placu. Głośno gwizdnął, a gdy postać na balkonie go zobaczyła, chłopak rzucił w jej kierunku nożem. Rzut był na tyle precyzyjny, że ostrze wbiło się w wizjer hełmu. Postać krzyknęła i uciekła z balkonu. Po tym chłopak szybko wskoczył na jeden ze skuterów repulsorowych i zaczął uciekać.
- Za nim! Brać go! - znów zawołał pierwszy z głosów
Gdy przemytnicy powsiadali już do swoich śmigów i mieli ruszyć, wszystkie pojazdy eksplodowały.
Na całej ulicy leżały części Śmigaczy i ciał. Chłopak sprawnie zeskoczył z pojazdu i odwrócony tyłem do powstałego bałaganu, zamontował coś przy sterach.
Nagle usłyszał za plecami wystrzał z blastera i odwrócił się w tamtą stronę. Zobaczył Resmi, która stała nad ciałem jednego z leżących na ziemi kosmitów, który w martwej już dłoni trzymał, wymierzony prosto w Sobola blaster.
- Jednego pominąłeś - powiedziała spokojnie, chowając dymiący jeszcze blaster z powrotem do kabury i podeszła do chłopaka.
- Czyżby? - zapytał Sobol i wskazał w górę.
W tym momencie z nieba spadł duży fragment śmiga prosto na ciało kosmity. Chłopak tylko się uśmiechnął.
Sobol stał oparty o skuter, podrzucając sobie detonator termiczny.
- Znowu się popisujesz! Mieliśmy postarać się mieć ich żywych.
- Taa. . . biorę to na siebie. - skwitował chłopak - A teraz choć po tego ich dowódcę.
- To nie będzie konieczne! - usłyszeli krzyk.
Za nimi stał dowódca. W jego hełmie ciągle był nóż, który Sobol chwile temu rzucił. Gdy zdjął hełm wszystkie przypuszczenia Resmi się potwierdziły. Nawet bez oka i cała pokryta krwią twarz Paula ciągle była rozpoznawalna.
- Paul! - wykrzyknęła Resmi stając naprzeciwko niego w odległości kilku metrów.
- No nareszcie ktoś raczył się zjawić! - wykrzyknął z uśmiechem, najwyraźniej nie przejmując się strużką krwi, spływającą w dół po Jego twarzy.
- Wiesz, że nie musisz tego robić - zaczęła dziewczyna, podchodząc do niego powoli.
- Wiem, ale co z tego, skoro chce? Poza tym, niby kto mnie powstrzyma? Ty? Znam Cię Resmi i to bardzo dobrze. Nie skrzywdzisz mnie.
- Być może nie będę musiała. - powiedziała obojętnie - Właściwie, jaki był powód posłania nas na Naboo? Nic Ci to nie dało.
- Zauważyłem! - warknął - Nie przewidziałem, że Praisowie znowu nie podołają zadaniu.
- Są podobni do Ciebie - powiedział spokojnie Sobol.
Paul mruknął wściekle jakieś zdanie, którego Resmi nie zrozumiała. Dzieliło ich teraz jedynie około dwa metry.
- Widzisz. . . gdy Ty pojechałaś zostać Jedi, ktoś się do mnie zwrócił. Wtedy go zignorowałem, ale po pogrzebie Twojej babci zainteresowała mnie jego oferta - wytłumaczył chłopak, patrząc wprost na niedawną przyjaciółkę.
- Oferta? - zapytała Resmi.
Paul podniósł na nią pełen wściekłości wzrok, a z rękawa jego płaszcza wysunęła się rękojeść miecza świetlnego. Resmi wolała nie myśleć skąd go ma.
- Naprawdę nie musisz tego robić. - powtórzyła spokojnie, patrząc na połyskujący metal rękojeści. - A nawet możesz rzucić całe to dotychczasowe życie przemytnicze i polecieć z nami do Świątyni. Jesteś silny Mocą, tak jak my wszyscy. Tak jak ja. Możesz się uczyć używać jej. . . ale nie w ten sposób. - zaproponowała, przybliżając się do Niego jeszcze o kilka kroków.
- Proszę Cię! - wykrzyknął Paul - Ja mam być Jedi? - zaśmiał się chwilę - Nie, dziękuję. Wolę coś lepszego. Ciemną Stronę! - powiedział, a z rękojeści jego miecza wysunęła się jasnoczerwona klinga.
Resmi stała nadal spokojnie, niemal bez ruchu.
- Nie chcę z Tobą walczyć - powiedziała spokojnie - A ty nie masz powodu by ginąć.
- Że niby ty miałabyś mnie zabić? - zakpił.
- Już raz miałam taki zamiar - przypomniała mu, myśląc o sytuacji na Korelii na chwilę przed śmiercią Jej babci.
- Ale nie zrobiłaś tego. - zauważył - Nigdy nie potrafiłaś nikogo skrzywdzić, a co dopiero zabić. A zwłaszcza przyjaciela. Jesteś na to zbyt sentymentalna.
Dziewczynie stanęła przed oczami scena, w której zabiła Lorda, nawet przy tym nie mrugnąwszy.
- Masz racje. Nie potrafiłam. Kiedyś. - Spojrzała na niego twardo. - Ale jest jeden problem. - odczekała chwilę mierząc go spojrzeniem - Paul, którego znałam już dawno odszedł, pochłonięty przez Ciemną Stronę - zamilkła na moment, z pasa odpięła swój miecz świetlny i zapaliła go. - Mojego przyjaciela już dawno nie ma.
Kiedy tylko skończyła mówić, Paul pełen furii skoczył ku niej. Zamachnął się na nią mieczem, jednak dziewczyna bez najmniejszego problemu zablokowała atak.
Sobol już chciał wkroczyć, ale Resmi nakazała mu stać z boku.
Wymiana ciosów trwała dłuższą chwilę. Resmi co chwila musiała cofać się do tyłu, bądź odsuwać na bok, by nie potknąć się o jedno z ciał lub jakąś część śmiga. To sprawiło, że jej przeciwnik był pewien, że bez najmniejszego problemu sobie z nią poradzi. Pewny siebie przerwał na sekundę atak, by potężnym pchnięciem Mocy odrzucić Resmi do tyłu.
Dziewczyna poleciała ładnych kilka metrów w tył i z impetem wylądowała na ścianie budynku, od której aż odbiła się przez siłę uderzenia. Padła nieprzytomna zaraz pod ścianą, a jej broń wyłączyła się i upadła obok niej.
Paul zgasił miecz i podszedł do niej powoli. Przykucnął przy dziewczynie i spojrzał na nią.
- Popełniłaś błąd w chwili, kiedy mimo rad dziadka przystałaś do Jedi - wyszeptał do niej - A ja w przeciwieństwie do Ciebie uważam, że miał rację. Jedi to nic dobrego i im ich więcej, tym gorzej. Szkoda, że jesteś jedną z nich. - wyciągnął przed siebie prawą rękę i przejechał wierzchem dłoni po Jej twarzy - Gdyby nie to, zabrałbym Cię ze sobą.
- Zostaw ją. - nakazał mu głos, dobiegający z tyłu.
Paul odwrócił głowę w jego kierunku i uśmiechnął się.
- Bo co? - odpowiedział wyzywająco, widząc Sobola.
- Bo cię zabiję.
- No popatrz. . . a podobno zabijanie nie jest w stylu Jedi.
- Cóż. . . jestem dość wrednym Jedi.
- Ty też chcesz dostać łomot? Może i znasz kilka sztuczek, ale Ciemna Strona to moja specjalność, a ty jesteś tylko małym, nędznym Jedi. - powiedział a z Jego lewej ręki wydobyło się kilka jasnoniebieskich błyskawic, które pomknęły prosto do Sobola.
Na Jedi nie zrobiło to jednak najmniejszego wrażenia. Wyciągnął przed siebie rękę i zaabsorbowała mroczną energię.
- To wszystko co potrafisz? - zapytał Sobol - Pozwól, że pokażę Ci Ciemną Stronę.
Paul uniósł się w powietrze i zaczął się dusić.
Z ciągle wyprostowanej ręki Sobola poleciała cała burza piorunów, które sięgnęły adepta Ciemnej Strony. Chłopak skulił się i wył z bólu. Dopiero, gdy Sobol przerwał atak Paul opadł na ziemię i mógł złapać oddech.
- Widzisz? Jesteś zaledwie szczeniakiem znającym parę sztuczek. - podsumował Jedi.
Paul rzucił się wściekły na Sobola. Jego ciosy były silne i szybkie, ale słabo mierzone. Sobol nie miał najmniejszych problemów by ich unikać wykonując zaledwie małe kroki w bok.
Paul odskoczył i skierował rękę w stronę Resmi.
- Są inne sposoby! - wykrzyknął i posłał serię błyskawic w stronę nieprzytomnej dziewczyny.
Sobol szybko uruchomił miecz i rzucił go w Jej stronę. Jego ostrze rozbłysło, gdy uderzyły w nie błyskawice Paula. Chwila nieuwagi Jedi starczyła Paulowi by ciąć bezbronnego Sobola po twarzy. Chłopak złapał się za twarz i nie zauważył jak Paul zachodzi go od tyłu i przystawia miecz do gardła.
W tym samym czasie Resmi zaczęła odzyskiwać przytomność.
Gdy zobaczyła chłopaków, wstała gwałtownie i zaczęła krzyczeć.
- Paul, nie! Nie rób tego!
Sobol spojrzał jej w oczy i tylko się uśmiechnął. Zobaczyła, że cięcie Paula musnęło lewą połowę twarzy Sobola uszkadzając mu Jego bioniczne oko. Młody Jedi jednym szybkim ruchem odpiął od pasa drugi miecz i przystawiwszy go sobie do brzucha włączył ostrze. Po twarzy Jedi nic nie było widać, ale z jego uśmiechniętych ust poleciała strużka krwi. Za to twarz Paula wykrzywiła się w grymasie zaskoczenia i bólu. Sobol wyłączył miecz, a Paul osunął się bezwładnie na ziemię, upuszczając wyłączony już miecz.
- Sobol! Żyjesz?! - krzyknęła Resmi, podchodząc do chłopaka.
Sobol mruknął coś cicho, przypiął miecz do paska, a jednocześnie Mocą przywołał ten, który rzucił wcześniej. Potem przyłożył rękę do swojej rany na brzuchu i zamknął oczy. Znowu dało się zobaczyć małe błyskawice i poczuć lekki swąd spalenizny, ale gdy zabrał rękę po ranie została zaledwie blizna. Następnie urwał kawałek swojej szaty i zrobił z niej prowizoryczny opatrunek na oko.
- Czekaj, może ja. . . - zaczęła dziewczyna, unosząc już dłoń do twarzy Sobola, którą jednak chłopak chwycił, zanim Resmi zdążyła cokolwiek zrobić.
- To mechanizm, tu twoje zdolności nie pomogą - powiedział, opuszczając jej dłoń - Przeżyje. Wszystko poszło zgodnie z planem...
- Planem?! Rozcięcie Ci twarzy, przebicie się mieczem. . . to był Twój plan?!
- Tak.
Resmi tylko prychnęła z lekką wściekłością.
- Dość lekkomyślny. . . a swoją drogą. . . od kiedy masz dwa miecze? Myślałam, że masz tylko jeden i ten kij.
- On też tak myślał. A zbudowałem go chwilę przed Twoim przyjściem w Świątyni.
- Nie rób tego więcej - poprosiła patrząc na twarz chłopaka, który w odpowiedzi tylko się uśmiechnął.
Resmi wyminęła go i podeszła do Paula, leżącego sztywno na ziemi zaraz za Sobolem. Kucnęła obok niego. W pierwszej chwili chciała go uleczyć, ale to nic by nie dało. Sobol ustawił miecz pod takim kątem, że podczas, gdy ostrze przebiło się na wysokości jego brzucha, to Paul dostał prosto w serce, w miejscu którego ziała teraz osmolona dziura. Westchnęła głośno i wyciągnęła rękę do Jego twarzy.
- Żegnaj, Paul - wyszeptała smutno, zamykając, nadal otwarte oczy chłopaka.
Trwała chwilę w tej pozycji, patrząc na nieruchomą już twarz. Żałowała, że nie mogła zrobić nic by cofnąć czas i sprawić, by chłopak znów był tym samym Paulem, którego pamiętała z dzieciństwa. Bez całej tej nienawiści.
"Nie powinnam była go wtedy zostawiać samego. . .", pomyślała, odwracając wzrok, który od razu napotkał rękojeść miecza świetlnego Paula. Podniosła ją, po czym wstała i Mocą przywołała swój własny miecz. Oba przypięła do pasa i spojrzała na Sobola.
- To co teraz? - zwróciła się do niego.
- Teraz? Teraz idziemy po Twoją matkę.
- Ale gdzie?
Sobol tylko się uśmiechnął i poszedł w stronę śmigacza. Resmi ostatni raz spojrzała zrezygnowana na zwłoki starego przyjaciela, po czym bez dalszych pytań ruszyła za Sobolem.
- Powiesz mi gdzie lecimy? - zapytała, wsiadając do śmiga.
- Do Dunny.
- Czemu akurat do niego?
- Po prostu mi zaufaj - poprosił - podczas walki zajrzałem do głowy Paula. Ma bardzo ciekawe wspomnienia - stwierdził, patrząc z ukosa na twarz Resmi.
Gdy byli już przed Jego posesją wysiedli ze śmiga i podeszli do bramy. Resmi chciała już użyć domofonu, ale Sobol poprzez pchnięcie Mocą ją wyważył. Gdy opadł wzniesiony przez nią kurz dostrzegli biegnące do nich droidy. Chłopak wyjął z szat małe kulki i rzucił w stronę droidów. Po chwili z kul wydobyły się ładunki elektryczne niszczące droidy. Przeszli przez podwórko i podeszli do naprawionych już drzwi. Chłopak ponownie je kopnął i wyrwał ze ściany. Za nimi stał zdziwiony i wściekły Dunna.
- Cholera! Czy umiecie wchodzić inaczej?
- Zamknij się i mów gdzie ona jest! Wiesz o kim mówię! - krzyknął Sobol
Twilek szybko dobył dwóch blasterów i wycelował je w Sobola. Chłopak nic sobie z tego nie zrobił, a jedynie uniósł prawą dłoń na wysokość ramion by po chwili zacisnąć ją w pięść. Blastery, podobnie jak dłonie Dunny zostały zmiażdżone w silnym uścisku Mocy. Gdy Sobol podszedł do wyjącego z bólu Twi'leka chwycił go swoją prawą ręką za szyje i uniósł w górę jednocześnie wysuwając z lewej ukryte ostrze, które przystawił do jego szyi.
- Nie zapytam drugi raz! Mów gdzie jest. . . albo zgniotę Ci coś jeszcze!
Dunna podniósł połamaną dłoń wskazując drzwi w ścianie naprzeciwko. Sobol puścił Twi?leka, który spadł na ziemię próbując złapać oddech.
Resmi szybko podbiegła do drzwi i używając miecza otworzyła je. To co za nimi było zmroziło jej krew w żyłach.
Na przeciwko drzwi, oparty o ścianę, stał duży kawał karbonitu z zamrożoną w nim dorosłą Twi?lekanką. Resmi wciągnęła głośno powietrze. Kiedy pierwszy szok minął podeszła do karbonitu i opuszkami palców dotknęła twarz kobiety.
W tej właśnie chwili do Jej umysłu napłynęły wszystkie mgliste wspomnienia z czasów, gdy jako mała dziewczynka mieszkała na Ryloth.
- Mama? - wyszeptała łamiącym się głosem.
W drzwiach za sobą wyczuła obecność Sobola i Dunny, który stał grzecznie, z ostrzem Sobola na szyi.
- Nic nie rozumiecie - odezwał się nagle Twilek - Ja ją kocham, a to był jedyny sposób. Zabraliby ją.
- Kochasz? Proszę Cię. . . - odezwał się Sobol, patrząc karcąco na twarz Twileka - Gdybyś ją kochał, byłaby teraz wolna, a nie jest, z tego co widzę.
- To był jedyny sposób, na zatrzymanie Jej przy sobie - powtórzył Dunna.
W tym czasie Resmi podeszła już do boku karbonitu i przyjrzała się konsoli z przyciskami.
- Nie radzę tego ruszać - ostrzegł Twilek - Jest tam od tylu lat, że nie wiem czy przeżyje odmrożenie.
Resmi spojrzała na niego wzrokiem pełnym nienawiści.
- Drgnij tylko, a pożałujesz tego - powiedział do niego Sobol, po czym wsunął ostrze do protezy i podszedł do Resmi.
- Pozwól. - powiedział, a dziewczyna kiwnęła tylko głową i ustąpiła mu miejsca.
Sobol wpisał coś na konsoli i po chwili jej mechanizm wewnętrzny zaczął buczeć. Najpierw cichutko, później coraz głośniej, aż w końcu karbonit zaczął migotać żółtym światłem. Dziewczyna stała z bijącym mocno sercem kilka centymetrów przed zamrożoną Twi?lekanką, czekając. Gdy po chwili kobieta zaczęła się ruszać, Resmi wstrzymała oddech. Stała bez ruchu, patrząc jak Jej mama uwalnia się z objęć ciemnej cieczy i po chwili, całkiem już wolna, zielonoskóra kobieta, upadła prosto w ramiona córki, która delikatnie położyła ją na ziemię. Sobol podszedł do nich i kucnął z drugiej strony Twi?lekanki, która nagle nabrała głęboki wdech.
- Żyje - powiedziała ucieszona Resmi, patrząc na jej twarz.
Nagle kobieta zaczęła spazmatycznie kaszleć, więc Jedi unieśli ją do pozycji siedzącej.
- Nic... nie... widzę - powiedziała spanikowana między atakami kaszlu.
- Już się tym zajmuję - powiedziała łagodnie Resmi i używając Mocy popędziła do pracy uśpiony długo umysł matki, który natychmiast przywrócił Jej zdolność widzenia.
Zielone oczy kobiety spojrzały prosto na twarz Resmi. Twilekanka przyglądała Jej się przez chwilę, zaskoczonym wzrokiem, który świadczył o tym, że kobieta ją poznaje.
- Resmi?
Z oczu dziewczyny poleciały łzy wzruszenia.
- Pamiętasz mnie - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Oczywiście, że tak. - powiedziała, po czym przyciągnęła do siebie córkę i uściskała ją mocno, a ta odwzajemniła Jej uścisk.
- Minęło tyle lat. . . - szepnęła kobieta - jesteś już duża - teraz również z jej oczu popłynęły radosne łzy. - I jesteś Jedi. . . tak jak twój ojciec - zauważyła.
- Gdzie on jest? - zapytała.
Resmi odsunęła się odrobinę od matki i spojrzała na nią smutno, kręcąc głową. Kobieta zrozumiała natychmiast i ze smutkiem spuściła głowę w dół. Po Jej policzkach popłynęły kolejne łzy, tym razem świadczące nie o radości kobiety a o Jej smutku.
- Ekhm. . . - odchrząknął cicho Dunna i cała trójka spojrzała na niego - Arien?...
- Dunna! - zawołała kobieta, uradowana Jego widokiem - Co ty tu robisz?
Resmi wstała powoli, po czym pomogła wstać mamie i spojrzała na Sobola, który stał teraz niedaleko niej. Oboje zauważyli po głosie Arieny, że ta nie wie, że to właśnie Dunna odpowiada, za zamrożenie Jej w karbonicie. Z chłopaka przeniosła wzrok na uśmiechniętą teraz twarz mamy, a później na Dunnę, nadal stojącego w drzwiach, jak nakazał mu chwilę temu Sobol.
- Ja? - zaczął Twilek, a w Jego oczach było widać cisnące się łzy smutku. Najwyraźniej on też zauważył w głosie kobiety ten sam szczegół.
Resmi błyskawicznie podjęła decyzję co do Twi?leka i uniosła w górę dłoń, by dać mu znak, że ma się nie odzywać.
- Dunna pomógł nam Cię odnaleźć - zwróciła się do Arien, czując na sobie jednocześnie zaskoczone i zdziwione spojrzenia Sobola i Dunny.
- Naprawdę? - Twilekanka zwróciła się do Dunny.
Resmi dała Twilekowi ledwie zauważalny gest skinienia głową.
- Naprawdę - powiedział, patrząc z uśmiechem na kobietę.
Twilekanka podeszła powoli do Dunny i uściskała go radośnie. Dunna, chyba nadal nie dowierzając w prawdziwość całej sytuacji, stał przez chwilę jak sparaliżowany, by po chwili odwzajemnić uścisk Arien, nie zważając na pulsujący ból połamanych rąk.
- Dziękuję - szepnęła do niego Twilekanka.
- Poważnie? - Resmi usłyszała za sobą nadal niedowierzający głos Sobola.
- Spójrz tylko na nią - odpowiedziała mu cicho.
Sobol spojrzał w kierunku dwójki Twileków i od razu zrozumiał, o co chodzi dziewczynie.
- Widziałeś Jej reakcje, kiedy dowiedziała się, że mój ojciec nie żyje - powiedziała po chwili - Nie chcę odbierać Jej jeszcze przyjaciela, zwłaszcza, że nie wie, że cały ten karbonit to Jego sprawka. Tak będzie dla niej lepiej.
Nagle Arien zobaczyła dłonie Dunny.
- Dunna! Co Ci się stało?!
- Mały wypadek. Dunna... dzielnie walczył by nam pomóc - wtrącił Sobol - Jestem pewny, że jak tylko wyzdrowieje to zajmie się Panią. I na pewno nigdy już nie dopuści by zamrożono Panią w karbonicie. Prawda? - Zwrócił się do Dunny jednocześnie wysuwając ukryte ostrze w swojej protezie tak, że tylko Twi'lek je zobaczył.
- Oczywiście! Na pewno! - krzyknął Dunna.

Resmi siedziała oparta o wieżę w ogrodzie Dunny, z rękami splecionymi na piersi, patrząc na Dunnę, Ilyę i swoją mamę, siedzących przy dużym ognisku. W międzyczasie zdążyła już wytłumaczyć Twi?lekowi, że to ze względu na dobro Jej mamy, nie Jego, postanowiła go nie wydać. Uleczyła też Mocą jedną z jego połamanych rąk, a drugą opatrzyła, by ta sama się z czasem zagoiła. Uznała to za dobrą motywację do tego, by był grzeczny, bo jeśli nie, oboje wiedzieli, że Sobol chętnie znów złamie je obie.
Zajęta obserwowaniem całej sceny, nie zauważyła, kiedy podszedł do niej Sobol.
Usiadł z Jej prawej strony i również rzucił okiem na trójkę Twi?leków siedzących niedaleko.
- A co jeśli to się powtórzy? Jeśli znów ją skrzywdzi? - zapytał.
- Nie skrzywdzi. Już ja o to zadbam. - zapewniła.
Sobol spojrzał na nią, ale Jej mina nie zdradzała żadnych emocji.
- W razie czego, powiedz tylko słowo, a z przyjemnością sprawię, że więcej go nie zobaczysz.
Resmi zaśmiała się cicho. Ani trochę nie wątpiła w to, że posłanie tego Twi?leka do kostnicy sprawiłoby mu przyjemność.
"On na pewno nie jest typowym Jedi", pomyślała dziewczyna.
- To co? Skoro misja wykonana, wracamy do domu. - chłopak spojrzał na Resmi, która nie odrywała wzroku od mamy.
- Właściwie. . . ja nie wracam. Przynajmniej na razie.
- Co? Jak to? - chłopak odsunął się od ściany tak, żeby dobrze widzieć dziewczynę.
- Skoro już odnalazłam mamę i mam szansę ją poznać, pobyć z nią. . . - spojrzała chłopakowi w oczy - Chcę z nią na razie zostać. Pomogę odbudować szkody poczynione przez bandę Paula? w końcu to przeze mnie stał się taki zły. Chociaż tyle mogę dla nich zrobić. Skontaktuję się z Justine i wyjaśnię Jej sytuację. Jeśli Rada będzie mnie potrzebowała, będą wiedzieć, gdzie mnie szukać. Teraz to tutaj przyda się Jedi.
Sobol patrzył na nią chwilę. Wiedział, że nie żartuje. Zamierzała zostać na Ryloth z matką. W zrozumieniu pokiwał lekko głową.
- Ty zostaniesz tu, a ja polecę na Naboo. Reez mnie prosił bym wpadł jak tylko będę mógł pomóc mu w jednej sprawie.
- Naboo. Znów jakieś kłopoty?
- Nic wielkiego. Poradzę sobie. I za kilka dni tu wrócę. - uśmiechnął się.
Resmi patrzyła chwilę na niego, po czym niepewnym głosem odezwała się:
- Słuchaj. . . nadal jesteś zły za tamten tekst z Twoją mamą? - zapytała, dłubiąc kawałek trawy.
- Jedi nie powinni być źli - uśmiechnął się chłopak.
- Coś mówiłeś, że jesteś dość wrednym Jedi. - zauważyła.
Spojrzała na chłopaka, lecz ten uśmiechał się tylko, patrząc przed siebie.
Oboje siedzieli przez chwilę cicho, patrząc z oddali na migoczące płomienie ognia, na których smażył się już duży kawał mięsa.
- Nie wiem jak ty, ale ja zgłodniałam od całego tego zamieszania - powiedziała po chwili, zerkając na chłopaka. - Może do nich dołączymy? Od tej smażonej Banthy coraz lepiej pachnie.
- W sumie. . . czemu nie. - powiedział, po czym oboje ruszyli ku prowizorycznym ławkom, ułożonym ze zwalonych pni drzew.

Kolejnego dnia rano, odprowadziła chłopaka do pożyczonego od Dunny statku, którym Sobol razem z Szajbusem odlecieli na Naboo.
Stojąc w miejscu i patrząc na oddalający się statek, czuła dziwny, nieokreślony niepokój...
Wróć na górę