Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Misja

Autor: Miranda

Echo niosło kroki, gdy Miranda szła korytarzem Akademii na Yavin IV. Zatrzymała się przed drzwiami sali, gdzie zazwyczaj obradowała Rada Zakonu. Wzięła głęboki oddech, żeby się uspokoić. Po chwili drzwi otworzyły się i weszła. Doszła do połowy długości i zatrzymała się kilka metrów od siedzących w półkolu Radnych.
- Niech Moc będzie z wami - powiedziała, pochylając z szacunkiem głowę.
- I z tobą, Jedi Mirando - odpowiedziała Mistrzyni Vendea.
Zapadła chwila ciszy. Miranda nie zapytała, dlaczego ją tu wezwano. Ciekawość i niecierpliwość nie przystoją Jedi.
- Wezwaliśmy cię, bo mamy dla ciebie zadanie - zaczął Kirrond, lekko poprawiając się na swoim krześle. Miranda skinęła głową, czekając na ciąg dalszy.
- Parę dni temu skontaktowała się z nami pewna osoba. Twierdzi, że ma coś, co może zainteresować Jedi. - Mówiąc to, Kirrond nie spuszczał wzroku ze stojącej przed nim kobiety. - Chcemy, żebyś poleciała tam i odzyskała ten przedmiot. - Skończył pierwszą część wywodu.
- Co to za przedmiot? - zapytała, pozwalając sobie na okazanie zainteresowania.
- Nie do końca wiemy, chyba nośnik danych - wyjaśniła Justine.
- To raczej zadanie dla Strażnika. - Nie kwestionowała decyzji Rady, po prostu dziwiła się, dlaczego jej, Negocjatorowi, który oprócz Jedi był przede wszystkim naukowcem, przydzielono taką misję.
- Zdajemy sobie sprawę ze specyfiki misji - Justine uśmiechnęła się - ale z pewnych powodów musimy przydzielić ją właśnie tobie. - Ostatnie słowo powiedziała z naciskiem.
- Jaki to powód? - Teraz Miranda była już zdziwiona i zaciekawiana jednocześnie.
- Zażądano twojej obecności - Justine przerwała na chwilę, aby podkreślić wagę słów. - Do tego masz być sama, nie tylko w czasie spotkania, nie wolno przylecieć ci z towarzyszem. - dodała, krzywiąc się lekko i okazując w ten sposób, że jej się to nie podoba.
- Jak rozumiem, nie wytłumaczyła dlaczego? - To było raczej powiedziane lekko ironicznie stwierdzenie. Odpowiedzią było kręcenie głowami siedzących przed nią Radnych. Zapadło milczenie. Każdy rozważał to wszystko, co zostało już powiedziane.
- Wyznaczył termin spotkania? - Użyła rodzaju męskiego, choć nie wiedziała, czy jest to kobieta, czy mężczyzna ani do jakiej rasy należy.
- Za pięć standardowych dni, w tym miejscu - mówiąc to, Justine wcisnęła przycisk na oparciu swojego fotela i przestrzeń między nią a Mirandą wypełniła holograficzna mapa Galaktyki. Po chwili jedna z gwiazd otoczona została zieloną poświatą.
- Przecież to niezamieszkane obszary - skomentowała Miranda lekko podniesionym głosem.
- Nie jest tak źle...Lub dobrze - Justine uśmiechnęła się. - Część planet jest zamieszkana, choć nie podlegają jurysdykcji FedKorpu - powiedziała to, co dla wszystkich obecnych było oczywiste.
- Właściwie to jakichkolwiek władz. - Dopiero teraz do rozmowy włączyła się Mistrzyni Caroline. - Będziesz zdana wyłącznie na siebie - dodała poważnym tonem.
- Rozumiem. - Miranda skinęła głową. Cały czas zastanawiała się, co takiego zawierają te dane, że warto jest ryzykować jej życiem. Nie zapytała jednak o to żadnego z członków Rady.
- Droga jest daleka, a czasu mało, dlatego najlepiej, żebyś wyruszyła jeszcze dziś. - Kirrond mówił spokojnym i rzeczowym tonem. - Wszystkie potrzebne dane są już w twoim komputerze - dokończył, uśmiechając się w duchu do obrazu starannie zadbanego, niemal wymuskanego statku.
- Uważaj na siebie i niech Moc będzie z tobą. - Justine kończyła rozmowę.

Miranda skłoniła się z szacunkiem i wyszła. Idąc korytarzem, swoim zwyczajem ukryła dłonie w rękawach płaszcza. Uśmiechnęła się do mijającego ją padawana, ale nie miała czasu na wymienienie z nim choćby paru zdań. Skręciła w prawo, gdzie na końcu korytarza mieściła się jej kwatera. Nie zwalniając kroku, otworzyła drzwi i weszła do środka. Pomieszczenie było stosunkowo niewielkie i nawet jak na Jedi, urządzone ascetycznie. W lewym rogu stało starannie zaścielone łóżko. Przy oknie znajdował się długi stół zajmujący całą długość ściany. Prostopadle do niego stała wysoka aż do sufitu półka zapełniona starożytnymi woluminami. Książki pokrywały też cały stół, na którym umieszczono końcówkę terminala. Jego ekran jarzył się bladym światłem. Miranda podeszła do niego i spojrzała na ekran. Wciąż jeszcze wyświetlał się edytowany przed godziną dokument. Zamknęła go i wyłączyła terminal. Z szafy wyjęła swój podróżny worek i położyła go na łóżku. Obok niego znalazły się bielizna, dwa kombinezony podobne do tych noszonych przez pilotów i para ciężkich butów do wędrówek w trudnym, górzystym terenie. Spakowała wszystko, dorzucając jeszcze pudełko z rozszerzonym pakietem medycznym i zestaw do analiz chemicznych i biologicznych. Zawiązała worek i zarzuciła go na ramię. Otworzyła drzwi, odwróciła się i jeszcze raz zlustrowała pomieszczenie, jakby chciała się upewnić, że niczego nie zapomniała. Pokręciła głową i wyszła. Zamknęła drzwi i zablokowała zamek. Tu nie było takiej potrzeby, ale nie chciała zmieniać przyzwyczajeń, które w innych miejscach mogą okazać się bardzo przydatne.
W hangarze czekała już na nią Klio, niewielki statek zaprojektowany tak, że z powodzeniem mógł pomieścić spory ładunek, ale również zapewniał komfortową podróż dla trzech osób. Podeszła do trapu. Uśmiechnęła się nieznacznie, wyczuwając znajomą obecność. Ktoś na nią czekał. Zatrzymała się i odwróciła. W cieniu rzucanym przez statek stał Petrus. Podszedł do niej. W ręku trzymał sporej wielkości skrzynkę.
- Już odlatujesz? - Spytał, żeby zacząć rozmowę.
- Nie ma czasu do stracenia - stwierdziła krótko.
- To dla ciebie, Mir. - Petrus zwrócił się do niej zdrobnieniem, którego używał w prywatnych rozmowach. Podał jej skrzynkę.
Miranda wzięła ją i spojrzała na nią badawczo.
- Ale przynajmniej połowa zawartości... - zaczęła, patrząc na rozmówcę z uniesionymi brwiami.
- Całość - wszedł jej w słowo z uśmiechem. - Tam, dokąd lecisz, nie będzie raczej celników i służb bezpieczeństwa, żeby sprawdzać legalność twojego bagażu.
- Dziękuję, ale... - miała wątpliwości, czy powinna mieć coś takiego. Była legalistką, może zbyt rygorystyczną, ale była.
- Weź ją. Może ci się przydać - nalegał.
- No nie wiem... - wciąż nie była przekonana. - Dobrze. - Uśmiechnęła się, wkładając skrzynkę pod pachę i dając tym samym do zrozumienia, że weźmie ją ze sobą.
- Nie ryzykuj. Te dane nie są warte tego, by dla nich ginąć - mówił, wyrażając to, co myśleli wszyscy. - Wątpisz w moje umiejętności? - Zapytała żartobliwie i lekko zadziornie. Chciała skończyć tę poważną rozmowę.
- No wiesz ... - zaczął, uśmiechając się, a atmosfera wyraźnie się rozluźniła.
Oboje roześmiali się.
- Muszę lecieć - powiedziała Miranda, gdy oboje trochę spoważnieli.
- Niech Moc będzie z tobą. - To było coś więcej niż zwyczajowa formułka. Kryła się za nią prośba, żeby była ostrożna i wiara, że jako Jedi poradzi sobie w każdej sytuacji.
- Odezwę się, jak będzie po wszystkim - zapewniła, wchodząc po trapie. Na górze odwróciła się i kiwnęła głową. Uśmiechnęła się na pożegnanie.
Postawiła skrzynkę na podłodze i nacisnęła przycisk podnoszący trap.
- Klio, procedura przedstartowa - powiedziała głośno, odruchowo patrząc w sufit.
Konsola w kabinie pilota ożyła rojem kolorowych światełek. Statek posiadał wiele autonomicznych systemów, tak by bez problemu mogła pilotować go jedna osoba.
- Procedura przedstartowa zakończona - odezwał się głęboki kobiecy alt. - Witamy na pokładzie - dodał.
- Wyłącz ten oficjalny mod. - Miranda machnęła ręką, idąc do swojej kajuty.
- Robi się, szefie. - Komputer wykonał polecenie.
- No, tak już lepiej. - Miranda wyjrzała przez drzwi do kajuty. To był odruch. Mikrofony rozmieszczone zostały w całej przestrzeni statku, łącznie z ładownią i pokładem technicznym. Worek rzuciła na koję. Wyjęła z niego jedynie sprzęt do analiz. Resztą zajmie się, gdy wejdą w nadprzestrzeń.
Wróciła do kabiny pilota i usiadła w lewym fotelu. Obrzuciła konsolę uważnym spojrzeniem, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Wprowadziła koordynaty celu podróży i rozsiadła się wygodnie w fotelu. Ma kilka minut, zanim komputer obliczy skok. Gdy na ekranie pojawił się komunikat o zakończeniu obliczeń, uruchomiła silniki manewrowe. Zameldowała się kontroli lotów. Nie musiała niczego wyjaśniać, natychmiast dostała pozwolenie na start. Powoli wyprowadziła statek z hangaru, a później zwiększyła ciąg silników. Nigdy nie kompensowała całkowicie przeciążeń. Lubiła to uczucie wciskania w fotel, mogła wtedy poczuć statek, jego moc. Kiedy przedni iluminator wypełniła czerń kosmosu, uruchomiła główny napęd, a po chwili weszła w nadprzestrzeń. Patrzyła jeszcze kilka minut na niezwykły wzór, jaki tworzyły gwiazdy. Hipnotyzował i fascynował ją ten widok. Wstała i przeciągnęła się, spoglądając na wyświetlacz odliczający czas do zakończenia skoku. Było go aż nadto, żeby się wyspać i przygotować do czekającej ją misji, nawet jeśli niewiele o niej wiedziała.
W pomieszczeniu, które było jednocześnie kuchnią, mesą i pracownią naukową, przygotowała posiłek. Z miseczką usiadła przy stole i uruchomiła znajdujący się na blacie terminal. Otworzyła folder z informacjami, które przygotowała Rada. Nie było tego wiele, ale i tak więcej niż się spodziewała. Zmierzała na pierwszą planetę krążącą wokół karła typu widmowego M. Mała, chłodna gwiazda emituje na tyle mało energii, że nawet planeta krążąca po ciasnej orbicie miała dosyć surowy i chłodny klimat. Pozostałe były już tylko zamarzniętymi kulami zestalonego gazu. Kilkadziesiąt lat wcześniej była tu kolonia wydobywcza. Została porzucona, gdy wyczerpały się złoża. W pliku były też informacje dotyczące miejscowej fauny i flory. Będzie musiała uważać na zwierzęta, bo planetę zamieszkiwały dwa gatunki dużych drapieżników i kilka mniejszych, ale równie niebezpiecznych. Zastanawiała się, jak znajdzie swojego informatora na zupełnie bezludnej planecie. Nie miała pojęcia, ale uznała, że będzie się nad tym zastanawiać, jak przybędzie na miejsce. Zamknęła plik. Pora zająć się tym, co zawsze robiła przed snem. Wstała od stołu. Miseczkę włożyła do otworu automatu myjącego.
- Przełącz światła w tryb nocny - poleciła, wychodząc z mesy. Natychmiast zgasło główne oświetlenie, pozostało jedynie niewielkie punktowe po prawej stronie od wejścia. Na jej statku nigdy nie było zupełnie ciemno, zawsze, nawet gdy spała.
Idąc do swojej kajuty, zajrzała jeszcze do kabiny pilota, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Nie było takiej potrzeby - gdyby jakikolwiek system nie działał jak należy, albo wydarzyło się coś, co wymagało jej interwencji, komputer natychmiast by ją powiadomił. Po modyfikacjach, jakich dokonała, Klio mogła latać nawet bez obecności pilota. Miała w zanadrzu też kilka innych niespodzianek, ale to było pilnie strzeżoną tajemnicą Mirandy i jej statku. Weszła do swojej kajuty i odruchowo zamknęła drzwi, choć nie było takiej potrzeby, skoro była tu sama. Rozpakowała swoje rzeczy, wykąpała się. Swoją szatę Jedi zamieniła na wygodną tunikę i spodnie z miękkiego materiału. Usiadła na podłodze niedaleko łóżka i pogrążyła się w medytacji. Powoli znikała kajuta, odgłos pracujących silników stawał się coraz cichszy, aż w końcu umilkł. Pogrążała się w oceanie Mocy.

Sala była ogromna. Wzdłuż ścian ciągnęły się rzędy smukłych kolumn pokrytych delikatnym motywem roślinnym. Podłogę zdobiła kamienna posadzka w geometryczne wzory. Światło wpadające przez wysokie witrażowe okna tworzyło na ścianach i podłodze różnokolorowe plamy. Na środku sali klęczała kobieta, na jej kolanach spoczywała kilkuletnia dziewczynka. Z rany na jej piersi wypływała krew, tworząc rubinową kałużę. Po prawej stronie kobiety na wyciągnięcie ręki leżał miecz świetlny. Odwróciła głowę.
- Musisz odnaleźć - Powiedziała, ledwo poruszając ustami.

Miranda otworzyła oczy. Wracała do rzeczywistości. Znów słyszała i czuła statek. Znajomy pomruk dawał poczucie bezpieczeństwa. Zamyśliła się. Od kilku tygodni pojawiała się ta wizja. Nie wiedziała co oznacza. Nie znała tej kobiety. Choć przeszukała bazy danych, nie dowiedziała się, kim jest. Uznała, że ktoś taki nie istnieje, jest obrazem stworzonym przez Moc. Dokąd ją prowadziła? Co takiego musi odnaleźć? Czy ta misja przybliży ją do odpowiedzi? Wzruszyła ramionami. Będzie podążać tam, gdzie poprowadzi ją Moc. Wstała. Lekko zachwiała się, bo zdrętwiała jej noga. Stwierdziła, że chce się jej pić. Spojrzała na chronometr. Choć tu, w kosmosie, dzień i noc nie istniały, ona zawsze przestrzegała naturalnego rytmu snu i czuwania. Według schematu była późna noc. Napiła się wody i ułożyła do snu.

*

Dotarła do celu. Umieściła Klio na standardowej orbicie wokół planety. Uruchomiła skanery, z których kilka było jej dziełem. Czujniki zarejestrowały obecność znaczącej ilości metali, jak się domyślała to pozostałości kolonii i kopalni oraz licznych zwierząt.
- No i co dalej? - powiedziała w przestrzeń przed przednim iluminatorem. Komputer pisnął cicho. - Co tam masz? - zapytała.
- Słabe źródło promieniowania zlokalizowane na jednym z kontynentów. - Gdyby to nie był komputer, można by pomyśleć, że w głosie zabrzmiała ciekawość i ekscytacja.
- Zidentyfikuj - poleciła, nie kryjąc zaciekawienia i podniecenia.
Musiała minąć chwila, nim komputer przeszukał bazy danych.
- Mały, luksusowy jacht - poinformowała Klio.
- Właściciel? - zapytała zaintrygowana.
- Numer rejestracyjny nie figuruje w bazie. - Gdyby była człowiekiem, mówiłaby zmartwiona.
- Wyświetl obraz. - Miranda usiadła na fotelu pilota i spojrzała na ekran głównego komputera.
Natychmiast ekran wypełnił surowy krajobraz. Płaski teren był gęsto usiany różnej wielkości głazami o ostrych krawędziach. Lądowanie w tym miejscu będzie nie lada sztuką. Pośrodku znajdował się niewielki obszar pokryty jedynie rumoszem skalnym. To właśnie tam spoczywał interesujący ją statek.
- Powiększ obraz statku - poleciła.
Natychmiast cały ekran wypełnił smukły kształt kosmicznego pojazdu. Nawet ona widziała, że jego właściciel nie wkładał zbyt wiele czasu i kredytów w konserwację swojego pojazdu. W kilku miejscach poszycie nosiło ślady wgnieceń i zadrapań.
- Wyświetl numer rejestracyjny na zapasowym monitorze - poleciła zamyślona. Coś budziło jej niepokój i czujność. Na razie nie umiała określić co.
Spojrzała na boczny monitor, gdzie Klio wyświetliła dane z transpondera. Trudno było się spodziewać, że dane będą prawdziwe. Istotnie, numer już na pierwszy rzut oka wyglądał na fałszywy. Coś o tym wiedziała, bo jej samej zdarzało się takich używać, gdy chciała jasno zakomunikować, że nie należy pytać, z kim ma się do czynienia. Zatem jedynym sposobem na dowiedzenie się, kim jest osoba, z którą ma się spotkać, jest lądowanie i stanięcie z nią oko w oko. To nie była komfortowa sytuacja, ale o takie raczej trudno było w jej profesji.
- Zejdź z orbity i kieruj się na ten sygnał - poleciła.
- Zrobione. - Klio natychmiast wypełniła polecenie.
- Przejdź na sterowanie ręczne. - Miranda ujęła ster w dłonie. Teren był zbyt trudny i nieprzewidywalny, by lądowanie powierzyć komputerowi.
- Sterowanie ręczne - poinformował komputer, a ona poczuła charakterystyczne drgnięcie steru.
Schodziła dosyć ostrą trajektorią. Sto metrów ponad powierzchnią gruntu wyrównała lot i zaczęła rozglądać się za miejscem do lądowania. Wiedziała, że nie ma co liczyć na zaskoczenie, więc wybrała miejsce mniej więcej dwa kilometry od obcego statku. W razie czego będzie miała trochę czasu, żeby przygotować się, gdyby ten ktoś miał wrogie zamiary. Delikatnie posadziła statek.
- Procedura tymczasowa - Poleciła przełączyć statek w stan czuwania tak, żeby maksymalnie skrócić ewentualne przygotowania do startu.
- Zrobione - zameldowała Klio jak zwykle kobiecym głosem.
Miranda wstała z fotela. Była już przygotowana do wyjścia. Nie musiała ukrywać, kim jest, więc wybrała tradycyjną szatę Jedi, a do paska przypięła miecz świetlny. Do jednej z kieszeni włożyła niewielki analizator i podstawowy pakiet medyczny. Analiza powietrza nie wykazała obecności szkodliwych substancji i mikroorganizmów, a jego skład zbliżony był do optymalnego. Nacisnęła przycisk opuszczający trap.
- Zabezpiecz wejście - poleciła, schodząc.
Nie musiała czekać na potwierdzenie, wiedziała, że Klio wykona polecenie bezbłędnie. Ostrożnie schodziła, rozglądając się czujnie, ale jedyne, co słyszała, to zawodzenie wiatru i odległe porykiwania jakichś zwierząt. Osłoniła twarz, bo wiatr niósł drobne kamyki i ciskał nimi, kalecząc skórę. Stanęła i wsłuchała się w to, co szeptała jej planeta i Moc ją wypełniająca. Nie czuła żadnego zagrożenia, ale też żadnej inteligentnej istoty. Zaniepokoiło ją to. W tej chwili nie próbowała tego interpretować, to mogło tylko ją zmylić i uśpić czujność. Powoli ruszyła w kierunku statku, którym, jak się spodziewała, przyleciał jej informator. Wędrówka, choć nie powinna trwać dłużej niż pół standardowej godziny, jej zabrała dwa razy więcej. Teren był trudny. Niektóre z głazów miały tak ostre krawędzie, że z powodzeniem rozcięłyby podeszwy jej butów. Musiała ostrożnie stąpać i omijać te większe. W końcu dotarła do statku. Wokół panowała cisza mącona jedynie wyciem wiatru. Miranda starała się iść jeszcze ciszej. Doszła do statku. Z bliska wyglądał dużo gorzej niż na wyświetlonym wcześniej obrazie. Trudno było uwierzyć, że kiedyś był to luksusowy Nubian. Obeszła statek, ale nikogo nie znalazła. Właz był zamknięty. Otwarcie go z zewnątrz było co najmniej bardzo trudne. Nie zamierzała na razie tego robić. Wyjęła z kieszeni skaner i omiotła nim otoczenie. Czujniki zarejestrowały obecność materii biologicznej, człowieka. Nie była w stanie określić czy osoba ta żyje. Odległość do niego wynosiła pięćset metrów. Rzucając od czasu do czasu spojrzenie na ekran skanera, skierowała się w tamtąstronę. Gdy liczba na ekranie pokazała 50, schowała skaner. W jej ręku pojawił się miecz świetlny. Szła powoli, ostrożnie stąpając. Przyspieszyła, gdy przy głazie, który z powodzeniem mógłby dać schronienie nawet wyjątkowo dobrze zbudowanemu Wookiemu, zobaczyła leżące ciało mężczyzny - człowieka. Podbiegła do niego i przyklękła. Nie musiała sprawdzać czy żyje. Na jego piersi wyraźnie widać było ranę, która na pewno była śmiertelna. Mężczyzna przyciskał obie ręce do tułowia, jakby chciał coś ukryć, ochronić. Zobaczyła niewielką skrzynkę. Ostrożnie wzięła ją do ręki. Na wieku znajdował się rysunek przedstawiający rozłożyste drzewo.

*

Znów stała przed obliczem Rady. Tym razem zgromadzili się wszyscy, bo i sprawa była szczególnie ważna. Tajemnicza skrzynka, którą przywiozła, spoczywała na niewielkim stoliczku stojącym pomiędzy nią a siedzącymi w półkolu Radnymi.
- Czy wiesz, kim był ten mężczyzna? - Pytanie zadała Mistrzyni Vendea.
- Nie, Mistrzyni. - Miranda pokręciła przy tym głową. - Jego wizerunek ani markery biologiczne nie figurują w żadnej z dostępnych nam baz danych. - Nie dodała, że w tych niedostępnych także.
- Czy skanery zarejestrowały obecność jakiegokolwiek innego statku albo osoby? - Kirrond poruszył się na swoim fotelu.
- Kiedy tylko wyszłam z nadprzestrzeni, Klio zrobiła dokładny skan, zarówno ten krótkiego, jak i dalekiego zasięgu. W tamtym momencie wykryła słaby ślad, jaki zostawił napęd statku. Uznałam, że to statek osoby, z którą mam się spotkać. Rutynowo jednak kazałam zrobić dokładną analizę danych. Okazuje się, że to były pozostałości po napędach dwóch statków. - Zawiesiła na chwilę głos, jakby chciała podkreślić dramaturgię swoich słów. - Jeden z nich to lekko podrasowany Nubian, ale tego drugiego nie umiała zidentyfikować. Jego napęd musi być czymś, czego nie znamy, albo tak mocno zmodyfikowany, że komputery nie umieją już dopasować do tego, co było wyjściowym napędem. - Wyjaśniła.
- Rozumiem - powiedział Mistrz Kirrond. Nieznacznie uśmiechnął się do swojej myśli, że zupełnie tak jak w przypadku statku, którym latała jego rozmówczyni. Ilość modyfikacji i przeróbek czyniła niemożliwym przyporządkowanie go do jakiegokolwiek znanego typu.
- Zatem nie wiemy, kto zabił tego człowieka? - Mistrzyni Vendea zapytała tonem pomiędzy stwierdzeniem a pytaniem.
- Na razie nie. - Miranda pokręciła głową.
- Co to znaczy na razie? - Vendea rzuciła stojącej przed nią Jedi uważne spojrzenie.
- Zrobiłam wstępne rozeznanie. Taka modyfikacja wymaga dosyć specyficznych technologii i materiałów. Można je znaleźć raptem w dwóch czy trzech stoczniach remontowych - wyjaśniła, delikatnie uśmiechając się na widok zaskoczenia malującego się na twarzy jej byłej Mistrzyni.
- W tej chwili nie wiemy, czy należy kontynuować ten wątek - powiedziała przewodnicząca Rady stanowczo i na wszelki wypadek lekko upominająco. Po chwili uśmiechnęła się przepraszająco. Doskonale wiedziała, że Jedi Miranda nie zrobi niczego bez wyraźnego pozwolenia lub polecenia Rady.
- Oczywiście, Mistrzyni - zapewniła Miranda, lekko schylając głowę, żeby podkreślić szacunek, jaki żywiła do swojej przełożonej.
- Wiesz, co jest w skrzynce? - zapytała Vendea, przenikliwie patrząc na stojącą przed nią kobietę.
- Tak. - Mówiąc to, Miranda skinęła odruchowo głową. - Datakryształ. Jest uszkodzony. Odzyskanie choćby części danych jest praktycznie niemożliwe - dodała.
- Zatem możemy uznać sprawę za zamkniętą - powiedziała Vendea, przenosząc wzrok ze skrzynki na Mirandę.
- Mistrzyni... - Jedi zawahała się. - Chciałabym kontynuować śledztwo. - Mówiła z lekkim naleganiem.
- Dlaczego? - Vendea uniosła pytająco brwi.
- Ten znak to symbol rodziny Korth. - Wzięła głęboki oddech, jakby zbierała się na odwagę. - Mojej rodziny - dokończyła.
- Rozumiem. Rada poinformuje cię, gdy już podejmie decyzję. - Przewodnicząca Rady przerwała ciszę, która nastąpiła po słowach Mirandy. - Teraz możesz odejść. - Uśmiechnęła się nieznacznie, żeby złagodzić surowy ton ostatniej wypowiedzi.
- Tak, Mistrzyni. Niech Moc będzie z wami. - Jedi skłoniła się głęboko.
Odwróciła się i skierowała do drzwi. Odruchowo włożyła dłonie w rękawy. Nie czuła rozczarowania, spodziewała się takiego obrotu sprawy. Rada nigdy nie podejmuje pochopnych decyzji, a jaka będzie w jej sprawie, czas pokaże. Smuciła i niepokoiła ją śmierć tego człowieka. Jakie informacje zawierał kryształ i dlaczego były tak ważne, by zabić i dla nich zginąć. Nie wiedziała tego, ale miała nadzieję, że Rada pozwoli jej wyjaśnić tę sprawę.

Wróć na górę