Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Zaginiony Jedi - część 1

Autor: Resmi Helfire & Sobol


Resmi pogrążona była w głębokim śnie, kiedy nagle do Jej podświadomości zaczął docierać fakt, że ktoś ją woła. W pierwszej chwili zignorowała owe wołanie, jednak powtórzyło się ono jeszcze kilka razy, aż w końcu dziewczyna otworzyła oczy. Pierwszym, co zobaczyła, była rozmazana postać. Dopiero po chwili zorientowała się, że jest to postać Jej mamy - Arien.
Twi?lekanka siedziała na brzegu posłania młodej Jedi, czekając aż ta się wybudzi.
- Hm? - wymamrotała leniwie dziewczyna.
- Mówiłaś przez sen - wyjaśniła Jej kobieta - Wszystko w porządku?
- Mówiłam przez sen? - zapytała ją zdziwiona - Co takiego?
- Coś o Naboo i tym chłopaku, co niedawno odleciał. Jak mu tam było?
- Sobol - odpowiedziała jej, nieco zmieszana - A co dokładnie mówiłam? Nie pamiętam, żeby cokolwiek mi się śniło.
- To Jedi miewają sny? - zapytała ją z lekkim uśmiechem.
- Ja na pewno. I zwykle nie wróży to nic dobrego. - przyznała, siadając powoli na łóżku, całkiem już rozbudzona. Minął już prawie tydzień, odkąd chłopak odleciał na Naboo i Resmi zaczynała się porządnie niepokoić, bo nie dawał żadnego znaku życia. Wiedziała, że Sobol przyjaźni się z Reezem i może to trochę potrwać, ale miał wrócić za kilka dni? coś ewidentnie było nie tak.
Dziewczyna odrzuciła na bok koc i wstała. Sięgnęła po zewnętrzną część szaty - tą z kapturem - i narzuciwszy ją na siebie, wyszła na chłodne powietrze przed budynkiem.
- Wszystko w porządku? - usłyszała znów głos mamy, która stała teraz obok niej.
- Powinien już wrócić - odpowiedziała Jej krótko. Stały tak przez chwilę w ciszy, aż w końcu Resmi odezwała się, czując na sobie czujny wzrok kobiety.
- Leciał na Naboo, pomóc w czymś przyjacielowi i miał wrócić za kilka dni - wyjaśniła.
- Skoro tak cię to niepokoi, to dlaczego tam nie polecisz?
Resmi spojrzała na nią z troską.
- Dopiero, co Cię odzyskałam. Mam Cię teraz zostawić samą?
- Przecież nie jestem sama. Mam Dunnę - powiedziała z uśmiechem, co niezbyt pocieszyło dziewczynę. Perspektywa zostawienia mamy z tym Twi?lekiem była jeszcze gorsza niż wizja zostawienia Jej samej. - Jestem dorosła. Poradzę sobie - dodała, widząc minę córki.
Resmi miała jednak dużo lepszy pomysł.

- Dziękuję, że się zgodziłaś - powiedziała do Ilyi. Obie stały teraz tuż przed otwartą już rampą ?Znalazcy?.
- Nie ma sprawy. Daj znać jak go znajdziesz - odpowiedziała Jej młoda Twi?lekanka. Resmi poprosiła ją, by na czas Jej nieobecności miała oko na Dunnę. Nie ufała mu, a na dodatek nie była pewna, czy fakt, że przez ostatnich kilka dni Dunna i Jej mama bardzo się do siebie zbliżyli, uznawać za dobry, czy raczej wręcz tragiczny znak.
Jedi uściskała Ilye na pożegnanie, po czym ruszyła w górę rampy.
- Resmi!
Dziewczyna, stojąc już u szczytu rampy, odwróciła się do Twi?lekanki i spojrzała na nią pytająco.
- Jeśli zadam Ci szczere pytanie, to odpowiesz mi szczerze?
- Pewnie tak - uśmiechnęła się - O co chodzi?
- Sobol nie jest dla Ciebie tylko jednym z Jedi, prawda?
Resmi stała chwilę, oszołomiona zadanym pytanie. Nie pierwszy raz usłyszała podobne, ale ostatnim razem zadała je jedna z dość ciekawskich Padawanek.
- Rzeczowe pytanie - zaśmiała się - Oczywiście, że nie. - wyjaśniła, a widząc smutek w oczach dziewczyny, dodała: - Jest moim przyjacielem.
Nie minęła nawet minuta, kiedy Ilya znów się odezwała.
- Więc może wiesz, czy? - urwała, nieco zmieszana pytaniem, które chciała zadać. Resmi jednak wiedziała już o co Twi?lekanka chce ją zapytać.
- Z tego co mi wiadomo, jest wolny - powiedziała Resmi, oszczędzając przyjaciółce męczarni z doborem słów.
Uśmiechnęła się miło, widząc, najwyraźniej zadowolony, uśmiech Ilyi.
- Powodzenia! - wykrzyknęła jeszcze Twi?lekanka.
- Dzięki. Przyda się - odpowiedziała i uniosła do góry prawą dłoń, którą pomachała Ilyi na pożegnanie.
Twi?lekanka odmachała Jej energicznie, po czym cofnęła się o kilka metrów, dając Resmi więcej miejsca. Dziewczyna, nadal machając do przyjaciółki, lewą dłonią włączyła mechanizm, który powoli zaczął zamykać rampę. Gdy tylko ta całkiem się już zamknęła, dziewczyna opuściła w dół dłoń, którą machała i pewnym krokiem ruszyła w stronę kokpitu.
W prawdzie poczuła lekkie ukłucie zazdrości, spowodowane pytaniem Ilyi, ale odrzuciła je szybko od siebie. Już raz przekonała się, czym grozi to uczucie i nie miała zamiaru tego powtarzać. Najważniejsze teraz było odnalezienie Sobola, a reszta mogła poczekać. Poza tym, polubiła Twi?lekankę i wcale jej się nie dziwiła, że Sobol wpadł Jej w oko. Nie Jej pierwszej.
Kiedy weszła do kokpitu, Gapa już stał podpięty do komputera statku.
- To nie będzie konieczne - powiedziała do droida, siadając na fotel. Gapa zapiszczał kilka razy, niepewny, czy Resmi mówiła właśnie do niego. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby sama kontrolowała statek, zwłaszcza, kiedy na pokładzie byli tylko we dwójkę.
- Dam radę sama - powiedziała, zerkając przy tym na pusty tym razem, fotel drugiego pilota. - I może jakoś to przeżyjemy - dodała szeptem.
Szybko uruchomiła wszystkie systemy i ostrożnie uniosła ?Znalazcę? nad ziemię. Nie minęło dużo czasu, a już była poza atmosferą Ryloth i wpisywała dane skoku na Naboo.
- Niech Moc będzie ze mną? - powiedziała do siebie, przełączając wajchę.

Po opuszczenie nadprzestrzeni ?Znalazca? dryfował spokojnie nad niebiesko-zieloną planetą. Dla Resmi Naboo zawsze wyglądała tak samo pięknie, nieważne, ile razu już tam była. Wiedziała, że tym razem czeka ją jeszcze cięższa przeprawa niż kiedy była tu po raz pierwszy, w dniu, w którym przyleciała po informacje dotyczące miejsca pobytu siostry. Zwłaszcza, że czekała ją wizyta w pałacu, gdzie jeszcze nigdy nie była sama. I zapewne nieunikniona rozmowa z królową.
Dziewczyna westchnęła cicho, czekając na odzew z kontroli lotów, który na całe szczęście nastąpił zaraz po chwili.
- Tu kontrola lotów z Naboo. Podaj swoje dane i cel podróży. - odezwał się, dobrze już znany głos.
- Nazywam się Resmi Helfire, lecę w sprawie prywatnej do? - zastanowiła się chwilę, niepewna, jak się wyrazić - Królowej Alleny i dowódcy Jej straży.
Po jej słowach nastała chwila ciszy, w której dało się słyszeć cicho wyrażone zdziwienie dla faktu, że tym razem odezwała się ona, a nie Sobol. Zapewne kontroler, widząc na skanerze numer rejestracyjny ?Znalazcy? spodziewał się usłyszeć w głośniku jej towarzysza.
- Czy królowa Cię oczekuje? - zapytał w końcu.
- Zapewne nie - przyznała.
- Hm? proszę chwilę poczekać. - odezwał się, po czym umilkł.
Resmi już chciała rzucić jakimś bardzo niemiłym zdaniem, ale powstrzymała się. Wiedziała, że to w niczym nie pomoże. Po długiej chwili czekania, kontroler znów się odezwał:
- Resmi? masz zgodę na wylądowanie? tam, gdzie zawsze. - powiedział niechętnie -
Co Ci Jedi sobie nie myślą? - mruknął ciszej, wyraźnie zakładając, że dziewczyna go nie usłyszy.
Resmi przewróciła tylko oczami, wyłączyła komlink i skierowała statek ku lądowisku przy pałacu Alleny. Powoli, nie chcąc niczego uszkodzić, posadziła chwiejnie statek na powierzchni planety. Przez iluminator widziała już idącego w Jej kierunku Reeza w towarzystwie kilku innych strażników. Zgasiła silnik ?Znalazcy? i ruszyła do rampy. Idący za nią Gapa pogwizdywał cicho i przestał dopiero, kiedy Resmi zatrzymała się w połowie opuszczonej już rampy i spojrzała na niego.
- Lepiej tu zostań - poleciła, a droid niechętnie posłuchał i wrócił do wnętrza statku.
Idąc pospiesznie w dół, widziała już zadowoloną minę Reeza.
Chłopak lekko się ukłonił i zapytał:
- Co Cię do nas sprowadza?
- Szukam Sobola. - odpowiedziała mu - Miał być tutaj.
- I był. Ale odleciał już kilka dni temu promem pasażerskim...
- Ale dokąd? - zapytała, przerywając mu.
- Wracał na Ryloth.
Resmi w zamyśleniu pokiwała tylko głową.
- Miał wrócić już jakiś tydzień temu, ale nie wrócił. - odpowiedziała, po czym zamilka na chwilę, by zaraz znów kontynuować: - Cóż? to w jego stylu. Często ?zapomina? się meldować. Ale nawet u niego nie trwa to aż tygodnia. Coś? coś musiało się stać!
- Na Turonie nieraz pakowaliśmy się w kłopoty, ale zawsze jakoś się udawało. Często z bolesnym?. lub śmiertelnym?. skutkiem dla naszych przeciwników - powiedział Reez.
- Taaa, za bardzo się nie zmienił.
Razem poszli do pokoju, w którym ostatnio oglądali hologram jej byłego przyjaciela Paula. Po drodze spotkali królową.
- Resmi? Co Cię do nas sprowadza? - uśmiechnęła się Allena. - Nie ma z Tobą Sobola?
Dziewczyna ukłoniła się.
- Niestety nie. Nie mam pojęcia gdzie jest i właśnie dlatego tu jestem. Zupełnie nie wiem co robić.
Kątem oka Resmi zauważyła powiększony brzuch u Alleny. Uśmiechnęła się do królowej spoglądając na niego.
- Zgadza się. - królowa potwierdziła skinieniem głowy - Niedługo pojawi się następca tronu. A to wszystko dzięki Sobolowi.
Resmi zrobiła dziwną minę, którą oboje zauważyli i zaraz zaśmiali się krótko. Widząc jednak jeszcze bardziej zmieszaną minę dziewczyny, królowa pospieszyła z wyjaśnieniami.
- Nieee. To nie tak jak myślisz. To Reez jest ojcem, ale to Sobol?.
- Sobol pomógł mi przełamać nieśmiałość wobec królowej. Zresztą, chyba nawet przy tym byłaś.
- Nie pamiętam. Mimo to gratuluję - powiedziała Resmi i uśmiechnęła się szeroko.
- Wróćmy do tematu? co z tym Sobolem?
- Zaginął. Tydzień temu miał wrócić na Ryloth, ale się nie pojawił. Nie zgłasza się? po prostu zniknął.
- A jesteś pewna, że nie zapija się gdzieś w towarzystwie tancerek? - uśmiechnęła się królowa.
- Wątpię. Zawsze mnie informował o planach imprezowych - wtrącił Reez.
W tym momencie do pomieszczenia wpadł jeden ze strażników.
- Szefie! - zwrócił się do Reeza. - Mamy problem? - przerwał i spojrzał na dziewczyny.
- Najmocniej przepraszam Wasza Wysokość - zwrócił się do królowej - Pani - powiedział do Resmi i ukłonił się im obu.
- Co się dzieje, Norn? - zapytał Reez.
- Mamy doniesienie o porwaniu promu.
- Promu? Kiedy?
- Tydzień temu?. ale wiadomość doszła dopiero teraz. Przed chwilą znaleźli porzucony statek. Zero śladów pasażerów i ładunku, ale na ścianach był wymalowany ten znak.
Strażnik podał Reezowi zdjęcie, które przedstawiało ścianę z namalowanym krwią symbolem trójkąta z kości w okręgu.
- Piraci. I to grupa Dieesa.
- Jeśli trafili na prom z Sobolem na pokładzie to już im współczuję - powiedziała Resmi.
- Numer promu się zgadza, ale nie ma śladów walk. Jeśli Sobol tam był, musiał zostać porwany razem z innymi.
- Gdzie znajdę tego Dieesa? Kto to w ogóle jest?
- To wiekowy Feeorianin. Z tego co wiemy ma ponad trzysta lat, ale dopiero od dwudziestu grasuje na szlakach. Niebezpieczny osobnik.
- Czyli jak większość pomylonych typów, z którymi już mieliśmy wątpliwą przyjemność się spotkać - podsumowała Jedi - Mimo to, nie spotkałam jeszcze nikogo, z kim Sobol by sobie nie poradził. Jednakże pomoc na pewno mu się przyda, więc? gdzie mam lecieć? - zapytała, patrząc na Reeza.
Niecałą godzinę później, Reez i Resmi byli już z powrotem na ?Znalazcy?, gotowi do drogi. Na początku Resmi nie chciała zabierać go ze sobą, ale w końcu dała się przekonać do tego pomysłu. Reez znał Sobola o wiele dłużej niż ona, więc plan był całkiem sensowny.
Jako pierwszy potencjalny cel obrali rejon, którego dane były jako ostatnie zapisane w komputerze znalezionego promu.


Cios nadszedł nie wiadomo skąd, ale Sobol wyraźnie poczuł go na twarzy. Klęczał w ciemnym pomieszczeniu a ręce miał związane na plecach.
- Zapytam ostatni raz! Kim jesteś?
- Już mówiłem - splunął krwią - Kapitan Goń Się - zaśmiał się.
W stronę chłopaka padła kolejna seria ciosów. Gdy przestano go bić, Sobol podniósł głowę tak, by spojrzeć w oczy swojemu oprawcy i uśmiechnął się.
- Oj przyjacielu? jak tylko będę wolny? to Cię zabije.
- Póki co może być odwrotnie - powiedział mężczyzna i chwycił chłopaka za włosy by podciągnąć go do góry. Sobol wykorzystał tą chwilę i mocno zarzucił głową uderzając oprawcę w twarz. Ten puścił jego włosy i złapał się za nos. Gdy zabrał rękę widać było, że został złamany i lała się z niego krew.
- Przesadziłeś! - krzyknął mężczyzna i odpiął od pasa nóż, który wbił Sobolowi w pierś. Po chwili chłopak leżał na ziemi w kałuży krwi.


Resmi zerwała się z krzykiem. Chwilę jej zajęło by zorientować się gdzie jest. Siedziała na swojej koi na statku. Zastanawiała się czy to był tylko sen czy może Moc podsuwa jej wizje?...
Kiedy już pierwszy szok minął, dziewczyna usiadła prosto na łóżku i dłońmi przetarła twarz. Dopiero po chwili dotarło do niej, że Gapa stoi w drzwiach i popiskuje na nią pytająco. Dziewczyna podniosła na niego wzrok.
- Nic mi nie jest - zapewniła droida.
Kilka minut później, już ubrana ruszyła po cichu do kokpitu, mając nadzieję, że nikogo więcej nie obudziła. W kokpicie siedział Reez, ale nie był zbyt zadowolony.
- Mamy pasażera na gapę? - powiedział i wskazał na jeden z zapasowych foteli, które wysuwa się ze ściany. Siedziała na nim młoda Twi?lekanka.
- Ilya? Co Ty tu robisz?! Jak dostałaś się na statek? Miałaś zostać na Ryloth i pilnować Dunny.
- Kiedyś Sobol mi pomógł? chce mu się odwdzięczyć. Co do Dunny? pilnuje go mój brat.
- A jak dostałaś się na statek? - zapytał Reez
- Schowałam się w podwoziu, a potem przez właz naprawczy weszłam na pokład.
Resmi mimowolnie uśmiechnęła się i przewróciła oczami.
- Wy i to wasze chowanie się na moim statku? - zaśmiała się Jedi, jednocześnie zastanawiając się w duchu, dlaczego nie wyczuła Jej obecności wcześniej.
- Jacy ?my?? - zapytała zdziwiona Twi?lekanka.
Resmi zauważyła, że również Reez patrzy na nią pytająco.
- Długa historia. Jak już znajdziemy Sobola, to możecie go o to zapytać. - odpowiedziała, po czym usiadła na swoim miejscu i podciągnęła nogi do góry, chcąc na spokojnie przeanalizować to, co widziała we śnie.
Nie było to jednak proste do zrobienia. Za każdym razem, kiedy zamykała oczy, by się skupić, a do Jej myśli powracał tamten obraz, przechodził ją niespokojny dreszcz i natychmiast otwierała oczy.
- Wszystko w porządku? - zapytała w końcu Ilya.
- Nie. Ale nieważne. Poradzę sobie. - odpowiedziała. Nie chciała niepotrzebnie martwić dziewczyny.
Nagle obie usłyszały głośne ziewnięcie Reeza.
- Resmi? zgodzisz się chyba, że wysłanie Ilyi na tyły po kaff będzie dla niej wystarczającym zadośćuczynieniem za włamywanie się bez pozwolenia na statek? - zapytał po chwili.
- W sumie? - uśmiechnęła się Jedi - Niezły pomysł. Chętnie się napiję.
Ilya westchnęła głośno, po czym wstała.
- Gdzie znajdę kambuz? - zwróciła się do Resmi.
- Idąc korytarzem? - policzyła coś w myślach, po czym poinstruowała: - szóste drzwi po lewej.
Twi?lekanka skinęła głową i wyszła z kokpitu.
- Chodzi o Sobola, prawda? - zapytał Reez chwilę po tym, jak Ilya wyszła.
- Coś czułam, że nie chodzi wyłącznie o chęć napicia się? - odpowiedziała smętnie - Tak. O Niego. Widziałam coś? i sama nie wiem, czy to wizja, czy tylko zły sen - przyznała. - Choć mam nadzieję, że to drugie.
- Z tego co pamiętam, jak Sobol miał złe sny na Turonie to nie kończyło się to zbyt dobrze?
- Cudownie? więc jest źle. I to bardzo. Bardzo, bardzo źle? a dokładniej to katastrofa? i to wielka?
- Dobra, tyle zrozumiałem - odezwał się Reez, przerywając Jej dalszy potok słów. - Co konkretnie widziałaś?
- Jak jest w jakiejś niewoli. Przesłuchują go. Próbuje się stawiać. Jednemu łamie nos, a potem? wbijają mu nóż w serce. Widziałam jak umiera - powiedziała ograniczając głośność słów do szeptu.
- Hah, cały Sobol. Nawet na przegranej pozycji się stawia.
- Tak, cały on. To akurat dobrze. Tylko zakończenie zdecydowanie mi się nie podoba. - mówiąc to, spojrzała na kalejdoskop za iluminatorem. - Mam nadzieję, że zdążę? że zdążymy - poprawiła się - Zanim ten sen stanie się prawdą. Sobol zawsze zjawiał się idealnie na czas, by mnie uratować. - kontynuowała po krótkiej chwili ciszy - Latał ze mną, bo mówił, że misje w moim towarzystwie to dobry trening. Teraz role się odwróciły. To Jemu trzeba pomóc. - zamilkła na chwilę i wyprostowała nogi, by zaraz potem unieść je znów do góry, w nieco wygodniejszą pozycję, po czym nabrała tchu i mówiła dalej: - Jedi przez lata uczą się wiele trudnych rzeczy, ale ani szkolenie, ani nawet doświadczenie nabyte podczas misji? nic nie przygotuje Cię do zadania, w którym chodzi o coś więcej niż załatwienie czegoś, co zleciła Rada Jedi. Jedyne, czego się teraz boję to to, że nie damy rady, że nie zdążymy, że on zginie.
- Wiesz ile osób chciało go zabić na Turonie? Nikt nie dał rady. Wiem co mówię, bo sam próbowałem.
Resmi obrzuciła go zdziwionym spojrzeniem.
- Ty?
- Długa historia. Kiedyś jeden człowiek porwał bliską mi osobę? i miał on z Sobolem na pieńku. Miałem go zabić w zamian za uwolnienie tej osoby, ale nie mogłem zabić mojego przyjaciela.
- I jak to się skończyło?
- Powiedziałem Sobolowi jak wygląda sytuacja i obmyślił plan.
- Domyślam się, że ryzykowny, wybuchowy i zabójczy dla porywaczy?
- Cóż?. porywacz skończył wrzucony w turbinę silnika.
- Sobol?
- Taaa?. od zawsze był pomysłowy co do sposobów do zabijania. Jakby sprawiało mu to przyjemność. Jego pomysły są serio efektowne.
- Czasem się wstrzymuje - powiedziała Illya, która właśnie weszła z kaffem - pamiętam jak go poznałam. Byłam niewolnicą u Hutta Urbano. Sobol?. niezbyt za nim przepadał, ale nie dziwię się. - dziewczyna podała Resmi i Reezowi napoje, po czym usiadła z powrotem na swoje miejsce i kontynuowała: - Gdy zobaczył jakiegoś mężczyznę wiszącego na ścianie Hutta wpadł w jakiś dziwny szał i wybił wszystkich strażników. Dopiero gdy miał zabić Urbano się opamiętał i chciał odejść. Hutt do niego strzelił. Chłopak odbił pocisk prosto w jego rękę, a potem ja? za te wszystkie lata u niego? - dziewczyna spuściła głowę - pierwszy raz kogoś zabiłam? i ciągle się tego brzydzę.
- Taa, znam to uczucie? - odezwała się Resmi, wpatrzona w kalejdoskop przed sobą - Ciesz się, że nie widziałaś co zrobił innemu człowiekowi, który zadarł z jego rodziną - podjęła po chwili, ale na samą myśl o Lordzie wstrząsnął nią dreszcz.
- Albo pewnemu senatorowi - powiedział Reez.
Nastała chwila ciszy, którą przerwało wycie alarmu. Resmi automatycznie na ekranie konsoli sprawdziła co go wywołało, ale po chwili opuściła rękę i razem z pozostałymi wpatrywała się wielkimi oczyma przez przedni iluminator. Dało się przez niego dostrzec ogromny krążownik klasy Lucrehulk. Był on jednak znacznie większy niż typowe jednostki, które same mogły mieć trzy kilometry długości.
- Co to za statek?! - krzyknęła Illya, podchodząc bliżej.
- Lucrehulk. Zabytek z czasów Wojen Klonów - wyjaśniła Resmi i uśmiechnęła się.
?Jednak te czytanie archiwów i nauka z Sobolem nie poszły na marne.? , pomyślała radośnie, wspominając godziny spędzone wśród tomów historycznych w Akademii.
- Ktokolwiek to jest, złapał nas promieniem ściągającym. - zauważył Reez, wskazując dłonią na ekran.
- Nosz... znowu? - wzburzyła się Jedi i zaczęła klikać po konsoli chcąc jakoś zagłuszyć sygnał.
Starania dziewczyny nie przyniosły jednak żadnego efektu i ?Znalazca? zbliżał się z każdą chwilą niebezpiecznie blisko obcego statku.
- I co teraz? - zapytała zaniepokojona Twi?lekanka, patrząc na zmianę na Reeza i Resmi.
- Wypada jakoś się z nimi porozumieć i dowiedzieć się czego chcą - odezwała się Resmi, włączając jednocześnie komlink i szukając częstotliwości krążownika.
Po kilku nieudanych próbach połączenia zrezygnowała i wstała z fotela z zamiarem udania się do rampy. Kiedy tylko dotarła do wysokich, metalowych drzwi, poczuła silny wstrząs oznajmiający wylądowanie w hangarze.
- To już ja bezpieczniej ląduje? - stwierdziła oschle próbując utrzymać równowagę.
- No nie wiem? - odezwała się Ilya, podchodząc do niej.
W tym momencie drzwi do statku się otworzyły i na pokład wszedł oddział droidów bojowych. Nim ktokolwiek zdążył coś zrobić droidy wystrzeliły w stronę trójki z blasterów. Wszystko stało się ciemne.

Resmi zaczęła powoli odzyskiwać przytomność i podniosła głowę. Ona sama, podobnie jak Reez i Illya była przykuta łańcuchami do ściany.
- Ech? znowu to samo - powiedziała Resmi, próbując uwolnić ręce z łańcuchów.
- To nic nie da - usłyszała zrezygnowany głos Ilyi. - Już próbowaliśmy, ale?
Dalszą wypowiedź dziewczyny zagłuszył przeciągły świst otwierających się drzwi, do których zaraz weszła postać w masce. Podeszła po kolei do każdego z trójki więźniów i przyjrzała im się. Kiedy już skończyła swoje oględziny, wcisnęła jakiś przycisk na niewielkiej konsoli przy rękawie i zaraz do pomieszczenia weszła jeszcze dwójka istot. Oboje, tak jak ich poprzednik byli w maskach.
- Twi?lekanka do reszty w trójce. - zawyrokowała postać, odzywając się, spreparowanym przez mechanizm w masce głosem do pozostałej dwójki.
- A reszta? - zapytał jeden z nich.
- Zostają. Na arenę. - odparła postać, po czym wyszła z pomieszczenia, pozostawiając dwójkę swoich podwładnych razem z więźniami.
Zamaskowane postacie już podchodziły do Ilyi, kiedy pierwszy z obcych właśnie wrócił.
- Jeszcze jedno. Kto jest właścicielem tego frachtowca? - zapytał, wyświetlając holograficzny wizerunek ?Znalazcy?.
- Ja - odezwała się pewnie Resmi - I przysięgam, że jak ruszycie choćby jedną śrubkę?
Obcy podniósł w górę dłoń, przerywając groźbę dziewczyny.
- To wszystko. - powiedział i znów opuścił pomieszczenie.
Gdy Jego kroki ucichły już całkiem, postacie przyklęknęły obok Ilyi i odpięły Twi?lekankę razem z łańcuchami od ściany, by ją podnieść.
- Dokąd ją zabieracie? - zapytała Jedi, zwracając się do obojga.
Żadne jednak nie raczyło pofatygować się z odpowiedzią. Dziewczyna zanotowała w pamięci numer pomieszczenia, które wymienił obcy.
- Co to za arena? - zapytał Reez, patrząc pytająco na dziewczynę.
- Słyszałeś kiedyś o arenie do walk na Geonosis? - zapytała Go, a kiedy skinął głową, kontynuowała: - W Jego głowie była podobna. Pewnie o nią chodzi. Tylko nie widziałam żadnych zwierząt. Same istoty, walczące między sobą. - wyjaśniła.
- Zapowiada się zabawnie. - przyznał Reez.
- A czas nam ucieka - zauważyła - Musimy się stąd wydostać, znaleźć Ilyę i wynosić się jak najszybciej.
- Słuchaj? skoro lecieliśmy tym samym szlakiem, co tamten prom, to być może porwali go Ci sami ludzie. A to znaczy?
- Że być może zabiorą nas prosto do Sobola - dokończyła za Niego, uśmiechając się. - Gorzej, jeśli nie i tracimy tutaj czas, zamiast go szukać.
- Może użyj Mocy - zaproponował.
- Próbowałam. Nie umiem rozwalić łańcuchów. - przyznała niechętnie - Ale mogę spróbować czegoś innego - powiedziała po chwili i spróbowała sięgnąć do niewielkiej kabury, ukrytej przy prawym bucie.
Łańcuchy były jednak za krótkie, by udało się Jej dosięgnąć rękami. Skupiła się więc i używając Mocy powoli wysunęła z kabury niewielki, srebrny nóż o pozłacanej rękojeści, z pozostałymi jeszcze plamami krwi.
- Dziwne rzeczy trzymasz w bucie - zauważył Reez, patrząc, jak nóż upada z cichym brzękiem na podłogę.
- Prezent od jednego Lorda. - wyjaśniła z kwaśną miną - Miałam go tam z nim zostawić, ale czułam, że jeszcze się przyda.
Wyciągnęła rękę i sięgnęła na podłogę po nóż, który na szczęście upadł na tyle blisko, by mogła go dosięgnąć. Kiedy tylko Jej palce dotknęły rękojeści, do dziewczyny powróciło echo wspomnień z bankietu, a później z pałacu Lorda. Minęła chwila, zanim udało Jej się odtrącić na bok krzyki tych wszystkich kobiet, które zostały zabite tym narzędziem.
Następne kilka minut poświęciła próbie przecięcia łańcuchów nożem, a kiedy to nic nie pomagało, spróbowała użyć go jako wytrycha do zamka. Kiedy i ta próba się nie powiodła, sfrustrowana dziewczyna cisnęła nożem o podłogę tuż obok siebie.
- Chyba zostaje nam tylko czekanie - stwierdziła zrezygnowana.
Ponownie użyła Mocy, by schować nóż z powrotem do kabury przy bucie, po czym oparła się o ścianę za sobą.
- Wprost uwielbiam być przykuta łańcuchami do ściany w dziwnych pomieszczeniach...
- Jedi mają ciekawe upodobania? - zaśmiał się Reez.
- Zabawne? - spojrzała na dowódcę z tajemniczą miną - Sobol Cię nie uprzedzał, że działam jak magnes na kłopoty? - zaśmiała się.
- Coś wspominał. A propos? próbowałaś go wyczuć? Ponoć umiecie.
- Taa, wiesz, nie pomyślałam o tym. - przyznała niechętnie.
Reez z niedowierzaniem przewrócił oczami w tym samym czasie, kiedy Resmi zamykała oczy, by się skupić. Używając Mocy, wysłała myśli ku statkowi, szukając dobrze sobie znanej obecności Sobola. Przeszukiwała każdy centymetr krążownika, coraz bardziej rozszerzając obszar o kolejne pomieszczenia. Dotarła nawet do sali, w której wyczuła bardzo wyraźną obecność Ilyi w towarzystwie kilku innych kobiet różnych ras.
W końcu dotarła myślami do drzwi pewnego pomieszczenia, z którego biła ostra aura agresji i nienawiści. Kiedy Jej umysł przebił się na ich drugą stronę, wyczuła czyjąś obecność, jakby znajomą a jednocześnie nieco inną. Posłała tam swoje myśli, by zidentyfikować postać, ale nim do niej dotarła, Jej myśli zatrzymały się na innej postaci. Dobrze znanej.
- Sobol. - powiedziała na głos, otwierając z powrotem oczy.
- Znalazłaś go? - zapytał Reez z nadzieją.
- Znalazłam - przyznała z uśmiechem - Ale jest jakiś inny?
- Inny? - Reez spojrzał na nią zdziwiony.
- Wyczułam Jego obecność, ale Jego umysł jest? - zatrzymała się na chwilę, szukając odpowiednich słów - Jakby czymś zamroczony. Jakby chodził we śnie.
Nastała chwila ciszy. Reez patrzył z zaciekawieniem na zamyśloną minę Resmi.
- Był tam ktoś jeszcze - odezwała się nagle.
- Kto?
- Jakaś obecność? wydała mi się znajoma. Ale jakoś nie umiem? - przerwała, patrząc nagle w stronę drzwi - Mamy towarzystwo.
Znów rozległ się przeciągły świst otwieranych drzwi i do pomieszczenia weszła czwórka zamaskowanych, uzbrojonych istot. Podeszli do Resmi i Reeza, by, tak jak poprzednio Ilyę, odpiąć ich razem z łańcuchami od ściany i wyprowadzić.
- Nie próbujcie żadnych sztuczek, bo pożałujecie - uprzedził jeden z obcych, dziwnie spreparowanym głosem, wskazując jednocześnie gestem blaster u pasa.
Gdy tylko przekroczyli próg przyciemnionego pomieszczenia, znaleźli się w bardzo jasnym korytarzu. Światło było tak ostre, że oboje odruchowo przymrużyli powieki. Przeszli zaledwie parę kroków, po czym skręcili w prawo. Rozejrzawszy się, zauważyli, że są mniej więcej w połowie długiego, bardzo jasnego korytarza, od którego co kilka metrów odchodziły krótkie ?uliczki? w boki, zapewne do innych pomieszczeń.
- Aż boję się spytać, co jest w tych wszystkich pomieszczeniach - szepnęła Resmi, kiedy przechodzili obok kolejnych, nieoznakowanych drzwi.
Ciszę, jaka im towarzyszyła podczas drogi przerywał jedynie nieustanny brzęk łańcuchów, do którego po długich minutach dołączyły coraz to głośniejsze odgłosy walki dobiegające zza mosiężnych wrót, które widzieli już przed sobą. Były to te same ogromne drzwi, za którymi Resmi wyczuła wcześniej obecność Sobola i dziwnie znajomej istoty.
Zatrzymali się kilka kroków przed wrotami i dwójka ze strażników podeszła do nich, by podnieść dużą zasuwę i otworzyć wejście przed więźniami. Gdy tylko tak się stało, dopadł ich ten sam gwar walki i nienawiści, który narastał jeszcze kilka minut temu, tylko o wiele głośniejszy. Wchodząc do środka ujrzeli przed sobą przestronną Arenę.
Była na planie wnętrza wielkiej kuli. Na samym środku znajdowała się duża platforma, która unosiła się w powietrzu w samym środku. Na jej ścianach zbudowane były trybuny. Dało się na nich dostrzec tłumy widzów, którzy krzyczeli i gestykulowali. Na samej arenie leżało mnóstwo złomu i ciał. Pomiędzy nimi dało się dostrzec postać w porwanych szatach z mieczem świetlnym w ręku.
- Sobol - powiedziała cicho Resmi, patrząc szeroko otwartymi oczami na liczbę zwłok u nóg chłopaka.
- Proszę Państwa!! - usłyszeli, niosący się echem po arenie głos - oto kolejna wygrana obiektu numer dziewięćdziesiąt pięć! Już od sześciu dni walczy dla Was bez przerwy! I ciągle wygrywa! Zaraz pomyślę, że to prawdziwy Jedi!
Resmi i Reez stali jak zamroczeni, przyswajając nowe informacje. Kiedy spojrzeli na siebie nawzajem, ich spojrzenia mówiły dokładnie to samo. ?Sześć dni??.
- Musimy to zakończyć - szepnął Reez tak, by mogła usłyszeć go tylko dziewczyna.
- Wiem. I to szybko - odpowiedziała, przenosząc zaniepokojone spojrzenie z powrotem na Sobola.
Używając Mocy, posłała myśli w kierunku umysłu chłopaka, chcąc dowiedzieć się czegoś, co choć trochę rozjaśni jej tę sytuację, ale nie uzyskała żadnej odpowiedzi. Zupełnie jakby coś ją blokowało.
- Nie dobrze - zwróciła się do Reeza, nadal patrząc w kierunku Sobola.
- Co jest? - zapytał dowódca, zmartwionym głosem
- Coś mnie tu blokuje. Nie umiem użyć Mocy. - wyjaśniła, starając się ukryć panikę.
Znajoma obecność w połączeniu z blokadą Mocy wywierały w niej najgorsze wspomnienia i obawy. Przerażona, rozejrzała się wokół, szukając znajomej, poranionej twarzy Lorda, jednak nigdzie jej nie dostrzegała.
?Popadasz w paranoję. On nie żyje. Sama go zabiłaś? - skarciła się w duchu, biorąc głęboki wdech.
- Szybciej! - Krzyknął eskortujących ich strażnik - Hrabia nienawidzi czekać!
Słuchając go, Resmi poczuła dziwne deja'vu i aż się zatrzęsła, czując przechodzący ją zimny dreszcz. Gdy szli Reez odezwał się po cichu do Resmi.
- Jego oko. To naturalne. Widziałaś je? Znowu miało ten odcień jak wtedy, gdy Prais postrzelił Allenę.
- Miałam nadzieję, że to przywidzenia, ale skoro i Ty to widziałeś... - powiedziała i opuściła głowę - używa Ciemnej Strony.
- To chyba nie jest dla niego nowość?
- Czasem używał jakiś sztuczek. Leczenia, duszenia, ale nigdy nie przekraczał pewnych granic. Gdy jego oko przybiera taki odcień jest źle. Bardzo.
Gdy doszli do wielkich pozłacanych drzwi jeden ze strażników przyłożył kartę do czujnika na ścianie i wrota otworzyły się, ukazując wnętrze przestronnej komnaty. Naprzeciw drzwi były wielkie iluminatory, przez które było widać arenę i walczącego na niej Sobola.
Przed nimi stała postać w długiej, czerwono-złotej szacie z kapturem na głowie, która obsługiwała tajemniczą konsole.
- Niezwykłe. - przemówiła postać niskim, twardym głosem, nie odwracając wzroku od urządzenia - Walczy już od wielu dni, a nie widać po nim zmęczenia. Ciekawe czy Wy będziecie tacy twardzi.
- To jakaś pomyłka - zaczęła spokojnie tłumaczyć Resmi. - Chcemy tylko odzyskać przyjaciela, nie walczyć?
Przerwała, gdy poczuła na ramieniu mocne uderzenie czyjejś dłoni, nakazujące jej ciszę.
- Oh, wcale nie, moja droga. Nie ma mowy o żadnej pomyłce. - powiedziała postać i odwróciła się.
Na jej widok serce Resmi zatrzymało się na kilka sekund. Z paniką wypisaną na twarzy cofnęła się o krok. Mężczyzna podszedł o kilka kroków w ich stronę, piorunując ich spojrzeniem.
- Resmi Hellfire, morderczyni z Zakonu Jedi i?Reez. Niesamowite, jak chłopak z tak odludnej i zapomnianej planety może zajmować tak ważną pozycję.
- Morderczyni? - zapytał zdziwiony Reez, spoglądając na Resmi.
- To niemożliwe... - szepnęła dziewczyna, ignorując pytanie chłopaka.
- Ach poznałaś mnie? A przynajmniej moje rysy twarzy? Znajome prawda? - postać uśmiechnęła się i zdjęła kaptur.
- Przecież Ty nie żyjesz! - krzyknęła.
- Ależ żyję, moja droga. Ja żyje, ale mój brat nie! Dzięki wam. Na Twoim przyjacielu mszczę się już dobry tydzień, ale chyba dam mu odpocząć. Wydaje mi się, że po tylu zabitych nie zostało w nim wiele z Jedi. Ciekawe czy was w ogóle pozna? - powiedział, uśmiechając się jeszcze szerzej, po czym odwrócił się i ruszył z powrotem do konsoli.
- On nie ma z tym nic wspólnego. To ja zabiłam Lorda. - odezwała się pewnym głosem, wbijając swój wzrok w plecy Hrabiego, który stał teraz w miejscu. Czując na sobie spojrzenie Reeza, mówiła dalej: - Nie chciałam tego robić, ale to był jedyny sposób?
- Żeby to on nie zabił twojego przyjaciela. - dokończył za nią mężczyzna, odwracając się do nich - Tak, wiem. Wiem wszystko! Widziałem nagrania. Ciekawe jak to jest? - zastanowił się przez chwilę - Ten chłopak zaatakował mojego brata, by Cię uwolnić, a z kolei ty go zabiłaś, by on nie zabił twojego przyjaciela. Wnioskuję, że oboje jesteście winni.
Mówiąc to mężczyzna nacisnął przycisk, który miał na swojej konsoli i pod nogami więźniów otworzyła się zapadnia. Ogarnął ich mrok.

Dość długo sunęli przez tunele, ale gdy w końcu wylądowali zorientowali się, że są w celach. Znowu.
Pomieszczenie było bardzo prosto urządzone. Wszystkie ściany, podłoga i sufit były metalowe, na ścianach było zamontowanych kilka prycz, a z sufitu zwisała jedna lampa i to wszystko. Gdy Resmi wstała zobaczyła, że pod jedną ze ścian siedzi postać w podartych szatach, cała we krwi.
- Sobol - szepnęła i chciała do niego podejść wyciągając rękę.
Chłopak uniósł lekko głowę tak, że dało się widzieć jego zielone bioniczne oko i to naturalne, które ciągle miało lekko żółty odcień. Nagle dziewczyna została odepchnięta Mocą.
- Nie - powiedział chłopak i Mocą rzucił kamyk w stronę dziewczyny.
Kamień przez chwile leciał by nagle rozbłysnąć i zmienić się w dym.
- Tarcze energetyczne - powiedział Reez - uratował Ci rękę.
Resmi usiadła w tym samym miejscu, w którym stała.
- Co się z Tobą stało? - zapytała, zwracając się do Sobola.
Chłopak znowu tylko uniósł lekko głowę by po chwili znowu ją opuścić.
W tym momencie drzwi do celi się otworzyły i weszli strażnicy.
- Ty! - Zawołał jeden z nich wskazując jednocześnie na Resmi - idziesz z nami do trójki. Czas przebrać się w nowy strój i dołączyć do Hrabiego. A Ty - wskazał na Reeza - natychmiast pod ścianę!
Gdy chłopak był już przy ścianie został do niej przykuty kajdankami. Dziewczyna trochę się szarpała, ale w końcu musiała się poddać i została wyprowadzona przez strażników.
- A Więc? - zaczął Reez - co z Tobą?
- Daj mi spokój! Nic nie rozumiesz!
- Bo co?! Bo nie jestem ?wielkim i potężnym Jedi?? Upadłeś tak nisko? ratowałeś ludzi. Owszem, czasem emocje brały nad Tobą górę, ale teraz? Sześć dni nic tylko zabijałeś ku uciesze gawiedzi?!
- Zamknij się! - krzyknął Sobol i wstał z ziemi podchodząc do pola siłowego - musiałem walczyć i zabijać! Zawsze - zawiesił na chwile głos by opaść na ziemię i oprzeć się plecami o ścianę jak wcześniej - zawsze zabijałem w obronie. Zabijałem złych ludzi, którzy krzywdzili innych. Może dawało mi to satysfakcję, ale tu jest inaczej. Ta stacja istniała jeszcze przed Wojnami Klonów, a ostatnio zarządza nią...
- Brat kogoś, kogo zabiliście razem z Resmi - dokończył za niego Reez. - Aż trudno uwierzyć, że ona jest do tego zdolna.
- Taaa. Co wy tu w ogóle robicie?
- We trójkę przylecieliśmy Ci pomóc.
- Świetnie wam idzie... - powiedział Sobol patrząc na łańcuchy, którymi skuto jego przyjaciela - Dajcie mi znać jak się uda.
- Bardzo śmieszne. Dowiem się czemu musiałeś zabijać?
- Ten człowiek. Chce poznać tajniki ciemnej strony. Jak działa, jej siłę - Sobol podniósł głowę i Reez zobaczył, że jego naturalne oko zaczęło odzyskiwać zielony kolor - chce ją okiełznać.
- A pomagasz mu bo??
- Bo na tej stacji jest ponad milion istot z czego połowa to niewolnicy wysyłani na arenę by zostać pożartym przez jakieś bestie. Każdy ma wszczepiony chip, który wybuchnie gdy Hrabia wciśnie specjalny przycisk. I zanim zapytasz - Sobol wstał - nie walczyłem z niewolnikami. Zabijałem bestie i wojowników Hrabiego.
Reez patrzył smutno na Jedi.
- Przepraszam za ten tekst o upadku. Nie znałem prawdy.
- Nie musisz. Ja naprawę upadłem. Kiedyś w parę godzin bym coś wymyślił i zabił Hrabiego, ale teraz? Nic nie mogłem - Sobol zawiesił głos - Zaraz. Powiedziałeś we trójkę?
- Jest z nami twoja fanka, Illya.
- Co?!
- Została zabrana do Hrabiego. Strażnicy mówili coś o trójce. Podobnie jak przy Resmi.
- Czemu w ogóle ją braliście?
- Hej! Sama weszła nam na statek. Jest nieposłuszna i krnąbrna, ale też odważna? pasuje do Ciebie!
- Co masz na myśli?
- Nic? może razem uda nam się wymyślić plan.

Tymczasem Resmi, prowadzona przez strażników, wchodziła właśnie do przestronnej, jasnej sali. Na jej drugim końcu, pod ścianą ozdobioną licznymi trofeami, w wielkim, skórzanym fotelu, siedział wygodnie Hrabia. Uśmiechając się szyderczo i raz za razem opróżniając kieliszki z jakimś trunkiem, obserwował krzątające się wokół niego kobiety różnych ras.
Każda z nich miała na sobie ten sam skąpy strój, który kilka chwil temu kazali włożyć również Resmi. Wyglądem przypominał odzież, którą dziewczyna miała na sobie podczas pierwszego spotkania z Lordem, na bankiecie. Różnił się jedynie kolorem i tym, że z powodu braku metalowych części był odrobinę lżejszy.
- No proszę! - zawołał entuzjastycznie Hrabia, czym zwrócił na siebie uwagę Resmi i pozostałych kobiet na sali.
Ostrożnie odstawił na bok kieliszek i energicznie wstał z miejsca.
- Po raz kolejny muszę przyznać, że mój brat był idiotą, jeśli chodzi o kobiety - mówił, podchodząc do Jedi - Po co kroić i konserwować ciała, skoro istnieje tak wiele innych sposobów na zabawę z wami? - zapytał, po czym nie czekając na odpowiedź, spojrzał na twarz Remi, która stała bez ruchu, gromiąc go spojrzeniem - Mój brat trochę za późno zdał sobie z tego sprawę. Rozkuć ją - nakazał jednemu ze strażników, który natychmiast podszedł do dziewczyny i zdjął jej kajdanki z rąk.
Kiedy tylko, na wyraźny sygnał Hrabii oboje strażników oddaliło się w kierunku drzwi, Resmi, używając Mocy, przywołała do siebie blaster jednego ze strażników i wycelowała prosto w pierś mężczyzny. Strażnicy już ruszali z powrotem w jej kierunku, kiedy Hrabia uniósł dłoń, nakazując im, by stanęli.
- Uwierz mi, nie chcesz tego zrobić - powiedział spokojnie, ledwie powstrzymując uśmiech.
- A dlaczego miałabym nie chcieć Cię zabić? - zapytała, nie opuszczając broni.
- Dlaczego? Oh, to bardzo proste. - uśmiechnął się i z wnętrza szaty wyjął mały czip, tak, by dobrze go widziała - Każdy z moich niewolników ma wszczepiony dokładnie taki sam czip. Każdy ze swoją numeracją. W tym także twój przyjaciel, Jedi. A teraz coś jeszcze ciekawszego - powiedział, sięgając do wnętrza szaty po datapad. - Wystarczy wybrać odpowiednią numerację i potwierdzić rozkaz, a za kilka sekund czip zrobi tak? - podrzucił maleńkie urządzenie lekko do góry, a te natychmiast wybuchło, rozbryzgując się w drobny pył. - Wyobraź sobie, że wybiorę numerację czipa wszczepionego do głowy twojego przyjaciela. Byłby ciekawy widok, prawda? - Hrabia uśmiechnął się jeszcze szerzej, widząc zaskoczenie i przerażenie na twarzy dziewczyny.
- Chyba, że zabiję cię, zanim zdążysz wydać rozkaz - zasugerowała, patrząc to na twarz Hrabiego, to na jego datapad.
- Nie martw się, zadbałem także o tę okoliczność. W razie, gdybyś jednak postanowiła mnie zabić i udałoby ci się to, w co szczerze wątpię, moi strażnicy mają rozkaz natychmiastowego uruchomienia autodestrukcji we wszystkich czipach jednocześnie. - wyjaśnił, podchodząc do Resmi, a kiedy był już o kilka kroków od niej, wyciągnął przed siebie dłoń - Tak więc, radzę ci, żebyś grzecznie oddała blaster właścicielowi i nie próbowała więcej żadnych sztuczek, bo inaczej zobaczysz, jak twój przyjaciel razem z większością istot na tej stacji rozpada się na kawałki.
Przez następne sekundy mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu Resmi niechętnie oddała broń do wyciągniętej dłoni mężczyzny.
- Mądry wybór - odparł mężczyzna, po czym rzucił blaster jego właścicielowi - Możecie odejść. Nie będziecie tu już potrzebni. Sytuacja jest opanowana. - zapewnił ich, uśmiechając się przy tym szeroko do dziewczyny, która patrzyła na niego pełnym nienawiści spojrzeniem.
Wróć na górę