Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Obrona Świątyni

Autor: Sobol

Właśnie wypijałem kolejny łyk zimnego koreliańskiego piwa, obserwując finały międzyplanetarnych wyścigów na Nal Hutta. Naokoło mnie się biją, piją, a różne kobiety pracujące oczywiście dla syndykatów próbują uwieść i okraść klientów. Moje klimaty. Niestety nagle coś zaczęło rytmicznie wyć. Wszystko zniknęło, a ja leżałem w swoim łóżku na Yavinie 4. Nie otwierając oczu, uniosłem budzik mocą i zgniotłem go w powietrzu z dziką satysfakcją. Jak śmiał przerwać mój sen! Wycie jednak nie ustało. Dopiero, gdy zabrzmiał głos Kirronda, zrozumiałem, o co chodzi.
- Świątynia jest atakowana! Cały personel cywilny i adepci do schronów! Wszyscy Jedi mają przebić się na główny plac celem ochrony świątyni!
Szybko zerwałem się i chwyciłem mój stary kij świetlny, by wybiec szybko z pokoju.
"Kto jest na tyle głupi, by atakować Świątynię?" - pomyślałem, biegnąc w wyznaczonym kierunku. Szybko dostałem odpowiedź. Przede mną stanęło dwóch czerwonoskórych napastników. Gdy tylko mnie zobaczyli, w ich dłoniach rozbłysły miecze świetlne. Czerwone. To był ich pierwszy błąd.
- Sithowie? - uśmiechnąłem się - wreszcie jakieś wyzwanie. Rzucili się na mnie z furią. To był ich drugi błąd. I w zasadzie więcej błędów już nie popełnią. Gdy biegłem dalej w stronę spotkania, za mną leżały już dwa ciała. Wybiegłem na niewielki balkon nad Głównym Placem i zobaczyłem kilku walczących z Sithami Jedi. Łatwo rozpoznałem Resmi po fioletowym mieczu i Kirronda po jego głowoogonach spiętych na noc z tyłu głowy. Reszta miała naciągnięte szaty i nie mogłem dostrzec szczegółów. Szybko zeskoczyłem w dół i spadłem na jednego przeciwnika, który akurat zaszedł od tyłu jednego Jedi. Jak się szybko okazało, była to moja była mistrzyni Vendea.
- Sobol! Gdzie byłeś?
- Spałem. Nawet ja muszę się czasem wyspać. - powiedziałem i Mocą odepchnąłem kilku nacierających Sithów, by po chwili zrzucić im na głowy balkon, na którym przed chwilą stałem.
- SOBOL! Nie demoluj świątyni! - krzyknęła Ven. Nagle wybuchła jedna ze ścian, zasypując plac odłamkami, przed którymi osłoniliśmy się Mocą.
- A... nieważne... - powiedziała cicho Ven. Na co ja się tylko uśmiechnąłem. W powstałej po wybuchu wyrwie stanęła wysoka, zamaskowana postać otoczona kolejnymi wojownikami. Nie wiedziałem, kto to był, ale miałem wrażenie, że kilka starszych stażem Jedi wyczuło tę osobę. I nie byli zadowoleni z ponownego spotkania.
- Sambor! - Krzyknął ktoś.
- Dobrze być w domu - powiedziała postać i odsłoniła poranioną twarz.
- Czego tu chcesz? Nie jesteś jednym z nas, zdrajco. - powiedział Kirrond.
- Tego, co zawsze. Berła!
- Już raz próbowałeś i nie udało Ci się. Masz za mało blizn? - zapytała Caro, która właśnie odsłoniła twarz.
- Ach, Caroline. Moja była mistrzyni - Sambor się uśmiechnął - wtedy faktycznie mnie pokonałaś, ale dziś mam przyjaciół.
- Zabić ich! - zwrócił się do swoich podwładnych.
Gdy my byliśmy zajęci walką z Sithami, ich dowódca powoli przeszedł przez plac i podszedł do małego pomnika na jego środku. Użył na nim Mocy i otworzyły się pod nim schody, po których zszedł i zniknął nam z oczu. Gdy już się uporaliśmy z przeciwnikami, wyprostowałem się i zapytałem:
- O jakim "berle" on mówił? Co tu się dzieje? KIM ON JEST?
- Długa historia. Musimy go powstrzy... - słowa Ven przerwała eksplozja. Wszystko zrobiło się czarne.
Gdy się ocknąłem, leżałem na zimnych kamieniach. Nic nie widziałem i tylko usłyszałem głos Kirronda z mojego nadajnika.
- Sobol! SOBOL! Słyszysz mnie?!
- Kirr. Tak, ale nie wiem, gdzie jestem. - W moim lewym bionicznym oku włączyłem noktowizję i zobaczyłem długi tunel. - To jakieś podziemia i tunel. Nie wiem, gdzie prowadzi.
- Tak. Słuchaj... Berło. To antyczny artefakt Sithów. Ponoć został stworzony w Dolinie Jedi, kiedy nie istniały jeszcze miecze świetlne. Ten, kto je zdobędzie, posiądzie niemal nieograniczoną Moc. Jakimś cudem wybuch wrzucił Cię do tunelu, który prowadzi do komnaty, gdzie to berło zostało ukryte. Musisz gonić Sambora i powstrzymać...
- połączenie zerwane - odezwał się cybernetyczny głos komunikatora
- No super. Jak zwykle.
Ruszyłem w dół tunelu, na końcu którego dostrzegłem lekkie światło. Jak się okazało, był to trzyosobowy oddział Sithów. Siedzieli przy małym ognisku i rozmawiali.
- Żałośni Jedi. Zrobiliśmy ich, jak chcieliśmy! Szef na pewno zdobędzie Berło, a wtedy posiądziemy nieograniczoną Moc! - Powiedział jeden.
- Niby tak, ale mam dziwne wrażenie. Jakby ciągle ktoś nas obserwował.
-Dziwne uczucie - rzucił inny.
- Chłopaki, cicho! Bo jeszcze nas znajdą. Nie chce mi się walczyć. - upomniał ich ostatni. Poprzez cicho odpiąłem ich miecze i uniosłem nad nich a potem Mocą rzuciłem kupkę piachu na płonące ognisko, gasząc je. Wstali szybko i zaczęli się rozglądać.
- Co się dzieje? Miecze! Włączmy miecze! Ciemno tu jak u Rancora w paszczy.
- Nie mam! Gdzie mój miecz?
- Ja też go nie mam!
- Tu są - powiedziałem cicho i włączyłem je nad ich głowami, by zaraz je upuścić. Gdy droga była już wolna, ruszyłem dalej, aż doszedłem do wielkiej komnaty z piedestałem na środku. Nad nim unosiło się berło, do którego akurat podchodził Sambor. Gdy ujął je w dłoń i odwrócił się, zobaczył mnie stojącego w drzwiach.
- Ach, to Ty! Ten młody i buntowniczy! Słyszałem, że często bawisz się Ciemną Stroną i negujesz kodeks!
- Zdarzyło się raz czy dwa... ale nie jestem zdrajcą - powiedziałem, i rzuciłem się do ataku.
Sambor wykonał lekki unik i tylko zamachnął się swoim dopiero co włączonym mieczem, rozcinając mój kij i odepchnął mnie Mocą na kilkanaście metrów.
- Jak? To mieszanka Phirkite i Cortosis! Nie do ruszenia przez miecz świetlny!
- Widzisz! Potęga. Dołącz do mnie.Nauczę Cię rzeczy, o jakich nie śniłeś!
- Na pewno nie tyle co moje przygody!
- Na pewno? Czyż nie pragniesz potęgi? Siły? Wiedzy? Może dołączysz do mnie i się przekonasz- Zacząłem się do niego powoli zbliżać.
- Mów dalej.
- Dołącz do mnie, a otrzymasz to wszystko i wiele więcej! Zawładnę galaktyką! Tobie mogę dać jakiś mały system pod całkowitą władzę. Potęga, bogactwo, piękne kobiety! To wszystko będzie twoje! Za moimi plecami wyczułem, że dobiegła do mnie reszta, ale zostali zatrzymani w polu zastojowym, które Sambor ustawił przy głównym wejściu, a które sam jakimś cudem ominąłem.
- Sobol! - krzyknęli wszyscy moi towarzysze.
- Cicho! Ja tu negocjuje z moim przyszłym uczniem. - Powiedział Sambor i puścił przez pole krótki impuls elektryczny.
- W sumie masz rację. Kodeks Jedi? zasady, bycie grzeczny, itp? To nie dla mnie - powiedziałem.
Klęknąłem przed Samborem
- Mistrzu.
- Jeszcze nie jestem twoim mistrzem. Najpierw musisz dowieść, że jesteś Sithem. Podał mi swój miecz i wyciągnął rękę z berłem w stronę pozostałych Jedi.
- Zabij ich. A potem zajmiesz się cywilami i adeptami w schronie, którego lokalizację nam wskażesz.
- SOBOL, NIE! - krzyczeli wszyscy.
- To koniec - powiedziałem i wstałem, by odwrócić się w stronę uwięzionych - ALE DLA CIEBIE ?- krzyknąłem i odwróciłem się, by przebić Sambora jego mieczem, jednocześnie wyrywając mu Berło z ręki. Gdy tylko je chwyciłem, poczułem uderzenie Mocy, która wypełniła mnie całego. Nigdy nie czułem takiej siły i potęgi jak w tej chwili.
- Teraz moja kolej! Teraz ja mam władzę - mówiłem i wszystko dookoła łącznie z uwięzionymi Jedi i Samborem zaczęło się unosić w powietrze. Wszędzie trzaskały błyskawice i dało się czuć energię Mocy.
- Ale najpierw zacznę od Was! Słabi Jedi - powiedziałem i uniosłem berło w górę w stronę moich byłych towarzyszy - przygotujcie się na...!!!! W tym momencie parsknąłem śmiechem i opuściłem wszystko na ziemię.
- SOBOL?! - krzyknęli wszyscy.
- Wybaczcie, ale nie mogłem się powstrzymać. Ale jedno na pewno zrobię - stwierdziłem i spojrzałem na Berło, które rozsypało się na proch w mojej dłoni
- Nie ma Berła, nie ma problemu.
- Nieeee - usłyszałem krzyk i odwróciłem się do Sambora, który nagle zaczął się rozpadać na kawałki. Podobnie jak Berło. Widać byli jakoś połączeni. Uklęknąłem przy jego pustych szatach.
- No i na co Ci to było? - zapytałem.
- Ekhem. Sobol? Mógłbyś ? zapytał Kirr.
- A tak. Jasne - Mocą zmiażdżyłem jeden z generatorów pola i uwolniłem pozostałych Jedi.
- Za ten żart mam ochotę Cię zamordować - stwierdził chłopak.
- Morderstwo chyba nie jest w stylu Jedi, prawda? - uśmiechnąłem się.
- Ale to poczeka. Dostaję raporty, że wszyscy atakujący rozsypali się podobnie jak Sambor.
- Widać byli połączeni z Berłem poprzez Moc - powiedziała cicha dotąd Caro - a wracając.. świetny żart. Ja się uśmiałam - zachichotała.
- Tak czy inaczej, atak zakończony - stwierdziłem
- FIERFEK. Mogłem użyć mocy Berła, by naprawić świątynię. No trudno. Przynajmniej droidy budowlane będą miały co robić.
Parę godzin później stałem na dachu najwyższej świątyni, patrząc w gwiazdy. Gdzieś daleko na wschodzie majaczyło wschodzące słońce, a planetarny las budził się do życia.
- Tym żartem serio przesadziłeś. Już myślałam, że naprawdę nas zabijesz dla potęgi. Zawsze jej chciałeś - powiedziała Ven - nawet jako Padawan.
- Oj, mistrzyni. Myślałem, że lepiej mnie znasz. Czym jest potęga zdobyta w ten sposób?
- Potęga to potęga. Przynajmniej tak mówią Sithowie.
- Prawdziwa potęga powstaje w treningach. Liczy się ją wylanym potem i krwią. Oczywiście własną.
- Teraz mówisz jak prawdziwy Jedi.
- Nawet mnie się zdarza. Mimo wszystko.
Razem patrzyliśmy na wschodzące nad świątynią słońce i krzątające się wszędzie droidy remontowe.
Wróć na górę