Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Oszukany

Autor: loktaron

Ponownie spory wstrząsnęły 
Republiką. Federacja Handlowa, po
inwazji na Naboo miała oddać
systemy wchodzące w jej skład we
władanie Republiki. Federacja 
natomiast miała przestać istnieć.

Przekupieni przez Federację 
senatorowie spowodowali 
zablokowanie procedur prowadzących
do rozwiązania kupieckiego
przymierza.

Kanclerz Palpatine chce wznowić
proces rozwiązania Federacji. Ma też
własny plan...

1.
Planeta - miasto. Coruscant. Taka siedziba władz wydawała się odpowiednia dla stolicy Republiki. Siwy Jedi stojący na balkonie widokowym podziwiał piękno planety. Patrzył na nieskończone łańcuchy powietrznych taksówek. Podziwiał wspaniałe budowle, gdzie mieszkali dostojnicy, senatorowie i inni ludzie od których zależały losy Republiki. Byli jeszcze Jedi. Strażnicy pokoju i jedności w galaktyce. W ostatnim czasie pokuj ten został zachwiany. Wszyscy Rycerze Jedi wyczuwali niebezpieczeństwo grożące Republice. Ujawniło się także niebezpieczeństwo w postaci Sith'ów. Jeden z nich zginął. Lecz tylko jeden, to połowa odrodzonego Zakonu Sith. Drugi Mroczny Lord ukrywał się w ciemności, gdzie czekał na odpowiedni moment by zadać cios.
Przez głowę Jedi stojącego na tarasie w Świątyni Jedi przemknęła ta smutna myśl. Groźba wisiała nad całym Zakonem Jedi. Stary Jedi czekał na audiencję u Rady Zakonu. Sięgną w głąb pola Mocy i wyczuł, iż narada w sprawie poprzedzającej jego własną dobiegła końca. Ruszył więc żwawo w kierunku "Drzwi przeznaczenia", jak nazywali drzwi sali posiedzeń Rady, młodzi padawani. Szedł prostym korytarzem w kierunku sali posiedzeń.Drzwi otworzyły się i Siwy Jedi ujrzał chłopca i jego Mistrza. O chłopcu wiedział tylko tyle, że ma ogromne predyspozycje władania Mocą. Mistrz chłopaka skłonił się na widok Starego Jedi, zaraz za Mistrzem skłonił się chłopak. Jedi odwzajemnił kurtuazyjny gest. Gdy Stary Jedi wszedł do sali posiedzeń zauważył, iż twarze zgromadzonych Jedi są pochmurne. W szczególności oblicze Yody stwarzało wrażenie, iż poprzednia narada wprawiła wszystkich w zły nastrój. Stary Jedi skłonił się przed zebranymi. Yoda przymrużył oczy. Jedi wiedział, iż w ten sposób Yoda sonduje przeszłość, teraźniejszość i nieodgadnioną przyszłość. Yoda, którego mina była najbardziej kwaśna z całego zgromadzenia, odezwał się pierwszy:
- Witaj, Mistrzu C'baoth. Jaka sprawa zwłoki nie cierpiąca do nas cię sprowadza.
- Witaj, Mistrzu i wy szlachetni Mistrzowie. Jestem tu gdyż zaproponowano mi udział w naukowej ekspedycji. - odpowiedział Mistrz Jedi Jorus C'baoth. Był on już starym i doświadczonym Jedi jednak nie zgodził się na zajęcie miejsca w Radzie. Ubrany był w płaszcz Jedi z dodatkowym obszyciem na skraju płaszcza. Owo, misternie zdobione obszycie świadczyło o szczególnej funkcji pełnionej przez Jedi.
- Zapewne mówisz o wyprawie za granice znanej galaktyki. Świadom niebezpieczeństwa jesteś? - zapytał Yoda.
- Oczywiście. - Jorus C'baoth nie chciał jednak opuszczać Coruscant, jednak była to prośba Wielkiego Kanclerza i Mistrz Jedi nie mógł jej zlekceważyć.
Po raz pierwszy w dyskusji wziął udział Mace Windu:
- Nie jesteś pierwszym, który do nas w tej sprawie przychodzi. Razem z tobą poleci pięciu innych Mistrzów Jedi.
- Nie wiedziałem o tym, ale sześciu Jedi na taką wyprawę to rozsądny skład. - odparł C'baoth, opanowując zaskoczenie.
- Przed wyruszeniem na ekspedycję wszyscy uczestnicy powinni poddać się specjalistycznym badaniom. Takie zarządzenie wydał Kanclerz Palpatine. Ostatnim przystankiem przed wyprawą po za granice galaktyki będzie planeta Yaga Minor. - Mace Windu przyjrzał się badawczo Staremu Jedi po czym zapytał:
- Jak sądzisz dlaczego Kanclerz powierzył Jedi takie zadanie?
Jorus C'baoth wzniósł wzrok i pogładził siwą brodę. Było widać, iż nie zna prawdziwej przyczyny i właśnie zastanawia się nad najrozsądniejszym powodem. Wreszcie Stary Mistrz Jedi rzekł:
- Sądzę, iż nie do mnie należy ocena działań Wielkiego Kanclerza. Sądzę jednak, że ze wszystkich istot zamieszkujących Republikę to właśnie Jedi są do tej misji odpowiedni.
- Czy to powód jedyny? - zapytał Yoda. Yoda zawsze cechował się wielką przenikliwością. Dostrzegał to czego nie spostrzegał nawet Mace Windu. 
- Nie wydaje mi się by stała za tym jakaś wielka intryga. - C'baotha zirytowała ta uwaga Yody, wszak znał Palpatine'a od kilkunastu lat, był jego osobistym doradcą i przyjacielem.
- Blokada Naboo też nie wydawała się z początku groźna, a stali za nią Sith'owie. - Mace Windu pamiętał dni niepokoju na Naboo bardzo dobrze. Wtedy to zginął jeden z największych Mistrzów Jedi. Strata kolejnych mogła by być katastrofalna w skutkach.
- Czujnym bądź i niech Moc będzie z tobą. - Yoda dał znać, że audiencja dobiegła końca.
Stary Jedi skłonił się w pożegnalnym geście i wyszedł. Rozumiał obawy Rady Jedi jednak dla niego uczciwość Kanclerza była ponad wszelką wątpliwością. Wyszedł na taras gdzie stał przed kilkoma minutami. Zachodzące słońce teraz właśnie świeciło najmocniej. Postanowił zaczerpnąć informacji o ekspedycji u samego źródła. Jego przyjaciel będzie znał odpowiedzi na wszystkie pytania.

***

Kilka minut później Mistrz C'boath jechał miejskim autobusem w kierunku Senatu Republiki. Przywódca Republiki pracował do późna więc powinien być w swoim biurze. Żwawym krokiem wszedł do sekretariatu i poprosił człowieka siedzącego za biurkiem o natychmiastowe spotkanie z Kanclerzem. Kazano mu chwilę poczekać, po czym mógł spotkać się ze swoim przyjacielem. Mijając "niebieską gwardię" Kanclerza wszedł do przestronnego biura. Zastał Palpatine'a ślęczącego nad stosami papierów. Podniósł wzrok znad kartek i uśmiechnął się. Wstał podszedł do Jedi, który zgodnie z etykietą pokłonił się Kanclerzowi.
- Daruj sobie te zbędne uprzejmości. Jesteśmy przyjaciółmi tyle lat i nie wyobrażam sobie tego byś musiał, w spotkaniach w cztery oczy, kłaniać mi się. Ale mów co Cię do mnie sprowadza.
- Chodzi o wyprawę po za granice galaktyki. Dlaczego nie powiedziałeś mi, że nie polecę jako Jedi sam. I dlaczego teraz właśnie wystąpiła potrzeba lotów po za znany wszechświat.
- Republika się rozrasta, wkrótce przejmiemy systemy Federacji Handlowej, potrzebujemy nowych terytoriów a eksperymentalne loty w przestrzeń są naszą szansą. Po za tym wydaje mi się, że gdyby udałoby się nawiązać kontakt z innymi rasami najlepszymi ambasadorami Republiki będą właśnie Rycerze Jedi. - Palpatine podszedł do okna. - To dla całej Republiki wielka szansa. Zapadła niezręczna cisz Mistrz Jedi przyglądał się swojemu przyjacielowi. Palpatine odwrócił się w jego stronę.
- Czy plan lotu został już ustalony?
- Oczywiście plan jest gotowy jednak muszą jeszcze odbyć się odpowiednie badania, krew, próbki skóry i tak dalej. Chodzi o względy bezpieczeństwa.
- Względy bezpieczeństwa? Przy takim locie? A jak pokonać anomalie hiperprzestrzenne? Jak pokonamy tą najważniejszą przeszkodę? - Zapytał Mistrz Jedi. Palpatine pokiwał głową jakby się spodziewał, iż ta kwestia interesuje C'baotha.
- Naukowcy Republiki nie są pewni ich występowania. To jest tylko teoria nie poparta dowodami. Ale pewne niebezpieczeństwo istnieje. Gdyby okazało się, że w istocie loty za granice galaktyki są niemożliwe będziecie mogli przerwać misję i powrócić na Yaga Minor. - odparł Palpatine.
- Dobrze. Dziękuję za te cenne informacje drogi przyjacielu i dziękuję, że poświęciłeś mi kilka chwil. 
Kończąc pożegnanie C'baoth skłonił się lekko. Kanclerz odwzajemnił ukłon. Jedi wyszedł z gabinetu i skierował się w stronę Świątyni Jedi. Nie dowiedział się wiele więcej niż już wiedział. Niektóre z jego wątpliwości pogłębiły się. Wizyta u Wielkiego Kanclerza miała mu dodać otuchy a powiększyła jego powątpiewania. Ufał jednak że Palpatine wie co robi. A Palpatine doskonale wiedział co czyni i cieszył się na samą myśl. 

2.
Statek flagowy Federacji Handlowej "Nalk'hs" przemierzał kosmos w oczekiwaniu na rychłą zagładę Federacji. Statek ten był dużo bardziej nowocześniejszy niż statki używane przy blokadzie Naboo. Nowe systemy obronności tarcze wewnętrzne i systemy przekierowania ognia laserowego. Te ostatnie unowocześnienia polegały na skoncentrowaniu siły ognia w zależności od uzbrojenia i opancerzenia wrogich statków. Pierwsze testy wypadły bardzo pomyślnie jednak nigdy nie zostały sprawdzone w bezpośredniej walce.
Po rozwiązaniu kupieckiej unii statek flagowy podobnie jak cała flota i uzbrojenie miał zostać wcielony w siły Republiki. Prace w Senacie się przedłużały, ale nie można było zahamować procesu rozkładu. Sam Wielki Kanclerz Palpatine dążył do rozwiązania Federacji. Zagłada Federacji Handlowej była kwestią czasu tak samo jak los jej przywódcy.
Teraz nie miał znaczenia los organizacji. Przynajmniej dla Nute'a Gunray'a. Jego obchodziła tylko własna osoba. A to z czego zdawał sobie sprawę napawało go lękiem. Był skończony. Nic nie dało się zrobić. To Jedi są powodem jego klęski. Jednak nie było możliwości by dokonać zemsty. Jedi byli zbyt potężni, a po za tym być może Federacja zasłużyła sobie na taki los ufając poleceniom zakapturzonej postaci. Wspomnienie tej mrocznej sylwetki budziło zawsze w sercu Wicekróla niepokój. Neimoidianie z natury byli podstępni i nieufni. Teraz Wicekról upadającej Federacji Handlowej był zdany na łaskę Senatu. Stał się podejrzliwy i żądny zemsty . Za wszelką cenę chciał się też dowiedzieć, czyją twarz skrywał czarny kaptur. Od czasu przegranej bitwy o Naboo miał tylko jedną holograficzną wiadomość od Sith'a. W tym przekazie Mroczny Lord powiedział mu, że odtąd sam musi sobie radzić. Wicekról siedział sam w swojej kabinie rozmyślając nad przeszłością, nad latami dostatku i szczęścia. Teraz Neimoidianin musiał pogodzić się z bolesnymi faktami, a przyszłość pozostawała niepewna. Wicekról mógł nawet za działania Federacji odpowiadać karnie. Gunray'a przerażała perspektywa pobytu w więzieniu. Republika nie daruje win Federacji a o przedawnieniu nie ma nawet co wspominać. Wicekról zdawał sobie sprawę z nieuchronności swojego losu i losu Federacji Handlowej. Westchnął i powiedział sam do siebie, że wszystko skończone. Z rozmyślań wyrwał go sygnał zapowiadający, iż ktoś czeka przed drzwiami. Wicekról wstał, przygładził swą szatę i założył tiarę przypominającą mu o resztkach władzy. Lepsze to niż nic pomyślał gdy drzwi rozsunęły się z sykiem. Do komnaty Nute'a Gunray'a wszedł młody Neimoidianin o pomarańczowych oczach. Taki znak szczególny był niezwykle rzadki wśród tej rasy. Przybyły nosił mundur oficera jednostki flagowej, długą czarną tunikę przepasaną szarfą z insygniami porucznika.
- O co chodzi Terkho? - zapytał z nieskrywaną irytacją w głosie Gunray.
- Dostaliśmy dziwną wiadomość. Mówi ona, że dokładnie za trzy standardowe minuty ma pan być na mostku. Tor wiadomości świadczy o tym, że wiadomość ta przyszła z terytoriów Republiki. - zameldował oficer bez jakiegokolwiek wyraźnego uczucia w głosie. Widać było, że wszyscy znają położenie w jakim znalazł się Wicekról i cała Federacja Handlowa. Gunray starał się zachować godność. Nie udawało mu się to jednak ponieważ godność w jego rozumieniu oznaczała przesadną bufonadę.
- Zatem chodźmy na mostek. - Odpowiedział po czym zadarł głowę do góry i wyszedł w kierunku stanowiska dowodzenia. Nawet jak na Neimoidianina takie zachowanie budziło uśmieszki politowania na twarzach załogi. Jedno trzeba tylko przyznać Gunray'owi, a mianowicie to, iż miał niezrównany talent aktorski. Cały czas udawał, że nie zauważa drwin. Wreszcie dotarł na mostek. Oficer odpowiedzialny za łączność powiadomił go, że lada chwila zacznie się transmisja holograficzna. Wicekról nie musiał długo czekać na połączenie, jednak to co zobaczył sprawiło, iż przypomniał sobie czym jest paniczne przerażenie. Oto przed nim stała holograficzna postać lorda Sith'ów Dartha Sidiousa. Zakapturzona postać wydawała się zadowolona z wrażenia jakie wywarła. Lord Sith odezwał się pierwszy:
- Wicekrólu, mam dla Ciebie propozycję. W najbliższym czasie zostanie z Coruscant wyprawiona misja mająca na celu poszukiwanie drogi po za galaktykę. Ostatnim portem do którego zawita ich statek będzie Belonis na planecie Yaga Minor. Tam masz posłać swoje wojska. Na pokładzie będzie sześciu Jedi. Masz ich wszystkich zgładzić.
- Ale już próbowaliśmy walki z Jedi. - Zaoponował Gunray. Rysy widocznej części twarzy Dartha Sidiousa uniosły się na znak pogardy.
- Jeśli chcesz się kogoś obawiać to bój się mnie. - Zagrzmiał Sith. - To twoja szansa Gunray. - Dodał po czym połączenie zostało przerwane. Wicekról stał na kracie holotransmisyjnej jeszcze kilka chwil po czym zwrócił się do porucznika Terkho:
- Co pan radzi robić.
- W moim przekonaniu należy wykonać polecenie Sith'a. Wystawimy znaczą część naszej armii. Jedi nie mogą w końcu walczyć w nieskończoność.
- Nie widział pan co oni potrafią. - ostrzegł Gunray. - Trzeba też mieć na uwadze wpływy Sith'a w Republice. Wydaje się, że od czasu inwazji na Naboo jego siła wzrosła. - dodał Terkho. - Kto wie jak daleko sięga teraz jego władza i kto wie do czego jest zdolny. 
Wicekról rozważał wszystkie za i przeciw. I dostrzegł w planie możliwość zemsty i uratowania zszarganego honoru.
- Niech więc tak będzie. Ruszamy na Yaga Minor. - rozkazał Wicekról po czym udał się do swojej komnaty.

***

Gunray siedział samotnie i układał misterny plan. Plan, który pozwoli mu dokonać zemsty na Jedi. Przez myśl przeszło mu wspomnienie z blokady Naboo. Wtedy zaledwie dwóch Jedi pokonało go a teraz aż sześciu. To szaleństwo pomyślał Gunray. Ale jednak coś musiało więcej kryć się za tym planem Sith'a. Wiedział, że Mroczny Lord ma własne plany nie wiedział tylko jakie. Być może chodziło o ostateczne unicestwienie Federacji. Po co w takim razie rzucać do walki armie droidów, tak drogich w ostatnim czasie. Wicekról w ostatnim czasie przyczynił się do eskalacji różnych konfliktów na wielu planetach. Przynajmniej tak mógł walczyć o utrzymanie wpływów. Konflikt zbrojny byłby za bardzo niebezpieczny. Siły Republiki przewyższały możliwości Federacji. Jednak zgodził się na realizację planu Sith'a.
Działanie w podstępie może go tylko uratować. Z całą pewnością zrobi wszystko by atak na Jedi na planecie Yaga Minor pozostał tajemnicą. Dołoży wszelkich starań by Yaga Minor była dla sześciu Jedi ostatnim przystankiem w drodze ku wieczności. 

3.
Jorus C'baoth czekał na Yodę w bibliotece Jedi. Księgozbiór Świątyni Jedi, mieszczącej się na Coruscant, nie był bardzo bogaty, ale wystarczający. Stary Mistrz Jedi czuł się tu nieswojo. Zawsze uważał słowo pisane za słowo martwe. Lubił czytać, jednak do każdej lektury podchodził krytycznie. Książki, o których dobrze się wypowiadał, natychmiast zyskiwały czytelników. Dla wielu młodych Jedi był autorytetem, pomimo tego, że nie zasiadał w radzie.
Zawsze uprzejmy, o nienagannych manierach i takim że samym stroju. Siwa broda dodawała mu dostojeństwa. W czasie gdy piastował urząd doradcy senatora Republiki nauczył się bardzo wiele. Poznał zwyczaje wielu ras. Nauczył się wielu języków i biegle nimi się posługiwał. Bardzo dobrze znał też język dyplomacji. Teraz jednak czuł się już stary i zmęczony. Nie chciał zostać członkiem Rady Jedi mimo tego, że niejednokrotnie mu to proponowano. Nie odpowiadała mu rola wyroczni. Przypomniał sobie, iż Rada sprzeciwiła się gdy sam nadał sobie tytuł Mistrza Jedi. Wyszkolił padawana a mimo to Rada zwlekała z nadaniem mu tytułu nauczyciela. Ale z czasem Rada wydała cichą aprobatę dla jego samowoli. Gdy miano mu oficjalnie uznać Mistrzem Jedi, nie stawił się na uroczystą ceremonię. Wyłgał się pilnymi obowiązkami wymagającymi natychmiastowego wypełnienia.
Prawdziwy powód był inny. Nie przybył na uroczystość z czystej złośliwości. Nigdy natomiast nie lekceważył Rady Jedi. Stary Mistrz Jedi uśmiechnął się na myśl o tej nieobecności, za którą oczywiście później pokornie przeprosił Radę. Gdy przypomniał sobie minę Yody, gdy hologramową transmisją poinformował go, że nie przyjedzie na ceremonię, ogarnęło go rozbawienie. Gdy młody jeszcze wtedy C'baoth zdał sobie sprawę ze skutków swego postępowania nie było mu tak wesoło. Przez długi czas myślał o swoim uczynku jak o szczeniackim wybryku. Czas jednak zmienił jego punkt widzenia. Z czasem zaczął się śmiać z tego wybryku młodości. Z przeszłości wrócił do chwili obecnej. Siedział sam w sali bibliotecznej i czekał na Yodę. Mały, zielony Jedi spóźniał się. C'baoth przestrzegał etykiety zawsze gdy było możliwe. Zapominał o niej tylko wtedy gdy miał ku temu powód. Nie był jednak zły na Yodę. Zawsze myślał o nim ciepło. Był jego dobrym przyjacielem. Wstał gdy zobaczył, że drzwi do sali otwierają się a do wnętrza wkroczyła mała sylwetka wielkiego Mistrza Jedi. C'baoth lubił Yodę i darzył go największym szacunkiem spośród wszystkich Jedi.
- Za spóźnienie swoje przepraszam. - odezwał się jako pierwszy Yoda, usadawiając się na siedzisku naprzeciw Jorusa C'baotha. Stary Mistrz Jedi usiadł i odpowiedział, iż jest rad z ich spotkania.
- Chciałem omówić z tobą, Mistrzu, listę z imionami pięciu pozostałych Jedi, którzy wezmą udział w ekspedycji. - rzekł C'baoth po czym dodał: - Nie podoba mi się jedna propozycja Rady. Chcę aby Obi-Wan Kenobi został na Coruscant. Bardzo nierozważnym jest oddzielanie ucznia od mistrza. Szczególnie tak wyjątkowego ucznia.
- Chcieliśmy przydzielić Skywalkerowi nauczyciela nowego. Doświadczonego Mistrza, który miał już pod opieką uczniów. - odparł Yoda.
C'baoth skrzyżował dłonie na piersi, przez chwilę ważył w myśli słowa po czym rzekł:
- Obawiacie się chłopca. Jesteście nieufni, podejrzliwi i surowi. To nie pomaga ani uczniowi ani jego nauczycielowi. Niektórzy Jedi widzą w nim zagrożenie dla Zakonu. Sądzę, że niesłusznie. Wasza nieufność szkodzi Skywalkerowi. A już na pewno zaszkodzicie mu zabierając Mistrza. - C'baoth zwykle nie zabierał głosu w cudzej sprawie chyba, że go o to poproszono. W tym przypadku jednak był przekonany o swojej racji. Restrykcyjne szkolenie Jedi pozostawiało do końca szkolenia tylko najzdolniejszych uczniów. Młody Skywalker zostanie najpewniej jednym z najpotężniejszych Rycerzy Jedi w historii galaktyki. C'baoth był też pewien, że Anakin Skywalker w przyszłości będzie kształtował historię galaktyki, podobnie jak jego potomkowie.
- Wasze obawy musicie zachować dla siebie. Nie zgadzam się na uczestnictwo Kenobiego w tej misji. Jako dowódcy wyprawy musicie uszanować moje zdanie. - C'baoth mówił do Yody jak do młodszego i mniej doświadczonego Jedi niż on. Yoda jednak nie przypominał mu o swoim wieku ponieważ wiedział, iż jego rozmówca zdaje sobie sprawę z jego starszeństwa w Zakonie. Yoda znał też charakter Jorusa C'baotha.
- Do twego zalecenia Rada się podporządkuje. - odpowiedział Yoda. - Wyznaczymy innego uczestnika w miejsce Obi-Wana. Gdy nowa lista będzie gotowa ponownie ją do wglądu dostaniesz. Twoje zdanie Rada uszanuje w tej kwestii. Po zatwierdzeniu listu uczestników, czas przyjdzie by poinformować o misji ich. - Yoda zrobił przerwę. C'baoth wiedział, iż mały Mistrz Jedi się nad czymś głęboko zastanawia. Po krótkiej chwili Mistrz Jedi kontynuował:
- Tymczasem, czy czegoś więcej dowiedziałeś się o podróży swojej od Kanclerza? - Yoda zapytał po czym uniósł uszy nieco do góry by nie uronić ani słówka z odpowiedzi rozmówcy. W takich sytuacjach Yoda wydawał się skupiać tylko na jednym na poznaniu i zrozumieniu informacji. Dla Jorusa C'baotha był to oczywisty sygnał świadczący o wielkim zainteresowaniu Mistrza Jedi wyprawą. C'baoth zacisną usta wyrażając w ten sposób żal i odrzekł:
- Dostałem tylko szczegółowy plan lotu. - mówiąc to sięgnął za pas swojej tuniki i wyciągnął holodysk zawierający trasę ekspedycji. Następnie wręczył holodysk Yodzie, który bardzo szybko schował go do małej kieszonki. Mały Mistrz Jedi patrzył na C'baotha wyczekująco. Było to znakiem mówiącym, że nie otrzymał właściwej odpowiedzi na pytanie.
Siwy Jedi doskonale znał zachowania Yody więc postarał się zapewnić go, iż wszystko jest w należytym porządku.
- Będziemy mieli możliwość przerwania misji przed granicą galaktyk. - rzekł.
Yoda odetchnął, jednak nie był to wyraz ulgi tylko niepokoju. Mały Mistrz zamknął na chwilę oczy i przeniknął granice teraźniejszości. Po chwili zmarszczył brwi i na jego obliczu pojawił się smutek. Otworzył oczy i powiedział.
- Zbliża się burza. Chwieje się Republika gotowa do upadku. - powiedział z nieskrywanym lękiem Yoda.
- Wielki Kanclerz Palpatine odrestauruje Republikę tak, że stanie się ona tym czym była wieki temu. - odrzekł C'baoth wierzący głęboko w swoje słowa.
- Obyś nie mylił się. - odparł po chwili milczenia Yoda. Mały Mistrz Jedi rozejrzał się po sali jakby przypominając sobie o celu spotkania. Pożegnał się z Jorusem i wyszedł z biblioteki. Mistrz C'baoth siedział jeszcze przez chwilę w sali bibliotecznej. Rozmyślał nad słusznością swoich wyborów i decyzji. Był jednak pewien, że Obi-Wan Kenobi nie poleci na wyprawę.
Potem Stary Jedi zastanawiał się nad słusznością całego przedsięwzięcia. Lękał się nieoczekiwanego, nieprzewidzianych wypadków i ich konsekwencji. Od dawna bowiem nad Zakonem krążył nieprzenikniony, czarny cień, cień Ciemnej Strony Mocy i powrotu Lordów Sith. Jorus C'baoth przypomniał sobie słowa swego Mistrza : Pamiętaj, strach to uczucie ludzkie, ale nie oznacza to, że mamy się mu poddać. Odczuwamy wiele: głód, zimno, smutek radość. Strach jednak rodzi agresję i gniew a te uczucia nie należą do drogi Jedi.
Wstając z krzesła, na którym dotąd siedział, Mistrz C'baoth szepną do siebie:
- Mam złe przeczucia. - i wyszedł kierując swoje kroki do swego małego mieszkanka w kompleksie mieszkalnym Świątyni Jedi. Mieszkanie to było zaledwie małym pokojem, w którym Jedi C'baoth spał, pracował i medytował. Pokuj był mały lecz bardzo zgrabnie urządzony. Znajdowało się w nim tylko to co niezbędne Jedi. Pomimo tego co sądzili niektórzy, mieszkał skromnie. Na wyposażenie jego mieszkanka składał się stolik, trzy krzesła, łóżko, mała szafa na ubrania i kilka innych rzeczy. Na stoliku leżały prace naukowe na temat lotów za granice galaktyk. Jedne z tych dokumentów mówiły o niemożliwości podróży miedzy galaktykami. Drugie dopuszczały taką możliwość i obalały teorie przedstawione w pierwszych. Dla Mistrza C'baotha wszystkie przeczytane jak dotąd prace były tylko akademickimi rozważaniami. Żaden fakt nie został popart wiarygodnymi dowodami, ale mimo to warto było je przeczytać, choćby z tego powodu by przekonać się później, która z tych teorii jest słuszna. Mistrz Jedi czytał popijając wodę. Czytał o "sztormach antymaterii" i "wyładowaniach czasoprzestrzennych" panujących na granicy galaktyk. Właśnie zaczynał rozdział traktujący o "rozproszeniu hiperprzestrzennym", gdy usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę. - rzekł miłym, zapraszającym tonem. Drzwi uchyliły się i stanął w nich Mace Windu.
- Nie przeszkadzam? - spytał Przewodniczący Rady Jedi.
- Nie. Oczywiście, że nie. - odparł Jorus C'baoth z niewymuszoną grzecznością.
- Przyszedłem porozmawiać na temat tej wyprawy. - rzekł Mace Windu. - Otóż nie wydaje mi się ona dobrym pomysłem.
Jorus wiedział, iż Przewodniczący Rady przyszedł właśnie w tej sprawie.
- Tak. Wiem. Yoda też dał mi do zrozumienia, że tak uważa, choć nie słowami.
- Uważam tak niebezpieczną wyprawę w tym niespokojnym czasie za mało rozsądne przedsięwzięcie. Wiesz przecież, że dodatkowo ujawniło się niebezpieczeństwo w postaci odrodzonego Zakonu Sith. Prawdą jest, że od czasu inwazji na Naboo nie ujawnił się żaden inny Mroczny Wojownik, ale to nie znaczy, że nie może sabotować wyprawy.
- Zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa. - odparł Mistrz C'baoth.
Mace Windu kontynuował:
- Nie wiemy kim jest drugi Sith i jak daleko sięgają jego wpływy. Wiemy tylko tyle, że w jakiś sposób był związany z Federacją Handlową podczas blokady Naboo.
- Zapewniam cię, iż ufam Wielkiemu Kanclerzowi. Niedawno wspólnie ustaliłem z nim iż, w ostatnim przeglądzie technicznym wezmą udział wszyscy uczestnicy misji badawczej. - C'baoth przygotował się już do rozmowy na temat szczegółów technicznych kilka dni wcześniej. Dlatego nie bał się o stan techniczny jednostki, którą będzie leciał.
- Poza tym Wielki Kanclerz do wszystkich przeglądów technicznych zaangażował grupę swoich zaufanych mechaników.
Mace Windu lekko się uśmiechnął, ale wcale nie było mu lżej. Miał poważne wątpliwości jeśli chodziło o wyprawę poza granice znanej galaktyki, lękał się o losy jej uczestników.
Przewodniczący Rady Jedi dobył z za pala listę uczestników i podał ją C'baothowi, jednocześnie mówiąc:
- Skład listy został zmieniony zgodnie z twoim zaleceniem.
C'baoth jeszcze raz przejrzał listę i nowo wstawione nazwisko znajdujące się tam w zastępstwie nazwiska Obi-Wana Kenobiego.
- Doskonale. - skwitował nową listę Mistrz Jedi. - Teraz należy poinformować wybranych Jedi o powierzonej im misji. - dodał.
- Jutro, z samego rana Rada wezwie ich do siebie.
Mace Windu wstał. To samo uczynił Jorus C'baoth. Pożegnali się i Przewodniczący Rady wyszedł z pokoju zajmowanego przez Starego Jedi. Smutek panował w sercu Mace'a Windu. Nie smutek z powodu rozstania z przyjaciółmi, lecz z powodu niewypowiedzianego poczucia, iż nigdy już nie zobaczy sześciu Jedi, sześciu przyjaciół. Mace Windu przeczuwał katastrofę i podobnie jak Yoda wyczuwał zagrożenie w tej wyprawie. Pożegnawszy Mace'a Windu, Jorus C'baoth powrócił do lektury rozdziału o "rozproszeniu hiperprzestrzennym". Miało ono polegać na rozpadzie materii i odrzuceniu każdej cząsteczki w innym kierunku z prędkością światła. Sceptyczny Mistrz Jedi pomyślał sobie, że ten kto wymyśla taką teorię musi mieć nie lada fantazję i wyobraźnię. Inne prace opisywały podobne zjawiska ale to szczególnie przyciągnęło uwagę Mistrza Jedi.
- Przekonamy się jak jest naprawdę. - Rzekł siwy Jedi odkładając książkę. 

4.
Przygotowania do ekspedycji powoli miały się ku końcowi. Wszyscy uczestnicy wyprawy spotkali się już kilkakrotnie by omówić szczegóły lotu. Statek, którym mieli polecieć był już gotowy i przeszedł pomyślnie trzy przeglądy techniczne. Nadal czekał na najważniejszy przegląd tuż przed odlotem. Wśród szóstki Jedi można było wyczuć nastrój oczekiwania.
Lot w całym Zakonie wywołał poruszenie i wielu Rycerzy Jedi, podobnie jak Rada, była mu przeciwna. Decyzja o wyprawie już zapadła i tylko nieprzewidziane okoliczności mogły przerwać realizację projektu. Wielki Kanclerz Palpatine spotkał się raz z uczestnikami wyprawy. Podczas spotkania wyraził swój podziw i głęboki szacunek dla sześciu Jedi oraz przekazał dysk zawierający szczegółowe informacje na temat planet, które odwiedzą w czasie lotu, dokładny spis ładunku żywności zabieranego z poszczególnych planet. Pięciu z sześciu śmiałków odbyło już przepisowe badania. Dowódca wyprawy, Jorus C'baoth jeszcze nie przeprowadził potrzebnych badań. W ostatnich dniach głowę Mistrza Jedi zaprzątały sprawy organizacyjne. Musiał też pozałatwiać wszystkie formalności związane z odlotem. Stary Jedi w końcu znalazł czas by odwiedzić centrum medyczne. Jorus C'baoth stał wewnątrz powietrznego autobusu, którego linia zatrzymywała się przy centrum medycznym. Było już popołudnie, a autobus stał w gigantycznym korku. C'baoth nie lubił bezczynnie tracić czas. Daleki był jednak od irytacji w jaką wpadłby przeciętny człowiek. Autobus w ślimaczym tempie docierał do kolejnych stacji. Mistrz Jedi mógł wprawdzie polecieć powietrzną taksówką, ale nie chciał wydawać kredytów tylko po to by być szybciej u celu. Wytrwałość z pewnością była cechą Jorusa C'baotha. Stary Jedi przypomniał sobie słowa swojego Mistrza: Wytrwałość, cierpliwość oto godne Jedi cechy. Każdy dojdzie do celu, jeżeli tylko będzie wytrwale podążał właściwą ścieżką. Wspomnienia pokrzepiały Starego Mistrza Jedi. W ostatnim czasie bardzo często przyłapywał się na rozważaniu przeszłości. Był to dla niego znak, iż w istocie zestarzał się. Z rozmyślań wyrwał go metaliczny głos robota w głośnikach rozmieszczonych w taki sposób, wewnątrz pojazdu, by akustyka była jak najlepsza:
- Centrum Medyczne M'art.
Jorus C'baoth wyszedł z autobusu i odetchnął świeżym powietrzem. Spojrzał na budynek, w którym odbywały się poważne operacje i drobne zabiegi. Na długo przed narodzinami Yody, grupa lekarzy różnych specjalności założyła mały, prywatny szpitalik. Nazwali swoją firmę Art of Medic, czyli sztuka medycyny. W późniejszym okresie klinika rozrosła się i zdobyła renomę. W szczytowej fazie swojego rozrostu firma zdobyła intratną koncesję na prowadzenie placówek medycznych w całej obszarze Republiki. Firmę odtąd skrótowo nazywano M'art. Mistrz Jedi wszedł do głównego holu, poczym pierwsze swoje kroki skierował w kierunku robota informacyjnego T-D5X. Od droida uzyskał informację gdzie znajduje się laboratorium. Dostał również wydruk mapki z zaznaczonym swoim obecnym położeniem i położeniem laboratorium. Dotarł do gabinetu zabiegowego bez przeszkód. Wszedłszy do laboratorium ujrzał robota medycznego, którego jedno ramię najeżone było strzykawkami i instrumentami do badań czynności życiowych organizmu.
Pierwszy odezwał się Mistrz Jedi:
- Przybywam w sprawie badań zdolności do ekspedycji naukowej po za granice galaktyki.
- Oczywiście. Zechce pan spocząć i podwinąć rękaw. - zaproponował robot. Jedi posłusznie wypełnił polecenie cybernetycznego lekarza. Droid pobrał małą próbkę krwi i skóry do analizy. Na ręku C'baotha zostało zaczerwienienie. Robot odwrócił się po opatrunek na zranione miejsce. W tym czasie Mistrz Jedi zebrał w sobie Moc, poczuł jak pulsuje w jego ciele. Skierował ją wolą w miejsce zaczerwienienia. Gdy robot odwrócił się z powrotem do Starego Jedi małej ranki już nie było. Następnie robot przeprowadził jeszcze kilka testów. Jorus C'baoth wyszedł ze szpitala z pozytywnymi wynikami. Nie było to dla niego żadną nowiną, gdyż jako Jedi cieszył się bardzo dobrym zdrowiem. Badania były jednak wymogiem biurokracji a Mistrz Jedi nie chciał wchodzić w spór z tym potężnym aparatem Republiki.
Słońce już zachodziło. Niemrawo skrywało się za horyzontem pozwalając by tę półkulę planety otuliła noc. Nie czekał długo na swój środek lokomocji. Teraz na Mistrza Jedi znowu czekała nudna droga autobusem do Świątyni Jedi. Gdy przybędę do Świątyni pewnie będzie już środek nocy. - pomyślał Jorus C'baoth zmierzając do domu.

***

Niewiele się pomylił w swoich kalkulacjach Stary Jedi. Miał jednak nadzieję, że współtowarzysze podróży nie będą jeszcze spać. Istotnie zastał ich czekających na niego w małej sali, jednej z wielu świetlic w Świątyni. Gdy wszedł do pomieszczenia przywitał się z piątką Jedi i oznajmił, iż są gotowi do lotu. Wszyscy Jedi poweseleli choć nie mieli złudzeń jakie będą wyniki badań dowódcy wyprawy. Sześciu Jedi rozmawiało jeszcze przez kilkadziesiąt minut, po czym każdy udał się do swojego mieszkania w Świątyni Jedi. Tylko Jorus C'baoth poszedł na taras widokowy bo podziwiać noc na Coruscant. Stał, oparty o misternie rzeźbioną balustradę, wpatrując się w migoczące światła bijące z wieżowców, których budowa nigdy się nie zakończyła. Nowe piętra były budowane przez okrągły planetarny rok. Stare kondygnacje z czasem dziczały i stawały się siedliskiem przestępców i wyrzutków społeczeństwa. W pewnej chwili Mistrz C'baoth poczuł wibracje Mocy wywołane przez zbliżającego się Jedi. Mistrz skrył się w cieniu pragnąc zostać niezauważonym.
Przez przezroczyste drzwi, prowadzące na taras dostrzegł postać dobrze znanego mu Jedi.
- Dokąd się wybierasz o tak późnej porze Obi-Wanie Kenobi? - zapytał wychodząc z cienia. Obi-Wan podskoczył niby oblany kubłem zimnej wody.
- Ach, to ty, Mistrzu C'baoth. Powinienem był cię wyczuć w polu Mocy. - powiedział młody Jedi otrząsnąwszy się z zaskoczenia. Jorus C'baoth uśmiechnął się pobłażliwie.
- Tak. W rzeczy samej, powinieneś. Jaki zatem powód rozproszył tak twoją uwagę?
Obi-Wan wyglądał na smutnego i trochę złego. Mistrz C'baoth domyślał się, iż powodem fatalnego nastroju Kenobiego jest jego uczeń. 
- To Anakin. Wymknął się i nie wiem czy jest jeszcze w Świątyni. Mam z nim wiele kłopotów. - wytłumaczył Kenobi z nieskrywanym żalem. Przypuszczenia Jorusa C'baotha okazały się być prawdziwe. Anakin Skywalker nie po raz pierwszy wymknął się ze Świątyni i na pewno nie po raz ostatni. Stary Mistrz Jedi nie mógł pomóc Obi-Wanowi w poszukiwaniach. C'baoth dobrze znał zasady szkolenia Jedi i wiedział, iż jest to zadaniem Mistrza by troszczyć się o ucznia. Młody Jedi również wiedział o tym. Jorus C'baoth sięgnął w głąb Mocy by wyczuć ucznia i zlokalizować go. Tylko tak mógł pomóc Obi-Wanowi Kenobiemu
- Twój padawan na pewno zmądrzeje a szkolenie zaowocuje. Jeśli się pospieszysz złapiesz go jeszcze w budynku. - powiedział C'baoth. 
Obi-Wan Kenobi nie wyglądał na Pocieszonego słowami Mistrza Jedi. Młody Jedi skłonił się na pożegnanie po czym przyśpieszył kroku odchodząc w poszukiwaniu zaginionego padawana. Jorus C'baoth odprowadził Kenobiego wzrokiem, aż ten zniknął w mroku korytarza. Mistrz Jedi postał na tarasie kilka minut, po czym udał się do swojego pokoju. Podróż w nieznane zbliżała się coraz większymi krokami i nie miała ochoty się zatrzymać.

***

Mistrz Jedi medytował do świtu w swoim pokoju. Technika, którą się posłużył regenerowała jego organizm lepiej niż zdrowy sen. Jorus C'baoth wstał i przewiązał szatę Jedi skórzanym pasem. Wyszedł na korytarz kompleksu mieszkalnego z zamiarem udania się na poranny spacer po Świątyni Jedi. Zaraz za drzwiami swego pokoju spostrzegł dwie postacie zmierzające do kompleksu mieszkalnego szerokim korytarzem. Postacie były całe wysmarowane czarną mazistą substancją. Stary Jedi rozpoznał w idących postaciach Obi-Wana Kenobiego i jego ucznia Anakina Skywalkera. Szli w kierunku swoich komnat położonych nieco dalej niż pokuj C'baotha więc siłą rzeczy musieli przejść obok niego.
Stary Mistrz Jedi skrzyżował ręce na piersi i pokręcił głową. Obi-Wan starał się bezskutecznie unikać spojrzenia Mistrza C'baotha. Siwy Jedi i Obi-Wan Kenobi starali się zachować powagę. Jorus C'baoth zaśmiał się pierwszy, po czym dołączył do niego Kenobi. Jedynie Anakinowi nie było do śmiechu. Zdziwienie chłopca wywołało dodatkową wesołość u dwóch Jedi.
- Idźcie teraz do siebie umyć się i przebrać bo na odespanie jest już za późno. - poradził z nieskrywaną wesołością Mistrz C'baoth.
Obi-Wan i Anakin odeszli w swoją stronę. Stary Jedi przez krótki czas jeszcze patrzył za nimi. Gdy młodzi Jedi znikli z jego pola widzenia ruszył na odwleczony spacer. Skrzyżował ręce z tyłu i powoli kroczył korytarzami Świątyni Jedi. Gdy Mistrz Jedi uznał swój codzienny spacer za zakończony udał się na z powrotem do swego pokoju po dokumenty i datakarty z informacjami o locie. Następnie podążył na spotkanie ze współtowarzyszami wyprawy. Po naradzie Jorus C'baoth miał ponownie spotkać się z Wielkim Kanclerzem by ten zaakceptował termin wylotu. Początek wyprawy miał nastąpić za dwa dni od momentu aprobaty Kanclerza.
Podczas swojej wizyty u Przewodniczącego Senatu, C'baoth przedstawił bardzo szczegółowy projekt lotu wraz z poprawkami kursu i wytyczenia najlepszej i najbezpieczniejszej trasy. Kanclerz Palpatine dopełnił wszystkich formalności i wszystko wskazywało na to, iż podróż poza granice galaktyki stanie się faktem. 

5.
Nastał dzień odlotu. Mistrzowie Jedi dokonali ostatniego przeglądu i zapoznali się ze szczegółami technicznymi statku. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Jorus C'baoth był zadowolony gdyż lubił porządek. Lękał się jednak nieprzewidzianego. Teraz jednak stał na trybunie obok swego przyjaciela Wielkiego Kanclerza Republiki.
- To historyczne wydarzenie. - przemawiał Palpatine. - Nie pozostanie ono niezauważone w dziejach galaktyki. Lot ten można porównać z pierwszymi skokami w hiperprzestrzeń. Niech ta misja będzie początkiem nowej ery! 
Kanclerz skończył mowę po czym zwrócił się w stronę sześciu Jedi. Podał im ręce w przyjacielskim geście. Zatrzymał się przy Mistrzu C'boathu z którym wymienił uprzejme pożegnania. Uczestnicy wyprawy następnie pożegnali się z członkami Rady Jedi. Yoda, Mace Windu i wszyscy pozostali Mistrzowie Jedi zdawali się nieobecni, ich myśli zaprzątał los wyprawy. Los tak niepewny. Załoga statku "Odkrywca" weszła po opuszczonym trapie na pokład. Wystartowali pionowym startem. Po kilku minutach osiągnęli orbitę Coruscant i weszli w nadprzestrzeń.

***

Lot przebiegał bez jakichkolwiek problemów. Zbliżali się do ostatniego postoju. Baza na planecie Yaga Minor zdawała się opuszczona. Na płycie nie było nikogo z wyjątkiem dwóch istot będących zapewne technikami. Trap powoli opadł i Mistrzowie Jedi zeszli na lądowisko.
Dwóch mechaników w istocie okazali się przedstawicielami komitetu powitalnego planety.
- Polecono nam odprowadzić szanownych gości do biura naczelnika lądowiska. - powiedziała jedna z witających postaci wskazując na oddalony o kilka metrów budynek.
Mistrz C'baoth wystąpił naprzód.
- Z chęcią udamy się na spotkanie. - powiedział łagodnie. 
Sześciu podróżników razem z dwoma obsługantami poszli w kierunku wskazanego budynku. W czasie drogi dwóch mechaników odeszło twierdząc, iż naczelnik chce porozmawiać w jedynie z gośćmi. Mistrzowie Jedi weszli do przestronnego pomieszczenia. Pod ścianą stało duże biurko a na nim mała krata transmisyjna.
- To co najmniej niepoważne, jeśli nie rzec podejrzane. - odezwał się jeden z Jedi. 
C'baoth podszedł do urządzenia holotransmisji i nacisnął przycisk połączenia. W tej samej chwili pojawił się wizerunek Wicekróla Federacji Handlowej.
- Witajcie, Jedi. - rzekł Gunray z pogardą i nienawiścią w głosie. 
Połączenie zostało zerwane. Na zewnątrz budynku dał się słyszeć huk i metaliczne zgrzyty.
- Wyjdźmy stąd zaczerpnąć świeżego powietrza. - zadecydował Mistrz Jedi.
Groteskowa uwaga dotarła do wszystkich Jedi. Sześciu podróżników wyszło na zewnątrz a to co ujrzeli przerosło ich najśmielsze oczekiwania. Budynek otoczony był przez legion robotów bojowych federacji. Droidy były wspierane przez kilka plutonów robotów -niszczycieli. Dowódca armii robotów wystąpił i odezwał się metalicznym nieprzyjemnym głosem.
- Za mną! Albo zostaniecie unicestwieni. - rozkazał robot. Mistrz C'baoth początkowo chciał dobyć broni jednak pośpiech bywał złym doradcą. Stary Jedi zmierzył orientacyjnie ile metrów dzieli ich od bezpiecznego statku. Dystans wydawał się niepokojąco długi. Nagle C'baoth wpadł na pomysł. Wiedział, iż będą musieli ich eskortować i będą musieli przechodzić w bliższym lub dalszym oddaleniu od "Odkrywcy".
- Nie będziemy sprawiać kłopotów. - rzekł Mistrz C'baoth podnosząc ręce w geście poddania się.
- Ale...
- Ja tu dowodzę. - przerwał jednemu z Jedi C'baoth.
Ruszyli. Roboty nie rozbroiły Jedi. Dla wszystkich sześciu uczestników wyprawy był to znak, że roboty czekają na walkę oraz, że mają rozkaz zgładzić Jedi. 
Jorus C'baoth czekał na moment gdy wszyscy Mistrzowie będą najbliżej jak tylko można statku. Pozostali Jedi wyczuli zamiary Starego Jedi. Gdy nadszedł odpowiedni moment Mistrz Jedi krzyknął:
- Teraz! - i w jednej chwili Jedi stanęli Do siebie plecami po czym wytworzyli strumień Pchnięcia Mocy. 
Pierwsze trzy rzędy robotów padły od impulsu Mocy zaś następne dwa padły przewrócone przez upadające roboty. Już jarzyło się sześć świetlistych kling. Mistrzowie Jedi wysiekli spory kawałek drogi by przejść następnie do defensywy odbijając laserowe błyskawice. Udało im się bez szwanku dotrzeć do statku. Sześciu podróżników wpadło na statek po czym zamknęli właz i włączyli pole ochronne. Statek nie doznał poważniejszych uszkodzeń i był gotów do startu.
- Musimy przerwać misję! - rzekł jeden z Jedi.
- Nie możemy. Jeszcze nie teraz. Dopiero na krańcu galaktyki. Dopiero tam autopilot wyłączy się.
- Zatem lećmy czym prędzej na granicę. - powiedział inny Jedi.
C'baoth włączył autopilota i wyruszyli ku granicy galaktyk. Gdy byli już na obszarze granicznym C'baoth podjął decyzję o przerwaniu misji. Aby zakończyć podróż musiał nacisnąć niebieski przycisk. Wcisną przycisk i... we wnętrzu statku pojawił się hologram. Najpierw niewyraźny, rozmazany teraz stawał się wyraźny. 
Wizerunek przedstawiał zakapturzoną postać Lorda Sith. C'baoth domyśla się kogo przedstawia hologram.
Lord Sith przerwał ciszę:
- Witajcie. To moja zemsta za zabicie ucznia. A ty, mój drogi Jedi, - zwrócił się do C'baotha. - wiesz kim jestem choć nie znasz mojej tożsamości. Mówiąc to Lord Sith zsunął kaptur i Jorus C'baoth zobaczył twarz Dartha Sidiousa.
- To ty? Ale, ja...
Tylko tyle zdołał wydusić z siebie Mistrz Jedi Jorus C'baoth nim ogarnęła go Moc.

Epilog
W labiryntach góry Tantiss, na planecie trwały przygotowania do przyjęcia specjalnego gościa. Czarna postać weszła do pomieszczenia zawierającego komory klonujące. Z pod kaptura błyskały przenikliwe żółte oczy. Postać przeszła całe pomieszczenie z komorami klonującymi. Doszedł do drzwi za którymi małe pomieszczenie skrywało zgarbioną postać w długiej szacie. Postać w czarnej szacie odezwała się po przekroczeniu progu:
- Jestem twoim mistrzem i będziesz mi służył. Teraz choć za mną. - po czym zakapturzona postać odwróciła się i wyszła z pomieszczenia. Postać siedząca do tej pory w ciemnym pomieszczeniu wyszła na zewnątrz i galaktyce ukazał się Joruus C'baoth.

Loktaron

Wróć na górę