Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Prezent

Autor: Helian Liadon

- Jesteś pewien że tutaj coś znajdziemy? – Mówił Helian, schodząc po rampie swego statku. Gdy stanął na ziemi, rozejrzał się do o koła. Skalista pustynia nie zdawała się być zbyt obiecująca – Wiesz gdzie zacząć szukać?

- Jasne, słuchałem na lekcjach mistrza. – Odpowiedział wyskakując ze swojego X-winga - Dziesięć minut drogi stąd jest jaskinia. Tam się pobawimy.

- Jaskinia? – Zdziwiła się Kej – Miałam nadzieje, że polecimy do supermarketu...

- W tym roku chcemy mu dać coś wyjątkowego. Merkus, jak nazywa się ta planeta?

- Santaros, nie ma co gadać. Idziemy.

Po paru minutach drogi Jedi dotarli do wysokiej jaskini rzeźbionej przez płynący przez nią strumień. Mężczyźni wyjeli pręty żarowe, by rozjaśnić ciemność jaskini.

Wąski korytarz prowadził daleko w głąb góry. Ściany ociekały wodą, która spływała do strumienia. W zielonym świetle prętów nie było widać końca tunelu, a temperatura spadała coś bliżej zera.

Po pół godzinie podróży ku wierzchołkowi góry, drużyna dotarła do ściany z litej skały. Po środku znajdowała się wnęka, z której wypływało źródło. Wielkości dostatecznej, by mógł się przez nią przecisnąć człowiek.

- Spróbuję przejść – stwierdził Merkus zdejmując plecak – To chyba będzie już za tą ścianą. – Z plecaka wyciągnął wyrzutnię haków i wycelował nią w otwór. Wystrzelił i hak wbił się za drugim końcem wnęki. Plecak przywiązał sobie do kostki. Chłopak chwycił linę i zaczął się wciągać w głąb otworu. - Przeziębienie mam gwarantowane – powiedział oddalając się.

- Masz też gwarantowaną doskonałą opiekę medyczną przez cały czas choroby – kusząco odpowiedziała Kej.

Po kilku minutach w tunelu znowu pojawiło się światło pręta żarowego należącego do Markusa i chwile potem wyłonił się sam chłopak. Cały przemoczony wygramolił się z otworu.

- Masz? – Przywitało go pytanie z ust Kej i Heliana.

- Jasne że mam – odpowiedział uradowany poklepując plecak. – Mistrzowi na pewno się spodoba. Wychodzimy stąd, bo już do reszty zamarznę.

Po kolejnych kichnięciach, który widać rzeczywiście złapał przeziębienie, wyłonili się na światło dzienne. Błysk promieni słonecznych oślepił grupę Jedi. Zamknęli powieki przed rażącym słońcem.

- Co oni tu robią?! – Obcy głos zabrzmiał w śród gór i odbił się echem po jaskini – Ubieli nas!

Helian otworzył oczy i ujrzał trzy osoby. Za plecami miały słońce i nie dało się ich rozpoznać, ale w każdym miejscu rozpoznał by przenikliwe syki pięciu mieczy świetlnych.

Merkus rzucił plecak do Kej

- Biegnij do Sacrifrice’a i startuj na orbitę, a my ich powstrzymamy na odpowiedni czas.

Dziewczyna ruszyła biegiem słysząc za sobą trzaski kling. Wiedziała że walka to nie jej ścieżka. Nie chciała brać do ręki broni. Miała jedynie że nie będzie musiała używać swych umiejętności leczniczych wobec przyjaciół.

Dobiegała wreszcie do statków, ale poczuła że nie była tu sama. Zagłębiła się Moc. Obok Sacrifrice’a stała jedna osoba, która czekała na nią. Kej nie była szczęśliwa ą sytuacją – nie chciała walczyć.

Zaczerpnęła energię z Mocy i rozejrzała się po lądowisku, ale nie patrzyła już swoimi oczami. Teraz widziała jedynie życie. Widziała mnóstwo żywych organizmów od powierzchnią ziemi, kolejne wygrzewały się na skałach wokół lądowiska. Było jeszcze jedno życie, które kryło się za X-wingiem ukochanego.

To życie płonęło nienawiścią i żądzom krwawej jadki. Już nie stało w miejscu – ruszyło w kierunku dziewczyny. W prawej dłoni trzymało śmierć.

Kej chwilę zastanawiała się nad tym paradoksem – życie włada śmiercią; a potem ruszyła biegiem w koło lądowiska. Krwiożercze życie podążało za nią. Dziewczyna wiedziała, że tym razem uciec nie zdoła – więc nie uciekała.

Podniosła dzięki Mocy otaczające ją kamienie i rzuciła w kierunku przeciwnika.

Dzierżona śmierć niszczyła każdy okruch, który choćby zagrażał jej właścicielowi, ale śmierć nie wypatrzyła głazu, który leżał na ścieżce i czekał na złowrogie życie.

Ziemia się poruszyła i głaz uciekł spod nóg napastnika. Żądza krwi zniknęła i pojawił się strach, a strach się zachwiał i padł na ziemię. Śmierć uciekła z ręki strachu, nie chciała mu służyć.

Tuż nad nim pojawiała się Kej. Jej twarz była cała w łzach, a usta wypowiedziały tylko jedno słowo: - Wybacz.

Głaz wielkości dwóch ludzi runął na strach. Rozległ się przeraźliwy krzyk i pod głazem życia już nie było.

Dziewczyna osunęła się na ziemię i oparła plecami o głaz. Chwile siedziała tak bez ruchu zalewając się łzami. Po chwili jakby otrzeźwiała, mrugnęła powiekami – znów patrzyła własnymi oczami, ale zły nie przestawały płynąć. Dziewczyna w rozpaczy pobiegła do statku Merkusa. Zanim wsiadła, ze smutkiem spojrzała w niebo.

- Wybaczam.

Zasiadła za sterami Sacrifrice’a, uruchomiła silniki i poleciała.

***

- Skąd oni się tu wzięli?!

- Widzisz, Mistrz mówił, że ten przedmiot rąbnął w górę z orbity i wbił się głęboko w skałę. W tym miejscu wybiło źródełko, znacząc miejsce zaginięcia. Trzeba było wielu lat, by źródło się przebiło i utworzyło drogę do środka. W końcu przyszedł ten dzień i widać nie tylko nam bardzo na nim zalezy.. – W pośpiechu wyjaśniał Merkus. – Trzeba obronić pozycję aż Kej ucieknie na orbitę.

- Oni chyba nie dadzą nam tak łatwo potem odejść – Helian wykonał wokół siebie trzy młynki mieczem, wyszedł dwa kroki do przodu i stanął na środku placu przed jaskinią. Lewą ręką zrzucił ponczo z głowy ukazując swą zbroję komandosa i staną w swej postawie obronnej.

Merkus obszedł Koruna spokojnym krokiem i staną luźno obok nie trzymając gardy.

Ciemni Jedi ruszyli. Z dużą prędkością wpadli w czekających Jedi. Dwaj wpadli na Heliana i zwarli się z nim w pojedynku. Korun ni atakował, stał jak kamień. Jedynie ręce się ruszały. Wykonywał blok za blokiem z minimalną stratą energii, nie marnując sił na niepotrzebny ruch. Nie poruszył nawet głową, nie mrugnął okiem. Nie poruszył się bo nie musiał. Nie musiał patrzeć, nie musiał słuchać – czół każdy ruch wokół niego. Był w Mocy a moc była w nim. Służył jej, a Ona nim kierowała i wygrywał. Wygrywał, bo już wiedział, że go nie zranią. Mógł czekać, tylko ile wytrzyma?

Wysoka zasłona, dwa bloki z lewej, potem z prawej i prosta droga do ataku. Szybkie cieńcie na ramię, potem mocne uderzenie z nad głowy i już przeważa. Z uśmiechem na twarzy Merkus wykonywał kolejną paradę. Czół kamienną postawę towarzysza i czerpał z niej siłę do kolejnych posunięć.

Znów dwa dobre bloki, cięcie z prawej, potem sparował miecz przeciwnika i jego oczom ukazał się niechroniony tułów. Szybkie cięcie, ale Merkus nie zdążył go wykonać. Padł na ziemię, a z jego ust padło jedno słowo:

- Kej… - zwijał się z bólu choć nie był ranny. Nikt go nawet nie drasnął, ale chłopak czół jej ból, a w jego sercu stawał się stokroć razy silniejszy – całkowicie zniewalał.

Ciemny Jedi znieruchomiał ze zdziwienia, jednak po chwili zrozumiał, że nie może zmarnować takiej okazji.

W końcu się ruszył. Helian rzucił się na ziemię. Miecz został w jego lewej dłoni, którą trzymał nad sobą by chronić się przed atakami. Natomiast prawą dłoń wcelował w przeciwnika Merkusa i wystrzelił dwiema rzutkami, które były zainstalowane w nadgarstku jego zbroi. Jedna wbiła się w ramię skamieniałego Ciemnego Jedi, a druga przeszyła krtań.

Nie było czasu by czekać na skutki strzału, ani zobaczyć co się stało z Merkusem. To już nie była kontrolowana defensywa, lecz rozpaczliwa obrona.

Znowu broń trzymał w obu dłoniach, ale nadal leżał na ziemi. Nie wiedział co sparaliżowało towarzysza i miał dwóch żądnych zemsty przeciwników nad sobą.

Czerwone klingi jarzyły mu się w oczach. Blokował ataki jak się tylko dało, ale to już nie wystarczało. Brak swobody ruchów, pełnego zasięgu u uniemożliwiały przetrwanie.

Kolejny raz czerwony promień miną o milimetry głowę – woń spalonych włosów nie wróżyła pozytywnie.

Nareszcie odzyskał zmysły. Cialo przeciwnika zwaliło się na Merkusa z impetem. Czerwona klinga zgasła na chwile przed minięciem jego twarzy.

- Kej, powinienem cię chronić – szeptał o cichu do ukochanej, a słowa wysyłał do niej po przez Moc – Wybacz.

Oczy mu się rozszerzyły, powstał i chwycił swój miecz. Musi do niej iść, musi ją przytulić.

Zauważył Heliana wijącego się po ziemi w rozpaczliwej ucieczce przed śmiercią. Purpurowa klinga znów błysnęła w Merkusa dłoni. Szybkim krokiem ruszył na wrogów i zamachnął się na pierwszego. Ciemny Jedi kompletnie się nie spodziewał ataku, nawet nie zauważył, że Merkus podniósł się z ziemi. Po chwili leżał na ziemi podzielony na dwoje.

Jedi się nie zatrzymał. Zablokował cieńcie na korpus Heliana i z całej siły kopnął przeciwnika w klatkę piersiową.

Ten potoczył się dwa metry po ziemi.

W tym czasie Helian zdążył się podnieść z ziemi i stanąć u boku Merkusa. Ciemny Jedi wstał z ziemi i spojrzał w kierunku przeciwników – szacował szanse.

- Uciekaj! Drugiej szansy mieć nie będziesz – Merkus wypowiadał te słowa powoli z rozwagą. Po chwili odwrócił się, a wraz z nim Korun i ruszyli swemu lądowisku. Gdy odwrócił na chwilę głowę przeciwnika już nie było.

***

Na lądowisku stała tylko „Siła”. Po X-wingu Merkusa zostały tylko ślady lądowania.

- Musze się z nią zobaczyć, porozmawiać, przytulić – Merkus mówił spokojnie, ale dało się wyczuć napięcie w jego głosie.

- Spokojnie, polecimy na orbitę i tam się z nią spotkasz. – Poklepał przyjaciela po ramieniu. W Gammie mam hangar na myśliwiec. Wylecę z niego „Zwinnością”, a ty promieniem ściągającym wprowadzisz Kej do środka. X-wing powinien się zmieścić.

Merkus wprowadził swojego X-winga do statku, zamknął luk i wbiegł do ciasnego hangaru. Nie mógł się doczekać spotkania z Kej. Widział, że już nie zmieni przeszłości, ale musiał ją chociaż pocieszyć. Doszedł do burcie Sacrifrice’a, gdy owiewka się otworzyła, a chwile potem wyłoniła się Kej. Była spokojna, nie płakała, choć oczy miała bardzo opuchnięte.

Dziewczyna zeskoczyła ze statku wprost w ramiona ukochanego. Wtuliła się w niego, położyła głowę na ramieniu i zawisła w jego objęciach.

- Ja jeszcze nigdy nikogo…

- Nic nie mów. – Przerwał cicho Merkus i pocałował ukochaną w czoło. – Będzie dobrze, z tym da się żyć. – Chłopak zaczął się wpatrywać w oczy dziewczyny, jak by szukając tam czegoś więcej, niż własnego odbicia. Pochylił się by pocałować swą wybrankę, ale właśnie w tym momencie przeziębienie przypomniało o sobie i Merkus kichnął nad ramieniem dziewczyny.

Na twarzy dziewczyny pojawił się cień uśmiechu.

- Będę musiała się tobą poważnie zająć. – Pogładziła chłopaka po policzku i połączyła ich wargi w pocałunku.

Wróć na górę