Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Świąteczna twórczość

Autor: Członkowie Jedi Order

Zadanie 1
Zadanie 2



Wiersz Ewoków

Gdzie Endoru ciemne lasy,
Gdzie generatora szumne hałasy,
tam skrywają się ewoki
i ich malutkie szałasy.
Jedzą, piją i polują
Na szturmowców sidła szykują
ATSTki w zadkach mają
na śmigaczach popylają.
Każdy w kolorowym wdzianku
Każdy futro ma bez szwanku
Jeden od drugiego lepszy,
Gdy szturmowca kamieniem napieprzy.
Powrót

Wiersz Gizek

Przypowieść o Gizkach i przemytniku sodomicie
Ongiś, pewnego razu
Żył sobie przemytnik szczwany,
Który ponoć godny był obrazu
I o swym statku piał peany.

Bajka ta z morałem jest.
Kto nie zrozumie, niech raz jeszcze przeczyta.
Albowiem przemytnik zdobył się na gest,
Od którego potem bolała go pyta.

Huncwot był to i łotrzyk bigota.
Kompana miał też włochatego,
Jak ich naszła kiedy ochota,
To lubili bawić się w chowanego.

Po całym swym statku ganiali
Nago, jako ich natura stworzyła.
Robili aluzje wobec swych rogali,
Taka ich zboczona zabawa była.

Lecz dnia pewnego, za swe wybryki zapłacić mieli.
Gdyż takie plugastwa ujść na sucho nie mogą.
I Moc łaskawa, sprawiedliwie kary dzieli,
A gdy się zezłości to kopnie w zadek nogą.

Dnia słonecznego, w zapyziałej kantynie,
Siedział przemytnik ze swym włochaczem.
Dyskutowali o tym jak wielkie mają dynie,
Gdy pewien jegomość podkradł się do nich cichaczem.

Zaskoczeni byli nie na żarty.
Propozycję jegomość im przedstawił.
Zapewniał, że trud ich będzie warty,
Bowiem niedostatek ich wtedy trawił.

„Gizki, panowie, przemycić musicie”.
Tak im prawi, jegomość tajemniczy.
„Od zagłady gatunek ten ocalicie,
Planetę jedną owa rasa odziedziczy”.

Oni z chęcią na propozycję przytaknęli.
Pieniędzy nie mieli prawie wcale,
Lecz na co się piszą jeszcze nie wiedzieli.
W przeciwnym razie woleli by jeść robale.

Żabki – Gizki, dwunożne były,
Z jęzorem długim i różowym jak guma.
Dwie w pudełku harcowały i bawiły,
Jegomościa wielka rozpierała duma.

„Dwie tylko?”, przemytnik zdziwiony pyta.
„Starczy, panie”, wesołość tajemniczego jakby rozmyta.
Wzrusza więc ramionami, szmugler przechera.
Bierze pudełko, nie czując, że będzie afera.

Statek wyleciał, w przestrzeń kosmiczną.
Przemytnik i kompan, zajęli się sobą,
A nie wiedzieli, że wpakowali się w komedię gigantyczną.
Oby nigdy nie stał się to słuchaczu z Tobą.

Pięć dni mieli podróżować.
Łatwy zarobek, uciech sto w czasie lotu.
Bowiem nie mieli w swym zwyczaju próżnować,
To wkrótce byli mokrzy od potu.

Ładownię dnia następnego otwarli
I dziw ogarnął ich szczery,
Albowiem Gizek, które w statku zawarli
Nie było dwóch, ale już cztery.

„Cóż to za porządki?” mruknął szmuglerzyna.
Wszakże nie dostał zmysłów pomieszania.
Z włochatego, aż opadła peleryna,
Gdyż nie doczekał się pejczykiem lania.

Drugi dzień minął im w locie.
Poszli do ładowni, korytarzem z dywanowym włosiem.
Jakie ich było zaskoczenie, czoło tonęło w pocie,
Gdy z czterech Gizek zrobiło się osiem.

Lecz nie przejęli się tym i sobą się zajęli,
A dnia trzeciego, żartując o kompana chwaście,
Otwierając ładownię totalnie zdębieli.
Gizek z ośmiu stało się szesnaście.

Szmuglera ogarnął lęk nie lada.
„Ładownie jednak dużą mamy, aha” -
Do swego kompana spokojnie gada.
Następnego dnia gizek było trzydzieści dwa.

Dnia piątego z ulgą wylądowali.
Lecz jednego szczwane lisy nie przewidzieli.
Żywności dużo gizkom nie dali.
A o tym, że głodne były nie wiedzieli.

Otwarli więc ładownię z radością,
A tam głodnych gizek sześćdziesiąt cztery, swe paszcze otwarły.
Stanęli więc szmugler i kompan przed nicością,
Gdyż Gizki ich na obiad zeżarły.

Morał z tego dziatki moje, taki -
Ci co starsi to już wiedzą -
Jeśli jesteś moralnie nijaki,
To cie głodne gizki zjedzą.
Powrót

Wiersz Kowakiańskich Małpojaszczurek

O Małpojaszczurko, iskro Mocy,
kwiecie Kowakiańskich pól.
Mroczny na Twym mrocznym progu,
staje nasz natchniony team.
Mroczność twoja wszystko zaćmi,
rozdzieli, co złączyła Moc.
Wszyscy będą Małpojaszczurami,
tam gdzie Twój przemówi śmiech.
Kto z Kowaka ten niech zaraz,
Zaśmieje się pośród nas.
Kto wielkiego Hutta znalazł,
Ten niech z nami dzieli hajs.
Z nami ten, kto choćby,
Jedną tuszę poćwiartować mógł.
Ale kto ironii nie zna,
nie przejdzie przez ten próg.
Patrz patrz, wielkie cielsko,
Światem pełznie, ciągnąc złoty śluz.
Jak zwyciezca, jak zabójca,
biegnij Małpojaszczurze, tak i Ty.
Piwo tryska z flaszki każdej,
piwo pije cały świat.
Dziś wchodzimy, wstepujemy
na Imperium czarny tron.
Wstańcie Małpojaszczury, wstańcie,
ja złoto niosę Wam.
Na galaktycznym firmamencie,
potęgę, władzę, Wam dam.
Wstańcie Ewoki, wstańcie Gizki,
ja nowinę niosę Wam.
Na galaktycznym firmamencie,
Małpojaszczur rządzi sam.
Powrót

Pozostałe

Gizki

Gizek, kicek, kum kum sium,
Skok do wody wzium bzium bzium,
Taplu, taplu błotku smierziu, kupkę zrób,
Potem zeżryj troche muszek, ropuch złup,
Jeszcze Gizkę, złap samiczkę, rach ciach ciach,
Podbijemy galaktykę, Gizki wyślem w świat.



O, Gizko, ty mały przebrzydły stworze
Ty jesteś tak cudna, że nic Tobie nie pomoże
Twe trójpalczaste, krzywe nóżki
Smakują jak żabie błoniaste paluszki
Twoje piękne żółte oczęta
Nie pomogą zostać na steka zarżnięta
Tak mnie Twych młodych szkoda
Jak ekologów Doliny Rozpudy pogoda
Bo jest was co nie miara
Szczurzy charakter wasz mnie powala


Kowakiańskie Małpojaszczurki

Kowakiańska Małpojaszczurka to urocze stworzenie,
Stwór oskarżany o wywrotowe prowadzenie.
Bestia mała, chytra, wręcz kochana,
Lotem potterowej błyskawicy się zaznajamia.
Dziobem raz kłapnie, łapskiem drapnie,
Szybciutko google gwizdnie i ogonem świśnie.
Na drzewo Kowaku pędem pogna,
Uparta gadzina prędko się nie podda.
Sławetna jest to rasa straszydeł
Paszczą przypominające najgorsze z mamideł.
Crumb, Mukmuk no i Pic,
Zabójcze to trio jak nic.
Nadworny klakier wielce przerośniętego ślimaka,
Fikuśny żywy szal pomarszczonego cudaka,
Kurdupel i "brat" gamorreańskiego bydlaka.
To ostatnia rzecz nim się pożegnamy,
Co z głębi kowakiańskiego serca płynie, moi kochani.
Na sam koniec przyznajcie sami...
Powrót



Opowiadanie Ewoków

Las Księżyca Sanktuarium szumiał spokojnie i miarowo. Jednak wisiało w powietrzu coś niepokojącego. To zbliżało się szybko i nieubłaganie. Spokojna zazwyczaj wioska Ewoków zawrzała. Nadchodził „Hjam-jam”, czyli czas łowów. Każdy dorosły osobnik w tym czasie zmieniał się w żądnego krwi łowcę. Noże, topory i dzidy – wszystko zostało naostrzone. Wnyki, liny i siatki przygotowane tylko dla jednego celu – polowania. Łowcy przepychający się z dzikim warczeniem do wielkiego kotła, którego zawartość wydawała się czarna w świetle gwiazd. Wojownicy zanurzający w bezładzie futrzane łapy, porośnięte skołtunionymi kłakami twarze w lśniącej cieczy. Gdy rano ciecz wyschnie nabierze barwy zakrzepłej krwi. Do tego czasu łowy już będą trwały w najlepsze, a przy odrobinie szczęścia może nawet być już po wszystkim. Nadszedł czas, w którym łagodne twarzyczki Ewoków wykrzywiał nienawistny grymas, a urocze ślepka nabiegały krwią. Tubalny głos rogu rozległ się po okolicy. Nadszedł „Hjam-jam”. Czas rozpocząć polowanie.

***

Widzieli swoją ofiarę. Otoczyli ją i zastawili bez trudu pułapki i sidła. Już w tej chwili jej los był przypieczętowany i jedynie cud mógł teraz pomóc ofierze Łowców. A wszyscy doskonale wiemy, że cuda zdarzają się niezwykle rzadko. Ofiara rozejrzała się niepewnie. Blask ogniska rozpalonego na środku jej obozowiska oświetlił na chwile jej zaniepokojone oblicze. Może już czuła swój los, a może to jedynie wyobraźnia płatała jej figle. Nieważne. Była celem. Dziesiątki przekrwionych, głodnych oczu wpatrywało się w swoją ofiarę. Wygłodzone spojrzenia śledziły każdy, najdrobniejszy ruch – drgnienie powieki. Lekki świst wybrzmiał w nocnej ciszy niczym ryk rancora. To sieć wyrzucona z niewiarygodną szybkością pomknęła w stronę ofiary. Postać uskoczyła przed pierwszym atakiem i momentalnie musiała przetoczyć się w bok by uniknąć drugiej sieci. Postać wyprostowała się, a światło ogniska ukazało jej sylwetkę. Była to młoda kobieta ubrana w biało-różowe szaty. W jej ręku błyskawicznie pojawił się cylindryczny kształt, a z jego końca wystrzeliła smuga błękitnego światła. Barwa miecza świetlnego młodej Jedi źle kontrastowała z jej odzieniem. Jednakże uczucia estetyczne ogarniętych szałem polowania Ewoków nie odczuły tej kolorystycznej profanacji.
Łowcy byli pewni, ze ich ofiara będzie uzbrojona. Trzech Ewoków wybiegło na skraj obozowiska i cisnęło włócznie w stronę dziewczyny. Młoda Jedi uniknęła dwóch dzięki zgrabnemu obrotowi, zaś trzecią przecięła w locie świetlistą klingą. W tej chwili wokół jej nadgarstka zawinęła się nabita ostrymi cierniami lina. Dziewczyna zawyła z bólu, wypuszczając broń z ręki. Chwilowa utrata koncentracji spowodowała, że dziewczyna Jedi nie uskoczyła przed nadlatującymi pętami, które ciasno owinęły się wokół jej kostek. Młoda Jedi z łoskotem przewróciła się na ziemię. W grupie Ewoków jej spojrzenie wychwyciło największego osobnika, który na ramieniu niósł sporą maczugę. Wojownik przystanął przy dziewczynie. Ich spojrzenia spotkały się na moment. Jedi dostrzegła w ślepiach Ewoka dziką, krwawą furię. Wojownik wziął zamach, a potem była już tylko ciemność.

***

W wiosce Ewoków nastał czas zabawy. Łowy zakończyły się jeszcze przed świtem. Zaczęła się uczta i świętowanie połowu. Całe plemię jadło zdobycz swych wojowników. Po małym kawałku, gdyż stoły uginały się pod innymi daniami, lecz tradycja nakazywała aby każdy Ewok skosztował zdobyczy Łowców. Wszyscy jedli, wszyscy pili i wszyscy byli zadowoleni. Trwały święta zwane u Ewoków „Iem-Jedi-Iem.”

Powrót


Opowiadanie Gizek

Dawno, dawno temu, za gorami, za lasami, na nieznanym końcu galaktyki żyła sobie parka małych gizek, które czasem lubiły sobie poskakać po zielonej polance koło swojego niziutkiego domku o brązowych barwach. Podczas jednego z takich spacerów lunął deszcz! Ale one się tym nie przejęły, bowiem rozgrzane ciepełkiem swojej rzeczki rechotały swoje Kolendy, które słychać było na drugim końcu zielonej polanki, na której mieszkali, gdyż głosiki miały donośne basy.
Gdy do domu przyszła mama Gizkowa, zbeształa małe Gizki batem. Ale Gizki bardzo sie ucieszyły, bo to znak, ze juz święta nadeszły, gdyż pierwsza gwiazdka zapaliła się na niebie, po czym zamigotała i z głośnym furczeniem spadła prosto na domek Gizek i rozwaliła go doszczętnie na co Gizki zareagowały donośnym, skrzekliwym "hurra!", gdyż to był dla nich wspaniały zaszczyt, że mogły wytaplać sie w błotku, a potem gizkować się przez cały dzionek.
Kąpiele w błotku wpływały bowiem na ich libido, które musiało być bardzo wpłynięte wieczorem, gdy wilki wyją do światła księżyca, karmiąc wilczyce swoim... mlekiem, a mleko tak naprawdę nie było wilcze tylko z tatooinskich krów piaskowych, które to było takim pysznym przysmakiem, że wszystkie okoliczne sroki zlatywały sie i krakały niemiłosiernie, ponieważ sroki kraczeć lubią, ale jeszcze bardziej lubią złotka podbierać nic nie wiedzącym złotnikowym złotkom, by potem przylecieć do małych Gizków, i dać im je w prezencie pod muchomora, który wyrosł jednej pod pacha, a druga widząc to, zapragnęła mieć taką samą narośl, ale na kroczu swojej małej laleczki Gizek-voodoo i tak to właśnie moje dzieci, wyglądają święta w Gizkowej krainie, gdzie czas tak wszystkim spokojnie i radośnie płynie.
Powrót


Opowiadanie Kowakiańskich Małpojaszczurek

W kulturze kowiakiańskiej istnieje bardzo wiele świątecznych zwyczajów o których ludzie nigdy nie słyszeli, istnieje też wiele zwyczajów których większość ludzi nie potrafi sobie nawet wyobrazić.

Niewielu wie, że Małpojaszczurki obchody świąt, które u nich noszą nazwę Małpiego Jaszczurzenia, zaczynają już w połowie grudnia. Dokładnie 12. Grudnia, którego to odbywają się liczne festyny, imprezy, koncerty i pokazy fajerwerków z okazji urodzin ich lidera, idola i bożyszcza niejakiego Nara Kaduna. Obowiązkowym punktem obchodów jest też doroczne odsłonięcie nowego pomnika poświęconego Wielkiemu Narowi. Kolejne dni poświęcone są wznoszeniu modłów do innych istot mających w kulturze kowakiańskiej range bóstw – Mrocznego Rusisa, Złego Cienia czy do uchodzących za symbole piękna, inteligencji i zdolności organizacyjnych Mistrzyń z Różowego Ugrupowania.

Po tych obchodach następuje najważniejsza część świąt obchodów Małpiego Jaszczurzenia – wyżerka. Najbardziej tradycyjnymi potrawami jakie możemy znaleźć na stołach rodzin kowakiańskich Małpojaszczurek są: pasztet, pieczeń, kotlety, bitki czy zrazy z Ewoka jak również pieczone udka Gizek, smażone piersi z Gizek oraz sól z kopalnii z Kessel z frytkami z Selonii. Tak drogi słuchaczu, frytki są dodatkiem do tej soli, jednak nie można przesadzać z ich ilością, aby nie utracić jej unikatowego smaku. Na dodatek podawane są przeróżne ciasta w tym mózgowiec z lukrem – przepyszne mózgi Gizek i Ewoków w kruchym cieście polane lukrem lub futrkowiec – ciasto drożdżowe z chrupiącym futerkiem Ewoków. Danie te nie są tylko jednymi z największych smakołyków znanych z Galaktyce, mają również znaczenie symboliczne. Pokazują wyższość Małpojaszczurek nad tak prostymi rasami jak Ewoki czy Gizki i ukazują co może się przytrafić niemilcom którzy odważą się zadrzeć z przedstawicielami rasy z Kowaka.

Oczywiście święta na Kowaku nie polegają tylko na jedzeniu. Małym, słodkim Małpkojaszczureczkom rodzice opowiadają słynne kowakiańskie bajki m. in. bajkę o Mężnej Mistrzyni i Cnym Padawanie czy historie najsłynniejszego pingwina Galaktyki Kostka Mrooza. Naturalnie najmłodsi obywatele Kowaka mogą liczyć również na wizytę Małpojaszczurkołaja który zawsze zostawia im masę prezentów w miejscu w którym po świętach postawiona i ubrana zostanie choinka. Tak to nie żart na Kowaku choinkę, najczęściej w postaci palmy, ubiera się po świętach, zazwyczaj można na niej znaleźć butelki z alkoholem, papierki po Alpejskim Mleczku czy zwieńczający całe dzieło hełm. Wierzy się też, że gdy młode Małpkojaszczureczki były niegrzecznie to w czasie ubierania choinki będzie im przeszkadzał chochlik zwany Wrednym Narkiem, może on kraść butelki czy tłuc bombki w czasie ubierania świątecznej palmy.

Jak widać w czasie kowakiańskich świąt Małpiego Jaszczurzenia panuje miła, sympatyczna, rodzinna atmosfera a niebanalne zwyczaje tych przesłodkich istot zasługują na okrzykniecie ich najciekawszymi na świecie!

Wesołego Małpiego Jaszczurzenia życzą wszystkie Małpojaszczurki Yavine!
Powrót


Pozostałe

Ewoki

Wśród dżungli „Endora”,
Gdy nadejdzie świąteczna pora.
Wokół wspólnego kominka,
Zbiera się wielka Ewocka rodzinka.

Wszyscy się do siebie uśmiechają,
I najszczersze życzenia składają.
Zasiadają zgodnie do jednej kolacji,
Zajadając wspólnie świeże liście akacji.

A po posiłku najwięcej jest radości,
Gdyż po prezencie każdy dostaje z gości.
Czy to dzida mądrości czy ucho ropuchy,
Wokół się cieszą wszystkie maluchy.

Tak świętują te dzielne dzikusy,
Które odrzuciły Imperialne pokusy.
Ku Ci temu ta kolęda powstała,
Aby pamięć o tym na zawsze pozostała.
Powrót
Wróć na górę