Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Wycieczka na Hoth

Autor: Justine Helfire

Dawno, dawno temu na bardzo odległej i tajemniczej planecie, żyli sobie potężni Rycerze Jedi. W swojej Akademii przechowywali największe sekrety galaktyki. Nikt nigdy nie zdołał poznać ich całkowicie, choć wielu przez wieki próbowało. Pewnego dnia postanowili uchylić rąbka tajemnicy. Za pozwoleniem Mistrza Rusisa, członkowie Zakonu zaczęli spisywać swoje niesamowite przygody. Tak oto powstała i ta historia.

Pewnego razu w swoich komnatach, dzielni Rycerze Jedi rozmawiali zwyczajnie o zrobionych ostatnio zakupach. Mistrz Rusis wyznał, że potrzebny mu płaszcz zimowy, gdyż wybierał się na lodową planetę Hoth. Chciał zobaczyć tamtejszą wystawę rzeźb lodowych. - Nie spać! Zwiedzać! Lecimy – powiedziała piękna i mądra Mistrzyni Darsha, rozglądając się po innych członkach Zakonu. Wszyscy bardzo ucieszyli się z tego powodu. Rozradowani, czym prędzej zaczęli się pakować i przygotowywać swoje statki. Byli bardzo rozważni, więc zabrali jedynie najważniejsze rzeczy. Zaczęli uruchamiać swoje statki, jedne z najlepszych w całej galaktyce. Dzielny Padawan Ryan, słysząc prośbę Mistrza Rusisa, natychmiast pobiegł po korbkę i rękawiczki, aby niezwłocznie pomóc innym w uruchomieniu statku. Tacy właśnie byli Jedi – mili, uczynni i dobrzy. Mistrzyni Darsha szybko wbiegła do hangaru, wskoczyła do kokpitu i nie zauważając innych, wystartowała. Kiedy zorientowała się co się stało, uśmiechnęła się jedynie i zwolniła, aby poczekać na przyjaciół. Nagle do hangaru wszedł Nar Kadun. Był to bardzo znany i szanowany członek Zakonu Jedi. Nieco zdziwiony całą sytuacją, ostatecznie postanowił polecieć ze wszystkimi. Wtedy też udało się wystartować, dzięki wspólnym wysiłkom Padawanów Rusisa i legendarnym umiejętnościom pilotażu Marfa i Nara. Wylatując z hangaru, pomachali Freecii, która dzielnie i nieustraszenie nadal zamiatała liście wokół Akademii. Ze łzami w oczach patrzyła ona, jak jej ukochani Rycerze Jedi odlatują w kosmos. Na pokładzie swoich statków członkowie Zakonu zaczęli rozmawiać o Adeptach, a także o wszystkim, czego się spodziewali po wystawie rzeźb lodowych i pobycie na wspaniałej, urokliwej planecie Hoth. Cień, jeden z tzw. „Wielkiej Trójki” jak zdradziła mi pewna osoba, postanowił poszukać pięciu gwiazdek w hotelu. Do dziś niewiadomo, o co mu dokładnie chodziło. Rycerze Jedi mimo wszystko też musieli jeść, niestety na pokładzie nie znaleźli lodówki. Mistrz Rusis zaczął spacerować po statku. Znalazł ponoć nielegalnych imigrantów w jednym ze schowków. Niezwłocznie wypuścił ich, jak na Jedi przystało. Niestety nikt nie wie, co się z nimi później stało. Oficjalnie ogłoszono, że uwięzili ich tam źli i podstępni Sithowie. Złośliwi twierdzą jednak, że Nar również brał w tym udział.

W tym samym czasie na statku Marfa i Ryana, sytuacja nieco się skomplikowała.
- Ryan, jesteśmy! Dolecieliśmy do... Anoth?! – wielce zdziwiony Rycerz Jedi, natychmiast zaczął działać. Po wielu bardzo dziwnych i zawiłych obliczeniach, udało im się wpisać odpowiednie koordynaty i dołączyli do reszty osób na Hoth. Zaczęli zwiedzać okolicę, a później zamówili skromne pokoje dla siebie, aby nie zwracać na siebie niepotrzebnie uwagi. Na wystawę przybyło wielu przedstawicieli różnych ras, więc było im bardzo trudno dotrzeć do przydzielonych pokoi. Po uwadze jednego z towarzyszy Rycerzy Jedi, nagle nastała cisza. - Użyć miecza, żeby zabić istoty w tłumie?! – zapytał oburzony Cień.
- Tak. W takim tłumie i tak mało kto zauważy.
- Przeproś i wyjdź. Wróć jak przemyślisz swe nastawienie.
- Przepraszam – powiedział skruszony Nightwish i zrobił jak mu kazano.
Wszyscy ostatecznie grzecznie trafili do swoich pokoi, zostawili tam swoje rzeczy i wyruszyli oglądać rzeźby lodowe. Okazało się, że wystawa stworzona jest przez dzieci z domu dziecka. Później rzeźby miały być sprzedane, a pieniądze oddane potrzebującym. Z relacji Zakonu wiemy, że cieszyła się ona dużą popularnością.

Wśród rzeźb znalazły się takie, które ukazywały m.in. Lenin, Jaina Solo, Stalin, Bob Fortuna czy Mara Jade. Pozostałych Rycerzom Jedi nie udało się do końca zidentyfikować. Po dokładnym obejrzeniu wszystkiego na wystawie, poszli pooglądać inne atrakcje. Trafili także do kasyna, ale jako szlachetni Jedi, nie dali się skusić, mimo że byli namawiani na hazard.

Po pełnym przygód dniu okazało się, że statek Marfa razem z właścicielem, zniknął w tajemniczych okolicznościach. Wspaniałomyślni Jedi postanowili zabrać trochę śniegu dla innych członków Zakonu, gdyż na ich planecie nigdy nie było zimy. Wrócili na pozostałe statki i odlecieli. Niektórzy byli tak zmęczeni, że od razu poszli spać. Wylądowali na swojej planecie, Yavin 4, gdzie czekała na nich niecierpliwie Justine. Miała zamiar przedstawić im kilka bardzo ważnych spraw. Niestety nie zdążyła, gdyż wszyscy od razu wykonali taktyczny odwrót do swoich komnat i słodko zasnęli. Na drugi dzień znów zajęli się swoimi obowiązkami. Po ich wyprawie każdy, kto przechodził przez plac przed Akademią, uśmiechał się szeroko. Stał tam mały, śliczny bałwanek. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec.

- Mamo... A cy ta histolia jest plawdziwa? – zapytało małe dziecko.
- Z pewnego punktu widzenia... Jak dorośniesz opowiem ci ją jeszcze raz – kobieta zgasiła światło i ruszyła w kierunku drzwi – A teraz śpij już. Niech ci się przyśnią wspaniali i szlachetni Rycerze Jedi.
Wyszła z pokoju i przypominając sobie prawdziwą wersję tej historii, powiedziała sama do siebie:
- Bo tacy istnieją tylko w snach.
Wróć na górę