Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Kryształowe serce

Autor: Justine Helfire

Dawno, dawno temu, pewnego ślicznego dnia, młoda Jedi wybrała się na samotny spacer po dżungli. Drzewa, krzewy, zwierzęta... To wszystko kryło dla niej niesamowite tajemnice, które chciała poznać. Jej Mistrz bardzo nie lubił, jak wybierała się na takie spacery. Oglądała każdy liść, każdy kwiatuszek, który spotkała. Czasem siadała na jakimś pniu drzewa i rysowała ze szczegółami to, czego inni nie potrafili zobaczyć. Każdy najmniejszy rys zwierzątka czy roślinki pojawiał się na jej obrazkach.
- Wszystko jest takie piękne... – mówiła do siebie – Nie wiem, dlaczego mój Mistrz nie chce mnie tutaj puszczać...
Powoli wędrowała dalej i dalej w głąb lasu. Nie wiedziała, że jest obserwowana. Nie zauważyła nawet, że w pewnym momencie znalazła się przed wejściem do tajemniczej, starożytnej świątyni. Była zachwycona jej pięknem, każdym najmniejszym symbolem wyrytym na jej powierzchni. Przyglądała się im z ciekawością.
- Są takie cudowne... – szepnęła do siebie.
Znaki jaśniały, gdy ich dotykała i w pewnym momencie wrota świątyni otwarły się. Młoda Jedi odskoczyła przestraszona, ale zaraz znów opanowała ją ciekawość. „Mistrz się chyba nie obrazi jak tylko pooglądam”, pomyślała sobie, a za jej plecami przemknął jakiś cień. Krok za krokiem, podążyła w stronę jakiegoś wielkiego przedmiotu na środku sali. Rozglądała się po całym pomieszczeniu. Świątynia nie miała skomplikowanej budowy. Ściany były trójkątami, które zbiegały się ze sobą w jednym punkcie. W środku natomiast były kamienne kolumny, które podtrzymywały całość. Wszystko było pokryte tajemniczymi symbolami, które miały różne kolory i kształty. Jednak najważniejsze było to, co znajdowało się na środku sali. Na podwyższeniu leżał piękny naszyjnik. Jego najważniejszą częścią był zapewne kryształ w kształcie serca, otoczony srebrnymi fragmentami jakiegoś metalu. Młoda Jedi podeszła do niego zafascynowana, ale serce podskoczyło jej do gardła, gdy usłyszała za sobą czyjeś ciche słowa:
- Piękny, prawda?
Odwróciła się i sięgnęła po swój miecz świetlny i włączyła go. Jaskrawe, zielone światło, bijące od jego laserowego ostrza, wypełniło pomieszczenie. Była to tradycyjna broń Jedi, którą dopiero niedawno udało jej się stworzyć podczas szkolenia.
- Kim jesteś? – wyszeptała ze strachem.
- Kimś, kto docenia piękno tak samo jak ty... Twój Mistrz cię nie rozumie, ale ja wiem jak się czujesz...
Młoda Jedi poczuła jakby do jej umysłu wdarł się delikatny jad, który odurzał ją i fascynował zarazem.
- Strzegę też tego naszyjnika... – wyznał cicho cień – Ale ty również masz coś pięknego... Ten miecz, który trzymasz... Jest dla mnie piękniejszy niż naszyjnik...
Dziewczyna spojrzała na zielone ostrze swojej broni. Nie wydawało jej się piękne. Rękojeść też była zwyczajna i prosta w konstrukcji. Pomyślała, że chętnie zamieniłaby miecz na ten piękny naszyjnik.
- Ah... Więc chciałabyś się zamienić... – powiedział cień i nagle przestał być tylko cieniem. Z kąta świątyni wyszła postać w kapturze, przez który nie można było dostrzec twarzy. Wyciągnął kościstą, bardzo jasną dłoń w stronę naszyjnika – Mogę ci go dać... Myślę, że jesteś wystarczająco mądra, aby go strzec jak ja...
Młoda Jedi słuchała jak zaklęta. Nie potrafiła oderwać wzroku od ślicznego kryształu w kształcie serca.
- Tak, wystarczająco mądra... – wyszeptała, opuszczając niżej miecz.
- Wystarczy, że dasz mi swój miecz... To wszystko... – mówiła dalej postać, głosem odległym i hipnotyzującym – Na pewno nawet twój Mistrz doceni piękno tego naszyjnika...
- Doceni piękno naszyjnika... – powtórzyła cicho dziewczyna i wyłączyła miecz, przez co znów zapanowała ciemność. Jedynie blask kryształu-serca rozświetlał jej twarz. Wyciągnęła rękę z mieczem.
- Tak, dobrze... Daj mi miecz... – mówił głos, a ona posłuchała. Postać pochwyciła broń szybko i gwałtownie – Tak! Doskonale! A teraz.. Możesz zabrać swój naszyjnik...
Postać wskazała przedmiot i odsunęła się trochę. Młoda Jedi czuła pewien dreszcz, słyszała jakiś głos, który mówił jej, żeby tego nie robiła. Nie mogła się jednak powstrzymać. Powoli wyciągnęła rękę w stronę kryształu. W jej oczach odbijał się jego jasny blask, który kusił ją swoim pięknem. Czuła, że stanie się coś złego, ale jej ciekawość była silniejsza od strachu. Usłyszała w oddali jakiś krzyk, ale nie potrafiła rozpoznać słów i dotknęła kryształu w naszyjniku. Opanowało ją wielkie ciepło, jakby nagle zapłonęło jej serce. Chciała krzyczeć, ale nie wiedziała już jak się krzyczy. Wiedziała jedynie, że spada. Spadała bardzo długo, jakby w zwolnionym tempie. Było jej bardzo gorąco, więc nie poczuła zimnej podłogi, w którą uderzyła. Przed oczami tańczyły jej jakieś dziwne kolory. Zieleń i błękit przemykały z jednej strony na drugą, jakby walczyły ze sobą. Nie mogła się ruszyć. Nagle zielony kolor zniknął i został tylko niebieski strumień. Potem nastała ciemność. Całe ciepło w niej zaczęło powoli zamieniać się w zimno. Nie widziała już nic. Zdążyła pomyśleć jedynie, że bardzo zawiodła swojego Mistrza...
A potem otworzyła oczy. Poczuła znów całe swoje ciało i mogła się ruszać, chociaż wszystko ją bolało. Usiadła powoli i zobaczyła swojego Mistrza, klęczącego obok niej. Rozejrzała się i zauważyła, że nadal jest w tej samej świątyni, a obok niej leżał naszyjnik, którego tak pragnęła. Był jednak inny. Jego kryształ był teraz czarny, a w jego środku widać było zaklęty, nieruchomy płomień. Zrozumiała nagle, jak głupio postąpiła. Ukryła twarz w dłoniach i zaczęła płakać.
- Przepraszam... Ja... Ja... Ja nie wiedziałam... – wyznała cicho, wycierając łzy końcem szaty.
Mistrz pomógł jej wstać i podał jej jakiś podłużny przedmiot. Wzięła go powoli do ręki.
- Ten miecz to twoje życie, Padawanko... – powiedział Mistrz. Powiedział to w taki sposób, że młodej Jedi znowu zrobiło się bardzo przykro – Nie zapominaj o tym... To najcenniejsza i najpiękniejsza rzecz, jaką Rycerz Jedi może posiadać...
- Tak, Mistrzu... – wyszeptała dziewczyna, spuszczając głowę. Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy. Spojrzała jeszcze raz na naszyjnik, leżący na podłodze. Nagle uniósł się on w powietrze i wisiał przed nią.
- A to będzie ci przypominać o tej przygodzie, żebyś więcej nie popełniła takiego błędu – stwierdził jej Mistrz. Powoli i z niepokojem wyciągnęła rękę po naszyjnik. Nic się jednak nie stało tym razem, więc powiesiła go na swojej szyi.
- Tak, Mistrzu... – powtórzyła.
- A teraz chodźmy... – powiedział Mistrz z uśmiechem i wskazał wyjście – Wystarczy tego popisywania się na dzisiaj...
Młoda Jedi wyruszyła ze swoim Mistrzem i przyrzekła sobie, że już nigdy nie postąpi tak głupio. Słońce powoli zachodziło, nadając dżungli jeszcze piękniejsze barwy, gdy ta dwójka odchodziła w stronę Wielkiej Świątyni Jedi. Młodą Jedi czekało jeszcze wiele przygód i niebezpieczeństw.
Żyła jednak długo i szczęśliwie...
I bajkowo...
Wróć na górę