Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Powstanie JO - wersja 'prawdziwa'

Autor: Praca zespołowa

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...

Pewnego dnia mały Wiśniowy Ewok szedł sobie ścieżką w lesie na Endorze. W oddali zobaczył kogoś znajomego. Okazało się, że był to jego przyjaciel - Gruszkowy Wookiee. Kiedy ta dwójka spokojnie sobie rozmawiała, z oddali zaczął dobiegać jakiś dziwny odgłos. Poszli ostrożnie w kierunku, z którego dochodził dźwięk. W pewnym momencie znaleźli mały koszyk, a w nim jakieś zawiniątko. Przestraszyli się, gdy nagle zawiniątko strasznie zawyło - był to dźwięk, który ich tu doprowadził. Znaleźli przy koszyczku małą karteczkę z napisem: "Rusis". Odsunęli ze strachem kocyk w koszyczku i odskoczyli przerażeni. W koszyczku leżało ludzkie dziecko. Już mieli je podnieść i zanieść do wioski Ewoków, gdy nagle zauważyli, że w koszyku jest coś jeszcze. Był to kawałek starego pergaminu. Na pergaminie było napisane dużymi, koślawymi literami: "To dziecko dokona kiedyś Wielkich rzeczy". Wiśniowy Ewok obejrzał kartkę, ale nie zrozumiał co jest na niej napisane więc postanowił znaleźć kogoś kto będzie w stanie przeczytać mu treść wiadomości. Popędził więc do Ewoczej wioski, a za nim dreptał jego gruszkowy towarzysz, uginając się pod ciężarem niesionego koszyka. Jednak już z daleka zauważyli, że coś jest nie tak - słychać było rozpaczliwe krzyki ewoków, próbujących uciec przed wysokimi ciemnymi postaciami, a cała wioska stała w płomieniach. Gruszkowy Wookiee bardzo się rozzłościł i pobiegł do wioski, kompletnie zapominając o koszyku, więc Rusisa porwał w ramiona Wiśniowy Ewok. Postacie w czarnych płaszczach z kapturami skrywającymi twarze wycinały wioskę Ewoków w pień. Wiśniowy Ewok zaczął biec w przeciwną stronę, gdy nagle usłyszał, że ktoś biegnie za nim i kątem oka dostrzegł postać w brązowym płaszczu. Przerażony Ewok przyspieszył, biegnąc ile sił w nogach, aż nagle dziecko w koszyku odezwało się:

- Zatrzymaj się ty głupia kupo kłaków i oddaj mnie temu panu w brązowym płaszczu!

Na całe szczęście dla dziecka, Wiśniowy Ewok nie rozpoznał ani jednego słowa i pędził dalej ścieżką przez las, aby się gdzieś schować. Gość w brązowym płaszczu krzyknął za nim:

- Wy paskudne małe potwory nie da się niczego położyć na 5 minut w lesie - po czym machnął ręką i stwierdził, że wraca do domu, bo spóźni się na mecz.

- Na pohybel!- wrzasnął dziwny stwór, wyłaniający się zza krzaków -Imć jest Dzig - Smokobójca, we wtorki i piątki.

- Dzisiaj jest czwartek - odpowiedział gość w brązowym płaszczu.

- Eeee.. w takim razie mówcie mi Bebok, pasam zające i hasam po łące... a tak naprawdę to zajmuję się ulepszaniem dojarek do muchomorów.

- Miło mi poznać - odpowiedział mężczyzna w brązowym płaszczu - Jestem Mistrz Astron Jaamal.

Przez nagłe pojawienie się stwora, który zaczął bredzić o muchomorkach, Mistrz Jedi Astron Jaamal nie zauważył w porę jednej z ciemnych postaci, która nagle pojawiła się za Bebokiem i mieczem świetlnym o czerwonej klindze zakończyła jego życie.

Tymczasem lata mijały, a Rusis dorastał w cieniu drzew pod okiem małego Wiśniowego Ewoka, ucząc się wielu pożytecznych rzeczy jak np. polowanie na jaszczurki czy skuteczne zabijanie komarów. W końcu Wiśniowy Ewok dał mu jego pierwszą dzidę i powiedział, że aby udowodnić, że jest godny miana Wielkiego Ewoka, musi zabić ciasteczkowego potwora, a gdy tego dokona pozna swoje przeznaczenie. Tak więc młody Rusis wyszedł pewnego rześkiego poranka ze swoją tęgą dzidą, po drodze natykając się na małe, dwunożne, turlające się gryzonie, które w myślach nazwał 'ślimokalafiory'. Na trop potwora naprowadziły go okruszki ciasteczek rozrzucone gdzieniegdzie w poszyciu dżungli. Podążał tym tropem przez jakiś czas, co chwila potykając się o ślimokalafiory, aż w końcu dotarł do jaskini. Było tam tak ciemno, że nie mógł nawet dostrzec czubka swoich nagich stóp, ale w pewnym momencie poczuł coś mokrego i oślizgłego na swoim ramieniu. Odwrócił się i stanął oko w oko z różowym misiem koala, który ślinił się, próbując dosięgnąć niebieskiego kryształu umieszczonego na suficie. A to, czym miś go dotykał okazało się trzecią macką wyrastającą z jego podbródka, której zwykł używać do drapania piątego oka na drugim czole. Nie zastanawiając się długo, waleczny Rusis zatopił swoją dzidę w napastliwej macce. Zraniony, różowy miś koala krzyknął z bólu i swą wielką puchatą łapą, zakończoną ostrymi pazurami, uderzył Rusisa, powalając go na ziemię. Jednak Rusis nie dał się tak łatwo pokonać i wbił ponownie misiowi koala dzidę tym razem tam, gdzie światło nie dochodziło, a później patrzył zafascynowany jak miś koala ucieka z płaczem, wołając coś w niezrozumiałym języku. Wśród krzyków, płaczu i przekleństw w nieznanym języku Rusis zrozumiał jedno zdanie:

- A chciałem się tylko przytulić...

Rusis zabrał sobie na pamiątkę niebieski kryształ i zadowolony wracał właśnie do domu, gdy nagle drogę zastąpiła mu postać w brązowym płaszczu.

- No cześć - powiedział Mistrz Aston Jaamal - Sorry, ale dogrywka była. Przegapiłem coś?

Po czym wyjaśnił Rusisowi, że wynalazł urządzenie do przenoszenia się w czasie i redukcji zmarszczek, na co ten uśmiechnął się szelmowsko i rzekł z cwaniacką miną:

- Lubię faworki.

- Masz kamienia? - zapytał Mistrz Jaamal, który wydawał się być średnio zainteresowany upodobaniami kulinarnymi Rusisa.

- Mam ten piękny niebieski kryształ, ale nigdy nikomu go nie oddam. Mam zamiar nauczyć się korzystania ze Śmocy, czy jakoś tak to się nazywało i odtworzyć Szkołę dla Dżedajów, żeby nigdy więcej się nie powtórzyła ta masakra wioski Ewoków, która miała miejsce jak jeszcze byłem w koszyku.

Rusis opuścił szybkim krokiem Jaamala, żeby ten nie zabrał mu kamienia, ale nagle potknął się o jakiś statek, którego użył i odleciał w siną dal, machając z okna Wiśniowemu Ewokowi na pożegnanie. Po tym odlocie obudził się we własnym łóżku w chatce z piernika na kurzej stopce z twardym postanowieniem, że nigdy więcej nie tknie fioletowej trawy. Na ścianie zobaczył dyplom z napisem: "Dyplom z okazji zostania Wielkim Ewokiem - nagroda pocieszenia do odbioru w punkcie przeładunku dorszy". Postanowił zdobyć inne tytuły, otworzył gazetę, a w niej znalazł kupon na zeszłoroczny śnieg. Podrapał się tu i tam, po czym wstał z łóżka i wyjrzał przez okno, gdzie bawiły się jego Dżedaje, jeżdżąc na łyżwach po zielonej łące porośniętej drzewami, z których zwisały maślane sandały. Rusis przywdział swoje codzienne szaty, po czym wyszedł z chatki i ruszył w stronę swoich adeptów, posilając się po drodze kilkoma sandałami i jednym suszonym oscypkiem.

KONIEC.

- Wcale nie koniec! - wrzasnęła wielka, ponadczasowa istota prosto w ucho Rusisa, a ten zbudził się ponownie pod jakąś starą świątynią z symbolami i przysiągł, że już nigdy nie będzie pić z Ewokami. Rusis, z wielkim trudem, przyjął pozycję, którą niewprawny obserwator z dużej odległości mógłby uznać za stojącą, po czym ruszył mocno abstrakcyjnym krokiem na poszukiwanie wody, aby zaspokoić małego chochlika zwanego Kacem. Wszystkie krany w świątyni okazały się być popsute, co utwierdziło go w przekonaniu, że jest ona naprawdę stara. W jednej z komnat znalazł za to małego seledynowego stwora, który wydawał się medytować, ale gdy podszedł bliżej usłyszał głośne chrapanie. Szturchnął go lekko swoją dzidą i wtedy stwór okazał się być uzbrojoną w dwa ogony na głowie niewiastą, która chrapliwie próbowała nauczyć się nowego języka zwanego starohuttosrutotutoaayloewoczym. Spojrzawszy się na Rusisa rozpromieniła się widocznie i podrapała ogonem po nosie. Wtedy Rusis zauważył, że wszystkie cztery ściany komnaty usłane są zapiskami w tym właśnie języku - języku, którego cośniecoś liznął, dorastając w zacofanej Ewoczej wiosce. Niewiasta powiedziała coś w swoim dziwacznym języku, co Rusis zrozumiał jako: " stąd zboczeńcu!", więc czym prędzej wykonał taktyczny odwrót na z góry ustaloną pozycję, jaką była dziwaczna komnata z lustrami. I spędził w ów komnacie niemal cały dzień, zastanawiając się po cholere komu tyle luster. Wieczorem dla odmiany zaczął robić miny do nich i niechcący kopnął jedno z nich. „No ładnie, 7 lat nieszczęścia”, pomyślał, patrząc na szczątki lustra, za nim znalazł jednak ciemne przejście prowadzące do nory pełnej zmutowanych królików, które żałośnie miaucząc zaczęły na niego wskakiwać i obwąchiwać mu oczy. Rusis wbił dzidę między oczy jednego z królików, po czym schował jego truchło za pazuchą, żeby mieć coś na podwieczorek po czym wylazł z nory i dopiero wtedy zauważył nad drzwiami komnaty szyld "Zdzisław i synowie - zakład szklarsko-futerkowy". Po wyjściu z nory zobaczył jednak wielką, różową chatkę, która tak go zaciekawiła, że natychmiast do niej poszedł i znalazł tam piękną, różową wróżkę, która powiedziała, że spełni jego 3 życzenia. Ale dopiero po przeczytaniu ulotki bądź skonsultowaniu się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż niewłaściwe stosowanie życzeń może skutkować utratą zdrowia bądź życia.

- Dobra. Chcę mieć szmoc, żeby móc sięgnąć po pilota nie wstając z kanapy, zapalniczkę, która się nie wyczerpuje i wygląda ja laser... i... i... grupkę fanatyków:

* jednego z przerostem ego,

* jednego, który jest taki brzydki, że chowa się w kapturze,

* jednego, co to mówi, zanim pomyśli,

* jedną leniwą, ale się starającą,

* jedną, która ma wyobraźnie i lubi różowy,

* no i takiego, który jest czysty

* i gromadkę dzieci potworków, które myślą o zielonych pomarańczach.

Wróżka spełniła wszystkie życzenia Rusisa, co do joty... i z nawiązką. Spełniło się też najskrytsze marzenie naszego bohatera - Ewoki żyły w swojej wiosce nie niepokojone przez złe i brzydkie stwory w kapturach. I wszyscy żyli długo i szczęśliwie... Oprócz różowego misia koali, który już zawsze żałował, że nie przytulił Wielkiego Mistrza Rusisa, gdy miał taką okazję.

I Beboka, który nie żyje już ani trochę.

KONIEC :D


Legenda Kolorków:

* Justine Helfire

* Arya Koan

* Agnes

* Nefer-tina

* Yvaine Raayz

* Nar Kadun

* Win-Ren Kallan

Wróć na górę