Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Merduk

Ranga: Jedi
Mail: merduk.jo@gmail.com
Wiek: 37
Płeć: Mężczyzna
Miejscowość: Kędzierzyn Koźle
Województwo: Opolskie

Prywatny holokron
Wyszkolony przez: Czysty


Wygląd:
Dobrze zbudowany przedstawiciel rasy Zabrak. Brak włosów, tylko średniej wielkości wyrostki kostne.Oczy koloru szarego. Jak wszyscy przedstawiciele tej rasy cechuje go niezwykła pewność siebie, wytrwałość. Najczęściej ubiera się w skórzany płaszcz który zarzuca na koszulę pod którą czasami nosi pancerz.Ciemne, skórzane spodnie oraz wysokie buty.

Broń:
1)Miecz świetlny. Ma jednolity szary kolor rękojeści. Jako kryształ wykorzystałem Mephit . Rękojeść jest dobrze wyważona i pewnie trzyma się w ręce. Długość rękojeści 30 cm ,długość ostrza 115 cm. Chłodzenie kluczowych elementów miecza zapewnia system kanalików wypełnionych płynem chłodzącym. Miecz nie posiada żadnych ważniejszych usprawnień poza dodatkowym włącznikiem aktywującym blokadę ostrza po utracie kontaktu miecza z dłonią. Włącznik ostrza jest w kształcie płaskiej płytki . Odsunięty od reszty miecza emiter zapewnia bezpieczeństwo i nie występuje zagrożenie poparzeniem dłoni. Zaczep miecza jest usytuowany w dolnej cześci rękojeści. Kolor ostrza zielony . Po kilku latach zbudowałem sobie drugi identyczny miecz jedyną modyfikacją jest możliwość łączenia obu mieczy w jeden o dwóch ostrzach. Preferowana forma walki: - Makashi z elementami Soresu. - Niman do walki dwoma mieczami.

2) 2 pistolety blasterowe: DE-11( wersja rozwojowa DE-10)



2 wibroostrza chowane w pochwach na butach oraz za pasem na plecach.

Historia:
Mam na imię Merduk.
Odkąd pamiętam zawsze w podróży. Moi rodzice a zatem i ja często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Oboje pracowali jako piloci w jednej z firm zajmującej się transportem międzyplanetarnym. Owa firma wydzierżawiła im średni frachtowiec, można rzec byliśmy na „swoim”. Oczywiście trzeba było terminowo spłacać raty dzierżawy, a to niosło za tym konieczność wyszukiwania cennych towarów, aby po spłacie raty jeszcze zostało coś na życie.
Przez te wszystkie lata dorastałem ucząc się naprawy różnych rzeczy na naszym frachtowcu. Napęd, nauka pilotażu oraz obsługa pokładowego uzbrojenia czy broni osobistej. Jak się później miało okazać, te ostatnio nabyte umiejętności miały mi się przydać w niedalekiej przyszłości.
Tego dnia odwiedzaliśmy kosmoport na jakiejś małej, zapomnianej planecie na krańcach galaktyki. Rodzice zostali na statku, aby dokonać inspekcji silników, a ja udałem się do biura firmy, od której mieliśmy otrzymać kolejny transport jakichś towarów. Gdy już byłem w drodze powrotnej, niedaleko naszego lądowiska usłyszałem strzały dochodzące z rejonu, gdzie znajdował się nasz frachtowiec. Pobiegłem ile sił, jednocześnie wyciągając broń. Instynktownie czułem, że może się przydać. Gdy dotarłem na miejsce, rodzice ukryci za kontenerami ostrzeliwali kilku napastników. Po ich ubiorach zorientowałem się, że to są piloci z konkurencyjnej korporacji, którzy już kiedyś próbowali nas okraść. Bez wahania podniosłem blaster i zacząłem strzelać. Na początku wydawało się, że uda nam się obronić i pokonać napastników. Nawet dobrze nam szło, do czasu, gdy jeden z napastników nie rzucił wiązki granatów w stojący nieopodal kontener z ogniwami energetycznymi. Eksplozja była tak gwałtowna i silna, że wybuch momentalnie zniszczyła frachtowiec oraz zabił moich rodziców. Nie mogąc uwierzyć w to, co się stało, wpadłem w gniew i rozpacz zarazem. Wtedy też doszło do kolejnej dziwnej rzeczy. Napastnicy, których już zostało tylko trzech, ruszyli na mnie, klęczącego na ziemi w rozpaczy po stracie najbliższych. Krzyczałem wijąc się na lądowisku, ogarnęła mnie taka złość, jak jeszcze nigdy w życiu, ale nie mogłem unieść broni mimo, że napastnicy byli tuż, tuż.
-Już jesteś martwy ! - zawołał jeden przeciwników unosząc celownik karabinu do oczu i kierując wylot lufy w moją stronę.
- Nie !!! - wrzasnąłem i w odruchu obronnym zasłoniłem się rękoma wykonując gest jakbym chciał ich odepchnąć. Wtedy stało się to, co się stało. Nie wiem jak tego dokonałem. Jakaś dziwna, niepojęta przeze mnie siła,przetoczyła się między mną a napastnikami. Niewidoczna fala rzeczywiście przeszła między mną a nimi, uderzyła i przewróciła napastników. Byłem zszokowany, patrzyłem na swoje dłonie nie wierząc w to, co się stało. Nie spostrzegłem, że napastnicy jakoś szybko otrząsnęli się z szoku, szybciej niż ja i natarli na mnie.
Nie zdążyłbym się obronić i zginąłbym niechybnie, gdyby nie kolejne, zrządzenie losu, cud? Jakaś nieznana mi postać odziana w płaszczu wskoczyła między napastników a mnie i wyciągnęła broń. W jednej chwili wysunęło się z niej błękitne ostrze. Bez zastanowienia mój wybawca natarł na osłupiałych przeciwników i kilkoma zwinnymi ruchami miecza pokonał ich. Po wszystkim postać odwróciła się w moją stronę i zdjęła kaptur. Była to blond włosa, krótko ostrzyżona dziewczyna.
– Wszystko w porządku? – zapytała - Nic Ci nie jest? Nieźle sobie poradziłeś z nimi. Pchnięcie mocą niezbyt dobrze Ci wyszło, no ale popracujemy nad tym.
– Ty jesteś Jedi prawda? - zapytałem zupełnie jak jakiś idiota. No dziwne to było pytanie. Przecież nią była. - Myślałem, że Jedi już wyginęli.
Uśmiechnęła się lekko i na mojej twarzy pewnie po raz drugi dostrzegła grymas niezadowolenia. Przecież znowu strzeliłem głupotę.
– Jest nas jeszcze całkiem sporo. W prawdzie nie tyle jak za czasów Starej Republiki ale...czuję, że nasze szeregi mogą się powiększyć o kolejnego Jedi. To, czego doświadczyłeś to nie przypadek możesz się nauczyć jak to kontrolować i będziesz mógł czynić dobro.
– Ale...
– Ale co?Masz coś innego do roboty? - mówiąc to, rozejrzała się wkoło. – Chodźmy, już niedługo możemy wpaść w kolejne kłopoty. Odeszła kilka kroków stronę wyjścia. Przystanęła. – To co idziesz ? Nie mam całego dnia.
Ruszyłem za nią. Przez to wszystko zapomniałem, zapytać jak miała na imię.
Tak oto znalazłem się wśród legendarnych rycerzy Jedi, którzy pokazali czym jest Moc oraz jak ją kontrolować. Przez dziesięć lat wszystko układało się dobrze. Rozwijałem się, uczyłem walki mieczem świetlnym. Po długim procesie szkolenia awansowałem. Nawiązałem nowe znajomości. Lata mijały nowi członkowie przychodzili, kilku Jedi opuściło szeregi zakonu. Nawet ta kobieta, która wprowadziła mnie do Zakonu.
Wtedy los doprowadził do zakrętu w moim życiu. Nawiązałem znajomość z tajemniczą istotą innej rasy, która przekonana o moim małym doświadczeniu w posługiwaniu się Mocą , zaczęła swoimi zabiegami sprowadzać mnie na przeciwieństwo Jasnej Strony. Omamiła mnie, przekonała i obiecywała poznanie potęgi, której nie poznam będąc Jedi. Nie byłem dość odporny. W wyniku jej działań postanowiłem odejść z Zakonu, gdy to uczyniłem owa tajemnicza istota również się ulotniła. Musiałem zająć się czymś innym. Imałem się różnych zajęć.
Byłem pilotem transportowca, pracownikiem w kosmoportach, aż w, końcu zostałem najemnikiem. Ja decydowałem komu mam służyć. Robiłem to, co robiłem tylko w dobrej wierze. Bez skrytobójczych zadań, morderstw na zlecenie. Bardziej jako ochroniarz do wynajęcia czy tropiąc przestępców. Wtedy też podczas takich zadań znowu spotkałem ową tajemniczą istotę , jak się okazało poszukiwaliśmy tej samej osoby. Znowu dałem się omotać i zabrała mnie do swojego świata, tajnego bractwa zrzeszającego użytkowników Ciemnej Strony Mocy. Zostałem rzucony na głęboką wodę, a i członkowie bractwa niezbyt przychylnie patrzyli na mnie, jako byłego Jedi i nie wierzyli w moje oddanie Ciemnej Stronie.
Byli nieufni wobec mnie, a ja z biegiem czasu pojąłem swój błąd i postanowiłem opuścić i ich szeregi. Ale nie było to łatwe. Bractwa Sithów nie opuszcza się od tak, mówiąc : „Do widzenia. Sorry to nie dla mnie”. Puścili się za mną w pogoń, ścigali mnie przez kilka miesięc.y a gdy pokonałem swoich prześladowców wysyłali kolejnych i tak raz za razem. Aż w końcu prawie udało im się mnie dopaść. W tedy sądziłem, że umarłem.
– Wróć do nas, potrzebujemy cię. Wróć do nas – usłyszałem w swojej głowie. Z niemałym wysiłkiem otworzyłem oczy, obraz był niczym za mgły, nie widziałem prawie nic. Leżałem na prostym łóżku pod ścianą jakiegoś jasnego pomieszczenia, okna były otwarte, a przez nie dochodził lekki powiew wiatru. Intuicja podpowiedziała mi, że nie jestem sam.
-Gdzie jestem? Kto tu jest?- zapytałem ledwo słyszalnym głosem.
-Leż spokojnie. Jesteś bezpieczny. Nic ci nie grozi. - odparł kobiecy głos – Nie próbuj wstawać. Nie masz dość sił.
-Jak długo tu jestem? Jak długo spałem? Gdzie jestem? – zapytałem.
-Jesteś bezpieczny, nie mogę ci zdradzić gdzie jesteś, jeszcze nie teraz, ale powiem, że spałeś kilka miesięcy
-Kilka miesięcy? Jak to się stało? Przecież to niemożliwe.
-Możliwe. To się nazywa śpiączka jakbyś nie wiedział - odparła stanowczo kobieta- trzy miesiące temu zostałeś napadnięty i niemal cię zabili. Dobrze, że byłam w pobliżu. Ci durnie nie sprawdzili dokładnie czy umarłeś. Komuś mało kompetentnemu to zlecono.
-Na tyle kompetentnemu, że mnie pokonał.
– Ich było sześciu, ty jeden. I nawet miecz świetlny ci nie pomógł.
– Widziałaś?
– Nie. Jak mówiłam dotarłam na miejsce po fakcie. Miecz miałeś w dłoni. Na pocieszenie powiem, że zanim cie pokonali uśmierciłeś dwóch ich towarzyszy. Musisz być dla nich ważny, skoro przybyli w takiej liczbie. Jakoś przytargałam cię na mój statek, opatrzyłam jak tylko umiałam no i odlecieliśmy.- Poprawiła poduszkę pod moją głową. – Jak wyzdrowiejesz to powinieneś wrócić oni tobie pomogą.
– Przecież mnie zabiją!!- krzyknąłem
- Kim tym jesteś w ogóle?
– Nie ważne. Chce Ci pomóc. Nie możesz tu zostać. Nie chcę żebyś tu został. Uratowałam Cie, bo zależy mi na życiu każdej istoty, to jest moja jakby to ująć... - zawiesiła na chwilę głos –samotnia, dobrowolne wygnanie. Każdy musi kroczyć swoją ścieżką ku przeznaczeniu. Zaufaj mi. I nie masz wrócić do tych, którzy ciebie ścigali, tylko na Yavin IV do Jedi.
– A ty nie jesteś Jedi? - zapytałem...wzrok mi się już poprawił, więc mogłem dostrzec jej twarz. Ciemne, krótko ostrzyżone włosy, niebieskie oczy. Roześmiała się.
– Nie, nie jestem Jedi, ale o Mocy wiem sporo, to fakt. Wierzę w przeznaczenie, a intuicja podpowiada mi, że się jeszcze spotkamy. Jak wydobrzejesz, weź mój statek i wróć na Yavin IV do swoich towarzyszy. Nadejdzie taki czas, że jeszcze się spotkamy. Uwierz mi.
Kilka dni później już w znacznie lepszym nastroju, jeszcze lepszym zdrowiu, pożegnałem się z nieznajomą, obiecałem, że jak tylko będę mógł to wrócę, by jeszcze raz jej podziękować. Wyruszyłem w drogę do „domu”. Zastanawiałem się, kim była ta kobieta. Nie znałem jej, ale czułem, że, mimo że zaprzeczyła była kiedyś Jedi.
Żałuję, że nie było więcej czasu, aby wypytać ją o wszystko, czegoś się dowiedzieć. Nie wiem, co będzie jak dotrę na Yavin czy przyjmą mnie znowu do swojego grona. Czy nie będą podejrzliwi wobec mnie? Czy przyjmą mnie z powrotem? Jednak, czego bym tam nie zastał przyjmę to z pokorą.

Parę słów od siebie:
I co ja mam tu napisać ? ;p Dobra coś skrobnę. Przyjacielski , wrażliwy , choć czasami skryty w sobie. Lubi się wyróżniać w tłumie wiec czasami chodzi ubrany na zielono . Chce uszczęśliwiać innych. Niestety czasami ma krótką pamięć i jest upierdliwy ..ale tylko czasami. To chyba na tyle ;)
Wróć na górę