Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Sharon

Ranga: Mistrz Jedi
Ścieżka rozwoju: Negocjator Jedi

Mail: jedisharon@gmail.com
GG: 410697
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Barlinek
Województwo: Zachodniopomorskie

Prywatny holokron
Wyszkolona przez: Kaelder Dherven
Aktualnie szkoli: Yowionne
Szkoliła: Aileen, Ramiz

Medale:


Kariera:


Wygląd:
Należę do istot raczej niskich, delikatnie mówiąc. Długie, ciemnobrązowe włosy najczęściej związuję z tyłu, żeby nie przeszkadzały. Uśmiecham się zawsze i mimo wszystko. No dobrze, prawie zawsze, ale jeśli już się uśmiecham, śmieją się też moje brązowe, podobno ciepłe oczy.

Należę do istot cierpliwych i pełnych spokoju. Niemożliwym jest wyprowadzenie mnie z równowagi czy nakłonienie do podniesienia głosu. Nie lubię walczyć - wolę rozwiązywać problemy słowem, nie mieczem. Nie jest mi obca psychometria, chociaż tej staram się unikać - nie wiem dlaczego. Kiedyś Moc zsyłała mi także wizje przeszłych i przyszłych zdarzeń, jednak od jakiegoś czasu milczy uparcie, jakby śmiała się z tego, co się stało - cokolwiek to było. Pozostały mi więc pociąg do wiedzy i umiejętność tworzenia iluzji. Tego ostatniego też ktoś mnie kiedyś nauczył. Kto - nie wiem. Boli, kiedy próbuję sobie przypomnieć.

Broń:
Miecz świetlny o zielonym ostrzu. Kryształ: Mephit.

Historia:
Od kiedy pamiętam, moim domem była planeta-miasto - Coruscant. To tam dorastałam, tam zaznawałam zwyczajności i niezwykłości jednocześnie. To tam, kochana przez mamę, miałam wszystko, czego zapragnęłam. I zapewne miałabym jeszcze więcej, gdybym tylko szepnęła choćby słówko. Ale nie, nigdy nie potrzebowałam wiele - mama twierdziła nawet, że moje oczekiwania względem świata sprowadzają się do niezbędnego minimum. To tam miałam Nadine, trzy lata starszą siostrę, z którą rozumiałam się jak mało kto. Tam śniłam, marzyłam i pytałam. Nie, nie bałam się pytań, chociaż nie należały one do prostych. Odpowiedzią na wiele z nich było milczenie... Albo smutne spojrzenie mamy - Nadine już dawno nauczyła się, że o pewnych sprawach po prostu się nie rozmawia. Nie muszę chyba mówić, że tematem zakazanym była nieobecność ojca, prawda? Nie znałam go - nie było go już z nami, kiedy się urodziłam. Nadine nie była pewna, czy to, co o nim wie, było jej prawdziwymi wspomnieniami, czy raczej wyobrażeniem, więc też niewiele pomogła. A ja, nie wiedzieć czemu, chciałam go poznać. I pewnego dnia poznałam, jednak sposób, w jaki to się stało, zdecydowanie nie był tym, czego chciałam. Przyszedł do mnie we śnie - a przynajmniej wtedy tak to nazywałam. Pojawił się zupełnie przypadkiem, kiedy trzymając znaleziony w pokoju mamy album ze zdjęciami, na moment zamknęłam oczy. Powitał mnie falą uczuć i Emocji tak silnych, że aż fizycznie bolesnych. Było w nim tak wiele sprzeczności, których wtedy nie próbowałam nawet nazwać. Stał w naszej kuchni ze śpiącym dzieckiem w ramionach. Był pełen gniewu i spokoju. Był szczęśliwy i smutny jednocześnie. Uśmiechał się i płakał. Jego ogromne łzy spadały na twarzyczkę dziecka.
- Jesteś taka jak ja - wyszeptał. - Wrażliwa na Moc. Proszę, nie popełnij moich błędów.
Dziewczynka otworzyła oczy i choć wtedy wydawało mi się to niemożliwe, spojrzała prosto na mnie. Miała moje oczy, moją twarz. Była mną.
- Mama cię ochroni - mówił dalej. - Tak będzie lepiej. Nie powie ci. A ty nie pytaj... Proszę, nie pytaj nigdy.
Zamrugałam i nagle znów byłam w pokoju mamy. Znów album był tylko albumem. Nie było w nim nic nadzwyczajnego. Nie odkrył przede mną już żadnej tajemnicy, mimo że kilka razy zamykałam oczy. I uświadomiłam sobie nagle, że za pierwszym razem musiałam zrobić coś więcej.
"Wrażliwa na Moc" - usłyszałam słowa ojca.
Kiedy znalazłam mamę i siostrę, one spojrzały na mnie tylko raz. I odniosłam wrażenie, że wiedziały. Ale i wtedy nie potrafiły niczego wyjaśnić. Wcisnęły mi tylko w dłoń trochę kredytów i kazały mi zabrać nasz rodzinny statek i odlecieć. O współrzędne miałam się nie martwić - ktoś już dawno zapisał je w pamięci droida mamy, który miał lecieć ze mną. Byłam tak zaskoczona, że nie potrafiłam nawet w żaden sposób się sprzeciwić. Nie potrafiłam przypomnieć im, że nie lubię latać. Nie potrafiłam powiedzieć, że chcę zostać z nimi. Że nie chcę odlatywać bez nich.
- Gdziekolwiek mnie wysyłacie, wrócę. Obiecuję. - powiedziałam cicho, czując, jak z każdym kolejnym słowem moje gardło zaciska się coraz mocniej i mocniej.
Ze smutku... Może ze strachu... Ale przed czym? Czego miałabym się bać? Gdybym wtedy wiedziała, że to nie ja się bałam... Że to strach mamy i siostry dane mi było odczuwać. Gdybym wiedziała, że bały się o mnie. Mogłabym... Nadine popchnęła mnie lekko w stronę wyjścia, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia.
- Idź już - powiedziała. - I nie oglądaj się za siebie.
Pobiegłam więc do statku i odleciałam, ufając zapisanym w pamięci droida współrzędnym.
Miałam dużo czasu na rozmyślania. O tym, co zobaczyłam, o nieznanym ojcu, o błędach, przed którymi mnie przestrzegał i o tym, co działo się tu i teraz. Leciałam w nieznane, ale przecież sama się o to prosiłam. To moja ciekawość wyrwała mnie z Coruscant. To ona zmusiła mnie do zostawienia tam mamy i siostry. Zamknęłam oczy, próbując wyobrazić sobie nasze mieszkanie. Chciałam zobaczyć mamę przygotowującą posiłek i Nadine udającą, że czyta jakieś szalenie ważne wiadomości. Nie zobaczyłam żadnej z tych rzeczy. Pod moimi powiekami pojawił się inny obraz - obraz zniszczenia, bólu i śmierci. Na moment mogłam zatrzymać spojrzenie na ich twarzach, utonąć w rozszerzonych przerażeniem oczach. A potem wszystko zgasło. Obie zniknęły. Boleśnie odczułam, jak odrywają się ode mnie... Na zawsze. Wiedziałam, co to znaczyło, ale nie potrafiłam w to uwierzyć. Chroniły mnie. Kiedy kazały mi odlecieć, tak naprawdę chciały, żebym uciekała. Ten album, to, że go znalazłam, to nie był przypadek - przypadki nie istnieją.
Kiedy wreszcie droid oznajmił, że jesteśmy na czwartym księżycu Yavina, byłam pewna, że nie odtrącę tego, co tam znajdę. Że skorzystam z szansy, jaką dostałam. Dla nich...
***
Siedziałam na ziemi, bezmyślnie gapiąc się przed siebie, na rozpływający się w powietrzu hologram... Mój własny, rzecz jasna. A więc moja matka i siostra zginęły. Mój ojciec, chociaż od nas odszedł, okazał się być dobrym człowiekiem. Tu, na Yavinie, znalazłam przyjaciół. Tu szkoliłam się na Jedi. Stąd odlatywałam na misje. Tu żyłam, ciesząc się wszystkim dookoła. A teraz to wszystko było mi obce. Ludzie, z którymi kiedyś podobno spędzałam czas, miejsca, do których podobno lubiłam chodzić. I nawet Moc, choć wciąż czekała na mnie z otwartymi ramionami, choć wciąż była we mnie cicha i cierpliwa, stała się czymś strasznym. Nie wiem, dlaczego tak jest. Nie wiem, co się stało. Nie pamiętam.
Całe moje życie zniknęło. Zostało zdmuchnięte. Nie pamiętam jak. Pamiętam tylko moment, w którym boleśnie wylądowałam (dosłownie) w Yavińskiej dżungli. Potem wiele głosów i jeszcze więcej pytań, na które odpowiedź była tylko jedna: nie pamiętam. Nie wiem, czy mi uwierzyli. Nie wiem, co teraz ze mną zrobią. Chciałabym, żeby pomogli mi powrócić do dawnej mnie.

Wróć na górę