Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Shell

Ranga: Jedi
Ścieżka rozwoju: Negocjator Jedi

Mail: muszelka889@gmail.com
GG: 48763903
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Gorzów Wielkopolski
Województwo: Lubuskie

Prywatny holokron
Wyszkolona przez: Justine Helfire


Kariera:


Wygląd:
Wysoka czerwonoskóra Togrutanka. Ma 3 lekku, dwa opadają na piersi a jedno na plecy. Ubrana jest we fioletową szatę Jedi z kapturem, czasem też ma na sobie zielony jednoczęściowy kostium (nnie kąpielowy xD).

Broń:
1. Miecz świetlny dość specyficznej budowy o czerwonym ostrzu. Forma walki- Sokan.
(To że miecz jest czerwony to nie oznacza że mam jakieś ciemnostronne skłonności... tak w ramach sprostowania jakby ktoś się zastanawiał :> )
2. Blaster, zwany też miotaczem lub laserem - najpopularniejsza broń energetyczna w Galaktyce, strzelająca wiązkami plazmy.
3. Dwa noże z zakrzywioną rączką.

Historia:
Nie lubię tego uczucia, gdy nie wiem co się dzieje wokół mnie. a jednak w tamtym momencie tak właśnie się czułam. nie wiedziałam zupełnie nic - gdzie jestem, ani dlaczego znalazłam się właśnie w tym miejscu. Czułam tylko jak moje mięśnie nóg i rąk wydłużają się... Chwilę później stwierdziłam, że zostałam przykuta do jakiejś ściany. Panującą ciszę przerywało tylko powolne spływanie kropel wody. Oczy miałam zasłonięte jakąś czarną chustą, przez którą nie byłam w stanie nic zobaczyć. Nagle poczułam że ktoś uwalnia mnie, zdejmuje chustę z moich oczu i kładzie mnie na ziemi. - Nic Ci nie jest? - Spytał wysoki, ciemnowłosy chłopak - Nie, chyba nie, ale... - Pewnie chcesz wiedzieć kim jestem i co ty tu robisz? -tak. - odpowiedziałam wstając powoli. - jesteśmy na planecie Hoth. Dostałem misję uratowania jakiegoś Jedi przed wielkim niebezpieczeństwem, podobno ktoś poluje na wrażliwe na Moc istoty. Mam nadzieję, że to właśnie Ty jesteś tym Jedi? - Jedi? Ja? Zdziwiona podeszłam do wyjścia z ciemnej jaskini i powoli wychodząc zaczęłam tłumaczyć: - Ja nie jestem Jedi. Nazywam się Shell i jestem Togrutanką jak widać. Nie wiem jak się tu znalazłam. Pamiętam tylko moją ucieczkę z rodzinnego domu... na Shili i... Taak... Miałam dosyć rodziców, którzy ciągle mnie oszukiwali. Mój statek został przechwycony A potem... Już nic nie pamiętam, aż do chwili, w której pojawiłeś się ty. Chłopak był lekko zdezorientowany i wyraźnie nie wiedział co powiedzieć. - hmmm... Skoro tak twierdzisz, to niech tak będzie, ale jak wytłumaczysz to? wskazał na rękojeść miecza świetlnego przypiętą do mojego paska. - Moi rodzice są wrażliwi na Moc. Uciekając pomyślałam, że... Że mógłby mi się przydać... Zabrałam go ojcu... - Powoli podałam chłopakowi miecz. Chłopak zmarszczył brwi i zaczął się nerwowo rozglądać. - wyczuwam jakieś zagrożenie, może to Ci co cię tu uwięzili- Popatrzyłam na niego pytająco, bo sama nic nie poczułam. - Uważaj!! - krzyknął. Za jego plecami pojawiły się dwie czarne postacie trzymające w dłoniach miecze świetlne o czerwonych ostrzach. - Odsuń się. - powiedział i aktywował miecz. W jednej chwili podskoczył do góry a z rękojeści wytrysnęło jasnoniebieskie ostrze. A więc walkę czas zacząć. Stałam przy jednej ze ścian i wpatrywałam się w dziwny pojedynek całej trójki. Zauważyłam spory kawałek lodu leżący obok mnie. Bez namysłu podniosłam go i rzuciłam celując w jednego z napastników. Próbując uchylić się przed pociskiem potknął się i upadł na ziemię, a jego miecz zgasł i poturlał się w moją stronę. Nie byłam pewna czy czekać, czy pomóc w walce. Ku mojemu zdziwieniu przybyło jeszcze dwóch napastników. Otoczyli chłopaka. Bałam się, bo nie wiedziałam co stanie się z nim i ze mną. Nagle poczułam w sobie coś dziwnego, falę spokoju. Przestałam się bać. Wiedziałam co powinnam zrobić. Trzymając miecz przypomniałam sobie jak kiedyś ojciec kazał mi odbijać mieczem jakieś kulki wystrzeliwane przez naszego robota. Twierdził wtedy, że udaje mi się to, bo jestem wrażliwa na Moc. W jednej chwili pozbyłam się tego wspomnienia. Przestałam myśleć o wszystkich nieistotnych rzeczach i wkroczyłam na pole walki. - Shell! co robisz?! - pomagam Ci. - powiedziałam i skierowałam ostrze miecza przed twarz jednego z napastników. Szykowała się długa walka Nie byłam niestety tak dobrze wyszkolona by pokonać przeciwników jednym palcem, jednak stanęłam przed nimi i oddałam się w objęcia Mocy, która mnie prowadziła.Pchnęłam jednego, poleciał na ziemię nieprzytomny.. Zostało jeszcze dwóch. - Odsuń się i patrz. - powiedział chłopak a ja posłusznie się odsunęłam Patrzyłam jak wymachiwał mieczem. Nie było mowy by nie dał sobie rady. Po chwili napastnicy leżeli bez życia na ziemi. - I po sprawie. - powiedział chowając miecz - To było nie samowite, widziałeś jak pokonałam jednego? - Tak widziałem. - uśmiechnął się.- Chodźmy stąd zanim przyjdą inni. - dodał. Wyszliśmy z jaskini. Nigdy jeszcze nie odczuwałam takiego przeraźliwego zimna. W milczeniu szliśmy przed siebie. Po chwili zauważyłam duży statek kosmiczny. - Twój? - spytałam - Tak. - odpowiedział. - Skoro teraz nam już nic nie grozi to pozwól, że się wreszcie przedstawię. Jestem Kann, rycerz Jedi z Dantooine. - Miło mi. - odparłam po chwili. - Teraz polecimy tym na Dantooine? - Tak, dokładnie. Zabiorę Cię do mojego mistrza i może zostaniesz Jedi. Oboje wiemy, że jesteś wrażliwa na moc . - powiedział opuszczając rampę statku. -Stać! - Krzyknął żołnierz stojący 2 metry od nas - Kto to? - spytałam trochę przerażonym głosem - K łopoty. - odpowiedział Kann i pokazując mi palcem, że mam wejść na pokład statku wyciągnął swój miecz. - Jeśli przegram tą bitwę, to leć czym prędzej na Dantooine, lot jest zaprogramowany w pamięci komputera. Znajdź mojego mistrza i powiedz mu o wszystkim, co się wydarzyło. On już będzie wiedział co robić dalej. Niech Moc Będzie z Tobą. Leć! O nic już nie pytałam, skinęłam tylko głową. Nie chciałam Go zostawiać, lecz wiedziałam, że nie mogę skończyć tak jak on. Zrobiłam dokładnie tak jak mi rozkazał Kann, weszłam do statku, uszczelniłam właz i usiadłam na miejscu pilota. Patrzyłam jak mój przyjaciel toczy ostatnią bitwę w swoim życiu, jak traci siły i w końcu upada na ziemię bez życia. Postanowiłam odnaleźć Mistrza, szkolić się i zostać Jedi. Tak... Obraz leżącego w kałóży krwi Kanna utkwił w mojej pamięci. Nic już do mnie nie docierało. W mojej głowie usłyszałam tylko jego głos "Leć!!", i tak zrobiłam. Odlatując z tej zimnej planety myślałam tylko o tym, by kiedyś tam wrócić i pomścić jego śmierć. Po dość długiej obserwacji lotu i informacji wyświetlonych na ekranie, zasnęłam na siedzeniu pilota. *** Wreszcie wylądowałam na planecie Dantooine. Wysiadając ze statku zastanawiałam się gdzie znajdę Mistrza i jak powiem mu o tym, że jego uczeń zginął ratując mi życie. Jedno wiedziałam na pewno... Chcę zostać Rycerzem Jedi, chcę nauczyć się panować nad emocjami i posługiwać się mocą. Wiedziałam, że tu na pewno to osiągnę. Szłam ścieżką prowadzącą do świątyni Jedi. Była duża i nie dało by się jej nie zauważyć. Stanęłam pod drzwiami i zastanawiając się, co ja powiem mistrzowi Kanna weszłam do środka. Znalazłam się w holu przypominającym jakąś wielką salę. Podeszłam do jednego z żołnierzy stojących przy ścianie. - witam – powiedziałam a żołnierz natychmiast wzdrygnął się i podszedł do mnie bliżej - Kim jesteś I co tu robisz? – spytał z jakąś nieufnością - Nazywam się Shell i przybyłam tu w poszukiwaniu mistrza Jedi, który szkolił Kanna. Mam wiadomość dotyczącą jego ucznia. - Nie wierze ci. – odparł żołnierz i wyciągnął miecz. -Co się dzieje? – Spytała wysoka, rudowłosa dziewczyna, ubrana w długą brązową szatę. - kim jesteś?- popatrzyła w moją stronę. - Jestem Shell i szukam mistrza Jedi, który szkolił Kanna. – odparłam a na twarzy dziewczyny zauważyłam lekki uśmiech. - Choć ze mną zaprowadzę cię- oznajmiła. Powoli oddalając się od drzwi wejściowych wchodziłyśmy w głąb świątyni. - Ale Kate… - słyszałyśmy za sobą tylko krzyk żołnierza, który najwyraźniej nie chciał, bym gdziekolwiek się oddalała. Idąc jasnymi korytarzami przyglądałam się Kate. Nie widziałam nic nadzwyczajnego zastanawiałam się tylko czy jest ona Jedi, lecz bałam się oto spytać by nie wyszło na to że jestem zbyt ciekawska. Na mojej rodzinnej planecie rodzice przestrzegali mnie przed zadawaniem zbyt wielu pytań. Mówili, że może to zbyt skomplikować niektóre sprawy, ale ja i tak ich nie słuchałam. Teraz jednak przyswoiłam sobie te słowa i wzięłam do serca, bo nie wiedziałam czego mogę się spodziewać po Kate. - To tutaj – Odezwała się dziewczyna wyrywając mnie z jakiegoś dziwnego transu. - co? – spytałam zdezorientowana, wpatrzona w nią jak w obrazek - tu jest komnata Mistrza, którego szukasz. Chciałaś z nim porozmawiać, prawda? Nie odpowiedziałam. Skinęłam tylko głową a Kate oddaliła się. Zastukałam w duże brązowe drzwi, nie słyszałam by ktoś podchodził i je otwierał, lecz po chwili same się otworzyły. - Wejdź, proszę - usłyszałam głos mężczyzny siedzącego za biurkiem. - Witam…- zawahałam się. - nie bój się, wiem po co tu przyszłaś - jak to? – zdziwiłam się – przecież… - jestem Mistrzem Jedi i wiem, a raczej domyślam się, co cię tu sprowadza. A więc słucham, Shell. Nie wiedziałam skąd Mistrz znał moje imię, ale wiedziałam, że tu właśnie chciałam trafić i że muszę wszystko teraz powiedzieć. Pomyślałam, że skoro mistrz znał moje imię, to mógł też wiedzieć o tym, co stało się na Hoth z Kannem. - tak, to prawda, nazywam się Shell. Przybyłam tu z planety Hoth, gdzie od niechybnej klęski uratował mnie twój uczeń Kann. – przerwałam i spojrzałam na mężczyznę, był nawet spokojny i nie zbyt zainteresowany moją obecnością. - a więc to ty jesteś tą Jedi, którą Kann miał odnaleźć... Ale gdzie on jest? Dlaczego nie przyszedł z tobą? te pytania wprawiły mnie w zakłopotanie. Nie wiedząc jak powinnam to wytłumaczyć, po prostu odrzekłam: - Kann nie żyje, a ja nie jestem Jedi, której on szukał. Mistrz wstał i podszedł do wielkiego okna. - Hmmm. Tak właśnie myślałem. Czy poza przekazaniem mi wiadomości o śmierci Kanna chciałabyś czegoś jeszcze? - spytał, a ja gwałtownie wstałam i podeszłam do drugiego okna. - Przybyłam tu, by pomścić śmierć przyjaciela – Nie spodobało mu się chyba to co powiedziałam. - Gniew ani złość, nawet z powodu śmierci kogoś bliskiego, nie są zgodne z zasadami naszego zakonu. Jeśli naprawdę chcesz tu zostać i szkolić się na Rycerza Jedi, będziesz musiała pozbyć się tych emocji i zachować spokój ducha. W przeciwnym razie pochłonięta rządzą zemsty, wkroczysz na „Ciemną stronę Mocy” . - Rozumiem... - Mistrzu, czy mogę? - Spytała wchodząca do Sali Kate. - tak, możesz. Nawet dobrze, że jesteś. – powiedział. Kate weszła i stanęła koło mnie. - Kate- zaczął Mistrz - Shell będzie twoją uczennicą. Nauczysz ją wszystkiego co wiesz, a gdy już będzie gotowa przystąpi do testu i wtedy dopiero okaże się, czy jest na tyle silna, by zostać Jedi. - Nic nie odpowiadając wyszłyśmy i skierowałyśmy się do skrzydła akademii, gdzie było pełno drzwi. Stanęłyśmy przed jednymi z nich i weszłyśmy do środka. - To jest twój nowy pokój, rozgość się. Jutro przyjdę po ciebie i zaczniemy szkolenie – powiedziała Kate uśmiechając się. – jak byś miała jakieś pytanie, to ja śpię na drugim piętrze – dodała i poszła na górę. Rozglądałam się po pokoju - był mały i nic szczególnego w nim nie było, biurko, lampka, łóżko i szafa. Położyłam się do łóżka i zasnęłam. *** Obudził mnie jakiś hałas. Otworzyłam oczy i od razu zobaczyłam Kate stojącą przy oknie. - Musisz uciekać. - Powiedziała. - Dokąd? Czym? Dlaczego? - Zostaliśmy zaatakowani. Statek Kanna jest gotowy do drogi. Polecisz na Yavin IV do akademii Jedi. Wyskoczyłam z łóżka a po chwili biegłam już w stronę statku. Nie zabrałam nawet miecza. Wiedziałam, że jeśli przejdę próby Jedi, będę mogła stworzyć własny. Wbiegłam do statku i usiadłam na miejscu pilota. Znów wszystko było już wpisane do komputera. *** Jakiś czas później wyszłam z nad przestrzeni i podprowadziłam statek do lądowania. Miałam nadzieję, że z Yavina nie będę musiała już uciekać. Nie chciałam też żeby Jedi wyrzucili mnie za coś co im się nie spodoba. Bardzo chciałam zostać Jedi jak Kann. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko żeby spełnić moje marzenie

Parę słów od siebie:
Ach długo by pisać :p Po prostu fajna jeszcze fajniejsza :)
Wróć na górę