Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Kirrond

Protektor Wiedzy


Ranga: Rycerz Jedi
Mail: kirrond@outlook.com
GG: 173949
Wiek: 26
Płeć: Mężczyzna
Miejscowość: Gliwice
Województwo: Śląskie

Prywatny holokron
Wyszkolony przez: Justine Helfire
Aktualnie szkoli: Aranole Veed
Szkolił: Eldaina

Medale:


Kariera:


Wygląd:
Dosć wysoki nautolanin o zielonej skórze i czarnych oczach. Zazwyczaj nosi tradycyjne szaty Jedi.

Broń:
Stary miecz, pamiętający jeszcze czasy poprzedniego szkolenia, zastąpił nowy, stworzony w trakcie nauk u Mistrzyni Helfire. Żółte ostrze generowane jest przez kryształ Velmorite, wspomagany kryształem Upari.

Historia:

Spomiędzy skrzyń wypełniających ładownię frachtowca oddalającego się od Nar Shaddaa wyłoniła się zielona głowa młodego nautolanina, po czym, obracając się w lewo i prawo, zlustrowała pomieszczenie. Powoli, acz skutecznie uświadamiała sobie głupotę tego planu. Myśl – Tak, ukrycie się na statku pełnym kontrabandy, nie znając nawet celu podróży, jest zaiste wybitnym pomysłem – odbijała się od czoła i potylicy, czasami zmieniając trajektorię na którąś ze skroni lub skalp oceniającej sytuację głowy. Cóż, odwrotu już nie ma – wykreowała myśli i poprosiła resztę ciała, żeby wstała, a że towarzyszące jej ciało zazwyczaj nie wadziło się z nią, pomiędzy skrzyniami powoli i ostrożnie pojawiła się sylwetka Kirronda.

Po dość ubogiej w wydarzenia, aczkolwiek bogatej w przemyślenia na temat samotnego wychowywania się w holonecie i siedemnastu latach spędzonych w domu ojca, któremu zależało głównie na tym, żeby jego „koledzy” nie odkryli faktu, że jego syn ma kontakt z Mocą, rozległ się w ładowni głuchy odgłos uderzenia o lądowisko, co jednoznacznie oznaczało, że gdzieś wylądowali. Oznaczało to powrót sezonu na ukrywanie się w ładowni – jak na kilka miesięcy knucia, plan był bardzo ubogi, w zasadzie w tym momencie się kończył. Teraz wchodziły w grę dwie opcje – ukraść statek albo wydostać się z niego i planować wszystko dalej. Rozmyślania przerwał dźwięk zbliżających się mężczyzn. Szybko dał nura za skrzynię, która dała mu schronienie przy załadunku statku. Kiedy kilka chwil później, zaraz po dźwięku opuszczanej rampy, usłyszał serię przekleństw i strzałów, wiedział już, że będą kłopoty. Dalej sprawy potoczyły się całkiem szybko: jeden z gospodarzy zginął, a drugi oberwał w kolano (trzeci zrezygnował) i na pokład wpadło pięciu uzbrojonych mężczyzn... prawdopodobnie lokalnych służb porządkowych.

Pomieszczenie było małe i surowo wykończone. Jedynym meblem był stolik, przy którym siedziała sylwetka nautolanina. Po drugiej stronie „przytulnego” pokoiku dreptał oficer lokalnej policji, zadając serię pytań o pobyt na tym statku i wyraźnie nie wierzył w zapewnienia, że tą drogą Nautolanin uciekał od ojca na Nar Shaddaa. Cóż, kto uwierzyłby smarkatemu nautolaninowi bez dokumentów, znalezionemu między skrzyniami z kontrabandą na statku przemytników? Ale jednak coś się wydarzyło. Po blisko godzinie powtarzania tej samej wersji wydarzeń, wszedł do pokoju zwierzeń mężczyzna w brązowym płaszczu, chwilę porozmawiał z oficerem i ten zostawił ich samych. – Pora obiadowa? – Rzucił z głupim uśmiechem młodzieniec. – Powiedzmy. – Padła szybka odpowiedź. – Powiedz mi teraz, co tam robiłeś. Kirrond opowiedział przybyszowi jeszcze raz całą historię, pomijając jedynie na wszelki wypadek to, że ma kontakt z mocą) włącznie z odpowiedziami na całą masę dodatkowych pytań zadawanych w trakcie. Wreszcie po kilku minutach ciszy, gospodarz się odezwał. – Wiem, że jesteś ze mną szczery... na ogół... – przerwał i zmierzył go wzrokiem. – Dlatego mam dla ciebie propozycję. Możesz wyjść stąd i zrobić, co zechcesz. – Przerwał na moment. – Ale możesz też polecieć ze mną na Ossus i rozwinąć swoje talenty.

Zielona głowa oparła się o oparcie fotela drugiego pilota małego statku, prawdopodobnie zrobionego na zamówienie. Jej oczy patrzyły bezmyślnie w gwiazdy, ale to nie był bezmyślny trans, w myślach rozpamiętywała w kółko ostatnie wydarzenia: „Nazywam się Mian i jestem rycerzem Jedi”. Już te słowa wprowadziły ją dość skutecznie w osłupienie, a czekała ją jeszcze jedna wiadomość. Z rozbawieniem przypomniała sobie kilkuminutowe milczenie wywołane kolejną propozycją: „Zapraszam cię na Ossus, do naszej akademii na szkolenie”. Prawdę mówiąc, nie była pewna czy dobrze robi; czy jej towarzysz naprawdę jest Jedi, czy też może dostarczy ją do jakiejś rzeźni… Albo, jeżeli mówił prawdę, to co ją czeka na miejscu? Ale co miała zrobić? Pójść szlajać się po ulicach nieznanego miasta na nieznanej planecie bez celu? Wydaje się, że lepiej podjąć ryzyko, a poza tym ufała mu, bez konkretnej przyczyny, tak po prostu. Z zamyślenia wyrwał ją męski głos mówiący „Uwaga”. Zwróciła uwagę jedynie na rozciągające się w linie punkciki gwiazd.

Na miejscu okazało się, że poznany już Mian jest opiekunem nowych członków, a pozostali członkowie przyjęli go bardzo miło. Bardzo szybko wdrożył się w życie akademii i został zaprzysiężony na Adepta. Po roku ciężkiej pracy, nauki, treningów, został mianowany wraz z trójką innych adeptów na Padawana, lecz jeszcze nikt nie wiedział, jakie problemy niebawem nadejdą. Początkowo jedyną zmianą była większa ranga zadań i swoboda, więc coraz częściej wyruszał na samodzielne misje. To właśnie jedna z takich misji, pozornie bardzo łatwa, zakończyła się komplikacją, w wyniku której młody padawan został uwięziony. Szczegóły tej misji oraz ucieczki jak i późniejszych wydarzeń są materiałem na dużo dłuższą opowieść . Z punktu widzenia postaci naszego Kirronda istotnym jest to, że po powrocie do akademii, zastał ją opuszczoną przez wszystkich członków. Jedyną informacją, jaką zastał, było to, że wszyscy wyruszyli na misje około standardowego roku temu. Zebrawszy wszelkie dostępne dla padawana informacje, postanowił wyruszyć tropem swojego Mistrza. Bogate w przygody, blisko dwuletnie poszukiwania, doprowadziły go do grupy piratów w rejonie Nieznanych Regionów. Ci też piraci, po uszkodzeniu jego myśliwca, rozbroili go i uwięzili. Pierwsze tygodnie niewoli spędził głównie na poszukiwaniu słabych punktów komórki, w której był przetrzymywany, i snuciu planów ucieczki, jednak gdy zrozumiał, że bez jakiegoś cudu Mocy nie wydostanie się stamtąd, postanowił zająć się medytacją, co było jedynym ćwiczeniem, jakiemu mógł się oddać w tak małej i pustej przestrzeni.

Zielona głowa była pogrążona w medytacji. Jak co dzień, starała się wysondować poprzez Moc otoczenie w nieco większym obszarze niż wczoraj. Nagle jej oczy lekko drgnęły pod opuszczonymi powiekami. Poczuła coś, co zdecydowanie było czymś nowym i jednocześnie czymś znajomym. Tak, to jakieś nowe istoty – pomyślała w lekkiej euforii – ich aura mocy była zupełnie inna niż jej gospodarzy. Nowi przybysze wyczuwalni byli dużo mocniej niż ci tutaj, a świadomość ich obecności nie była przygnębiająca, ale raczej pokrzepiająca. Spowodowało to, że postanowiła spróbować dać znać nowym przybyszom o swojej potrzebie pomocy.

Pierwsze wstrząsy i odgłosy walki nie nastroiły więźnia pozytywnymi myślami, jednak gdy jeden z oprawców wpadł po coś do jego celi i w pośpiechu nie zamknął za sobą drzwi, Kirrond wiedział, że musi też sam sobie pomóc. Szybko zbadawszy sytuację na korytarzu, obezwładnił jednego z piratów i wziął jego broń. Penetrując kolejne korytarze, dotarł w pobliże terminalu, którym nadał krótką wiadomość do przybyszów. Całym statkiem wstrząsnął silny wybuch, a pozostali piraci pobiegli w jego kierunku, ignorując młodego Nautolanina. Przewracając się pod wpływem wstrząsu, wyczuł w pobliskiej skrzyni coś znajomego – swój miecz świetlny, a kiedy wreszcie dotarł na miejsce wybuchu, było już praktycznie po abordażu. Przybysze, którzy zadali sobie tyle trudu tylko po to żeby sprawdzić pojedyncze ciche wołanie o pomoc, okazali się Jedi z zakonu na Yavinie IV, lecącymi w kierunku Nieznanych Regionów. U celu podróży ku źródłu ich przerażających wizji, cała grupa została przechwycona przez grupę droidów, które odprowadziły ich pod wierzę, na której błoniach stały rzesze zahipnotyzowanych ludzi. W wierzy przez przypadek grupa się rozłączyła, w wyniku czego wszyscy poza Varyaną, Werewolfem oraz Kirrondem pojechali windą na górę, a wymieniona trójka sprawdziła dolne korytarze. Uratowali grupkę dzieci, na które dziwna hipnoza nie działała. Nautolanin nigdy nie dowiedział się, co konkretnie stało się na górze. Okoliczny reaktor został przeciążony i wszyscy zostali zmuszeni do ucieczki na pokłady statków.

I tak oto zielona głowa Kirronda trafiła na czwarty księżyc Yavina w celu dokończenia przerwanego szkolenia.

Przygoda z czasów padawańskich



Wróć na górę