Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Resmi Helfire

Ranga: Jedi
Ścieżka rozwoju: Strażnik Jedi

Mail: resmihelfire@gmail.com
GG: 34281040
Wiek: 19
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Bełk
Województwo: Śląskie

Prywatny holokron
Wyszkolona przez: Justine Helfire
Medale:


Kariera:


Wygląd:
Postać średniego wzrostu, o krótkich ciemno- brązowych włosach, czasami tylko upiętych z tyłu w kucyk. Piwne oczy. Najczęściej wkłada na siebie strój Zakonny.
Jest osobą spokojną i zdecydowaną, jednak zdarzają Jej się chwile zwątpienia. Nigdy nie rozstaje się ze swoją bronią przekonana, że może jej potrzebować nawet w najbardziej bezpiecznych dotąd miejscach i sytuacjach. Nigdy jednak nie sięga po nią bez powodu, ale dopiero wtedy, gdy wymaga tego sytuacja. Zawsze w pierwszej kolejności szuka rozwiązania dyplomatycznego.

Broń:
Miecz świetlny z rękojeścią średniej długości o srebrno-szarej barwie z elementami żółci i zieleni. Kolor klingi fioletowy (główny kryształ: "Przebiegłość Windu").
Jest to miecz zbudowany w czasie szkolenia Padawańskiego. Wcześniejszy - treningowy - był nieco innej konstrukcji, z wiązkami koloru zielonego.
Jako że jestem ostrożna, zawsze noszę przy sobie też podręczny lekki blaster, na wypadek, gdybym w jakiejś sytuacji nie mogła użyć miecza.

Historia:
Odkąd pamiętam mieszkałam na Korelii z moimi dziadkami. O mamie wiedziałam niewiele - jedynie tyle, że była Twi’lekanką. Dziadek opowiedział mi kiedyś, że przez kilka pierwszych lat byłam z nią na Rylofh a później mój ojciec przywiózł mnie do nich na Korelię i wyjechał. Mówił, że ostatni raz widzieli go, kiedy stąd odlatywał. Początkowy “układ” miał być taki, że mieli się mną zająć dopóki on po mnie nie wróci… Nie doczekałam jednak tego dnia. Nie pamętałam ojca. Dziadkowie nie wiedzieli co dokładnie się z nim stało - ja tak. A przynajmniej miałam pewne podejrzenie. Wiele razy śnił mi się pewien sen o nim. Widziałam go, jak walczył z pewną zakapturzoną postacią, która w ręku trzymała jasno - czerwony miecz świetlny, podobnie jak mój ojciec, tyle tylko, że jego klinga była niebieska. W pewnym momencie wszystko potoczyło się tak szybko, że ledwo nadążałam. Widziałam jak tamta zakapturzona postać wytrąca miecz z ręki mojego ojca, po czym przebija jego tors swoim mieczem. Widziałam, jak mężczyzna pada bezwładnie na ziemię. Poczułam jeszcze pustkę, jaka emanowała z ciało umierającego i wielki strumień satysfakcji, wydobywający się z umysłu drugiej postaci.
Wtedy się obudziłam, bardzo gwałtownie, oblana zimnym potem. Usiadłam na łóżku. Inni z pewnością uznaliby to za zwyczajny sen i nie przejmowali się nim zbytnio, ale nie ja. Wprawdzie tematu Jedi dziadek wystrzegał się jak ognia, ale kilka razy miałam okazję usłyszeć szepty między nim a babcią dotyczące mojego ojca. Nie rozumiałam wszystkiego, bo za wszelką ceną dziadek chciał ukryć przede mną to, kim mój ojciec był. Babcia, powiedziała mi kiedyś w tajemnicy przed nim że mój ojciec był Jedi i wyjaśniła znaczenie tego słowa. Obiecałam jednak, że ta informacja zostanie między nami. A - jak mnie nauczyła - obietnica jest rzeczą świętą. Nie wolno Jej złamać. Tak więc mój dziadek nigdy nie dowiedział się, że nam prawdę o tym kim on był. Babcia wierzyła, że i we mnie jest ten sam potencjał i ja też, natomiast dziadek nie chciał o tym słyszeć.
Przez resztę nocy nie spałam, a rano powiedziałam o tym śnie dziadkom. Mimo tego, że miałam wtedy jakieś dziesięć może jedenaście lat, podeszli do sprawy całkiem poważnie. Uwierzyli mi - a przynajmniej tak mi się wydawało - ale radzili, żebym o tym za dużo nie myślała, bo jeśli faktycznie zginął, będę z tego powodu tylko cierpiała.
Postanowiłam, że pójdę za ich radą i od tamtego dnia już o tym nie wspominałam i starałam się nie myśleć. Udawało mi się. Aż do czasu.
To było pod wieczór kilka lat później. Szłam po coś (nie pamiętam po co), do warsztatu, gdzie dziadek trzymał stary, koreliański frachtowiec YT. Znałam go dobrze, bo spędziłam dobrych kilka miesięcy ucząc się latać zanim dziadek umarł i tym samym pozbawił mnie jedynego nauczyciela. Weszłam do środka i zapaliłam światło, gdy nagle coś z drugiej strony pomieszczenia przyciągnęło moją uwagę. Wiedziałam, że nie powinnam ruszać w warsztacie nic, co nie należy do mnie, bądź nie dostałam na to zgody, ale cóż... ciekawość wygrała. Podeszłam do mojego źródła zainteresowania. Zauważyłam, że było to stare, miejscami zniszczone pudło, na które ktoś niedbale zarzucił jakichś materiał. Z coraz większym zainteresowaniem, zrzuciłam płachtę z pudła i otworzyłam je. Aż wstrzymałam oddech, gdy zobaczyłam, co jest w środku. Były tam wszystkie wartościowe rzeczy, które - sądząc po ich wyglądzie - mogły należeć tylko do mojego ojca. Babcia musiała je tu dać, gdy robiła porządek w jego pokoju, pomyślałam. Zaczęłam przegrzebywać karton. Pod stertą kart danych różnego rodzaju, znajdowały się Jego narzędzia robotnicze i stare, zastępcze szaty, jeszcze z czasów, kiedy należał do Akademii Jedi. Podnosiłam wszystko po kolei i odkładałam na bok, aż dotarłam prawie do dna. Były tam fotografie i mała paczuszka z napisem: "Dla Resmi". Zatkało mnie. Wzięłam ją i obejrzałam dokładnie. Po dotyku wyczułam, że jest to prawdopodobnie holograficzny czytnik wideo. Po zastanowieniu się schowałam je szczelnie w środku szaty, którą miałam na sobie. Wróciłam do oglądania zawartości pudła. Tym razem moje zdziwienie było jeszcze większe. Zobaczyłam przed sobą fotografię, na którą wcześniej nie zwróciłam uwagi. Była na nim tylko jedna osoba - mała dziewczynka. Miała niewiele więcej niż rok. Siedziała na jakimś korzeniu w lesie i spoglądała w bok, na niewidoczny dla mnie cel. W pierwszej chwili pomyślałam, że to ja, ale szybko zrezygnowałam z tej myśli. Ja praktycznie od urodzenia mieszkam na Korelii a tu raczej nie ma zbyt wielu lasów. A może...? Poczułam nagle, że coś mnie przywołuje, że jakaś siła chciała, żebym znalazła to zdjęcie. Nie, pomyślałam, to niemożliwe. Ja jej nawet nie znam. Po przegrzebaniu do końca pudła nie znalazłam już nic, co przyciągnęłoby moją uwagę, więc schowałam w głąb szaty jeszcze zdjęcie tajemniczej dziewczynki, które w pierwszej chwili chciałam tam zostawić, ale coś mi na to nie pozwalało. Wróciłam do domu.
- Babciu! - zawołałam na wejściu.
Minęło kilka minut, zanim babcia znalazła mnie siedzącą na sofie w salonie, wpatrzoną w przestrzeń.
- Tak? - zapytała siadając obok mnie.
Spojrzałam na nią pytającym, badawczym wzrokiem.
- Kojarzysz stare pudło w warsztacie?
Zauważyłam u niej wielkie zaskoczenie i...zakłopotanie? Szybko się opanowała. Najwidoczniej zorientowała się, że zauważyłam tą zmianę.
- Pudełko? - zapytała z udawaną nie wiedzą - O jakim pudle mówisz?
Eh... dobrze. Niech będzie po twojemu, pomyślałam.
- O tym, które znalazłam w warsztacie jakieś pół godziny temu, z rzeczami taty w środku - powiedziałam wciąż studiując jej twarz - Teraz wiesz już, o które mi chodzi?
Babcia spuściła wzrok. Zapadła długa, niezręczna cisza. Na Jej twarzy malował się zamęt. Zaniepokoiłam się.
- Babciu? Powiedz coś - poprosiłam
Odezwała się dopiero po chwili.
- Tak, Resmi. Wiem już, o które pudło ci chodzi.- Była smutna, a do jej oczu zaczęły napływać łzy. - To pudło z rzeczami twojego ojca, które postanowiłam schować, gdy już mieliśmy pewność, że nie żyje. - Spojrzała na mnie z bólem i troską - Schowałam je przed tobą, na prośbę dziadka.
"Co? Jak to? Przede mna?" Po mojej głowie krążyły chyba wszystkie możliwe pytania. "Dlaczego? Co według niej było tam takiego, że musiała to ukryć?" Nagle zdałam sobie sprawę, że wpatruję się w podłogę, więc spojrzałam z powrotem na babcię. Otworzyłam usta, żeby zadać jej te wszystkie pytania, ale w tamtej chwili nie umiałam wydusić z siebie ani jednego słowa. W końcu jednak udało mi się.
- Ale... babciu... dlaczego?... po co to wszystko? po co chować przede mną rzeczy taty?
Nagle sięgnęłam myślami do pakunku schowanego we wnętrzu szaty. "Czyżby o to chodziło? O pakunek dla mnie?"
- Chciałaś ukryć przede mną pakunek, prawda? Chciałaś, żebym go nigdy nie znalazła?
Babcia była szczerze zaskoczona.
- Pakunek? Jaki? - zaczęła mi się przyglądać - Resmi, o jaki pakunek ci znów chodzi?
"Powiedzieć jej? A może to zły pomysł? Może zechce mi go odebrać i już go nie odzyskam?"
Postanowiłam jednak zaryzykować. Wyjęłam zapakowane, małe pudełko z głębi szaty i podałam jej. Oczy babci błądziły po napisie, jaki został tam zamieszczony. Patrzyła to na mnie, to na paczkę.
- Ja... nie mam pojęcia, co to jest, Resmi - powiedziała, nadal trzymając pudełko.
Spojrzałam na Jej twarz. Była szczera. Nie miała pojęcia co to. Pokiwałam powoli głową.
- Ja też nie. Znalazłam to w tamtym pudle, razem z tym… - przerwałam i wyjęłam z szaty zdjęcie dziecka - ... z tym zdjęciem - podałam jej fotografię.
Mina jaką zrobiła, świadczyła o tym, że wie, kim jest ta dziewczynka.
- Ty ją znasz, babciu. Wiesz, kto to jest. Wiesz, prawda?
- Tak - powiedziała po chwili - Wiem, kim ona jest - Jej oczy świdrowały zdjęcie, jakby chciała przyjrzeć się każdemu calowi.
- Więc..? Kto to jest?
Babcia nie odpowiedziała.
- Babciu?
Cisza.
- Babciu!!
Kobieta spojrzała na mnie oniemiała.
- To... to jest… - przerwała i jeszcze raz spojrzała na zdjęcie - to jest twoja siostra, Resmi.
Zatkało mnie. "Moja siostra? O czym ona mówi"
- Babciu, ja nie mam siostry. Coś musiało ci się pomylić.
Spojrzałam na nią. “Nie! To niemożliwe! Ona mówi prawdę! “
- Babciu, o czym ty, na wszystkie gwiazd mówisz!? Przecież to jest niemożliwe! Przecież dobrze wiesz, że nie mam żadnej siostry! Moja mama...
- Twoja mama, to nie jej mama - przerwała mi nagle. "Co!?"- Nikt nigdy ci tego nie powiedział, ale tak, masz siostrę. Starszą siostrę - Justine.
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. "Jakim cudem!?"
- Co!? Babciu, jak możesz mówić takie rzeczy i to jeszcze z takim spokojem!? Powiedz coś!
Byłam sfrustrowana. Jakim cudem miałam siostrę i dlaczego dowiaduję się o tym teraz, po szesnastu latach?
- Taka jest prawda, dziecko - zaczęła.
Zauważyłam, że po jej policzkach popłynęła strużka łez.
- Ta dziewczynka - wskazała gestem fotografię - to twoja siostra. Tyle, że jej matka, to nie twoja matka. Macie jednego ojca, ale inne matki. To znaczy... miałyście jednego ojca. Matka Justine, Elaina była pierwszą żoną twojego ojca. Jednak było to dawno i niestety z dziadkiem widzieliśmy ją może ze dwa razy w życiu. Oboje woleli wieść spokojne życie w murach Świątyni Jedi. Twój ojciec prawie się stamtąd nie ruszał. - uśmiech pojawił się na moment na Jej twarzy. - Jednak w końcu musiał. Przyleciał do nas - jak już wiesz - razem z Tobą, kiedy byłaś jeszcze mała. Nie powiedział nam jednak zbyt dużo. Dowiedzieliśmy się tylko, że Justine jest bezpieczna, gdzieś daleko - zacytowała. - Wcześniej nie wiedzieliśmy nawet o Jej istnieniu - dodała.
- Zanim odleciał stąd na zawsze - kontynuowała po chwili - Zostawił nam to pudło, które ukryliśmy w warsztacie razem z resztą Jego rzeczy, które znaleźliśmy w domu. Nie zaglądałam tam nigdy, bo zapewnił, że nie ma tam nic poza kilkoma zdjęciami Justine i drobiazgami, których nie musi już mieć. - spojrzała na pakunek i oddała mi go niechętnie, najwidoczniej ciekawa co takiego jest w środku. Zdjęcie trzymała jednak kurczowo w dłoni nie planując mi go podać. Mówiła, że nie zaglądała wcześniej do tamtego pudła, więc - tak jak ja - widziała Justine pewnie po raz pierwszy.
Odebrałam pakunek bez słowa.
- Twój ojciec naprawdę zdradził nam tylko tyle, że ona jest bezpieczna, daleko stąd - zapewniła raz jeszcze.
- Chcę ją odnaleźć. I zrobię to. - powiedziałam zdeterminowana, odzyskawszy głos.
- Resmi, jesteś wrażliwa na Moc, wiem to, bo twój ojciec też taki był... i to jest cudowne. - dodała szybko - Ale skoro On nie powiedział nam gdzie Justine dokładnie jest, to pewnie nie chciał, żebyśmy to wiedzieli.
- Zrobię to - powtórzyłam patrząc na nią przez łzy - Odnajdę moją siostrę.

*****

Tej nocy nie spałam. Znów wpadłam w ten dziwny półsen. Widziałam planetę, pełną roślin i wody. Znałam ją. To była Naboo. Widziałam dziewczynę. Młodą, zaledwie kilkunastoletnią, o długich włosach koloru wiśni. Stała tam i... ktoś ją wołał. "Justine! Justine, chodź tutaj! Wróć do domu!". Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to był mój głos. Wyciągnęłam do niej rękę, ale nie potrafiłam jej dotknąć. Nagle, zaczęła się oddalać, aż zniknęła. "Justine!".

*****

Otworzyłam oczy i szybko usiadłam. Dłońmi przetarłam twarz. "Justine", pomyślałam patrząc przed siebie, "odnajdę Cię". Podniosłam się z łóżka. Zaczęłam się zastanawiać. Widziałam ją tylko na tamtym zdjęciu, gdzie była maleńka, mimo to czułam, że to ona. Była na Naboo, więc może nadal tam jest? Postanowiłam, że polecę tam i sprawdzę, co się z nią stało.
Nazajutrz porozmawiałam ze zmartwioną babcią. Nie była zadowolona moim pomysłem, ale zgodziła się.
- Tylko, co jeśli jej nie znajdziesz? - zapytała zatroskana.
- Babciu, ja wiem, że ją znajdę. To moja jedyna siostra.
Uzyskałam milczącą zgodę od babci, więc pozostawiając ją pod opieką jej dobrej przyjaciółki, wyruszyłam. Wzięłam stary, koreliański statek dziadka, ten, który stał w warsztacie. Był podobny do słynnego, chyba na całą Galaktykę Sokoła Millenium, tyle, że mniejszy i... nie był Sokołem. Wzięłam ze sobą też mojego przyjaciela - droida astromechanicznego, którego dziadek chciałam kiedyś zezłomować. Nie pozwoliłam mu wtedy na to.
Pomagał mi w sterowaniu. Umiałam pilotować statek, choć niezbyt wprawnie.

*****

Po dotarciu na Naboo, z niemałym wysiłkiem udało mi się zdobyć informacje. Okazało się, że Justine wyjechała już kilka lat temu, i że pilot, z którym wtedy leciała dostarczył ją na Yavin 4. W szkole na historii uczyłam się o Rebelii, ale wątpiłam, żeby ona albo cokolwiek z jej... dzieł pozostało na tamtym księżycu. Postanowiłam poszukać informacji w Holonecie. Znalazłam tam stare zapiski na temat tego, iż teraz na tym księżycu znajduje się Świątynia Jedi... “Jedi?” Zastanowiłam się, co moja siostra robiła w Świątyni Jedi. I nagle zrozumiałam. Babcia mówiła, że matka Justine była Jedi, tak samo jak nasz ojciec, więc może Justine poszła w ich ślady? Postanowiłam to sprawdzić. Ruszyłam na Yavin 4.
W czasie lotu w nadprzestrzeni wysłałam wiadomość do babci. Napisałam, że chyba już wiem, gdzie ona jest. Gdy panel kontrolny zasygnalizował wyjście z nadświetlnej chwyciłam stery, żeby opanować drżenie statku. Za iluminatorami zauważyłam gazową planetę. Komputer zawiadomił mnie, że jest to Yavin. Ominęłam go, kierując się na jego czwarty księżyc.
Zbliżając się do powierzchni księżyca usłyszałam buczenie interkomu pokładowego:
"Szczcz... Niezarejestowany frachtowiec koreliański, prosimy o podanie danych i celu podróży".
Niezarejestowany? Ah.. dziadek nie nadał mu żadnej nazwy..
Odetchnęłam głęboko, włączyłam mikrofon i przemówiłam:
- Witajcie. Mówi Resmi Helfire. Poszukuję kogoś, a moje śledztwo doprowadziło mnie tutaj... - przerwało mi nagłe głośne buczenie - Co jest!?
"Nazywasz się Resmi Helfire?" - tym razem był to głos kobiety. Musiała być niesamowicie zaskoczona, sądząc po głosie.
Przewróciłam oczami.
- Tak, jak już mówiłam - podjęłam - Nazywam się Resmi Helfire i... - znów buczenie - Cóż... goście to chyba u nich rzadkość.
Opadłam na fotel i czekałam. Z tyłu dobiegły mnie ciche piski mojego R2.
- Spokojnie - nakazałam mu - Zaraz się wszystkiego dowiemy... albo trochę sobie tutaj posiedzimy - mruknęłam pod nosem.
Interkom znów się obudził.
- Resmi Helfire. -usłyszałam z głośnika - Masz zgodę na wylądowanie swoim frachtowcem. Prosimy o posadzenie statku możliwie blisko świątyni - na chwilę zapadła cisza i mogłabym przysiąc, że usłyszałam "bo niby czemu, wszyscy zwykle lądują w środku lasu?". - Ktoś się po ciebie zjawi - dokończył głos.
"Nareszcie", pomyślałam.
- Dzięki... - interkom został już wyłączony - Jak miło, że poczekali na odpowiedź...
Skierowałam więc statek nad lasem, w kierunku dużej zabudowy, przypominającej piramidę. Znalazłam małą polankę niedaleko i już kilka minut później stałam przed statkiem z plecakiem podróżnym w ręce i droidem obok mnie. Zrobiłam kilka kroków w stronę lasu i rozglądałam się dookoła, podziwiając widoki. Z zamyślenia wyrwał mnie ostrzegawczy pisk astromecha. Kiedy się odwróciłam, wiedziała już o co chodzi. Ktoś się zbliżał. Stałam w miejscu i czekałam. Dostrzegłam w końcu sylwetkę. To była kobieta. Wysoka kobieta, w stroju typowym dla Rycerzy Jedi ze Starej Republiki. Miała krótkie, wiśniowe włosy i... Justine? Poczekałam aż kobieta zbliży się do mnie. Nigdy wcześniej nie byłam w obecności jakiegokolwiek Jedi, ale fala uczuć jakie do mnie dotarły zaskoczyła mnie. Kobieta była ciekawa, kim jestem, ale też lekko zaskoczona...
- Ty jesteś Resmi, jak rozumiem? - zapytała, przyglądając mi się.
- Tak, jestem Resmi - kilka sekund zajęło mi podjęcie decyzji, po czym zapytałam - A ty jesteś Justine, mam rację?
Nastąpiła chwila ciszy.
- Tak, skąd wiesz? - zapytała i serce zaczęło mi bić mocniej.
Znalazłam ją! Znalazłam Justine! Musiała wyczuć moje myśli, bo przez jej twarz mignął cień uśmiechu.
- Wiem - powiedziałam - Bo jesteś... moją siostrą.
Znów nastąpiła chwila ciszy. Justine nad czymś się zastanawiała.
- Nie wiedziałam, że gdzieś jeszcze mam rodzinę - powiedziała po cichu - Ale coś mi mówiło, że być może ktoś kiedyś się tu zjawi. Przez myśl mi nie przeszło, że mogę mieć siostrę... Moja matka..
- Twoja matka, to nie moja matka - zacytowałam babcię - Ale mamy wspólnego ojca.
- Cóż… - czułam, że sonduje mój umysł, aby sprawdzić, czy nie kłamię.
Wydawała się zaskoczona i chyba nie do końca jeszcze mi wierzyła - nie dziwię się, skoro widzi mnie pierwszy raz.
- Nawet jeśli mam siostrę... a mam z tego co widzę, to nie sądziłam, że będzie mnie szukać.
"Oczywiście..."
- Pff, skoro już wiedziałam, że mam siostrę... a dowiedziałam się po szesnastu latach życia... to chyba oczywiste, że będę Cię szukać skoro już wiedziałam, że byłaś na Naboo.
- Skąd wiedziałaś, że tam byłam?
Przyjrzałam się jej.
- Po prostu wiedziałam. Jesteś Jedi - podsunęłam - Powinnaś to zrozumieć.
- Moc... - wyszeptałyśmy po chwili równocześnie.
Nagle dotarło do mnie uczucie zniecierpliwienia, dobiegające ze strony świątyni. Obie tam popatrzałyśmy.
- Co to jest tak właściwie? - zapytałam siostrę.
- Nasz Zakon - odpowiedziała - Chodź, oprowadzę cię.
Ja? W Zakonie Jedi? A co z babcią? Z naszym domem?
"Jeśli już ją znajdziesz - powiedziała mi babcia zanim wyjechałam - powiedz jej, że chciałabym ją kiedyś poznać. - patrzyła na mnie chwilę - Jeśli będziesz chciała z nią zostać, zostań. Tyle lat już czekałaś. Na wszystko. Pora, żebyś poznała całą prawdę - uściskała mnie, a ja wsiadłam do statku..."
- Dobrze - odezwałam się po chwili - Pójdę z tobą, do naszej świątyni.
Justine zamilkła, ale zaraz potem się uśmiechnęła i wskazała dłonią drogę. Poszłyśmy, a mój droid za nami, cicho pogwizdując. Straciłam dziadka i tatę, a po latach odnalazłam siostrę. Kolejny dowód na to, że dla Korelian szanse nie mają znaczenia. Postanowiłam, że kiedy już dotrzemy, wyślę wiadomość do babci, że znalazłam Justine, że jest Jedi i że postanowiłam zostać tu razem z nią i także zacząć naukę... jeśli mnie zechcą uczyć. Moc, o której mi opowiadała, doprowadziła mnie do zaginionej siostry. Spojrzałam w niebo i uśmiechnęłam się.
"Dziękuję", powiedziałam w myślach...

Parę słów od siebie:
Cóż...co mogłabym powiedzieć?
Wprawdzie od czasu, kiedy tata włączył mi Gwiezdne Wojny, byłam zafascynowana Jedi, chciałam taka być. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe...
Ale najzabawniejszy jest fakt, że prawdziwego "hopla" na tym punkcie dostałam wtedy, gdy dorwałam się do książek siostry :D
Oczywiście, już kilka dni przed napisałam zgłoszenie do SoP, ale dopiero po przeczytaniu kilku pozycji podjęła ostateczną decyzje i wysłałam je.
Właśnie w ten sposób trafiłam do JO i zaczęła szkolić się na Jedi, tak jak moja siostra. ;>
Wróć na górę