Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Resmi Helfire

Ranga: Jedi
Ścieżka rozwoju: Strażnik Jedi

Mail: resmihelfire@gmail.com
GG: 34281040
Wiek: 19
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Bełk
Województwo: Śląskie

Prywatny holokron
Wyszkolona przez: Justine Helfire
Medale:


Kariera:


Wygląd:
Postać średniego wzrostu, o krótkich ciemno- brązowych włosach, czasami tylko upiętych z tyłu w kucyk. Piwne oczy. Najczęściej wkłada na siebie strój Zakonny.
Jest osobą spokojną i zdecydowaną, jednak zdarzają Jej się chwile zwątpienia. Nigdy nie rozstaje się ze swoją bronią przekonana, że może jej potrzebować nawet w najbardziej bezpiecznych dotąd miejscach i sytuacjach. Nigdy jednak nie sięga po nią bez powodu, ale dopiero wtedy, gdy wymaga tego sytuacja. Zawsze w pierwszej kolejności szuka rozwiązania dyplomatycznego.

Broń:
Miecz świetlny z rękojeścią średniej długości o srebrno-szarej barwie z elementami żółci i zieleni. Kolor klingi fioletowy (główny kryształ: "Przebiegłość Windu").
Jest to miecz zbudowany w czasie szkolenia Padawańskiego. Wcześniejszy - treningowy - był nieco innej konstrukcji, z wiązkami koloru zielonego.
Jako że jestem ostrożna, zawsze noszę przy sobie też podręczny lekki blaster, na wypadek, gdybym w jakiejś sytuacji nie mogła użyć miecza.

Historia:
Odkąd pamiętam mieszkałam na Korelii z moimi dziadkami. Moja matka zginęła jakichś czas po moim urodzeniu, a ojciec... cóż przez kilka lat się mną zajmował, a później gdzieś wyszedł i już nigdy nie wrócił. Moi dziadkowie nie wiedzieli co się z nim stało- ja tak. Dwie noce po tym, jak opuścił nasz dom miałam sen. Widziałam go, jak walczył z pewną zakapturzoną postacią, która w ręku trzymała jasno-czerwony miecz świetlny, podobnie jak mój ojciec, tyle tylko, że jego klinga była niebieska. W pewnym momencie wszystko potoczyło się tak szybko, że ledwie nadążyłam. Widziałam jak Mroczny Jedi- wiedziałam, jak go nazwać, bo ojciec nauczył mnie kilku rzeczy na temat Mocy i jej użytkowników- wytrąca miecz z ręki mojego ojca, po czym przebija jego tors swoim mieczem. Widziałam, jak mężczyzna pada bezwładnie na ziemię. Poczółam jeszcze pustkę, jaka emanowała z ciało umierającego i wielki strumień satyswakcji, wydobywający się z umysłu Mrocznego Jedi.
Wtedy się obudziłam. Bardzo gwałtownie, oblana zimnym potem. Usiadłam na łóżku. Inni z pewnością uznali by to za zwyczajny sen i nie przejmowali się nim zbytnio, ale nie ja. Nie. Ojciec tyle razy mi powtarzał, że zawsze mam słuchać swoich uczuć, swojej intuicji, i kierować się nimi. Mowił, że najczęściej to, co odczuwamy, to "znaki", które Jedi dostają od Mocy. Kazał mi wtedy obiecać, że zawsze będę o tym pamiętała, więc tak zrobiłam. Przez resztę nocy nie spałam, a rano powiedziałam o tym babci i dziadkowi. Mimo tego, że miałam wtedy tylko cztery lata, podeszli do sprawy całkiem poważnie. Uwierzyli mi- a przynajmniej tak mi się wydawało- ale radzili, żebym o tym za dużo nie myślała, bo jeśli faktycznie zginął, będę z tego powodu tylko cierpiała.
Postanowiłam, że pujdę za ich radą i od tamtego dnia już o tym nie wspominałam i starałam się nie myśleć. Udawało mi się. Aż do czasu.
To było pod wieczór kilka lat później. Szłam po coś (nie pamiętam po co), do warsztatu, gdzie dziadek trzymał stary, koreliański frachtowiec. Znałam go dobrze, bo spędziłam dobrych kilka miesięcy ucząc się latać zanim dziadek umarł i tym samym pozbawił mnie jedynego nauczyciela. Weszłam do środka i zapaliłam światło, gdy agle coś z drugiej strony pomieszczenia przyciągnęło moją uwagę. Wiedziała, że nie powinnam ruszać w warsztacie nic, co nie należy do mnie, bądź nie dostałam na to zgody, ale cóż... ciekawość wysgrała. Podeszłam do mojego źródła zainteresowania. Zauważyłam, że było to stare, miejscami zniszcone pudło, na które ktoś niedbale zarzucił jakichś materiał. Z coraz większym zainteresowaniem, zrzuciłam zrzuciłam płachtę z publa i otworzyłam je. Aż wstrzymałam oddech, gdy zobaczyłam, co jest w środku. Były tam wszystkie wartościowe rzeczy, które kiedyś należały do taty! Babcia musiała je tu dać, gdy robiła porządek w jego pokoju, pomyślałam. Zaczęłam przegrzebywać karton. Pod stertą kart danych róźnego rodzaju, znajdowały się Jego narzędzia robotnicze i stare, zastępcze szaty, jeszcze z czasów, kiedy należał do Akademii Jedi. Podnosiłam wszystko po kolei i odkładałam na bok, aż dotarłam prawie do dna. Były tam fotografie i mała paczuszka z napisem: "Dla Resmi". Zatkało mnie. Wzięłam ją i obejrzałam dokładnie. Po dotyku wyczułam, że jest to prawdopobobnie czytnik holovideo. Po zastanowieniu się schowałam je szczelnie w środku szaty, którą miałam na sobie. Wróciłam do oglądania zawartości pudła. Tym razem moje zdziwienie było jeszcze większe. Zobaczyłam przed sobą fotografię, na którą wcześniej nie zwróciłam uwagi. Była na nim tylko jedna osoba- mała dziewczynka. Miała niewiele więcej niż rok. Siedziała na jkiamś korzeniu w lesie i spoglądała w bok, na niewidoczny dla mnie cel. W pierwszej chwili pomyślałam, że to ja, ale szybko zrezygnowałam z tej myśli. Ja od urodzenia mieszkam na Korelii a tu raczej nie ma zbyt wielu lasów. A może...? Poczułam nagle, że coś mnie przywołuje, że Moc chciała, żebym znalazła to zdjęcie. Nie, pomyślałam, to niemożliwe. Ja jej nawet nie znam.
Po przegrzebaniu do końca pudła nie znalazłam już nic, co przyciągnęło by moją uwagę, więc schowałam w gląb szaty jeszcze zdjęcie tajemniczej dziewczynki, które w pierwszej chcwili chciałam tam zostawić, ale coś mi na to nie pozwalało. Wróciłam do odmu.
- Babiu!- zawołałam na wejściu.
Minęło kilka minut, zanim babcia znalazła mnie siedzącą na sofie w salonie, wpatrzoną w przestrzeń.
- Tak?- zapytała siadając obok mnie.
Spojrzałam na nią i wysłałam w jej kierunku myśli. Świdrując jej umysł, zadałam pytanie:
- Kojarzysz stare pudło w warsztacie?- Wyczułam u niej wielkie zaskoczenie i...zakłopotanie? Szybko się opanowała.
Najwidoczniej zoreintowała się, że mogę ją sprawdzać.
- Pudło? zapytała z udawaną niewiedzą- O jakim pudłe mówisz?
Eh... dobrze. Niech będzie po twojemu, pomyślałam.
- Otym, które znalazłam w warsztacie jakieś pół godziny temu, z rzeczami taty w środku- powiedziałam wciąż studiując jej twarz- Teraz wiesz już, o które mi chodziło?
Babcia spuściła wzrok. Zapadła długa, niezręczna cisza. Wszystko w umyśle babci zaczęło wariować. Zaniepokoiłam się.
- Babciu? Powiedz coś- poprosiłam
Odezwała się dopiero po chwili.
- Tak, Resmi. Wiem już, o które pudło ci chodzi.- Była smutna, a do jej oczu zaczęły napływać łzy.- To pudło z rzeczami twojego ojca, które postanowiłam schować, gdy już mieliśmy pewność, że nie żyje.- Spojrzała na mnie z bólem i troską- Schowałam je przed tobą.
"Co? Jak to? Przede mna?" Po mojej głowie krążyły chyba wszystkie możliwe pytania. "Dlaczego? Co wedłóg niej było tam takiego, że musiała to ukryć?" Nagle zdałam sobie sprawę, że wpatruję się w podłogę, więc więc spojrzałam z powrotem na babcię. Otworzyłam usta, żeby zadać jej te wszystkie pytania, ale w tamtej chwili nie umiałam wydusić z siebie ani jednego słowa. W końcu jednak udało mi się.
- Ale... babciu... dlaczego?... po co to wszystko? po co chować przede mną rzeczy taty?- Olśniło mnie "Czyżby o to chodziło? O pakunek dla mnie?"- Chciałaś ukryć przede mną pakunek, prawda? Chciałaś, żebym go nigdy nie znalazła? Babcia była tak zaskoczone, że nawet nie sprawdzałam w jej umyśle prawdziwości tych uczuć.
- Pakunek? Jaki?- zaczęła mi się przyglądać- Resmi. O jaki pakunek ci znów chodzi?
"Powiedzieć jej? A może to zły pomysł? Może zechce mi go odebrać i już go nie odzyskam?" Postanowiłam zaryzykować. Wyjęłam zapakowane, małe pudełko z głębi szaty i podałam jej. Oczy babci błądziły po napisie, jaki został tam zamieszczony. Patrzyła to na mnie, to na paczkę.
- Ja... nie mam pojęcia, co to jest, dziecko- powiedziała, nadal trzymając pudełko. Zajrzałam do jej umysłu. Była szczera. Nie miała pojęcia co to. Pokiwałam powoli głową.
- Ja też nie. Znalazłam to w tamtym pudle, tazem z tym...- przewrałam i wyjęłam z szaty zdjęcie dziecka-... z tym zdjęciem- podałam jej fotografię. Mina jaką zrobiła, świadczyła o tym, że wie, kim jest ta dziewczynka.
- Ty ją znasz, babciu. Wiesz, kto to jest. Wiesz, prawda?
- Tak- powiedziała po chwili- Wiem, kim ona jest- Jej oczy świdrowały zdjęcie, jagby chciała przyjrzeć się każdemu calowi.
- Więc..? Kto to jest?
Babcia nie odpowiedziała.
- Babciu?
Nadal nic.
- Babciu!
Kobieta spojrzała na mnie oniemiała.
- To... to jest...- przerwała i jeszcze raz spojrzała na zdjęcie- to jest twoja siostra, Resmi.
Zatkało mnie. "Moja siostra? O czym ona mówi"
- Babciu, ja nie mam siotry. Coś musiało ci się pomylić.
Przejrzałam jej umysł. Nie! To niemożliwe! Ona mówi prawdę, szczerą prawdę!
- Babciu, o czym ty, na wszystkie gwiazdy Galaktyki mówisz!? Przecież to jest niemożliwe! Przecież dobrze wiesz, że nie mam żadnej siostry! Moja mama...
- Twoja mama, to nie jej mama- przerwała mi nagle. "Co!?"- Nikt nigdy ci tego nie powiedział, ale tak, masz siostrę. Starszą siostrę- Justine.
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. "Jakim cudem!?"
- Co!? Babciu, jak możesz mówić takie rzeczy i to jeszcze z takim spokojem!? Powiedz coś!
Byłam sfrustrowana. Jakim cudem miałam siostrę i dlaczego dowiaduję się o tym teraz, po szesnastu latach?
- Taka jest prawda, dziecko- zaczęła. Zauważyłam, że po jej policzkach również popłynęła strużka łez- Ta dziewczynka- wskazała gestem fotografi- to twoja siostra. Tyle, że jej matka, to nie twoja matka. Macie jednego ojca, ale inne matki. To znaczy... miałyście jednego ojca.
Matka Justine, Elaina była pierwszą żoną twojego taty. Było to dawno, hdy jeszcze należał do Akademii Jedi. Pewnego razu, gdy Elaine była już w ciąży, został wysłany na misję dla Zakonu. Długo nie wracał, aż wszystcy uznali, że nie żyje. Kiedy się odnalazł i chciał wrócić było już za późno. Za późno dla tego, to zostawił na tamtym księżycu. Nigdy nie dowiedziała się, co dokładnie tam się stało, ale wrócił tutaj, do domu. Był sam, ale powtarzał, że kiedyś wruci po swoje dziecko. Minęło pięć, lat. Twoja matka już od kilku tygodni nie żyła, więc zostawił cię z nami i poleciał. Gdy wrucił, był zrozpaczony. Okazało się, że Elaine odleciała z tamtego księżyca, ale wbrew temu, co myślał zabrała ze sobą Justine. Po drodze statek został zaatakowany...- Po naszych twarzach łzy spływały strumieniami. Nie znałam Justine, ani jej matki, ale czułam ból, który czuła bacia i tata, tamtego dnia-... prawie wszystcy zginęli. Zostały wystezlone wszystkie kapsuły ratunkowe, ale nawet on nie wyczół płomienia żywej Mocy u Justine, więc... uznał, że zmarła na tamtym statku.
- Ale przecież mogła odlecieć kapsułą- powiedziałam przez łzy. Miałam siostrę, o której istnieniu nie miałam pojęcia, aż do teraz.- Przecież tata mógł się mylić.
- Tak- powiedziałą babcia- Ale był Jedi. Prawie nigdy się nie mylił. Nie w sprawach, które dotyczyły jego dziecka. Ale może jest szansa...
- Szansa? Babciu, jesteśmy koreliankami a ty mi mówisz o szansach?
- Resmi, jesteś wrażliwa na Moc i to jest cudowne. Ale skoro wyszkolony Jedi, jak twój ojciec nie mógł jej odszukać, to ty nie dasz rady.
- Zrobię to- postanowiła patrząc na nią przez łzy- Odnajdę moją siostrę.

*****
Tej nocy nie spałam. Znów wpadłam w ten dziwny półsen. Widziałam planetę, pełną roślin i wody. Znałam ją. To była Naboo. Widziałam dziewczynę. Młodą, zaledwie kilkunastoletnią, o długich włosach koloru wiśni. Stała tam i... ktoś ją wołał. "Justine! Justine, chodź tutaj! Wróć do domu!". Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to był mój głos. Wyciągnęłam do niej rękę, ale nie potrafiłam jej dotknąć. Nagle, zaczęła się oddalać, aż zniknęła. "Justine!".

*****
Otworzyłam oczy i szybko usiadłam. Dłońmi przetarłam twarz. "Justine", pomyślałam patrząc przed siebie, "ty żyjesz". Podniosłam się z łóżka. Zaczęłam się zastanawiać. Widziałałam ją tylko na tamtym zdjęciu, gdzie była maleńka, mimo to czułam, że to ona. Była na Naboo, więc może nadal tam jest? Postanowiłam, że polecę tam i sprawdzę, co się z nią stało.
Nazajutrz porozmawiałam ze zmartwioną babcią. Nie była zadowolona moim pomysłem, ale zgodziła się.
- Tylko, co jeśli jej nie znajdziesz? - zapytała zatroskana.
- Babciu, ja muszę wiedzieć, czy Justine żyje. To moja jedyna siostra. Uzyskałam milczącą zgodę od babci, więc pozostawiając ją pod opieką jej dobrej przyjaciółki, wyruszyłam. Wzięłam stary, koreliański statek dziadków, ten, który stał w warsztacie. Był podobny do słynnego, chyba na całą Galaktykę Sokoła Millenium, tyle, że o wiele mniejszy i... nie był Sokołem. Wzięłam ze sobą też mojego przyjaciela - droida astromechanicznego, którego kiedyś uratowałam od zezłomowania. Pomagał mi w sterowaniu. Umiałam pilotować statek, choć niezbyt wprawnie.

*****
Po dotarciu na Naboo, z nie małym wysiłkiem udało mi się zdobyć informacje. Okazało się, że Justine wyjechała już kilka lat temu, i że pilot, z którym wtedy leciała dostarczył ją na Yavin 4. W szkole na historii uczyłam się o Rebelii, ale wątpiłam, żeby ona albo cokolwiek z jej... dzieł pozostało na tamtym księżycu. Postanowiłam poszukać informacji w Holonecie. Znalazłam tam stare zapiski na temat tego, iż teraz na tym księżycu znajduje się Świątynia Jedi... Jedi? Zastanowiłam się, co moja siostra robiłaby w Świątyni Jedi. I nagle przypłynęły do mnie wspomnienia - Babcia mówiła, że matka Justine była Jedi, tak samo jak nasz ojciec, więc może Justine poszła w ich ślady? Postanowiłam to sprawdzić.
Ruszyłam na Yavin 4. W czasie lotu w nadprzestrzeni wysłałam wiadomość do babci. Napisałam, że Justine żyje i chyba wiem, gdzie ona jest. Gdy panel kontrolny zasygnalizował wyjście z nadświetlnej chwyciłam stery, żeby opanować drżenie statku. Za iluminatorami zauważyłam gazową planetę. Komputer zawiadomił mnie, że jest to Yavin. Ominęłam go, kierując się na jego czwart księżyc.
Zbliżając się do powierzchni księżyca usłyszałam buczenie interkomu pokładowego:
"Szczcz... Niezarejestowany frachtowiec koreliański, prosimy o podanie danych i celu podróży". Niezarejestowany? Ah.. dziadek nie nadał mu żadnej nazwy..
Odetchnęłam głęboko, włączyłam mikrofon i przemówiłam:
- Witajcie. Mówi Resmi Helfire. Poszukuję kogoś, a moje śledztwo doprowadziło mnie tutaj... - przerwało mi nagłe głośne buczenie - Co jest!?
"Nazywasz się Resmi Helfire?" - tym razem był to głos kobiety. Musiała być niesamowicie zaskoczona, sądząc po głosie.
Przewróciłam oczami.
- Tak, jak już mówiłam - podjęłam - Nazywam się Resmi Helfire i... - znów buczenie - Cóż... goście to chyba u nich rzadkość.
Opadłam na fotel i czekałam. Z tyłu dobiegły mnie ciche piski mojego R2.
- Spokojnie - nakazałm mu - Zaraz się wszystkiego dowiemy... albo trochę sobie tutaj posiedzimy - mruknęłam pod nosem.
Interkom znów się obudził.
- Resmi Helfire. Masz zgodę na wylądowanie swoim frachtowcem. Prosimy o posadzenie statku możliwie blisko świątyni - na chwilę zapadła cisza i mogłabym przysiąc, że usłyszałam "bo niby czemu, wszystcy zwykle lądują w środku lasu?". - Ktoś się po ciebie zjawi - dokończył głos.
"Nareszcie", pomyślałam.
- Dzięki... - interkom został już wyłączony - Jak miło, że poczekali na odpowiedź.
Skierowałam więc statek nad lasem, w kierunku dużej zabudowy, przypominającej piramidę. Znalazłam małą polankę niedaleko i już kilka minut później stałam przed statkiem z plecakiem podróżnym w ręce i droidem obok mnie. Zrobiłam kilka kroków w stronę lasu i rozglądałam się dookoła, podziwiając widoki. Z zamyślenia wyrwał mnie ostrzegawczy pisk astromecha. Kiedy się odwróciłam, wiedziała już o co chodzi. Ktoś się zbliżał. Stałam w miejscu i czekałam. Dostrzegłam w końcu sylwetkę. To była kobieta. Wysoka kobieta, w stroju typowym dla Rycerzy Jedi ze Starej Republiki. Miała krótkie, wiśniowe włosy i... Justine? Poczekałam aż kobieta zbliży się do mnie. Nigdy wcześniej nie byłam w obecności jakiegokolwiek Jedi, ale fala uczuć jakie do mnie dotarły zaskoczyła mnie. Kobieta była ciekawa, kim jestem, ale też lekko zaskoczona...
- Ty jesteś Resmi, jak rozumiem? - zapytała, przyglądając mi się.
- Tak, jestem Resmi - kilka sekund zajęło mi podjęcie decyzji, po czym zapytalam - A ty jesteś Justine Helfire, mam rację?
Nastąpiła chwila ciszy.
- Tak, skąd wiesz? - serce zaczęło mi bić mocniej. Znalazłam ją! Znalazłam Justine! Musiała wyczuć moje myśli, bo przez jej twarz mignął cień uśmiechu.
- Wiem - powiedziałam - Bo jesteś... moją siostrą.
Znów nastąpiła chwila ciszy. Justine nad czymś się zastanawiała.
-Nie wiedziałam, że gdzieś jeszcze mam rodzinę - powiedziała po cichu - Ale coś mi mówiło, że być może ktoś kiedyś się tu zjawi. Przez myśl mi nie przeszło, że mogę mieć siostrę... Moja matka..
- Twoja matka, to nie moja matka - zacytowałam babcię- Ale mamy współnego ojca. Ty o nim nie wiedziałaś, bo myśliście, że już dawno zginął- wyjaśniłam zanim zadała kolejne pytanie.
- Cóż...- czułam, że sąduje mój umysł, aby sprawdzić, czy nie kłamię. Wydawała się zaskoczona i chyba nie do końca jeszcze mi wierzyła- nie dziwię się, skoro widzi mnie pierwszy raz.-Nawet jeśli mam siostrę... a mam z tego co widzę, to nie sądziłam, że będzie mnie szukać.
"Oczywiście."
- Pff, skoro już wiedziałam, że mam siostrę... a dowiedziałam się po szesnastu latach życia... to chyba oczywiste, że będę Cię szukać skoro już wiedziałam, że byłaś na Naboo.
- Skąd wiedziałaś, że tam byłam?
Przyjrzałam się jej. Tak, dobrze myślałam.
- Jesteś Jedi - podsunęłam - Powinnaś znać odpowiedź.
- Moc - wyszeptałyśmy równocześnie.
Nagle dotarło do mnie uczucie zniecierpliwienia, dobiegające ze strony świątyni. Obie tam spojrzałyśmy.
- Co to jest tak właściwie? - zapytałam siostrę.
- Nasz Zakon - odpowiedziała - Chodź, oprowadzę cię.
Ja? W Zakonie Jedi? A co z babcią? Z naszym domem?
"Jeśli już ją znajdziesz - powiedziała mi babcia zanim wyjechałam - powiedz jej, że chciałabym ją kiedyś poznać. - patrzyła na mnie chwilę - Jeśli będziesz chciała z nią zostać, zostań. Tyle lat już czekałaś. Na wszystko. Pora, żebyś poznała własną siostrę - uściskała mnie, a ja wsiadłam do statku..."
- Dobrze - odezwałam się po chwili - Pójdę z tobą, do naszej świątyni.
Justine zamilkła, ale zaraz potem się uśmiechnęła i wskazała dłonią drogę. Poszłyśmy, a mój droid za nami, cicho pogwizdując. Straciłam dziadka i tatę, a po latach odnalazłam siostrę. Kolejny dowód na to, że dla Korelian szanse nie mają znaczenia. Postanowiłam, że kiedy już dotrzemy, wyślę wiadomość do babci, że znalazłam Justine, że jest Jedi i że postanowiłam zostać tu razem z nią i także zacząć naukę... jeśli mnie zechcą uczyć. Moc, o której mi opowiadała, doprowadziła mnie do zaginionej siostry. Spojrzałam w niebo i uśmiechnęłam się.
"Dziękuję", powiedziałam w myślach...

Parę słów od siebie:
Cóż...co mogłabym powiedzieć?
Wprawdzie od czasu, kiedy tata włączył mi Gwiezdne Wojny, byłam zafascynowana Jedi, chciałam taka być. Wiedziałam jednak, że to niemożliwe...
Ale najzabawniejszy jest fakt, że prawdziwego "hopla" na tym punkcie dostałam wtedy, gdy dorwałam się do książek siostry :D
Oczywiście, już kilka dni przed napisałam zgłoszenie do SoP, ale dopiero po przeczytaniu kilku pozycji podjęła ostateczną decyzje i wysłałam je.
Właśnie w ten sposób trafiłam do JO i zaczęła szkolić się na Jedi, tak jak moja siostra. ;>
Wróć na górę