Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Xaj

Ranga: Padawan Jedi
Mail: jedixaj@gmail.com
Wiek: 33
Płeć: Mężczyzna
Miejscowość: Warszawa
Województwo: Mazowieckie

Prywatny holokron
Szkolony przez: Nightwish


Kariera:


Wygląd:

Xaj z wyglądu jest klasycznym przedstawicielem gatunku feeorinów - wysoki na ponad dwa metry i bardzo dobrze zbudowany. Mając trochę ponad sto lat życia za sobą, jest w kwiecie wieku. Jego blado-niebieska skóra poznaczona jest wieloma bliznami. Pamiątkami z wcześniejszego życia.

Wyraz jego twarzy zawsze sprawia wrażenie jakby Xaj był bez przerwy wściekły, co również by się zgadzało z obiegową opinią na temat jego gatunku, zgodnie z którą feeorinowie są szybcy do gniewu. Jednak jest to bardzo mylne wrażenie, gdyż odkąd trafił on na Yavin, znalazł swój wewnętrzny spokój i równowagę.

Xaj ubiera się zazwyczaj w proste szaty nawiązujące krojem i kolorem do tych, które powszechnie noszono w Zakonie tuż przed Wojnami Klonów.



Historia:

Kolejne dni mijały na medytacjach i ćwiczeniach. Na poznawaniu historii i wstępnych naukach traktujących o Mocy. Co jakiś czas Xaj musiał wykazać się wiedzą lub umiejętnościami w ramach testu czy nadaje się na Jedi.

- Adepcie - Kirrond wyrwał go z medytacji. - Opowiedz mi o sobie - poprosił nautolanin, sadowiąc się na przeciwko ucznia.

- Urodziłem się sto trzydzieści lat temu z hakiem - feeorin podrapał się w swój byczy kark z lekkim zakłopotaniem. Nie był pewien ile ze swej historii powinien zdradzić członkom Zakonu by jego bujne życie nie wpłynęło negatywnie na decyzję o przyjęciu w szeregi Jedi. - Co oznacza, że jak na standardy mojej rasy jestem jeszcze dość młody, choć swoimi dotychczasowymi przygodami mógłbym obdzielić niejednego człowieka. Ojczystą planetę opuściłem w wieku lat trzydziestu i rozpocząłem tułaczkę po Galaktyce. Parałem się najróżniejszymi zawodami by przeżyć i mieć co do gęby włożyć. Zacząłem klasycznie, jako najemnik. Robiłem głównie za zwykłego cyngla do wynajęcia lub bramkarza w jakiejś zapchlonej spelunie w dolnych poziomach Coruscant. Czasem zdążało się, że wynajmowałem swe usługi jako ochroniarz, zwłaszcza gdy klient potrzebował kogoś barczystego za swymi plecami w ramach dodatkowego argumentu podczas negocjacji. Podczas jednej z takich rozmów biznesowych...

Xaj umilkł na chwilę, jego wzrok stracił ostrość, usta lekko się wykrzywiły w nieznacznym uśmiechu. Kirrond nie ponaglał, pozwolił uczniowi na tę chwilę zagłębienia się we wspomnieniach.

- Zwróciłem na siebie uwagę Czarnego Słońca. Rozmowy nie potoczyły się po myśli mego zleceniodawcy, który okazał się być idiotą jakich mało i nie miał pojęcia z kim pogrywa. Dość powiedzieć, że tylko ja opuściłem miejsce spotkania o własnych siłach, co zaimponowało wysłannikom syndykatu na tyle, że zamiast się mścić za doznane krzywdy, postanowili mnie zwerbować. Długie lata spędziłem pnąc się po drabinie hierarchii. Ale im wyżej byłem, tym niebezpieczniej się robiło.

- Dziesięciolecia bezwzględnej walki o władzę i wpływy wyczerpują, więc ostatecznie postanowiłem się pożegnać z tym stylem życia i poszukać wrażeń gdzieś indziej. Za zebraną niemałą fortunę kupiłem Korelliańską Corvettę, dozbroiłem ją i spośród zaufanych członków Czarnego Słońca, którym tak jak mi, coraz bardziej przeszkadzały warunki pracy, zwerbowałem załogę by zaznać pirackiego życia na międzygwiezdnych szlakach. Bywało różnie. Raz to my biliśmy, raz to nas bito. Nasza krypa niejedno przeszła i z niejednej opresji nas wybawiła. Jednak mimo wszystko dobry byłem w tym fachu. Zazwyczaj wiedziałem gdzie bardziej opłaci nam się lecieć, a gdzie zastawiono na nas pułapkę. Wtedy myślałem, że po prostu mam nosa i smykałkę do tego fachu, ale teraz sądzę, że mogły to być podszepty Mocy. I choć mimo że wielkiego rozgłosu nie zyskaliśmy, to jednak żyło się nam raczej dostatnio. Ostatecznie brak sławy nam się opłacił, gdyż względnie rzadko mieliśmy na karku jakiegoś łowcę nagród lub nieprzyjemności w portach kosmicznych. Jednak takie życie też na dłuższą metę nie sprawiało mi satysfakcji.

- Na jednej z planet, które wykorzystywaliśmy jako bazy wypadowe, poznałem przepiękną zeltronkę. W związku z tym coraz częściej tam właśnie kierowałem naszą Corvettę i coraz więcej czasu chciałem tam spędzać. Wreszcie postanowiłem rzucić hulaszczy tryb życia, odebrałem swoją dolę łupów i pożegnałem się z załogą. Lata później dowiedziałem się, że nie odlecieli daleko, a nowy kapitan niedługo cieszył się stanowiskiem. Zaatakowali holownik, któremu znikąd na pomoc przyszła kanonierka. Rozniosła ich w pył. Pech... - Xaj zamilkł na chwilę, zamyślił się. - Albo Moc.

- Żyliśmy z moją lubą jak w bajce. Bez kłopotów, bez zmartwień - po dłuższej chwili Xaj podjął wątek. - To musiało się źle skończyć.

- Obserwowałem z boku wzrost napięcia na planecie. Nie chciałem się mieszać w nie swoje sprawy. Nie sądziłem, że nas to jakkolwiek dotknie. Mieliśmy dom daleko od stolicy. Daleko od jakichkolwiek sąsiadów. Zajmowaliśmy się swoim spokojnym życiem, nie angażując się w życie społeczności. Niestety społeczność postanowiła zaangażować nas.

- Zamieszki zaczęły się od incydentu na miejskim targu. Ktoś nie wytrzymał rosnącego napięcia. Doszło do przepychanek. Padły strzały. Zginęło pięciu najemników, ponad dwudziestu Eru... i jedna Zeltronka.

- Dołączyłem do powstania. Całą swoją wściekłość i żal ukierunkowałem w stronę Era. To oni ściągnęli najemników na planetę. To oni nie potrafili okiełznać Eru. To oni dopuścili do takiego obrotu wydarzeń. Dołączyłem do bojowników o wolność. Wsparłem ich swoją wiedzą i umiejętnościami. W dużej mierze dzięki mnie powstanie zakończyło się sukcesem. Era uciekli z planety, gdy stało się jasne, że ich niewolnicy wygrywają. Zaraz za nimi zwinęli się najemnicy, gdy zrozumieli, że nie ma kto płacić za ich usługi. W obawie o swe życie planetę opuścili też wszyscy obcy. Eris było nasze.

- Zostałem uznany za bohatera i obwołany królem. Jednak względnie niedługo cieszyłem się pozycją. Po roku wygnania, Era zebrali dość sił i środków, by wynająć kolejnych najemników i przygotować plan odbicia planety. Jednocześnie Eru okazali się większymi idiotami, niż się spodziewałem, bo cały ten czas spędzili na wewnętrznych waśniach i walkach. I tym razem jestem pewien, że życie zawdzięczam Mocy, która mnie ostrzegła. Pewnego dnia poczułem nieodparte wrażenie osaczenia i nadciągającego niebezpieczeństwa. WIEDZIAŁEM, że coś się wydarzy. Niemal WIDZIAŁEM jak statki desantowe najemników spadają z nieba. To było ostrzeżenie, którego nie mogłem zignorować. Więc uciekłem.

- Błąkałem się później bez celu po Galaktyce przez kolejne miesiące, rozmyślając nad tym, czego doświadczyłem. Przypominając sobie inne, podobne sytuacje z walk o Eris, z czasów przynależności do Czarnego Słońca. I wcześniejszych. Wszystkie te momenty, gdy zawierzyłem instynktowi i dobrze na tym wyszedłem zaczęły mi się składać w jeden obrazek. Musiałem wiedzieć czy moje wnioski są słuszne. Musiałem się upewnić, czy faktycznie jestem... czuły na Moc.



Wróć na górę