Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Mishell

Ranga: Padawan Jedi
Mail: jjlicja@gmail.com
Wiek: 15
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Sulejów
Województwo: Łódzkie

Prywatny holokron
Szkolona przez: Vendea


Kariera:


Historia:
Nazywam się Mishell, jestem niewysoka brunetką o jasnej cerze i błękitnych oczach. Pochodzę z Naboo, niewielkiej planety położonej w środkowych rubieżach. Jeszcze jakiś czas temu mieszkałam z ciocią Sathilą w rodzinnym domu przy jednym z wielu jezior, nieopodal gór. Teraz są to dla mnie miłe wspomnienia.
Mówiąc o mnie więcej - jestem dość spokojną, rozważną, ale i czasem szaloną, wesołą i wysportowaną osobą. Moje ulubione zajęcia to pływanie, rysowanie i śpiew, a ogólniej interesuje się wszystkim po trochu. Bardzo lubię też sztuki walki, akrobatykę i walkę pałkami escrima.
Moja historia jest dość prosta, jeśli nie jest się jej częścią. Nie będę opowiadać wszystkiego aż od moich narodzin, ponieważ byłoby tego sporo, więc streszczę ją do najważniejszych wydarzeń.
Kiedy miałam roczek moi rodzice z powodów finansowych zadłużyli się u tutejszej mafii. Wszystko byłoby super i pięknie gdyby nie to że w późniejszym czasie nie mieli wystarczająco kredytów by ową pożyczkę spłacić.

Przewijamy czas o następny standardowy rok, do dnia moich drugich urodzin. Minęło trochę czasu od zapożyczenia się u mafii. Spłacone zostały dwie raty, chodź przez ten czas powinien zostać oddany cały dług. Odsetki, jak można się zorientować, rosły nieustannie. Tego pamiętnego dnia mafia postanowiła sama odebrać dług i życie moich rodziców. Przy okazji obrabowali i podpalili dom. Mnie oszczędzili. O ile tak można nazwać pozostawienie dwuletniego dziecka w płonącej budowli.
Palący się budynek nie uszedł uwadze ludziom i pożar szybko został ugaszony, a ja wyszłam z tego bez szwanku.
Zostałam osierocona i trafiłam do najbliższej rodziny, czyli już wspomnianej cioci, bliźniaczej siostry mojej matki.

W tym okresie czasu mam niecałe 15 lat, wiodę spokojne życie wraz z ciocią. Ale życie to nie bajka i nie zawsze jest tak pięknie jak na obrazku.Zawsze nadejdzie ten gorszy dzień, nawet jeśli się na taki nie zapowiada.

Kolejny dzień, jak zwykle nie zapowiadający się nadzwyczaj ciekawie i interesująco. Obudziłam się tak jak zwykle, czyli dość wczesnym rankiem. Wstałam z łóżka, wzięłam jakieś losowe ubrania z szafy i skierowałam się w stronę łazienki. Wykonałam poranną toaletę, przebrałam się i związałam włosy w mało ogarniętego dobieranego. Moim następnym celem stała się kuchnia, w której stronę powoli się kierowałam.
Będąc już we wcześniej wspomnianym pomieszczeniu, postanowiłam w ramach śniadania tradycyjnie zjeść płatki z mlekiem. Przygotowanie mojego posiłku trwało kilka minut, podczas których do kuchni weszła ciocia.
- Jak zwykle wcześnie na nogach - zaśmiała się lekko na mój widok.
- Dzień dobry ciociu - powitałam ją wesołym uśmiechem. Usiadłam przy stole, który także znajdował się w kuchni i wzięłam się za posiłek.
- Masz jakieś plany na dziś? - spytała mnie prawna opiekunka, przerywając tym samym panującą w domu ciszę.
- Wszystko wyjdzie w praniu - odpowiedziałam na jej pytanie zaraz po przełknięciu kolejnej łyżki płatków, a ona tylko uśmiechnęła się pod nosem.
Ja i ciocia mamy ze sobą dobre kontakty, to ona opiekuje się mną od śmierci moich rodziców. Zastępuje mi matkę od dłuższego czasu, czyli od moich drugich urodzin. * Co dzisiaj jest? * spytałam się w myślach, kątem oka spoglądając na kalendarz wiszący niedaleko na ścianie
*I w taki właśnie sposób zepsułaś sobie dzień*, była to pierwsza myśl po spojrzeniu w kalendarz.
- Wszystkiego najlepszego słonko - uśmiechnęła się ponownie ciocia, całując mnie lekki w czoło
- Dziękuję Ciociu - odwzajemniłam jej uśmiech.
- Znów zapomniałaś? - spytała siadając naprzeciwko mnie.
- Tak - odpowiedziałam zdecydowanie, a ona znów tylko się zaśmiała.
Spojrzałam na zegar wiszący na kolejnej ze ścian. Jak się okazało za standardową godzinę muszę być w mieście. Dlaczego? Ponieważ pomagam w jednym ze sklepów. Nie mam z tego co prawda dużo pieniędzy, ale ogromna satysfakcję z pracy. Zaraz po skończonym posiłku pomogłam cioci z lekka ogarnąć dom. Gdy skończyłyśmy, szybkim krokiem poszłam do swojego pokoju po torbę.
Miałam już opuścić budynek kiedy ciocia dała mi niewielkie pudełeczko. Było ono ślicznie zapakowane i obwiązane kokardą. Podziękowałam jej, ale prezent szybko trafił do torby. By się nie spóźnić postanowiłam pojechać skuterem repursorowym, co było dobrym pomysłem gdyż zdążyłam w samą porę.
Na czym polegała moja praca? W większości na przenoszeniu cięższych pudeł, odbieraniu dostaw czy obsługiwaniu mniej wymagających klientów.
W pracy zeszło mi dość szybko i mogłam wrócić trochę wcześniej. Więc dziś już o 13 opuściłam sklep.
Kiedy dotarłam do domu, zaniepokoił mnie statek stojący na łące przed budynkiem. Z prędkością światła zeszłam ze skutera i pognałam do domu. Pierwsze co rzuciło się w oczy to wyrwane z zawiasów drzwi oraz kuchnia wyglądająca jak pobojowisko. Weszłam do mieszkania i zaraz przypomniałam sobie o cioci.
- Ciociu?! - krzyknęłam na cały dom z nadzieją na odpowiedź, ale odpowiedziała mi tylko cisza - Ciociu?! - powtórzyłam chodząc powoli po kuchni, ale i tym razem nie uzyskałam odpowiedzi.
Usłyszałam kogoś na schodach i natychmiast pognałam w ich stronę.
- Ciociu, czy to ty? - zapytałam zatrzymując się, ale widok jaki ujrzałam był najgorszym że scenariuszy. Bezwładne ciało Sathili sturlało się ze schodów kopnięte przez jakąś postać w mroku.
- Tego szukałaś? - zapytał kobiecy głos
- Czemu to zrobiłaś?! - zapytałam stając przed schodami - Czym ona zawiniła?! - wrzeszczałam, a na widok martwej cioci, myślałam że łzy zaczną płynąć mi z oczu jak lokalne wodospady.
- Ona nic, a ja naprawiam tylko błędy mojego ojca - odpowiedział mi pewien siebie, chłodny głos. A po chwili ukazała mi się cała postać. Była to niewysoka dziewczyna o porcelanowej cerze i krótkich białych włosach. Miała niebieskie oczy, a na lewym z nich nosiła czarną opaskę. Dziewczyna była mniej więcej moim wieku.
- A ty naprawisz błędy swoich i spłacisz ich dług - uśmiechnęła się lekko, bawiąc się lufą blastera.
- Ich śmierć i fanty z domu wam nie wystarczyły?! - spytałam z wyrzutem w głosie.
- Niestety nie, moja droga. A teraz masz dwa wybory jak spłacić dług do końca. Zapłacisz życiem lub dołączysz do mnie i praca wszystko wynagrodzi. Lecz muszę cię zasmucić i powiedzieć że masz tylko pięć minut na decyzję. - uśmiechnęła się psychopatycznie. W tym momencie z góry zeszło dwóch wysokich mężczyzn i podeszło do mnie łapiąc za ręce. Ich uścisk był bolesny i mocny na tyle że nie miałam dużego pola manewru. Próbowałam się uwolnić, ale to sprawiało jeszcze większy ból.
- Nawet nie próbuj, są od ciebie o wiele silniejsi, ale słabsi ode mnie...-powiedziała chłodno - A teraz do rzeczy, jaka jest twoja decyzja?
Podeszła bliżej, a jej pchnęli mnie w dół tak, że padłam na kolana. Tyle godzin treningów tylko po to żeby potem skończyła w sytuacji bez wyjścia. Miałam mało czasu i nie dużo opcji, spojrzałam na nią z pogardą.
- Pomarz sobie - odpowiedziałam wciąż patrząc na białowłosą z dołu.
-Rozumiem, chłopcy, gleba...- rzuciła chłodno a oni przygwoździli mnie do podłogi. Próbowałam wydostać się ponownie z ich uścisków, a ona w tym czasie zawiązała moje nogi a potem ręce.
- Ale teraz trochę pośpisz. - powiedziała wbijając mi w kark igłę z substancją usypiającą. - Słodkich koszmarów. - rzuciła szybko i kazała wziąć mnie jednemu z jej goryli. Tyle pamiętam, potem już tylko ciemność.

Obudziłam się za zimnej podłodze, prawdopodobnie w ich transportowcu. Czułam wszystkie kości. Przysunęłam się do ściany i siadając oparłam o nią plecami. Bezsilnie oparłam głowę o zimną, metalową ścianę, rozmyślając nad moim dalszym losem.
-Śpiąca królewna wreszcie się obudziła?- spytała obojętnie wchodząca do pomieszczenia dziewczyna.
-Wybacz że takie warunki, załatwię coś ciepłego i miękkiego jak będziesz grzeczna. - spojrzała na mnie z pogardą, uśmiechając się przy tym.
- Myślałam że miałaś mnie zabić - uśmiechnęłam się bezczelnie odkładając pięknym za nadobne.
-Ohh moja droga, czy ty sobie myślisz że zmarnuję taką osobę? Chyba sobie ze mnie kpisz! - zaśmiała się - Ale lepiej bądź grzeczna bo inaczej rzucę cię na pastwę moich nic nie wartych towarzyszy. - zwycięski uśmiech nie znikał z jej twarzy.
- Gdzie my jesteśmy? - zapytałam schodząc z niewygodnego dla mnie tematu - I kim ty wogóle jesteś? - zadałam pytanie które powinnam zadać już dawno.
-Jesteśmy w mojej siedzibie - urwała na chwilę - Ja jestem ...Katara Iki ... córka Amona Iki czyli byłego szefa mafii, który zabił twoich rodziców, a ja jestem na tym stanowisku dzięki niemu, w małej części. Oraz ciężkiej pracy, łzą i krwi, jestem tu gdzie jestem- odpowiedziała dość szczegółowo na moje pytania.
- Po co mnie trzymasz? - wypytywałam uparcie dalej.
-Ciekawska bestyjka, co? - uśmiechnęła się po raz kolejny dzisiaj - Niech cię o to ta twoja śliczna główka nie boli.
Zapadła cisza, musiałam pomyśleć. Ponownie oparłam głowę o ścianę, oczyściłam swój umysł z niepotrzebnych myśli i zamknęłam oczy. Przez chwilę poczułam się dziwnie, a potem nie czułam już żadnych negatywnych uczuć. Bólu, gniewu, smutku, poniżenia, pogardy. Czułam jedynie spokój. Przepełniający mnie, wszechobecny spokój. Mój trans przerwały otwierające się drzwi
- Szefowo! Jedzenie gotowe! - do pomieszczenia wbiegł jakiś mężczyzna o czarnych włosach i niezwykle niebieskich oczach.
- Ohhh naprawdę? W takim razie już idę - uśmiechnęła się do niego szczerze. - Ty też chcesz? - zapytała odwracając głowę w moją stronę.
- Smacznego życzę - odpowiedziałam niczym małe, pyskujące rodzicom dziecko, zaraz po tym jak oni odmówili mu kupna nowej, ich zdaniem, zbędnej zabawki.
-Jak chcesz. - wzruszyła ramionami i wyszła razem z czarnowłosym. Jak wywnioskowałam z ich rozmowy za celą, chłopak miał na imię Yato.
W celi zostałam sama, w pomieszczeniu było dość zimno. Próbowałam znów wrócić w stan z którego wybudził mnie ten chłopak, ale nie udało mi się. Po jakimś czasie powieki same zaczęły mi się zamykać. Próbowałam zasnąć, ale mimo największych chęci i to mi się nie udało. Więc postanowiłam po prostu poleżeć.
Pod wieczór przyszła do mnie Katara z kocem i talerzem pełnym talerzem jedzenia. Myśląc że śpię odkryła mnie kocem i postawiłam talerz niedaleko. Usłyszałam cichy głos: - Sieroty muszą o siebie dbać nawzajem...

Pozory często mylą, a życie zmusza do podejmowania trudnych decyzji. Moja historia na tym statku toczyła się tygodniami, a ja tkwiąc w celi widziałam tylko światło lampy przez małe okienko w drzwiach. Co jakiś czas jakiegoś kolesia z jedzeniem, albo takiego który torturami miał zmusić mnie do dołączenia do mafii. Odwiedzana przez Katarę z jej pytaniem o moją zmianę zdania co do aktualnego statusu. Drobnymi pytaniami dowiadywałam się o jej historii coraz więcej. Powoli układając puzzle w logiczną całość. Udało mi się także odzyskać prezent który dostałam na urodziny od cioci. Kiedy go odpakowałam okazał się być łańcuszkiem z przypinką w kształcie księżyca. W czasie kiedy nie byłam torturowana, bądź nękana pytaniami o zmianę decyzji wchodziłam w stan który odkryłam w sobie pierwszego dnia. Uśmierzał ból po torturach i pomagał mi na spokojnie przemyśleć multum nękających mnie spraw. Znaleźć odpowiednie rozwiązanie mojego problemu, tej niewoli. Ze spokoju i ciszy wyrwał mnie dźwięk otwierających się drzwi. Do celi wszedł wysoki i bardzo umięśniony mężczyzna. Po ostrzu które trzymał w ręce mogłam domyślić się po co przyszedł.
Powoli do mnie podchodził z psychopatycznym uśmiechem. Gdy już był bardzo blisko wziął zamach.

Ja tylko zamknęłam oczy gotowa na śmierć. Ale nic się nie stało. Otworzyłam oczy i w tym momencie przebił go na wylot czyjś miecz. Należał on Katary która stała za nim. Gdy wyjęła broń z jego ciała, upadł bezwładnie na podłogę. W tym czasie czarnowłosy chłopak pobiegł do mnie i pociągnął do drzwi.
-Pomożemy Ci uciec ale musisz być szybka! - powiedział gdy opuściliśmy pomieszczenie.
- Czemu mi pomagacie? Czy to nie wy mnie tu sprowadziliście!? - spytałam w biegu.
-Ponieważ ktoś ważny uświadomił mi że dużo wycierpiałaś przez te lata, a ja nie chcę by ktoś musiał cierpieć jak ja. Więc uwalniam cię. - wyjaśniła Katara. A na jej słowa na twarzy Yato pojawił się uśmiech. Jednak ucieczka więźnia nie uszła uwadze reszty mafii i został wysłany za nami oddział. Który po chwili zaczął za nami pościg. Katara chwyciła mnie za rękę i biegła coraz szybciej.
-Zakładam że nie umiesz latać statkiem? - zatrzymaliśmy się w hangarze.
- Szybko się uczę - odpowiedziałam, ale ona miała już własny plan.
- Polecisz z Yato. - zadecydowała
-Co?! chyba oszalałaś!! Co będzie z tobą?! - zbulwersował się zmartwiony chłopak. -Zostanę jako przynęta. W ten sposób zapobiegnę pogoni za wami. - wyjaśniła szczątkowo swój plan. Chłopak mocno ją przytulił, jakby widział ją po raz ostatni.
- Spokojnie, nic mi nie będzie. Polecicie daleko stąd. - uśmiechnęła się i pocałowała błękitnookiego w czoło. - Powodzenia, bracie. - uśmiechnęła się ponownie wypowiadając te słowa.
Obejrzałam się ostatni raz w stronę Katary po wejściu na pokład frachtowca. Zaraz potem trap został zamknięty. Dalej mogłam obserwować sytuację przez iluminator w kokpicie. Lecz i tak nie długo gdyż zaraz wystartowaliśmy. Ostatnim widokiem jaki widzieliśmy ze statku była nierówna walka, a potem już tylko światło nadprzestrzeni.
- Gdzie my tak w ogóle lecimy? - spytałam chłopaka.
- Odstawić cię daleko od tego systemu. - powiedział obojętnie schodząc z fotela pilota. Nie pytałam dalej, nie chciałam wiedzieć. Znalazłam jakąś pustą i cichą przestrzeń. Usiadłam na metalowej podłodze i znów oparłam się o ścianę. Dzisiejszy dzień mogę nazwać zaskakującym. Wszystko co się dzisiaj stało. Musiałam to przemyśleć. Dostałam od Yato czyste ubrania, w które się przebrałam. Była to zwykła biała koszula i czarne spodnie. Ogarnęłam się na tyle ile mogłam. Po kilku godzinach wyszliśmy z nadprzestrzeni. Jak się zorientowałam byliśmy w systemie Yavin. Yato obrał kurs na mały w porównaniu do Yavinu, księżyc Yavin 4.
Koniec tej historii jest zaledwie początkiem kolejnej.

Wróć na górę