Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Kasandra

Ranga: Padawan Jedi
Mail: majadomagala5@gmail.com
Wiek: 14
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Szczecin
Województwo: Zachodniopomorskie

Prywatny holokron
Szkolona przez: Justine Helfire


Kariera:


Historia:
Pochodzę z ciekawej planety, Korelii. Mam rodziców, którzy mnie wychowywali. Tata jest przemytnikiem, a mama zajmuje się domem. Pewnego dnia wyszłam jak co dzień "upolować" coś do jedzenia. Przechadzałam się targiem, na którym było dosłownie wszystko. Z każdej strony otaczały mnie kolorowe obrazy, stoiska z bronią czy też wyszukiwanym przeze mnie jedzeniem. Poszłam do starej sprzedawczyni, u której zawsze kupowałam pożywienie. Bardzo się z nią przyjaźniłam. Zawsze dorzucała coś w gratisie. Tym razem potrzebowałam kilka owoców, osiem bułek (w tym dwie w proszku) oraz ciastka dla gościa, który miał dzisiaj przyjść w sprawie odkupienia paru staroci, które mama chciała sprzedać lub wymienić. Poszłam do domu wraz z zakupami. Po drodze przypadkowo wpadłam na pewnego mężczyznę, parę lat starszego ode mnie. Przeprosiłam i zaczęłam iść dalej. Parę kroków później spotkałam swoją najlepszą przyjaciółkę, z którą często rozwiązywałam logiczne zagadki. Pogadałyśmy trochę, po czym udałam się do domu. Kiedy wróciłam do chatki trwały przygotowania na przyjęcie gościa. Mama gorączkowała się bez powodu, a tata ją uspokajał. Standard. Ja odłożyłam zakupy i poszłam do swojego pokoju. Wyjęłam książkę o Jedi i zaczęłam czytać. Bardzo się interesowałam ich historią. Codziennie dowiadywałam się o nich czegoś nowego. Czasami wydawało mi się, że ja sama osobiście jestem Jedi. Wrażenie te odnosiłam przy codziennych czynnościach takich jak na przykład zakłady. Jako córka przemytnika aktywnie brałam udział we wszelakich zakładach, nigdy nie byłam w tym dobra, jednak dzięki czemuś, co kierowało mną od środka, znałam następne ruchy przeciwnika. Już jak byłam mała, kiedy graliśmy w „łapki”, dzięki mojemu refleksowi inni zawsze przegrywali. Czytałam właśnie, że przewidywanie przyszłości i refleks jest jedną z cech Jedi. Cecha ta ujawniała się dzięki Mocy. Moc. Coś, czego nigdy nie rozumiałam, a zawsze chciałam w sobie znaleźć (chociażby przy próbach telekinezy). W tamtym momencie również nad tym rozmyślałam. Jednak z moich medytacji wyrwało mnie pukanie do drzwi. Wyszłam z pokoju i poszłam otworzyć. To był ten sam facet, na którego wcześniej wpadłam. Na mój widok uśmiechnął się, mówiąc „my już się chyba znamy”. Mama, słysząc to z oddali, rzuciła mi spojrzenie pełne podejrzeń, po czym wpuściła jegomościa do domu. W tym czasie ja poszłam zaparzyć herbatę, a tata znosił graty, których mama chciała się pozbyć. Gość zaczął się przedstawiać...
- Mam na imię Vertuss i potrzebuję paru rzeczy do mojej kwatery.
- A czego dokładniej Pan potrzebuje? - zapytała mama.
- Przydałby się hiperczajnik oraz jakaś komoda plus półka, bo już nie mam gdzie kłaść moich książek, - odpowiedział Vertuss, popijając herbatkę.
- O, a co Pan czyta?- spytałam- Emm..książki o siłach wyższych oraz o historii Galaktyki.
- Siłach wyższych? Takich jak Moc? Vertuss wyraźnie drgnął na słowo "Moc" i odpowiedział:
- Między innymi.
I wtedy wtrącił się tata...
- To ja zapraszam Pana do piwnicy. Wybierze Pan to co Panu potrzebne. Vertuss opowiedział potakującym skinieniem głowy i poszedł za pędzącym już do piwnicy tatą. Oboje wrócili pięć minut później, targając małą komodę wraz z półką oraz czajnikiem. Postawili ją obok stołu, przy którym siedziałam i sami przy nim usiedli. W tym czasie ja, podnosząc herbatę, niezdarnie ją rozlałam po całym stole. Mama zaczęła krzyczeć:
- Kasandra! Mogłabyś uważać trochę! Przed chwilą nowy obrus położyłam, a już cały brudny!
- Nie ma emocji, jest spokój- wyrwało jednocześnie się mi i Vertussowi. Spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo, a ja, sięgając po ścierkę, zaczęłam się zastanawiać, skąd on zna kodeks Jedi. Mama w tym czasie się uspokajała, a tatę najwyraźniej bawiła cała ta sytuacja. Wszyscy wraz z Vertussem w ciszy zajęli się zdejmowaniem naczyń i obrusu ze stołu. Kiedy mama zaczęła ciągnąć za obrus nie zauważyła ostatniej zostawionej na stole szklanki (z najnowszego zestawu naczyń mamy), która niebezpiecznie zaczęła spadać w stronę podłogi. Nagle jednak jakby spowolniła, a Vertuss złapał ją w locie z refeksem godnym Jedi. Rodzice i ja spojrzeliśmy na niego z pełnym podziwu wzrokiem, a on z zakłopotaniem odłożył szklankę na blat w kuchni. Usiedliśmy w niezręcznej ciszy do stołu. Przerwał ją głos Vertussa.
- Ile płacę?
- Tyle, co w ogłoszeniu- odpowiedziała mama z uśmiechem. Vertuss zapłacił i wyszedł. Ja natomiast przyglądałam mu się przez okno i zobaczyłam, jak siłą woli taszczy meble w powietrzu za sobą, myśląc, że nikt tego nie widzi. I wtedy wszystko zaczęło się układać w logiczną całość. Wybiegłam szybko z domu w kierunku Vertussa i zaczęłam krzyczeć.
- Ej! Ty jesteś Jedi! Czemu nic nie mówiłeś? Zawsze chciałam spotkać Jedi!
- Po czym wnioskujesz, że jestem Jedi?
- Znasz kodeks Jedi, masz refleks godny Jedi i używasz telekinezy charakterystycznej dla Jedi.
- Przejrzałaś mnie- powiedział z uśmiechem, podczas gdy mama krzyczała coś z oddali- Chyba musimy jeszcze na chwilę wrócić do Twojego domu.
„Po co?” pomyślałam..
- Zobaczysz, - powiedział, widząc wyraz mojej twarzy.
Tak więc zaczęłam iść z Vertussem w kierunku mojego domu, zostawiając meble na środku drogi z dziwnym przeczuciem, że nikt
ich nie ukradnie.
- Kasandra! Co Ty robisz? - pytała w progu Mama.
Zamiast mnie odpowiedział Vertuss.
- Pani córka zauważyła, że jestem Jedi, ale...
- To by wiele wyjaśniało- przerwała mu mama.
- Ale jest coś jeszcze- kontynuował dzielnie Vertuss - Moc jest z Kasandrą. Myślę, że nadawałaby się na Jedi. Powinna przejść rekrutację i stanąć przed opiekunami SoP.
Teraz to i ja patrzyłam na niego w osłupieniu, dopóki nie usłyszałam mamy.
- Nie ma mowy!
- Mamo, ale dlaczego?!
- Obcy facet przychodzi po meble, mówi, że jest Jedi, a Ty od razu chcesz z nim iść. Dziecko!
- Kochanie, on jest Jedi, - wtrącił tata, - czytałem ostatnio o nim w Galaxy Newspaper oraz wiele o nim słyszałem.
- Mimo wszystko! Chcesz, żeby Kasandra sobie poszła?
- Skoro jej zależy...
- Oczywiście, że mi zależy- wtrąciłam- Przecież będziemy się czasem widywać.
- Proszę ja puścić, choćby na rekrutację. Przecież nikt nie mówi, że ją przejdzie. Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy, a on odpowiedział mi spojrzeniem w stylu "no co, jakoś trzeba ją przekonać". Naszą rozmowę wzrokową przerwała mama:
- No dobrze. Niech będzie.
- Kasandra, pakuj się- powiedział Vertuss. Spakowałam się więc szybko i wyruszyliśmy przed oblicze opiekunów SoP, gdzie odbyła się rekrutacja. Przebiegła ona pozytywnie. Przydzielono mi mojego pierwszego opiekuna. I od tego czasu jestem w zakonie.

Wróć na górę