Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Kaivern Fjolswir

Ranga: Padawan Jedi
Mail: krzysztof2004@op.pl
Wiek: 14
Płeć: Mężczyzna
Miejscowość: Częstochowa
Województwo: Dolnośląskie

Prywatny holokron
Szkolony przez: Kirrond


Kariera:


Wygląd:
Dość wysoki, ciemnowłosy oraz szarooki Kiffar. Mam tatuaż który ciągnie się wzdłuż twarzy. Lekko umięśniony.

Broń:
Mój miecz świetlny ma niebieską klingę oraz smukłą rękojeść. Jest wykonany z metalu. Widać na nim ślady bitew. Moją drugą bronią jest broń drzewcowa - Shadow Reaper. Shadow Reaper - http://jediorder.pl/bazawiedzy/tekstKanon.php?nr=9

Historia:
Byłem nikim, nie miałem imienia, godności, poczucia wartości. Nazywali mnie numer 210204K. Jestem wysokim Kiffarianinem i obecnie mam 14 lat. Byłem niewolnikiem w jednym z klanów Hatt-ów na Tatooine. Trafiłem tam jako dziecko. Z dzieciństwa pamiętam tylko urywki, moja matka zajmowała się domem. Ojciec często wyjeżdżał i wracał po bardzo długim czasie, potem wracał, pił i znowu wyjeżdżał. Kiedy ojca nie było matka zawsze powtarzała mi: „ Zaufaj Mocy.., Moc jest silna w tobie ". Jeden dzień pamiętam bardzo dobrze, wręcz nad wyraz dobrze. Do ojca przyjechał klan trandoshanskich łowców nagród. Żądali spłacenia długów, które zaciągnął mój ojciec. Wykręcał się, lecz oni nie dali za wygraną. Zabili ojca, a mnie i matkę porwali zywcem. Zostałem oddzielony od matki, a później sprzedany do klanu Hatt-ów i uczynili niewolnika. Pewnego dnia, postanowiłem coś zmienić. Nie chciałem być bezimiennym niewolnikiem. Nie mogłem patrzeć na wszystko, co działo się na statkach hutt-ów. Gwałty, bójki, zabijanie się nawzajem, sprzedaż narkotyków. To wszystko przyprawiało mnie o mdłości. Za każdym razem, kiedy ktoś ginął odczuwałem ból, nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego, ale cierpiałem przez to ogromnie. Czułem ich ból. I wreszcie pewnego dnia zdecydowałem, że ucieknę i będę wiódł życie najpewniej jakiegoś tragarza lub zbieracza złomu. Postanowiłem uciec, jednak wiedziałem o tym że sam nie dam sobie rady. Przekonałem 90543Y I 4678F będących moimi współlokatorami , abyśmy podjeli próbę ucieczki. Nie było to proste to zaplanowania, chociaż plan nie był nadzwyczaj trudny, a to że mieliśmy po 9 lat jeszcze bardziej ułatwiało nam ucieczkę, ponieważ dzięki małemu wzrostowi i niezbyt dużej posturze, mieściliśmy się w każdą dziurę czy sczelinę. W końcu po miesiącach przygotowań nastał ten dzień, dzień w którym zaryzykowaliśmy wszystko na jedną kartę. Plan nie był zły zakładał jednak że strażnicy nie będą mieli wart akurat przy tym oknie na parterze. Kiedy zeszliśmy już na parter zobaczyliśmy dwójkę przechadzających się genosjańskich strażników. Nagle 4678F zrzucił stojący obok posąg. Hałas nie był duży, lecz wystarczający, by strażnicy nas zauważyli. Zrozumieliśmy się bez słów, musieliśmy ich zabić albo my zostaniemy zabici . 90543Y podbiegł do jednego z nich i skręcił mu kark, po czym ja złapałem drugiego z nich, a 4678F wyjął blaster nieżywego strażnika i zastrzelił go. Pomimo młodego wieku byliśmy bardzo dobrze wyszkolonymi zabójcami, łowcy nagród często przyuczali nas techniki zabijania. Kiedy cała adrenalina zeszła z mojego ciała, to poczułem ból. Jednak zignorowałem go, wiedząc że w tym momencie najważniejsza była ucieczka i wyjście na wolność. Udało nam się, pozostała część naszego planu przebiegła zgodnie z założeniami. Droga do miasta była długa, lecz byliśmy wolni. Zmęczeni i wyczerpani, szukaliśmy schronienia, niestety pierwszej nocy byliśmy zmuszeni nocować w opuszczonej spelunie. Życie na Zewnętrznych Rubieżach nie było proste. O każdy kawałek jedzenia trzeba było walczyć, nic nie dostawaliśmy za darmo. Było bardzo ciężko jednak udawało nam się przeżyć, jednak pewnego dnia spotkałem Torgutanina. .Mówił on, że jeżeli z nim pójdę, zyskam codzienny posiłek, dach nad głową i że mogę być szkolony w Mocy. Stwierdził też że, moc jest we mnie silna. Nie rozumiejąc tego, powiedziałem mu, że muszę zastanowić się nad decyzją. Spytałem również czy moi bracia też mogą lecieć ze mną, niestety odpowiedź była przecząca. Wracając, myśli wyżerały mnie od środka. Czy pozostawić braci i zapewnić sobie dobre życie, czy może zostać tu z nimi i dalej wieść życie złodzieja i żebraka. Po całym zdarzeniu przyszedłem do starej szopy, w której właśnie nocowaliśmy. Myśli zabijały mnie od środka. Bez słowa położyłem się do lóżka,lecz nie mogłęm spać. Cały czas myślałem nad decyzją. Rano wstałem przed świtem, moi kompanii już nie spali, czekali na mnie. Wyczułem w powietrzu, że atmosfera jest napięta. Już na wstępie, 90543Y spytał mnie, kim był torgutanin z którym rozmawiałem. Trudno było mi odpowiedzieć, lecz po dłuższej chwili niepewności, opowiedziałem im całą moją historię. 4678F ucieszył się i z radością powiedział mi żebym leciał. Jednak 90543Y powiedział mi, że jeżeli odejdę to nie będzie już odwrotu i zostanę ich wrogiem. Bardzo mocno mną to wstrząsnęło, po chwili 4678F zaczął kłócić się z 9054Y. Chwilę później rzucili się na ziemię i zaczęli się bić. Próbowałem ich rozdzielić, nie sądziłem, że 90543Y jest zdolny do czegoś takiego. Podczas podczas szarpaniny, 9054Y wyjął blaster i strzelił 4678F w głowę. Mój towarzysz padł na ziemię martwy . Oboję spojrzeliśmy na siebie. Ja w przypływie emocji i smutku wybiegłem z szopy. Ostatni raz widziałem 90543Y klęczącego przy ciele naszego drucha. Błąkając się po mieście, przez moją głowę przechodziły rożne myśli. Przechodząc kolejną ulice zobaczyłem tego samego Torgutanina. Podszedłem do niego i odparłem, że już podjąłem już decyzję. Jednak wcześniej poprosiłem go żeby pomógł mi pochować ciało mojego brata, zgodził się. Kiedy szliśmy przez ciemne już ulice, Torgutanin w końcu się przedstawił. Powiedział że nazywal się Hamstur Fjorswil i był Jedi. Potem spytał o moje imię. Zastanawiałem się co powiedzieć, odparłem że nie mam imienia i że zawsze nazywali mnie 210204K. Wtedy właśnie Jedi się oburzył. Powiedział że od teraz nazywam się Kaivern oraz że będę nosił szlachetnę nazwisko jego rodu. Byłem bardzo podekscytowany tym wszystkim, lecz kiedy doszliśmy do szopy, cała ekscytacja opadła. Szczególnie kiedy zobaczyłem 90543Y, a raczej jego zwłoki i leżące przy nim strzykawki. Prawdopodobnie nie mógł wytrzymać presji i przedawkował. Po raz drugi tego dnia łzy poleciały po moich policzkach. Jednak nie mogłem teraz zrezygnować. Po pochówku moich przyjaciół stanąłem obok Hamstura. Powiedział mi że od teraz zacznie się nowa droga w moim życiu. Mówił również, że ich śmierć nie poszła na marno, ponieważ zapoczątkowała ona nowy rozdział w moim życiu. Więc poleciałem, szkoliłem się w akademii Jedi. Po niemalże 2 latach powróciłem na planetę, aby przyjść na groby przyjaciół. Kiedy spojrzałem na ich nagrobki, wróciły wszystkie wspomnienia. Jednak opanowałem je. Nigdy nie zapomnę tych, którym się nie poszczęściło i nigdy nie zapomnę o poświęceniu 4678F 0 i o czynie 90543Y. Z rozmyślania wybrudził mnie Hamstur który oznajmił że musimy już wracać. Rzuciłem ostatnie spojrzenie na 2 groby i odleciałem. Teraz jestem Jedi, Nazywam się Kaivern Fjorswil, moim bratem jest Hamstur, a moją rodziną zakon Jedi.

Wróć na górę