Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Yowionne

Ranga: Padawan Jedi
Mail: agatix17@gmail.com
GG: 64597203
Wiek: 14
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Leźno
Województwo: Pomorskie

Prywatny holokron
Szkolona przez: Sharon


Kariera:


Historia:
Mała dziewczynka o włosach koloru kwitnącej lilii goniła po ogrodzie robota, który nie był większy od jej głowy. Od rana była pozostawiona samej sobie i tej właśnie maszynie latającej. Sukienka, która kolorem nawiązywała do dojrzałych owoców razozu ciągnęła się za nią, gdy maleństwo przemierzało kolejne grządki kwiatowe dookoła willi. Co chwilę była zmuszona się zatrzymywać, gdyż traciła droida ze swoich zielonych oczu, gdyż długie włosy zasłaniały jej widoczność.

Dziewczynka potknęła się, ale nawet nie zaczęła płakać. I tak nikt by nie pomógł – od początku dnia wszyscy zostali zebrani w dolnych pomieszczeniach willi i nikt, nawet guwernantka, nie interesował się młodą dziedziczką. Ale ona nie chciała być taka jak oni, nie chciała cały czas dzisiaj płakać. Właśnie, gdzie podziała się mamusia? Czy ona też płacze tak, jak wszyscy?

Jednakże pomocna dłoń została wyciągnięta ze strony dorosłego mężczyzny, który akurat przechodził tamtą drogą. No, może „przechodził” nie jest dobrym słowem, gdyż dziewczynka wiedziała, kim jest tajemniczy człowiek. On był Jedi. Jedi nigdy nie „chadzali”, jak to opowiadała jej guwernantka. To była jedyna osoba, która dzisiaj nie płakała.

Zakapturzony obcy trzymał na rękach dziecko. Zapytał się tylko małej, gdzie są jej rodzice i opowiadał jej coś o kręgu życia, ale dziewczynka nic nie rozumiała. Wtedy akurat nadlatywał robocik, więc młoda dziedziczka pomachała mężczyźnie i rzuciła się pędem za droidem, a mistrz Jedi udał się w stronę willi.

Siedem lat później ta sama, mała dziewczynka, była już dojrzałą panną, która oddawała się obowiązkom. W końcu niedługo miała poślubić kawalera, którego przygotowali jej za życia rodzice. Jakby tego było mało, dziewczyna o liliowych włosach wychowywała dziecko, które zostało oddane w opiekę w dzień śmierci dwójki szanowanych polityków. Yowionne, bo tak nazywała się ich córka, która wciąż chadzała w bordowych sukienkach matki, miała pójść w ich ślady.

Czasami zaśmiewały się wraz z Glowrią – dzieckiem, jakie wychowywała Yowionne – z tego, jak życie potrafi być przewrotne. Jeszcze siedem lat temu ganiała za swoim małym robotem i potykała się o sukienki w kolorach owoców razozu, a dzisiaj jeździła wraz z nim na zebrania i sukienki sięgały jej do kostek. Nie zmieniła się tylko jedna rzecz – Yowionne, dokładnie tak samo, jak siedem lat temu, nigdy nie płakała. Nie uroniła nad swoim życiem żadnej łzy.

„Tak miało być” – mawiała. Od początku było jej pisane bycie politykiem tak samo, jak jej matce, babce i matce babki, a także babce babki. Tak, jak całej rodzinie. Czasami snuła marzenia o tym, że nie urodziła się z liliowymi włosami i mieszkała w biednej mieścinie, a bordowe sukienki byłyby najdroższą rzeczą, o jakiej by usłyszała. Jednakże tak nie było, a Yowionne dorastała w zatrważającym tempie i była już gotowa na przejęcie swojej roli, założenie rodziny i przekazanie wiedzy wraz z obowiązkami następnemu pokoleniu. Była jednak jedna rzecz, która nie dawała jej spokoju i dręczyła ją w każdym śnie, począwszy od spokojnego wspomnienia aż po najokropniejsze koszmary. W każdym z nich pojawiał się stary mistrz Jedi z Glowrią na rękach.

Niedługo jednak zmartwienia Yowionne zostały prędko rozwiane. Bowiem, w ósmą rocznicę śmierci jej rodziców, do willi zawitał, starszy już teraz, gdyż od poprzedniego spotkania minęło osiem lat, mistrz Jedi, który to właśnie ofiarował jej największe dotychczasowo szczęście. Ich spotkanie nie było niczym nadzwyczajnym. Dokładnie tak, jak osiem lat temu, mężczyzna przywitał się z dziewczyną, zapytał ją o kilka rzeczy, a później przeszedł do konkretu. Nic się nie zmieniło. Oni wciąż nie „chadzali”, a obcy przyszedł tu w jasno określonym celu.

„Powinnaś obrać inną drogę” – z tymi słowami zwrócił się do Yowionne. Dziewczyna nie za bardzo rozumiała, o co chodzi. Ta droga była jej pisana. Pisane było jej założenie rodziny, zostanie politykiem i przekazanie wiedzy kolejnemu pokoleniu. Miała przecież liliowe włosy, nosiła sukienki o kolorze dojrzałych owoców razozu, wszystko powinno być dobrze. Co innego przewiduje mędrzec?

Ale Yowionne dała się przekonać. Trzy dni później była już w drodze do zakonu, a za towarzystwo miała jedynie swojego małego droida. To było impulsem, dziewczyna nie zastanawiała się zbyt długo. Po prostu spakowała się i zażegnała dawne życie. Rozstała się ze swoją wychowanką, która po raz pierwszy nazwała ją matką i obiecała, że będzie czekać, a później przyszedł czas na wyjazd. Ostrzegła guwernantkę i poprosiła o zgodę na wyjazd, a cóż innego mogłaby zrobić stara, zrzędliwa kobieta, która martwiła się o obie dziewczynki przez całe życie? Ostatnim, co zrobiła, było wysłanie wiadomości z prośbą o przełożenie daty ślubu i w ten oto sposób Yowionne obróciła swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni, wręcz nieodwracalnie, można by powiedzieć.

I tak, „nieodwracalnie” było tu słowem kluczowym. Bowiem, gdy dziewczyna miała powrócić ze szkolenia, miała ujrzeć zmiany, jakich dokonała. Guwernantka miała umrzeć ze starości, Glowria miała zająć jej miejsce, wziąć ślub, założyć rodzinę i wydać na świat swoje dziecko. Malutką dziewczynkę o włosach koloru kwitnącej lilii, która miała chodzić w sukienkach przypominających dojrzały owoc razozu. Glowria miała również nieumiejętnie zarządzać pieniędzmi i doprowadzić do bankructwa najbardziej znanej politycznej rodziny na tych terenach.

Może Yowionne była w stanie obrać inną drogę? Może mogła nie być tak podatna na wpływy ze strony mężczyzny, a może i mogła zatykać uszy, gdy guwernantka opowiadała jej o tajemniczych ludziach, którzy nigdy nie „chadzali”? Może i byłaby to szansa na stabilność po politycznej stronie galaktyki, ale wtedy dziewczyna żyłaby, bo „tak miało być”. Teraz jednak, gdy pokonywała stopień prowadzący do zakonu, wiedziała, że to właśnie tu powinna być od zawsze. Nawet, jeśli miało być kompletnie inaczej…

Wróć na górę