Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Justine Helfire

Ranga: Mistrz Jedi
Ścieżka rozwoju: Negocjator Jedi

Mail: justinehelfire@gmail.com
Wiek: 25
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Izabelin C
Województwo: Mazowieckie

Prywatny holokron
Wyszkolona przez: Nar Kadun
Aktualnie szkoli: Kasandra
Szkoliła: Alatorde, Arvish, Arya Koan, Daimien Rash, Kirrond, Leanna Relash, Molochus, Nojas, Petrus, Resmi Helfire, Shell, Tezuki

Medale:


Kariera:


Wygląd:

Sięgające do ramion, ciemno-czerwone włosy, zwykle spięte w kucyk z tyłu. Turkusowe oczy. Woli ubiór praktyczny i wygodny. Podczas misji przywdziewa płaszcz Jedi, przypominający te z czasów Starej Republiki. Nosi także srebrny, połyskujący naszyjnik, który dostała od matki.

Cechuje się dużą cierpliwością i zawsze najpierw szuka pokojowych rozwiązań. Po miecz świetlny sięga w ostateczności, ale kiedy już to robi, potrafi zaskoczyć biegłym wykorzystaniem Soresu.

Jej charakterystyczną umiejętnością jest psychometria, której zawsze stara się używać z rozwagą. Często jest też obdarowywana wizjami Mocy, zarówno przeszłości jak i przyszłości.



Broń:

Dawniej nosiła miecz świetlny, który stworzyła jeszcze podczas swojego szkolenia. Miał on zielone ostrze, a wewnątrz znajdował się kryształ Mephite. Rękojeść była do połowy czarna, a dalej srebrno - złota. Miecz ten zachowała na pamiątkę do dziś, postanowiła jednak zbudować nowy, lepiej dopasowany do obecnych zadań.

Nowy miecz został stworzony głównie z myślą o misjach dyplomatycznych, na które często się udaje. Z pozoru miał wyglądać raczej jak elegancki dodatek do stroju niż śmiercionośna broń. Z tego powodu rękojeść została całkowicie odmalowana już po złożeniu miecza. Kryształem głównym został Pontyt, ze względu na swoją wyjątkową, uspokajającą aurę. Natomiast kryształem dodatkowym jest Klejnot lorrdiański, który pozwala lepiej przewidywać ruchy przeciwnika. Ostrze ma jasnozielony kolor.



Historia:

Ze swojego wczesnego dzieciństwa pamiętam tylko kilka obrazów i uczuć. Większość pojawia się w snach lub kiedy jestem bardzo skupiona. Widzę wtedy statek. Jest ogromny, a na jego pokładzie przebywa wielu ludzi. Nagle rozbrzmiewa alarm i wszyscy uciekają do kapsuł ratunkowych. Wiem, że byłam okropnie przerażona. Chyba miałam około czterech lub pięciu lat. Później widzę jakąś kobietę. Sądzę, że to właśnie moja matka. Biegnie do mnie, ale nagle zostaje postrzelona i upada. Podchodzę do niej. Bardzo chcę, żeby wstała i wzięła mnie na ręce, ale ona nadal leży. Z korytarza obok dobiegają jakieś strzały i krzyki. Widzę mężczyznę, który ucieka przed oddziałem żołnierzy. Najpierw przebiega on obok mnie, ale wraca i łapie mnie. Biegnie ze mną długim korytarzem statku, a ja już prawie nie widzę mojej matki. Uciekliśmy do kapsuły ratunkowej. Oddaliliśmy się od statku, a wtedy on wybuchł. W tym momencie kończy się moja wizja, a resztę dzieciństwa już pamiętam.

Mieszkam na Naboo. To naprawdę piękna planeta, ale nie wiem jak się na niej znalazłam. Kiedy pytałam o to ludzi, z którymi żyję unikali tematu, ale w końcu uznali, że muszę wiedzieć co się stało. Okazało się, że człowiek, który był w mojej wizji to rycerz Jedi. Znał moją matkę i nie chciał, żeby ci żołnierze mnie zabrali. Oni sami nie znali mojej matki, ale ten rycerz Jedi powiedział, że była wspaniałą osobą. Poprosił ich także, aby zaopiekowali się mną. Od chwili, gdy się o tym dowiedziałam, sama pragnę zostać Jedi. Chcę pomagać ludziom. Być może i ja kiedyś uratuję dziecko jak ten rycerz mnie.

Coraz częściej mam wrażenie, że ktoś mnie obserwuję. Wielu moich przyjaciół ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, a kiedy pytam kogoś o te zdarzenia to milczy. Dopiero niedawno dowiedziałam się całej prawdy - podczas rozmowy z rodziną, która się mną opiekuje.
- Jane, wiesz coś o tych zaginionych dzieciach? Prawie wszyscy byli moimi przyjaciółmi - zapytałam.
- Właściwie... tak, ale wolałabym o tym nie mówić - odpowiedziała.
- Proszę, powiedz mi. Ja muszę wiedzieć.
- No... dobrze. Oni wszyscy zostali porwani. Nikt nie wie przez kogo, ale najprawdopodobniej ten kto ich porwał szukał... ciebie - powiedziała Jane.
Zaniemówiłam. Nie mogłam uwierzyć, że to przeze mnie. Nie mogłam pojąć, dlaczego ktoś miałby mnie porwać. Ta tajemnica wyjaśniła się dopiero później.

Pewnego dnia odwiedził nas bardzo dziwny gość. Miał na sobie długą, czarną szatę. Przy nim poczułam się bardzo dziwnie. Przeszyło mnie zimno, choć na zewnątrz było bardzo ciepło. Jane kazała mi się schować, jak tylko go zobaczyła. Nie wiedziałam dlaczego, ale zrobiłam co powiedziała. Poszłam do jedynej przyjaciółki, która nie została porwana. Przynajmniej tak myślałam. Kiedy do niej dotarłam, zastałam wszystkich martwych. Byłam przerażona. Moją przyjaciółkę znalazłam w jej pokoju. Przed śmiercią zdążyła nagrać ostatnią hologramową wiadomość. Włączyłam ją.
- Justine... oni szukają ciebie... uciekaj, uciekaj i to szybko... oni chcą cię zabrać... pytają nas gdzie jesteś... uciekaj, uciekaj!...
W tej chwili za nią pojawiła się jakaś postać. Ten sam człowiek, który był właśnie u nas w domu! Zabił ją mieczem świetlnym! Tylko jedno przyszło mi do głowy. To musiał być Mroczny Jedi. Pobiegłam do domu najprędzej jak mogłam. Niestety w moim domu stało się to samo, co u mojej przyjaciółki. Wszyscy byli martwi. Szukałam Jane i znalazłam ją w jednym z pokoi. Jeszcze żyła, jak do niej podeszłam.
- Justine, weź to - podała mi dosyć duży naszyjnik o dziwnym kształcie - to należało do twojej matki... mieliśmy ci to dać, jeśli pojawią się ci... ludzie, jeśli będą cię szukać. Musisz stąd uciekać, uciekaj, jak najdalej...

Umarła. Nie miałam już nikogo. Ani przyjaciół, ani rodziny, nikogo. Zabrałam swoje rzeczy i zaczęłam szukać jakiegoś transportu. Pomyślałam, że jedynym sposobem na poznanie całej prawdy jest odnalezienie rycerza Jedi, który znał moją matkę. Znalazłam człowieka, który zgodził się przewieźć mnie na Coruscant. Myślałam, że wreszcie poznam całą prawdę i zostanę Jedi, ale moja przygoda jeszcze się nie skończyła. Mniej więcej w połowie drogi, zaatakował nas jakiś statek. Był wielki. Wyglądał zupełnie, jak ten z mojej wizji. Zdążyliśmy skoczyć w nadprzestrzeń, zanim nas zniszczyli, ale musieliśmy wylądować i naprawić nasz statek. Po wszelkich niezbędnych naprawach, znów wyruszyliśmy.

Pewnej nocy miałam wizję. Widziałam w niej Radę Jedi, ale nie na Coruscant. Byli oni chyba koło planety Yavin. Dokładnie zapamiętałam widok tej planety i po przebudzeniu poprosiłam pilota, żeby sprawdził to dla mnie. Okazało się, że był to czwarty księżyc planety Yavin. Zmieniliśmy więc kurs na Yavin i tak właśnie tu dotarłam. Mam nadzieję, że odnajdę tu prawdę o sobie i że po tym, co przeżyłam, odnajdę nareszcie spokój...

Poznaj dalszą część historii



Parę słów od siebie:

Pierwszy raz zobaczyłam Gwiezdne Wojny jak miałam chyba... pięć czy sześć lat i to jeszcze na starych kasetach VHS. Nie wiele z nich wtedy zrozumiałam. Później pojechałam z tatą na Mroczne Widmo do kina i wtedy wszystko się zaczęło... Oglądałam filmy, zbierałam wszystko co miało związek z SW... W pewnym momencie stwierdziłam, że nie chcę po prostu zbierać zabawek, ale chcę postępować jak Jedi. Tak właśnie trafiłam do JO... ^^


Wróć na górę