Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Nightwish

Ranga: Rycerz Jedi
Mail: agrabos@student.agh.edu.pl
Wiek: 23
Płeć: Mężczyzna
Miejscowość: Kraków
Województwo: Małopolskie

Prywatny holokron
Wyszkolony przez: Marfanor
Aktualnie szkoli: Xaj
Szkolił: Palmira Nache

Medale:


Kariera:


Broń:
Nightingale, blaster zrobiony na zamówienie, oprócz zwyczajnych funkcji morderczych posiada miotacz haków i wibroostrze pod lufą do obrony w walce wręcz. Okazjonalnie stosuje maskę Paladynów i zbroję bojową.
Dodatkowo schowany dobrze miecz z kryształem sithów znalezionym podczas ostatniej misji Padawana.



Historia:
Mówią na mnie Nightwish. Mojego prawdziwego imienia nikt nie używa od dawna. Mam 20 lat. Do tej pory mieszkałem w gorszej dzielnicy na Coruscant. Od momentu przeprowadzki do nowej dzielnicy gdzie znalazłem pracę stałem się skryty. Nigdy nie potrafiłem zapomnieć, tego co działo się w domu. Wiecznie pustka, bieda, ojciec pijany, matki nie było w domu. Mimo to miałem wielu przyjaciół. Uciekałem w towarzystwo. Od śmierci rodziców nie otworzyłem się już nigdy, zawsze w cieniu. Wierzyłem, że zapomnę. Nie udało się. Niechętnie wracam do tamtych czasów mojego życia. Sprzedałem mieszkanie, spakowałem się i przeprowadziłem się do innej dzielnicy, aby zapomnieć.

Dostałem pracę w barze, jako ochroniarz. Był to nieduży bar, kilkanaście mniejszych stolików i dwa duże na środku. Dwie twi'lekanki obsługiwały klientów. Nad kasą widniał hologram reklamowy. Było to typowe miejsce spotkań przestępców, różnej rasy i pochodzenia. Dostawałem marne pieniądze ale jakoś żyłem. Czułem, że moja przyszłość się zmieni. A może to był tylko taki promyk nadziei, ważne że trafiony.

Mieszkałem w niewielkim apartamencie, niedaleko baru. Trzy pokoje, wyglądały jakby zbudowano je 50 standardowych lat temu. Kuchnia nadawała się jeszcze do użytku, ale łazienka prosiła się o remont. Nie przejmowałem się wyglądem mieszkania, służyło mi tylko do odpoczynku. Jadłem zawsze w barze. Miałem nadzieje, że przeprowadzę się stąd kiedyś do lepszej dzielnicy. Takie małe marzenie. Wszyscy marzyli zawsze by być: generałami, senatorami, Jedi, Sithami. Nie ja. Zawsze wolałem mieć dosyć realne pragnienia, te które miały większą szanse się spełnić. Nie myślałem, że los będzie tak łaskawy.

Kiedyś byłem wrażliwy, dopóki tu nie trafiłem. Widziałem już tyle zła, tyle już sam go uczyniłem, że mocno ucichło moje sumienie. Nadal je jednak miałem. Gdzieś w głębi było to odczucie, to coś co zawsze z cierpliwością powtarzało: "Nie!". Wiedziałem, że nie zawsze winni są ci, których mieliśmy zlikwidować. Niewiele wiedziałem o moim pracodawcy. Nazywał się Aldeer, przynajmniej tak mówił jego asystent, był Rodianem. Widziałem go tylko raz. Był jedną z ważniejszych osób w tej dzielnicy. Oprócz barów prowadził kilka innych interesów. Zawsze polecenia przekazywał nam jego asystent. Często chętnie bym się tym poleceniom sprzeciwił, ale nie mogłem, było wielu chętnych na moje stanowisko. Praca tutaj, kłóciła się z moim sumieniem.

Pewnego dnia, w barze pojawiła się ważna osoba, jak później się okazało był to senator. Ponieważ był ranny i potrzebował pomocy, wywołał spore zamieszanie. Zastanawiałem się, co sprowadziło go do naszej dzielnicy. Tacy jak on, nie bywają tu często. Asystent szefa natychmiast poszedł do swojego biura. Gdy wrócił, powiedział, że mamy rozkaz od szefa, pojmać i ukryć rannego. Coś odezwało mi się w sercu, coś czego dawno nie czułem. Jakby ukłucie podświadomości, bolesne i krótkie. Młody Kel Dor, z zapałem (i pewnie chęcią na premię) przygotował blaster. Kiedy zobaczyłem, że moi koledzy prowadzą więźnia do siedziby szefa, nagle zrozumiałem, że muszę mu pomóc. Działałem jak w amoku wystrzeliłem i zabiłem moich współpracowników. Złapałem pod ramię senatora i zaczęliśmy uciekać. W domu opatrzyłem go i pomogłem mu skontaktować się z jego gwardią. Sam też musiałem nawiać.

Szybko zacząłem pakować najważniejsze rzeczy. Wziąłem pieniądze i broń. Wyjrzałem przez okno, na dole byli już łowcy nagród. Z lekkim uśmiechem pomyślałem: "Tylko trzech?". Wbiegli do budynku. Wziąłem blaster do ręki i pobiegłem. Udało mi się dwóch zastrzelić. ostatni sprowadził pomoc. Zakląłem pod nosem. Kolejne strzały uświadomiły mi, że nie mam zbyt wielkich szans. Nagle zapadła cisza. Zdążyłem tylko pomyśleć, dlaczego wstrzymali ogień, kiedy poczułem mocne uderzenie i ból. Straciłem słuch. To musiał być granat soniczny. Widziałem, już tylko jak do mnie biegli, to miał być koniec.

Obudziłem się w jakimś pokoju, głowa bolała mnie strasznie, słuch powoli wracał. Jakaś kobieta i mężczyzna siedzieli obok i rozmawiali. Rozejrzałem się. Odrazu było widać, że mieszka tu ktoś ważny. Z wielkich okien widać było budynek senatu. "Czy ja śnię?". Kobieta zauważyła, że się ocknąłem.

- Witaj Nightwish - powiedziała łagodnym głosem.

- Cześć, eee gdzie ja jestem... i... skąd ty znasz moje imię?

- Spokojnie, mieliśmy wobec ciebie dług wdzięczności, uratowałeś senatora z rąk łowców nagród. Odpoczywaj.

Zasnąłem. Obudziłem się jakiś czas potem. Wstałem, ubrałem się i usiadłem przy stole. Nie zdążyłem jeszcze zebrać myśli, kiedy przyszedł dowódca prywatnej straży senatora.

- Witaj. Świetnie się sprawdziłeś.

- Dzięki ja...

- To my dziękujemy, mamy dla ciebie propozycję. Mianowicie, chciałbyś może dla nas pracować? Naturalnie zagwarantujemy ci jakieś tymczasowe mieszkanie.

Zamarłem na dźwięk tych słów. Nie czułem się taki szczęśliwy nigdy w życiu.

- Ja, ja nie wiem co powiedzieć, oczywiście że chcę.

- To świetnie, pracujesz w naszym drugim oddziale, twoim dowódcą, jest Kapitan Aikana. Poznałeś ją, wcześniej. Czuwała przy twoim łóżku.

- Ok, od kiedy zaczynam?

- Od teraz!

Nareszcie znalazłem swoje miejsce. Tutaj było inaczej, ludzie z kulturą, dobry zarobek i standard życia. Już po 3 miesiącach stać mnie było na własny apartament. Nie był duży, ale w porównaniu do poprzedniego cudowny. Nowe meble, balkon. Nareszcie prawdziwa łazienka.

Szybko awansowałem i zrobiłem profesjonalną licencję. Na współpracowników mogłem liczyć jak na przyjaciół. Niestety tym szczęściem mogłem cieszyć się tylko rok.

Nadszedł ten dzień. Pogoda była paskudna.Nie mogłem zmrużyć oka. Po długim czasie, nareszcie zasnąłem. Nie spałem dłużej niż godzinę, gdy rozległ się huk. Zawył alarm, ktoś zaatakował. Szybko się przebrałem i wbiegłem do biura strażników, którzy mieli dyżur. Nikt z nich nie przeżył. Biegłem w stronę apartamentu senatora. Nagle ktoś zaczął strzelać. Rzuciłem detonator termiczny. Żałowałem, że nie uzupełniłem zapasu przed zmianą warty. Został mi już tylko jeden. Przy apartamencie senatora na samej górze, już toczyła się walka. Moi koledzy z oddziału ostrzeliwywali grupkę łowców. Dołączyłem do nich. Za wszelką cenę powstrzymać. Łączność była przerwana. Pierwszy oddział, musiał utkwić na dole. Zrobiło się naprawdę gorąco. Nagle zobaczyłem kobietę w tunice, która przy pomocy miecza świetlnego dziesiątkowała nasz oddział. Nie było sensu dłużej czekać. Razem z najlepszym kolegą, pobiegliśmy w stronę naszego lotniska. Nie byłem wybredny wskoczyłem do pierwszego lepszego statku. Niestety do szybkiego A-Winga dotarłem tylko ja. Uruchomiłem autopilota, kurs nastawiony był na Yavin IV. Słyszałem kiedyś, że powstała tam nowa akademia Jedi. Przez chwile zamknąłem oczy i pomyślałem, że skoro udało mi się dotrzeć aż tutaj, to znaczy że takie jest moje przeznaczenie.

Narazie byłem bezpieczny. Wleciałem w nadprzestrzeń. Gdy doleciałem ujrzałem mój cel. Yavin IV, lesisty księżyc. Długo szukałem miejsca do lądowania. Moim oczom z daleka ukazał się kompleks budynków zakonu. Wielkie i piękne budynki. Wylądowałem.

Wysiadłem z statku i podszedłem do jakiegoś Jedi. Wyjaśniłem mu skąd przybywam. Polecił mi bym udał się do rady zakonu. Kiedy stanąłem przed radą, miałem wielką nadzieję, że dostane swoją szansę. Udało się, od tego momentu jestem adeptem zakonu.

Ciąg dalszy pisany...

Wróć na górę