Pomiń nawigację™
Logo Jedi Order - małe
Home - ikonka HOME O NAS REKRUTACJA FORUM

Członkowie

Caroline

Ranga: Mistrz Jedi
Ścieżka rozwoju: Negocjator Jedi

Mail: caroline.34@wp.pl
GG: 8587125
Wiek: 21
Płeć: Kobieta
Miejscowość: Jastrzębie-Zdrój
Województwo: Śląskie

Prywatny holokron
Wyszkolona przez: Rusis
Aktualnie szkoli:
Szkoliła: Cyfer, Jinora

Medale:


Kariera:


Wygląd:
Nieco niska jak na chissanke, co prawdopodobnie było spowodowane wychowaniem w podziemiach niezwykle postawna postać, a jednocześnie szczupła. Postać Caroline jest pełna skrajności i jej wygląd oraz sposób obnoszenia się ze sobą nie pozostawia do tego żadnych wątpliwości. Perfekcyjnie dopasowana, bez żadnego zagniecenia szata Jedi, połączona z białym fartuchem i goglami ochronnymi mogłyby sprawiać, że młoda Mistrzyni jako negocjator Jedi dba o to żeby istoty postrzegały ją jako osobę profesjonalną w stu procentach. Z obrazem gryzą się jednak jej sztuczne oko, brzydka blizna szpecąca lewą połowę twarzy chissanki, wyeksponowana przez nią samą przez ogolony lewy bok głowy. Reszta włosów mistrzyni jest w wiecznym nieładzie, pomimo tego, że jak twierdzi sama Mistrzyni robiła wszystko co możliwe by zmienić ten stan. Obrazu dopełnia sztuczna prawa ręka, która jest jest wynalazkiem Caroline, nie jest pokryta synth-skórą, a znajomi chissanki śmieją się, że proteza została złożona z całego złomu leżącego w mieszkaniu chissanki na dolnych poziomach Coruscant. Całość wyglądu budzi uczucia bardzo skrajne, najczęściej przy pierwszym wrażeniu wygrywa niechęć, bądź nawet strach strach, spowodowany incydentami podczas Mrocznych Czasów związanych z ulepszeniami mechanicznymi ciała... To co osoby oceniające młodą mistrzynię po pierwszym wrażeniu tracą to już inna historia...

Broń:
Moja broń to charric, który kiedyś należał do mojej matki, jeśli on mnie zawiedzie sięgam po składany krótki nóż.

Historia:
Nazywają mnie Caroline, pochodzę z planety Csilla. To piękne miejsce. Ostatni raz widziałam je, około dziesięć lat temu. Od czasu śmierci mojej matki ojciec nie mógł znieść. Csillańskiego klimatu, ściślej mówiąc nie mógł znieść wszystkiego, co z tą planetą jest, lub było związane. Przenieśliśmy się na Coruscant. Nigdy nie lubiłam tam mieszkać. Nie odpowiadał mi zbyt ciepły klimat, i wszechobecny miejski krajobraz, ale po kilku latach zdążyłam się przystosować. Moje chissańskie imię zapomniano wraz z Csillą i tym, co ojciec chciał zostawić po opuszczeniu jej, pozostało mi jedynie imię rdzenia, Caroline. Moją matkę pamiętam jedynie z niezbyt przyjemnego wspomnienia, w którym uderzam tyłem głowy o kant stołu. Najbardziej zapadła mi w pamięć krew na podłodze, i przerażony wyraz twarzy matki. To było około standardowy miesiąc przed tym jak znaleziono ją martwą. Nie wiem jak ona umarła, nikt mi tego nie powiedział, a ja nawet nie chcę tego wiedzieć. Dwa miesiące po jej śmierci przenieśliśmy się na Coruscant, kiedyś obiecałam sobie, że wrócę na Csillę, wiedziałam, że to może być nierealne, ale jednak wierzyłam, że kiedyś tam powrócę. Mój ojciec zaczął pracować w jakiejś organizacji, której nazwy nigdy nie poznałam. Kiedy skończyłam dziesięć standardowych lat, przekazał mi jedną z najcenniejszych pamiątek po mojej matce. Charric, którego używała za życia. Tłumaczył, że mnie przyda się znacznie bardziej. To zdanie nawet wtedy napawało mnie grozą, i sprawiało wrażenie, że, w moim życiu stanie się znacznie więcej niż kiedykolwiek będę w stanie sobie wyobrazić. Jakiś czas później przyprowadzał mnie często do warsztatu Twerma, swojego najlepszego przyjaciela. Na początku tylko patrzyłam z daleka jak człowiek naprawia ścigacze i myśliwce, później zaczęłam podchodzić bliżej, aż w końcu podawałam narzędzia, i pomagałam w naprawach. Po jakimś czasie Twerm postanowił przyjąć mnie na stałe jako pomocnika. Moje życie toczyło się zwyczajnym torem, do czasu, kiedy ojciec zabrał mnie ze sobą jako drugiego pilota jednego z służbowych frachtowców typu YT 2000. Spełniłam jego prośbę bez zbędnych komentarzy. Gdy weszłam do frachtowca, dowiedziałam się, że mamy dostarczyć żywność do Akademii Jedi na Yavinie IV. Przez całą podróż na księżyc towarzyszyło mi dziwne uczucie, że za niedługo stanie się coś złego. Nie potrafiłam patrzeć na ojca, bo zaraz ogarniało mnie niewyjaśnione uczucie smutku. Im bliżej było do czwartego księżyca Yavina tym bardziej uczucie się nasilało. Po wyskoczeniu z nadprzestrzeni w okolicach księżyca. Gdy biliśmy dość blisko, ojciec prosił mnie o udanie się do kapsuły ratunkowej, i natychmiastowe jej odpalenie, chwilę wcześniej, przekazał mi jakieś durastalowe pudełko, i powiedział „Żegnaj Caroline”, po tych słowach, udałam się do kapsuły ratunkowej, odpaliłam ją. W środku było ciasno, zanim zdążyłam zastanowić się, jaką kombinacji szyfrowej mam użyć, aby otworzyć pudełko, poczułam silne uderzenie… i ciemność.

Obudziłam się w pomieszczeniu, które nie było kapsułą ratunkową. Przypominało komnatę. Leżałam na czymś, co przypominało koję, która była dość wygodna. W jakiś sposób wiedziałam, co się stało, ale nie wiedziałam, „dlaczego?” Oraz w, „w jaki sposób”. Wstałam z koi, i usiadłam na podłodze. To pomagało mi w jakiś sposób w myśleniu. Myślałam nad wszystkim, co się stało, ale nic do siebie nie pasowało… Ciągle brakowało jakiegoś elementu układanki. Po jakimś odstępie czasu, do pomieszczenia weszła kobieta, ubrana w szatę Jedi. Na jej twarzy widać było cień zdziwienia, gdy zobaczyła, że siedzę na podłodze. Pierwszym pytaniem, jakie mi zadała było:
- Jak się czujesz?
-Dobrze proszę pani. – Oparłam natychmiast wstając, ojciec nauczył mnie, że nie wypada siedzieć, gdy ktoś starszy stoi.
-Jesteś pewna? Jak Ci na imię?
-Nazywam się Caroline. Dziękuję za to, że mnie uratowaliście.
-Nie ma, za co dziękować. Pewnie chciałabyś się dowiedzieć, co się stało, ale najpierw oddam Ci twoje rzeczy…
-Oczywiście, jeśli to nie problem. – Kobieta podała mi pudełko i charric. Po krótkich oględzinach broń, nie wydawała się być uszkodzona.. Z pudełkiem tez nic się nie stało. Przez to całe zamieszanie nawet nie zdążyłam się mu dokładnie przyjrzeć. Było czarne, małe i zamykane na szyfr. Od razu wpadła mi do głowy najczęstsza kombinacja zamka używana przez mojego ojca. Pudełko otworzyło się. W środku był arkusik flimsiplastu, zapisany w cheunch, od razu rozszyfrowałam, co jest w nim napisane.

"Caroline, to prawdopodobnie ostatnia wiadomość, jaką ode mnie dostajesz. Twoja matka umarła z powodu wyziębienia organizmu, dlatego przeniosłem nas na Coruscant. Planetę o nieco cieplejszym klimacie. Po tym jak się tu przenieśliśmy dostałem propozycję pracy dla pewnej organizacji, niestety zanim się zorientowałem było już za późno. Widzisz, organizacja, w której pracowałem, to terroryści. Moim zadaniem, na Yavinie IV było zdetonowanie statku w hangarze Jedi. Do moich pracodawców nie docierało, że to niemożliwe. Postanowiłem wysadzić statek w przestworzach. Mam nadzieję, że nie stało Ci się nic złego…Wybacz mi… "

W tym momencie tekst się urwał. List mnie zasmuci, oraz zmusił do myślenia. Wszystko teraz wydawało się takie… skomplikowane, w jednym momencie, mój ojciec był kimś, kogo chciałam naśladować, a teraz nie zrobiłabym tego, chociaż… W tym momencie przerwałam rozmyślania, przypominając sobie o obecności Jedi w pomieszczeniu.
-Przepraszam panią, zamyśliłam się.
-Nic nie szkodzi, chciałabyś usłyszeć, co się stało?
-Już to wiem, to ja pani powinnam wyjaśnić, dlaczego to się stało…
-A, więc słucham. – Opowiedziałam wszystko, każdy najdrobniejszy szczegół, od startu do otrzymania listu, który zresztą przetłumaczyłam dokładnie słowo po słowie.
-To ciekawe… - Zaczęła, kiedy skończyłam. – Mówisz, że przeczuwałaś, że coś się stanie?
-Tak, cały czas wydawało mi się, że zaraz, stanie się coś… nieprzyjemnego, ale nie wiedziałam, co… - Zamyśliła się przez chwilę.
-Skoro już tu jesteś to może zostaniesz na testach?
-Przepraszam, ale nie rozumiem…, na jakich testach?
-Wydaję mi się, że możesz być wrażliwa na Moc. To oznaczałoby, że mogłabyś zostać Jedi… Można to sprawdzić, za twoją zgodą.
-Czy mogę dostać dwie godziny na przemyślenie tego?
-Oczywiście, to trudna decyzja. – To powiedziawszy wyszła z pomieszczenia. Znów usiadłam na podłodze, zaczęłam rozmyślać nad tym, co może mnie czekać, jeśli przyjmę propozycję lub nie. Zastanawiałam się też nad tym czy akurat to jest właściwe… W końcu, przyjęłam propozycję. Postanowiłam ze zostanę na testach. To, co stało się później to już zupełnie inna historia…

Parę słów od siebie:
Jestem inna niż kiedyś, ale jednak wciąż taka sama najlepiej wiedzą to Ci, którzy znają mnie od dawna
Wróć na górę